środa, 11 lutego 2015

Ultramatka z urokiem

Znowu mniej mnie tutaj ale tym razem przynajmniej mam dobry wykręt :D!
Postanowiłam przebiec ultramaraton. 
Jak do tego doszło? Ano w moim najlepszym stylu - znów zadziałał "jaknieurok" ;).

Jakiś czas temu ostatecznie rozsypała mi się gospodarka wodna. Proces autoimmunologiczny, który wcześniej spożył moją trzustkę, właśnie skończył z podwzgórzem. Trochę poleżałam w szpitalu (wysypiając się przy tym na oba boki ;) ) a pod koniec grudnia wyszłam do domu z rozpoznaniem Diabetes insipidus - ośrodkowa moczówka prosta. Choróbsko, które kazało mi wypijać po 7-10, czasem 12 litrów w ciągu doby a potem pokątnie sikać na klombach. Rzadki fart, zupełnie w moim stylu, bo przypadłość ta dotyka 3 osoby na 100.000. W postaci autoimmunologicznej znakomicie mniej.

Jak Ty dajesz radę? Posypały się pytania. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak udowodnienie światu i, chyba w pierwszej kolejności sobie samej, że "znakomicie, dziękuję".
Znacie na to jakiś lepszy sposób, nie wymagający wyprawy w Himalaje, niż przebiegnięcie 100km? Ja nie, dlatego postanowiłam w czerwcu zmierzyć się z ultramaratonem. 

A teraz trenuję zawzięcie żeby mieć szanse podołać przedsięwzięciu :). Można o tym poczytać o tutaj. Każde kciuki na wagę złota!

4 komentarze:

  1. Wow, podziwiam! Błagam tylko się nawadniaj i doprowadź do stanu używalności, bo się martwię o Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. JESTEŚ WIELKA KOBIETO!!
    Będziemy trzymały wszystkie możliwe kciuki, nawet te w stopach (czy duży paluch można podciągnąć pod kciuka?).

    Magda mama Zuzy

    OdpowiedzUsuń
  3. wow..pomysł rewelacyjny...trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń