środa, 16 października 2013

Matka idzie w biegu

Dokładniej - pójdzie w Biegu Niepodległości. W grupie kijkowej.

Może "chodzenie w biegu" nie jest jakoś szczególnie logiczne, nie brzmi najlepiej, ani nie sprowadza na człowieka wielkiej chwały, ale cóż innego pozostaje trzeciotrymestrowej ciężarówce?
Biegła nie będę bo raz - nie powinnam, a dwa - nie potrafię. Chciałabym się nauczyć, ale na to przyjdzie pora za parę miesięcy. Tymczasem namówiłam Dumnego Ojca na zakup pakietów startowych w grupie "kijanek" (nawet się bardzo nie opierał, taki mąż to skarb!).
Za niecały miesiąc, 11.11 planujemy wspólnie, w barwach narodowych, przekijkować 6,5 km w czasie krótszym niż 2 godziny. Proszę o doping i trzymanie kciuków za pogodę :).

Oprócz tego postanowiłam dokumentować moje fitnessowe zapędy w kontynuacji "zapisków kłusownika", którą można znaleźć o tutaj. Jak już się tak pięknie turlam to co się ma zmarnować? ;) Kto wie, może zainspiruję jakąś ciężarówkę do wspólnego turlania, nie od dziś wiadomo, że im nas więcej tym weselej :).
Docelowo mam nadzieję uwiecznić tam mój powrót do formy i figury (albo, gdyby sprawa okazała się być beznadziejną, uzyskać potwierdzenie, że robiłam co mogłam ;)).

1 komentarz:

  1. Też chętnie bym poszła, ale wczoraj miałam koszmar z w miarę regularnymi skurczami, więc będę kibicować Tobie!

    OdpowiedzUsuń