wtorek, 1 kwietnia 2014

Prace syzyfowe

Był sobie Syzyf - postać tragiczna. Podpadł Bogom i został skazany za karę na turlanie wielkiego bambulca. Turlał i turlał a wszyscy bardzo mu współczuli. Pisanie rozprawek o jego syzyfowym turlaniu do dziś spędza sen z powiek młodzieży. Więcej, ludzie widząc muskularnego mężczyznę z kamieniem, z góry wiedzą, że jest podpadnięty.

Tutaj rodzi się pytanie: komu podpadłam bo temat wiecznej i bezużytecznej pracy jest mi dziwnie znajomy. Inne są tylko jej atrybuty.
Dzisiaj na przykład z samego rana zabrałam się za pranie. Porozdzielałam ubrania na kupki, załadowałam je z bułczyną pomocą do pralki, potem do suszarki a kiedy czyste, pachnące i poskładane wylądowały w koszyku, Bułkę nagle zesłabiło i chlusnęła mi w koszyk ulubionymi buraczkami. Pocieszyłam choraczka, zaprałam plamy i wrzuciłam ubrania z powrotem do pralki, a potem jako, że pogoda piękna postanowiłam dosuszyć je na słońcu. Rozwiesiłam, odczekałam (odbyłam spacerek, nakarmiłam, ułożyłam na drzemeczkę, pozamiatałam, z Pyzą w charakterze broszki napisałam konspekt pracy dyplomowej, wyniosłam śmieci, przepchałam umywalkę) i pobiegłam po moje pachnące słońcem pranie. Jak się okazało pachniało nie tylko słońcem. Pisałam kiedyś o kotach sikających na okna? Okazało się, że na pranie też potrafią.

Przypomniałam sobie Syzyfa, ten to się przynajmniej wyrzeźbił. Heh...

Tak więc był sobie Syzyf - facet, który podpadł i wszyscy bardzo mu współczuli.

Bo gdyby była to, dajmy na to, Syzyfa, która nikomu nie podpadła, z obsikanym praniem zamiast bambulca do turlania - nikt by nawet nie zauważył tragizmu sytuacji.

13 komentarzy:

  1. Witaj w klubie Syzyfie! U mnie karmienie Zochy było dzisiaj syzyfowym wyzwaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tragizm zdecydowanie dostrzegłam ;) Współczuję Syzyfo wrednych i niewdzięcznych kotów z akrobatycznymi zdolnościami ;)
    Wsi spokojna, wsi wesoła - chciałoby się rzec ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Syzyf to chyba jakiś synonim matki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. "... z Pyza w charakterze broszki..." :)

    Jesteś mistrzem słowa:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też mam syzyfową pracę z praniem..

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze pechowy dzień na pranie jednym słowem... Podziwiam za wytrwałość ja bym chyba poczekała do następnego dnia z kolejnym praniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, skąd ja to znam? (no, sikających mi na pranie kotów może niezupełnie, ale turlanie swojego bambulca już i owszem). I tak, zgadzam się, każda matka vel pani domu to Syzyf.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Że tak wdzięcznie powiem- każdy z nas ma coś z Syzyfa ;P
    Sikających kotów współczuję, na pocieszenie dorzucę, że u nas po ogrodzie grasują dziwnej wielkości ptaki, które dobierają nam się do śmieci i kiedy w pośpiechu wystawimy worek ze śmieciami obok drzwi tylko, za małą chwilę już ptaszyska wydziubią dziurę i naszym oczom ukazuje się, np. rozszarpany pampers, obierki po warzywach, zużyte torebki po herbacie i wszystkie inne "skarby", które lądują u nas w koszu na śmieci....życie bywa okrutne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojoj, nastepne pranie to moze jutro zrob? :) Syndrom Syzyfy dopada juz ciezarne, choc moze na nieco mniejsza skale. Mi na przyklad wszystko spada, z rak wypada - a jak juz sapiac i lapiac sie scian i mebli wyprostuje sie z podniesionym przedmiotem, ten zlosliwie wyskakuje mi z uchwytu - i tak w kolko ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój mąż też dba o to żebym czuła się jak Syzyf ;) Póki co żadnych kotów, dzieci, a mimo to roboty po pachy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Cię czytać :)
    PS. U mnie syzyfowy jest przewijak. Regularnie zasikiwany. Z Kudłatą pikuś, ale z Młodym jest weselej, bo leje też na mnie, na podłogę i w pudełko z pieluchami i kremami na odparzenia ;)

    OdpowiedzUsuń