piątek, 28 marca 2014

Mysz w suchotach

Mało nas tu było ostatnio bośmy się rozchorowały. Najpierw ja dostałam grypy i 5 dni łaziłam z gorączką pod 40C, potem zaraziły się dziewczynki. Kiedy wszystkie zaczęłyśmy się mieć lepiej przyszła faza bakteryjna co u mnie zaowocowało zapaleniem zatok, krtani i oskrzeli a u dziewczynek kolejną falą gorączki. 
Szczególnie moje pierwsze w życiu zapalenie krtani przebiegło uroczo: wiosna, przysięgam, wybuchała dookoła, a ja zamiast krzyczeć ze szczęścia, piszczałam jak mysz w suchotach ;). Łzy stawały oczach, w płucach rzęziło, a ze ściśniętego gardła wydobywało się cichutkie pi, pi, pi.
Ale wierzę, że sprawa nie potrwa długo i za moment ryknę pełną piersią jak tur, a chwilę później opiszę jak nam się tu inaczej żyje z kotami, kaczkami krzyżówkami, kwiatkami i powietrzem pachnącym ziemią.
Tymczasem żegnam się i pędzę zdrowieć.

piątek, 14 marca 2014

Matka w ruinie

Przeprowadzka na swoje przyniosła nam bardzo wiele dobrego. Temat na wiele pozytywnych i tryskających optymizmem postów.
Przyniosła też jedną rzecz, na którą, jak się okazało, kompletnie nie byłam gotowa: duże lustro na drzwiach szafy.
Pierwszy raz zobaczyłam co zostało z mojego ciała po ciążach i nie był to miły widok.
O ile Bułeczka potraktowała mnie ulgowo, wycinając na wieczną pamiątkę 2 rozstępy na tyłku, o tyle Pyza zachowała się jak wyborczy wiec albo szalikowcy na pikniku nad wodą - zostawiła ślady swojej bytności wszędzie, gdzie tylko mogła.
Patrzę na siebie i widzę ruinę.
Uda pokryte gęstą siecią pajączków jakich nie powstydziłaby się siedemdziesięciolatka i plackami wybroczyn wielkości połówki dłoni (kombinacja ciąży, cukrzycy i leków przeciwzakrzepowych, wygląda to naprawdę źle).
Wielkie, paskudne żylaki pod kolanem.
Fałda skóry na brzuchu.
Celulit wszędzie, nawet na łydkach.
Tyłek tak zryty rozstępami, że żałość bierze. Rozchodzą się spod majtek promieniście jak błyskawice od młota Thora.

Na sadło w pasie i bułki na udach nie prawa narzekać bo sama sobie na nie uczciwie zapracowałam i wierzę, że wcześniej czy później ogarnę sprawę, ale reszta niszczy morale.
Dobrze, że chociaż biust ocalał, tak na pociechę.

Wychodzi na to, że w moim przypadku kobiety i matki dwóch cudnych dziewczynek nie dało się pogodzić w jednym organizmie. 
Ale jeśli już jestem przy organizmach to czują ogromną wdzięczność, radość i ulgę, że żyję w czasach w jakich żyję. Głupia bym była, gdybym nie doceniła tego, że sprowadzenie na świat moich małych skarbów odbyło się naprawdę niewielkim kosztem. Oczywiście porównując się do Claudii Schiffer mogłabym  opłakiwać złożone w ofierze uda ale ostatnio, zupełnym przypadkiem, obejrzałam "Stalowe magnolie" i dotarło do mnie, że nawet jeśli trochę mi tęskno za byciem kobietą to naprawdę mogłam gorzej trafić.

poniedziałek, 10 marca 2014

Rodzina na swoim :D

Nareszcie!
Od 8.03 (co zapisuję złotymi, pogrubionymi zgłoskami) mieszkamy w naszym własnym, osobistym domku!
Jest pięknie!
Wychodzę z dziewczynkami na spacery bez potu i łez!
Rozprzestrzeniam się z rzeczami. Cieszę się jak dzika z kubełków do recyklingu i kompostownika. Z lodówki i ze spiżarni. Zmywarkę już pokochałam i najpewniej poproszę ją o rękę ;).
Dookoła jest ślicznie a niebawem będzie też zielono. Powietrze pachnie "jak na wakacjach", krokusy i cebulice kwitną, ptaszki śpiewają a okoliczne koty leją nam na okna (o tym szerzej innym razem ;)).

Niby trafiam już po ciemku do czajnika a ręka sama odnajduje klamki i włączniki ale nadal nie mogę uwierzyć!

wtorek, 4 marca 2014

Matki na start - My Mamy Razem Biegamy

"Jeśli jesteś Mamą i chciałabyś biegać ale nie masz motywacji, lub masz ileś tam wymówek a przełamać Ci ciężko - przyłącz się do naszego wydarzenia MY MAMY RAZEM BIEGAMY!
Startujemy 21 marca! To pierwszy dzień wiosny, to również czas do którego można przygotować się na wspólne wirtualne bieganie. 
Dla początkujących będziemy udostępniać plany treningowe, niezbędne informacje o bieganiu, jak zacząć i w ogóle z czym bieganie się je.
Nie ma znaczenia czy zaczynasz, czy już biegasz, nie ma znaczenia czy rano, w dzień, czy po południu. Czy biegasz ileś już kilometrów czy truchtasz czy maszerujesz.

Liczą się chęci, kondycja i zdrowie.

Jeśli jesteś Mamą i biegałaś lub biegasz cały czas, również przyłącz się do naszego wydarzenia, czekamy na wskazówki, porady i motywację. Twoje doświadczenie będzie dla nas bezcenne!

CHODŹCIE MAMY I BIEGNIJMY RAZEM!!!"


Matki to twarde stworzenia. Mogą o wiele więcej niż im samym się wydaje. Szkoda, że nie pamiętałam o tym niecałe 2 lata temu, kiedy w mojej głowie kiełkował pomysł, żeby zacząć biegać. Pomysł kiełkował a ja mu się nie dawałam.  Bałam się, że będę biegła najwolniej w całym parku. Że słomiany zapał mnie zawiedzie, nie podołam i się rozczaruję. Że wszyscy spacerowicze ustawią się w szpaler i będą szeroko komentować moją nowatorską technikę, wytykać palcami fałdki, odrosty i wypryski. Że cała trasa będzie znaczona salwami śmiechu a do tego wszystkiego wrócą kolki i zadyszka znane z zajęć WF.
Zabierałam się do biegania jak pies do jeża ale w końcu potrzeba, żeby puścić się pędem przed siebie zwyciężyła wszystkie obawy. Spróbowałam i moje czarne wizje okazały się ehm.., odrobinę na wyrost. A niedługo potem nie miałam już wątpliwości, że bez biegania nie da się żyć.
Szkoda mi było czasu zmarnowanego na obiekcje i wątpliwości, dlatego zaczęłam urabiać Niezłą Żonę i Hexe Anę żeby nie zwlekały tylko szły pobiegać.

Tak to się wszystko zaczęło. A teraz pięknie się rozrasta. Same zobaczcie ile już nas jest - matek pełnych bojowego ducha :).

Więc jeśli skrycie marzycie o bieganiu, zazdrościcie przyobleczonym w leginsy gazelom a wstydzicie się spróbować, martwicie się, że nie macie formy, czasu i motywacji - nie zwlekajcie tylko przyłączcie się do nas!

Wiosna idzie, czas zrobić coś dla siebie!

(a jeśli podoba się Wam nasza akcja - wrzućcie na bloga banerek - im nas więcej tym weselej :))