wtorek, 15 lipca 2014

Szalony czas

Minęło już prawie 7 miesięcy od urodzenia Pyzuni. W tym czasie udało się w szalonym pędzie:
  • zrobić prawo jazdy, 
  • zaliczyć semestr studiów zawalony z podczas pobytu w szpitalu, 
  • przeprowadzić się,
  • założyć warzywnik,
  • napisać i obronić drugą pracę dyplomową (teraz już oficjalnie jestem genetyko - pedagogiem ;)), 
  • mniej więcej odbudować formę po porodzie, 
  • zrzucić kilogramy
  • zacząć biegać
  • zejść do 28:28 na 5km 
  • wytrzymać piąty rok z własnym mężem
  • uporczywie rehabilitując wyprowadzić Pyzę z najgorszej asymetrii
  • i wspólnymi siłami wydać za mąż moją siostrę :D
Brzmi jak fun, prawda?
Ale teraz koniec tego dobrego! Czas żeby odetchnąć i napić się letniej, a czasami nawet może gorącej herbaty.

Bułka urosła i zmądrzała. Nadal mówi niewiele, ale jak powie, to już powie. A, że najczęściej omawia sprawy bieżące zdarzają się jej następujące konstatacje:
"Ojeeeej, miau siu siu! Mama miau ała!" - "Oj, kot nasikał na okno, mama go zamorduje!". Poza tym, oprócz wypominanych Pyzie "pupników" (bąków), oraz wynurzeń na tematy motoryzacyjne (samochodowo-tramwajowo-pociągowo-samolotowe) Bułka koncentruje się na tematach kuchennych ("bu-ła!", "ka-ka-oooo", "chap-chap", "mniam, mniam", "abuz", "banam", "hok" czyli sok).
Sama zakłada buty, sama je łyżką i widelcem, ze szklanki pije odkąd skończyła rok i osiem miesięcy. Czyta misiom wierszyk o rzepce (kaka, hau hau, miauuu, dzidzi, baba, dziadzia - chap chap, nieeeeeee mogą). Raz za razem zaskakuje mnie tą samodzielnością.

Pyza tym czasem staje na czworaka, buja się do przodu i do tyłu, obraca na wszystkie strony, wcina co jej dadzą plus to co sama sięgnie. Nadal rahabilitujemy ją w domu i 2x w tygodniu w przychodni ale postępy są ogromne i widać, że wszystko idzie w dobrą stronę.

Jedyną łyżką dziegciu jest jej mamocentryzm. Za każdym razem kiedy zniknę jej z oczu, a znikam regularnie bo chodzę pobiegać, zaczyna się wycie tak rozpaczliwe i nieutulone, że serce pęka. Kiedy jestem w domu też najlepiej czuje się na rękach albo przytulona swoim, prawie już 7,5 kilogramowym, ciałkiem, co jest urocze ale też męczące bo ręce już wyciągnęły się do kolan, dom już wygląda jak stajnia Augiasza a tu ani do toalety, ani ugotować ani sprzątnąć. Pocieszam się, że jeszcze parę miesięcy i zacznie mnie ganiać na własnych nogach :).

Tak prezentujemy się w komplecie :)


12 komentarzy:

  1. Jak dobrze Was zobaczyć :) Powiem krótko i nie po polsku - WOW! Tyle się działo. Najbardziej podziwiam za bieganie i zrzucenie kilogramów -wiem,wiem, trzeba się uprzeć i już :) Baaaaardzo się cieszę, że wszystko dobrze u Was (szczególnie ta wstrętna asymetria).

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaale lista! Nic dziwnego, że mało Cie na blogu, buziaki dla dziewczynek :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie Was zobaczyć dziewczyny :) Choco

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tylko jedno - wow, a i jeszcze omg :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Szok i szacun, że ogarnęłaś to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No bardzo dużo się u Ciebie działo przez te 7 miesięcy! Szacun! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wow jakie osiągnięcia :) cudny komplecik :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale piękny komplet :) :)
    Jestem dla Ciebie pełna podziwu jak się spięłaś przez te kilka miesięcy.
    Zaglądam nadal regularnie, ale zazwyczaj z tabletu albo telefonu i totalnie mi się nie chce komentować mobilnie, za dużo zachodu :)
    Także tak troszkę przypominam się, że dalej chętnie Cię czytam :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzieciaki jakiś tak szybko rosną, a Ty masz 2 na głowie, a jeszcze tyle dałaś radę zrobić - nienawidzę Cię hahaha! Moja Zocha zamiast próbować na czworaka to przemieszcza się turlając. Leniwiec jeden...

    A i taką figurę chcę mieć!!!! Jak Ty oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń