czwartek, 15 maja 2014

JA pomogę!

Pyzunia jest małym makakiem. Całe dnie jeździ na matce więc bicepsy się pakują a jedna ręka przeważnie jest zajęta. Chustować nie możemy z powodu asymetrii, Pyza w kontakcie z podłożem uruchamia syrenę alarmową a domowe zaległości narastają. Byłaby klęska ale zamiast tego jest Bułka. Bułka pomaga.
Zrobiła sobie z tego pomagania hobby i nie ustanie dokąd nie pomoże. Jeśli tylko dobrze skanalizować jej zapał jest naprawdę nieoceniona: przynosi pieluszki i chusteczki, rozkłada przewijak, wynosi brudne pieluchy, karmi kota, odwirowuje mopa, podaje różne drobiazgi ale najchętniej robi pranie.
Operacja wygląda następująco: wysypuję brudne rzeczy na podłogę a Bułka flegmatycznie ale systematycznie ładuje je do pralki, przy każdym z fantów wykrzykując kto jest właścicielem. Gromkie "Maaaa-ma!, Taaaa-ta!, Jaaaa!" niesie się po domu. Nasypuję proszku, ustawiam program, przy czym muszę się wykazać sporym refleksem, bo Bułka już czai się przy włączniku z wyciągniętym paluszkiem. "Ja!" oświadcza, i z miną jakby przecinała wstęgę, uruchamia pralkę.
Po odwirowaniu, zachowując swoją unikalną technikę nawoływania, wyciąga uprane rzeczy do miski a następnie, ponownie przyporządkowując je członkom rodziny, wrzuca je do suszarki, którą sama uruchamia i rozładowuje.
Biada, jeśli w międzyczasie nawinie się ktoś, komu mogłaby się pochwalić swoim bieliźnianym znawstwem! Ostatnio przeciągłym "Maaaaa-ma!" objaśniła pana kuriera czyje figi ściska w garści.
Ale nawet rozbudowana liturgia prania i obawa przed bieliźnianą dekonspiracją są niczym w porównaniu ze szczerym bułczym zachwytem i brakiem konieczności wykonywania przysiadów z Pyzą (coś jak przysiad z wijącą się sztangą).

Czasem bułkowa pomoc bywa odrobinę kłopotliwa, zwłaszcza kiedy przesadzi z entuzjazmem.
Nie wytrzyma napięcia i uruchomi pralkę przed załadowaniem.
Dobierze się do miski z ubraniami poskładanymi przez włożeniem do szafy i rzucając je za siebie jeszcze raz przypomni co jest czyje.
Pozamiata czystą pościel.
Poprawi feng shui warzywnika.
Wysypie kompost do pojemnika na plastik.
Pierwsza rzuci się sprzątać kocią kuwetę.
Albo, jak dzisiaj, zdjmie firankę.
Przyszła, dumna jak paw i klepiąc się po chudej klatce oświadczyła: "Ja!".
Ona! Samiuteńka!
Pokazała na zmięty kłąb materii, wykonała teatralny ukłon i czekała na pochwałę dobrze wykonanej roboty.

Bywa, że w pełni doceniam jej dobrą wolę dopiero po doliczeniu do dziesięciu, czasem nawet jedenstu, ale kiedy już jak rasowy Kopciuszek przebiorę śmieci i powrzucam gdzie trzeba, poskładam ubrania, wymienię pościel i o 23 z minutami powieszę firankę, to idę sobie przez chwilę popatrzeć na mojego utrudzonego pomocnika, który wtulony nosem w poduszkę, zbiera siły na kolejny dzień. I nadziwić się nie mogę jakie mnie szczęście spotkało.

środa, 7 maja 2014

O złocistych łukach i białawych wydzielinach

Bułka mówi niewiele ale swój rozum ma, ma też pamięć jak słoń oraz gumowe ucho i robi z tego wszystkiego coraz sprawniejszy użytek. Jakoś tak się skada, że zawsze wyłowi z potoku wyrazów ten najbardziej interesujący a potem przypnie się do niego i nie chce odpuścić. Jest zdecydowanie za cwana żeby prowadzić przy niej otwarcie rozmowy o rzeczach zakazanych a porządanych, a, że nabywała tej cwaności w sposób stopniowy, stopniowo też wyewoluował nowy sposób komunikacji w naszym stadle - język rodzicielski. 

Od zarania największą namiętnością kulinarną Bułki jest jogurt naturalny. Gdyby mogła zastąpiłaby nim wszystkie posiłki. Wie, że nie może, ale kiedy tylko niebacznie naprowadzi się ją na temat można się spodziewać przedłużających się  epizodów rozpaczliwego wycia i sugestii, że właśnie kona z głodu i tylko jogurt "chap, chap, mniam!" może temu zapobiec. Właśnie to słowo zniknęło z codziennego użycia jako pierwsze. Za nim posypały się kolejne: plac zabaw, żółw (piaskownica w kształcie żółwia), frytki, majonez, bułka, sok (tym Bułka żywiłaby się po wyczerpaniu zasobów jogurtu). 

Słów na czarnej liście przybywa a my wspinamy się na wyżyny elokwencji żeby jednak co trzeba sobie nawzajem przekazać. Sytuację utrudnia fakt, że cwane Bułczę łamie kody niczym doświadczony kryptolog więc szyfry zaczęły już przybierać prawdziwie barokowe formy. I tak omijamy szerokim łukiem królestwo niewielkich, obsmażanych, ziemniaczanych ścinków pod złotymi łukami, na górnych półkach lodówki przechowujemy białawe, fermentowane krowie wydzieliny, a spacery odbywamy w kierunku wielobarwnych zbiorów dziecięcych atrakcji ruchowych.

Słowem - niezła gimnastyka dla mózgu, realizowana w postaci terningu interwałowego. Oczywiście raz po raz zdarzają się i kłopotliwe sekundy ciszy zajęte pośpiesznym przebieganiem wachlarza właściwości obłożonego tabu przedmiotu a potem gromkie wybuchy śmiechu jeżeli nastąpiły jakieś aberracje w działaniu algorytmu.
Kiedy Bułka podrośnie - przyrzekam, będzie mi tego bardzo brakowało.