czwartek, 15 stycznia 2015

O Pyzie, która urosła

Obiecałam sobie, że napiszę żeby nie przepadło. I tak nie nigdy nie dowiem się kiedy Pyzunia postawiła pierwszy krok, kiedy wyrósł jej czwarty ząb. Miałam zapisać ale zamiast tego poszłam spać. Albo rytmicznymi krokami odmierzałam przedpokój ze smutnym zębołakiem na rękach. A może składałam kolejną miskę prania? Nie pamiętam. Nawet nie wiem kiedy zniknęło miejsce na tę uważność i wyczekiwanie, które tak wyraźnie naznaczyło pierwszy rok Bułeczki. Pyza urosła nie wiadomo kiedy, niejako przy okazji codziennej krzątaniny. Gdzieś między gotowaniem a zmianą pościeli, zorientowałam się nagle, że mój bobasek zniknął. Że w jego miejsce pojawiła się pyzata dziewczynka, która w drugi rok życia wkroczyła na własnych nogach, (chociaż nadal wygodniej jej na czterech), wyposażona w cztery, ostre jak szpileczki zęby i celując pulchnym paluszkiem oraz rzucając stanowcze "da!", postanowiła zawładnąć wszystkim, czym bawić się absolutnie nie powinna.
Pyza to pogodne stworzenie o rumianych policzkach, tłuściutkich paluszkach, wielkich oczach okolonych długaśnymi rzęsami i okrągłej główce, na której pojawiają się pierwsze loczki. Ogólnie można odnieść wrażenie, że wszystko co może być u malucha okrągłe, takie właśnie u niej jest. 
Mimo swoich prawie 10 kg, nadal najbardziej na świecie lubi siedzieć u mamy na rękach, wczepiona jak rasowy makak, co się przekłada na lordozy i inne kifozy, ale ja miałam nie o tym. Rozłąkę znosi bardzo źle. Nawet szybki prysznic matki okupiony jest rzewnymi łzami, obficie zraszającymi drzwi łazienki.
Apetyt Pyza ma niezgorszy. "Mniam mniam" padło z jej ust zdecydowanie wcześniej niż "tata". Zjedzenie przy niej czegokolwiek to duża sztuka. A dzięki swojemu podjadactwu można już w zasadzie stwierdzić, że je to co reszta rodziny. Nadal się jeszcze karmimy, chociaż coraz rzadziej i pewnie już niedługo Pyza zarzuci cyckanie.
Z Bułką dogadują się wybornie, co nie oznacza, że nie dadzą sobie od czasu do czasu po razie ;).
Ale to już zupełnie inna historia.

6 komentarzy:

  1. <3 Pyzy i Bułeczki, czekałam na was! Chętnie podczytam co mnie czeka... A o tym rośnięciu tuz pod nosem, przy okazji, niezauwazalnie... wiem juz cos. 6 miesiecy nam stuka, a ja wciaz mam wrazenie ze dopiero noworodka do domu przywiozlam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ ten czas zapyla. Prawie jak pszczółki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! dzielna dziewczynka! ....co jest z tymi dziewczynami...moja też wisi na mnie i nie da się dotknąć nikomu innemu

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko piszesz, ale jak już coś napiszesz... to jest pięknie napisane :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój synek w wieku Bułki, moja córka w wieku Pyzy i jakbym o nas czytała. Rok 2014 okrzyknięty najszybszym rokiem mojego życia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń