wtorek, 18 listopada 2014

Przy dziecku się tyje...

...mówlili. Może i tak, ale nie przy moich dziewczętach. "Mama, ja jajo sjem" oznajmia Bułka zanim jeszcze dobrze otworzę paszczękę. "Mamo, ja chap, chap japko! Ja japko prosi!", "Ja bułka z serem!", "Ja siasia (owsianka)", "Mamo, będzie pikka (pizza)?", "Ja sje sałatka z ribką", "Buraka, buraka!". Słowem wszystko, co tylko przypadkiem znajdzie się na moim talerzu a w bułkowym zasięgu wzroku. Nikt nie wie dlaczego tak jest, ale  sokoro matka się na to zasadza, znaczy musi być smaczniejsze niż to z własnego talerza. To pewne!
Pyza w tym czasie wisi przy coraz luźniejszych w pasie spodniach i mamrocząc pod nosem "niam, mniam, niam" patrzy w kierunku mojego dekoltu z miną kanibala na diecie. Z jakiegoś powodu z rozszerzania diety, a jadła już naprawdę bardzo rozmaite potrawy, płynnie przeszła w zawężanie i teraz czas spędza przyssana jak przerośnięty noworodek (żeby nie powiedzieć dosadniej), i wcina tylko nogi dyndają.
A matka, zamiast, jak jej z ponurą miną wieszczyli, tyć przy drugim dziecku, kupuje nowe spodnie. 
Przynajmniej ma pretekst ;).