środa, 7 maja 2014

O złocistych łukach i białawych wydzielinach

Bułka mówi niewiele ale swój rozum ma, ma też pamięć jak słoń oraz gumowe ucho i robi z tego wszystkiego coraz sprawniejszy użytek. Jakoś tak się skada, że zawsze wyłowi z potoku wyrazów ten najbardziej interesujący a potem przypnie się do niego i nie chce odpuścić. Jest zdecydowanie za cwana żeby prowadzić przy niej otwarcie rozmowy o rzeczach zakazanych a porządanych, a, że nabywała tej cwaności w sposób stopniowy, stopniowo też wyewoluował nowy sposób komunikacji w naszym stadle - język rodzicielski. 

Od zarania największą namiętnością kulinarną Bułki jest jogurt naturalny. Gdyby mogła zastąpiłaby nim wszystkie posiłki. Wie, że nie może, ale kiedy tylko niebacznie naprowadzi się ją na temat można się spodziewać przedłużających się  epizodów rozpaczliwego wycia i sugestii, że właśnie kona z głodu i tylko jogurt "chap, chap, mniam!" może temu zapobiec. Właśnie to słowo zniknęło z codziennego użycia jako pierwsze. Za nim posypały się kolejne: plac zabaw, żółw (piaskownica w kształcie żółwia), frytki, majonez, bułka, sok (tym Bułka żywiłaby się po wyczerpaniu zasobów jogurtu). 

Słów na czarnej liście przybywa a my wspinamy się na wyżyny elokwencji żeby jednak co trzeba sobie nawzajem przekazać. Sytuację utrudnia fakt, że cwane Bułczę łamie kody niczym doświadczony kryptolog więc szyfry zaczęły już przybierać prawdziwie barokowe formy. I tak omijamy szerokim łukiem królestwo niewielkich, obsmażanych, ziemniaczanych ścinków pod złotymi łukami, na górnych półkach lodówki przechowujemy białawe, fermentowane krowie wydzieliny, a spacery odbywamy w kierunku wielobarwnych zbiorów dziecięcych atrakcji ruchowych.

Słowem - niezła gimnastyka dla mózgu, realizowana w postaci terningu interwałowego. Oczywiście raz po raz zdarzają się i kłopotliwe sekundy ciszy zajęte pośpiesznym przebieganiem wachlarza właściwości obłożonego tabu przedmiotu a potem gromkie wybuchy śmiechu jeżeli nastąpiły jakieś aberracje w działaniu algorytmu.
Kiedy Bułka podrośnie - przyrzekam, będzie mi tego bardzo brakowało.

16 komentarzy:

  1. Uśmiałam się, bo... u nas zaczyna się to samo. Nie można mówić banan, pierś, bułka. Zaczęliśmy (cwani my!) mówić nanab zamiast banan i co? Od razu wyczaiła o co chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas ze słownika zniknęła czekolada, bo choć w domu nie było jej zbyt często to dziecku nie trzeba dużo:/ jeszcze parę rzeczy by się znalazło ale moje dzisiejsze otępienie nie pozwala mi wysilić mózgu na tyle, by je tu przywołać:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja nie mówi, tylko od razu idzie do lodówki i wyjmuje, co jest pod ręką. Biedni będziemy jak załapie, że trzeba podstawić stołek, żeby sięgnąć wyżej. Mimo wszystko wolałabym, żeby mówiła co chce. Damy jej wszystko,co zechce. U nas w domu nie ma potraw zakazanych prócz grzybów, ale te jemy bardzo rzadko (nie licząc pieczarek).

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, to chyba problem wszystkich rodziców :) Dzieci są cwane i ciekawe wykorzystują swoją nowo zdobytą wiedzę. Ale z tego co widzę wspaniale sobie radzicie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, ja nie zajarzyłam co to są złociste łuki :D

    A u nas tak się już nie da, bo Adaś jak coś chce to postawia sobie krzesło i sam wyjmuje z lodówki... Chyba by ją trzeba było na kłódkę zamknąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło o frytki z McDonalds ;)

      Usuń
  6. U nas też był etap jedzenia jogurtu do każdego posiłku, na szczęście tylko chwilowy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bułka dba o Wasz zasób słów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. My, co zakazane, mowimy po angielsku:) "w najgorszym wypadku" nauczy się języka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hihi, dobre, naprawdę nieźli z Was agenci :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. eee szybko zajarzy że cośtam ziemniaczane to frytki, proponuję ziemniaki zastąpić rodziną psiankowatych ;) u nas na czarnej liście mus, kakao, frytki ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Chowanie newralgicznych przedmiotów pożądania też już doprowadziliście do perfekcji? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe, dobre.

    U nas kiedyś taka scena: Jedziemy autem. Pytam szyfrem męża: pomaltretujemy żołądki? Mąż:"nie, jedźmy". A parę sekund później 4letni wówczas syn, woła z tylnego siedzenia - "O widze dużą literę M. Zajedziemy do McDonalda?"
    ;)

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  13. I my czasami używamy szyfru bo inaczej Oski zamęczyć potrafi marudzeniem :)

    OdpowiedzUsuń