wtorek, 11 lutego 2014

Nie ma mnie. W każdym razie nie widać. Przysypało razem z głową.
Zatonęłam w odmętach karmienia, lulania, przytulania, prania, gotowania, budowania wież z klocków, czytania książeczek, wybierania blatów, gniazdek i cokołów pod szafki oraz pisania koszmarnych prac zaliczeniowych na studia podyplomowe, na których przez pobyt w szpitalu zawaliłam ostatni semestr.
Dużo i intensywnie. Dużo dobrego, dużo budującego, dużo głupiego i  niepotrzebnego, dużo wszystkiego.

Mam nadzieję, że jeszcze chwila a wystawię chociaż czubek nosa na powierzchnię, bo już mi trochę zaczyna brakować powietrza.

Myślę o tym jak pięknie będzie kiedy się już przeprowadzimy, kiedy już skończę trawić czas i siły na pisanie szalenie praktycznych cybernetycznych modeli lekcji o żuchwowcach (autentyk!), kiedy przetrwamy pierwszą falę wizyt lekarskich z Pyzunią i będziemy mogli w spokoju zabrać się za życie rodzinne na własnym miejscu.
Już niedługo!

Tymczasem nawał wszystkiego staram się przetrwać na autopilocie a dobre chwile wysysam do cna i wylizuję resztki. Ładuję baterie od przytulonych ciepłych ciałek, obwieszam się naszyjnikami z umazanych łapek, wtulam się we włoski i nadziwić się nie mogę jakie cudne są te małe osoby, którym mam szczęście być mamą. 
A kiedy dziewczynki śpią staram się wyrwać na pół godziny na pobieganie. Odmierzam koślawymi krokami chodnik dookoła Filtrów Lindleya i czekam na wiosnę po prawdopodobnie najbardziej intensywnej zimie w życiu.

11 komentarzy:

  1. Żyjesz! :) Lekarzy odbębnisz, prace oddasz i będzie spokój. Czekam z utęsknieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne, że wszystko u Was dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No jesteś wreszcie! Cieszę się, że nie przysypało Cię do reszty i mogłaś chociaż na chwilkę tu zajrzeć. Trzymajcie się wspaniałe kobiety! No i Dumny Ojciec też!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam Cię, że tak sobie ze wszystkim radzisz.

    OdpowiedzUsuń
  5. i przy okazji sto lat dla bułeczki z okazji 2 urodzin.

    OdpowiedzUsuń
  6. no to naprawdę intensywnie u Was :) Życzę, jak najwięcej chwil wytchnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam i czytam, i myślę, że mnie zaraz pewnie też przysypię.
    Ale Twój pogodny ton daje nadzieję, że da się "odgarnąć" albo z tym przysypaniem jakoś oswoić ;)
    Za Wami już 2 miesiące i dajecie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Umiesz wzruszyć...Tak pięknie opisałaś tę swoja codzienność. Normalnie jak Musierowicz :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. dlatego nie wyobrażam sobie mieć 2 dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale z Ciebie zacna kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  11. Sciskam i tulę i przyspieszam czas dla Was!

    OdpowiedzUsuń