czwartek, 31 października 2013

Przeterminowane nowiny

Trochę trwało zanim oswoiłam się z tematem więc wiadomości nie są najświeższe.
Pączusiowe usg połówkowe wykazało powiększone miedniczki nerkowe, "za miesiąc do kontroli". Po miesiącu nie było poprawy, miedniczki nadal widoczne, jedna urosła trochę, druga wyraźnie.

Lekarze wykluczyli podłoże związane z układem moczowym (więc niestety wszystkie podnoszące na duchu historie o chłopcach, którzy mieli powiększoną jedną miedniczkę i przeszło się nie stosują). 
Albo taka fizjologia albo marker wad rozwojowych - powiedzieli. Zespołu Downa.
Życzą powodzenia.

Inne markery takie jak sandal gap, przepuklina pępkowa, asymetrie czy wady serca się nie pojawiły a zazwyczaj pojawiają się grupami, więc może jednak "taka fizjologia". Ale musimy się liczyć z tym, że być może czekamy na Pączusia ze Stepów. 

Podobno takie Pączusie są cudne i zwyczajnie nie da się ich nie kochać :).

Bułka boogie

Się porobiło! Książeczki, nawet te najbardziej ulubione o zwierzątkach gospodarskich, poszły w odstawkę, koń na biegunach od 2 dni śpi na boku, ukochane kasztanki walają się po kątach, pilot do telewizora obrasta kurzem a Bułka tańczy boogie-woogie. A właściwie "boogie-woogie" Ahoj. Znacie? No właśnie. Nie znacie? Szczęśliwcy.

Tańczy dużo i chętnie, macha rączkami, podskakuje, klaszcze i z wielkim namaszczeniem wykonuje obroty. Roztańczona nie zna umiaru, wałkując swoje ulubione kawałki do wyczerpania matczynej cierpliwości.
Z jednej strony dumna jestem jak paw, że mam tak wybornie skoordynowaną pociechę a z drugiej z każdym kolejnym "ahoj!" słyszę wołanie neuronów o litość. Niestety bardziej dorosłe/mniej rytmiczne pozycje nie znajdują w oczach Bułki uznania.
Już teraz przeczuwam, że to się może odbić na moim zdrowiu psychicznym, a to przecież dopiero początek!
Przyjdą kucyki, monster high, bojsbendy i dubstep. Patrząc optymistycznie pewnie z 16 lat ciężkich prób.
Nie ma co, trzeba się hartować!
A zatem - boooooogie-wooooogie - AHOJ!

piątek, 25 października 2013

Twarda Bułka

"Trzeba być twardym rogalem a nie miękką bułką" - znacie? Otóż, u nas się nie sprawdza.

Wpadł do nas w odwiedziny znajomy z synkiem - bułkowym rówieśnikiem. Synek, podobnie jak Bułka, drobny i wiotki, ale na tym podobieństwa się kończą. 
Mały, kiedy już wychynął zza nogi taty, zaczął się spokojnie, pełnymi zdaniami, opowiadać o tym, co narysował na magnetycznej tablicy. Że jedzie ciuchcia, że ma dym, że jest tor. Opowiadał na tyle wyraźnie, że nawet niespokrewnione osoby wiedziały w czym rzecz ;). Potem udał się na konia na biegunach, z którym nie bardzo wiedział co począć, ale ostatecznie dał się posadzić i pobujać.
Bułka natomiast inaczej wyobrażała sobie wspólną zabawę. Celując paluszkiem, tupiąc i  stękając jak mały troglodyta, zarządała włączenia muzyki dziecięcej, zwlekła nowego kolegę z konia za chabety, po czym chwyciła ulubione hantelki, różowe, półkilowe, po jednej w każdą łapkę, i zaczęła nimi wywijać do taktu. Dokonawszy tej demonstracji wyciągnęła jedną z hantli w stronę kolegi*. 
Ehmmm...
Chyba muszę popracować nad oferowanymi córce wzorcami ról płciowych.

* kolega niestety hantelce nie podołał

wtorek, 22 października 2013

Bułka dorośleje (a matka nie bardzo)

Wierzyć się nie chce jak to maleńkie Bułczę urosło! Jutro skończy rok i dziewięć miesięcy.
Co prawda nadal nie przekroczyła 10 kg, ale za to ma na koncie szereg innych osiągnięć:

Umie rysować kropki a od niedawna również kółka. Kresek nie rysuje i wydaje się, że ogólnie za nimi nie przepada.
Rysuje kredkami i po tablicy magnetycznej, którą umie sobie "wytrzeć" suwakiem
Pije z dorosłych kubków, grubych szklanek i filiżanek. Pasjami zieloną herbatę. Póki co nic z zastawy nie ucierpiało.
Pokazuje "sroczkę", "raka nieboraka" i inne, mamrocząc przy tym po swojemu.
Przekonywająco udaje, że kicha, kaszle i wyciera nos (czemu tak - nie mam pojęcia).
Bardzo chętnie się rozbiera, za to niezwykle niechętnie poddaje się przewijaniu.
Od dawna sama zasypia, nawet jeśli obudzi się w nocy na karmienie, to po przytulaniu sama chce wracać na spanie "do owieczki".
Praktycznie nic nie mówi. Wyjątki to
"tata" ew, "tada" - tata, co to?, kto to?, ktoś idzie, mama, daj
"la-a" ew. "lampa" - lampa
"jabłko" - jabłko - kiedy długo udaję, że nie wiem o jakie "tata" chodzi tym razem

Ja tymczasem trochę urosłam, trochę posiwiałam, przybyło mi parę zmarszczek. Nie wydoroślałam za to ani odrobinę. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej postrzelone rzeczy wymyślam i niewiele sobie robię z tego, że w moim wieku nie wypada. Jeśli mam tyle lat, na ile się czuję, to stanowczo powinni odebrać mi dowód ;).
Bo metrykalnie od dzisiaj 32.

niedziela, 20 października 2013

Bułka i kulka

Jeszcze 3 miesiące przede mną. Kto uwierzy?
(Podczas wklejania tych zdjęć zostałam, łącznie ze stołem i klawiaturą, natarta bananem.
Cóż, już Adam Małysz twierdził, że Bułka i banan to dobre połączenie ;))

czwartek, 17 października 2013

Studniówka

Ło matko, to już! Studniówka!
Dokładniej to 99-dniówka bo studniówkę przegapiłam, tak mnie zaskoczyła. 
Wierzyć się nie chce!
Znaczy z wyglądu to się chce, jak najbardziej, bo wyglądam odpowiednio okazale: mam 10 kg na plusie, 106 cm w obwodzie, a dzisiaj kolejne ciążowe portki przestały ze mną współpracować, ot, taki psikus na dzień dobry.  
Ale przy tym wszystkim mam niespotykane ilości energii, zapału i ogólnie dobry humor, no chyba, że akurat myślę o rozstępach.
Siedzę, rosnę, podśpiewuję.
Żeby nie było za różowo - wykonałam ostatnio ze 2 wieczory pod hasłem "ja już nie chcę być w ciąąąąąążyyyyyy". Ale na szczęście nadal jakaś kombinacja zielonej herbaty, soku z marchewki, kijkowania, pocieszania i grania w Diablo (nie koniecznie wszystko na raz) jest w stanie skutecznie postawić mnie na nogi.
Porodu się jeszcze nie boję, mimo, że Bułeczkę rodziłam, ujmując rzecz eufemicznie, nie do końca zgodnie z planem. I w ogóle mi tego stresiku nie brakuje.

środa, 16 października 2013

Matka idzie w biegu

Dokładniej - pójdzie w Biegu Niepodległości. W grupie kijkowej.

Może "chodzenie w biegu" nie jest jakoś szczególnie logiczne, nie brzmi najlepiej, ani nie sprowadza na człowieka wielkiej chwały, ale cóż innego pozostaje trzeciotrymestrowej ciężarówce?
Biegła nie będę bo raz - nie powinnam, a dwa - nie potrafię. Chciałabym się nauczyć, ale na to przyjdzie pora za parę miesięcy. Tymczasem namówiłam Dumnego Ojca na zakup pakietów startowych w grupie "kijanek" (nawet się bardzo nie opierał, taki mąż to skarb!).
Za niecały miesiąc, 11.11 planujemy wspólnie, w barwach narodowych, przekijkować 6,5 km w czasie krótszym niż 2 godziny. Proszę o doping i trzymanie kciuków za pogodę :).

Oprócz tego postanowiłam dokumentować moje fitnessowe zapędy w kontynuacji "zapisków kłusownika", którą można znaleźć o tutaj. Jak już się tak pięknie turlam to co się ma zmarnować? ;) Kto wie, może zainspiruję jakąś ciężarówkę do wspólnego turlania, nie od dziś wiadomo, że im nas więcej tym weselej :).
Docelowo mam nadzieję uwiecznić tam mój powrót do formy i figury (albo, gdyby sprawa okazała się być beznadziejną, uzyskać potwierdzenie, że robiłam co mogłam ;)).

wtorek, 15 października 2013

15.X

Dzisiaj Dzień Dziecka Utraconego. Kluseczko Małgosiu, Kropeczko, Klopsiku i Wy Małe Żuczki - Wasze święto. To zamiast tego pęku balonów, którym powinnam dzisiaj zaśmiecić jakiś park.

poniedziałek, 14 października 2013

Student prawdę ci powie!

Październik. Szpitale kliniczne opanowali rządni wiedzy studenci. 
Siedzę sobie w gabinecie, młodzieniec z wypiekami zbiera wywiad.

On: Data ostatniej miesiączki?
Ja: 19 kwietnia
On: A którego roku?

Jeśli to nie jest znak z nieba, że powinnam wziąć się za dietę, to nie wiem.

piątek, 11 października 2013

Rozpoczyna się 26 tydzień a matka przechodzi do galopu

Wczoraj wybrałam się na wieczorne kijkowanie, pierwsze po choróbsku, które dopadło mnie pod koniec zeszłego tygodnia. Chciałam zacząć delikatnie, od spaceru 3-4 kilometrowego, ale los zdecydował inaczej.

Nie mając wielkiej weny do planowania trasy postanowiłam przejść się do parku. Spokojnie wykonałam zawijasa podążając do punktu 3 i już miałam zawracać ku domowi kiedy okazało się, że tradycyjnie nawiedzana przeze mnie Toi-Toika, oś mojego "planu treningowego", zniknęła. Nerwowe rozglądanie się nie przyniosło rezultatu. Zabrali bez słowa wyjaśnienia.
Z przerażeniem zorientowałam się, że do domu już nie dotrę. Przemyślałam sprawę i postanowiłam udać się w dokładnie przeciwną stronę, w kierunku pobliskiej przychodni. Moja średnia prędkość znacząco się poprawiła. Niestety i tutaj spotkało mnie gorzkie rozczarowanie, czarno i głucho. Sprawa zaczęła się robić nagląca. Regularnym marszobiegiem puściłam się w stronę pobliskiej cukierni ale i tu odbiłam się od zamkniętych (dokładnie 4 minuty wcześniej) drzwi.
Niedobrze!
Bardzo niedobrze!
Poziom moczu wyżej oczu!
Analiza sytuacji też nie przedstawiała się zachęcająco. Wobec braku lepszego planu zawróciłam i puściłam się galopem w stronę parku ze szczerym zamiarem udania się w najbliższe krzaki.  Na szczęście przebiegając koło budki strażnika, pilnującego, na pierwszy rzut oka, pustego placu, wypatrzyłam służbową sławojkę. Wyprosiłam, skorzystałam i odetchnęłam z ulgą.
Do domu dowlokłam się z radością w sercu, ponad siedmioma kilometrami na liczniku i całkiem zacną średnią prędkością.
Pączuś, cwaniak, wie co zrobić, żeby mieszkanko pozostało w należytej formie ;).

niedziela, 6 października 2013

Matka technokratka

Czasami, kiedy Bułka razem z Pączusiem dadzą już trochę w kość (przeważnie nocami i na ranem) i zaczynam się niebezpiecznie zbliżać do oddania się marazmowi i jojczenia jak mi ciężko, z pomocą przychodzi mi kontekst historyczny. Może nie tak od razu dosłownie przybiega i pociesza, ale dodaje otuchy i skłania do zmiany perspektywy.
Nie mówię o rzeczach wielkich i doniosłych, z których zresztą cieszę się za mało i za rzadko, że nie ma wojny, jest dach nad głową, ubranie i jedzenie.
Wbrew pozorom największego pozytywnego kopniaka dostaję wtedy od rzeczy wcale drobnych. Od pralki, kuchenki gazowej, malaksera, czajnika elektrycznego, ciepłej wody (!) w kranie (!), odkurzacza i mopa. 
Od żelazka nie, bo prasowania już chyba nigdy nie polubię.

Kiedy myślę sobie o mojej babci, która tak jak ja siedziała z dzieckiem w domu i dała sobie radę piorąc ręcznie albo we frani, paląc pod kuchnią (i w piecach), pomykając po schodach z wiaderkami popiołu, mieląc ręczną maszynką, trąc na tarce, szatkując, ręcznie szyjąc i cerując i jeszcze zdążyła poczytać, na samą myśl, że jojczenie było blisko, robi mi się jakoś głupio.
Więc zamiast jojczeć myślę sobie, że uwielbiam te wszystkie drobne pomagacze (po takim wstępie myślę, że nie jest już tak wielkim szokiem, że wyznaję uczucie sprzętowi AGD ;)), które sprawiają, że siedząc z Bułką w domu mogę wygospodarować sporą chwilę dla siebie na nieróbstwo*, uczenie się nowych rzeczy, rozrywkę i co mi się tylko uwidzi.
Fajnie mi! Serio!

* Powoduje to niestety, że obecne "ruszanie się w domu" to jednak trochę co innego niż kiedyś, ale to osobny temat, który rozwinę, niech no tylko się połóg skończy ;)

sobota, 5 października 2013

O książkach

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC. Nie jest to zestawienie idealne, zdecydowanie preferuje brytyjskich autorów,  brakuje w nim paru książek (gdzie jest Krystyna?), kilka innych za to pewnie można byłoby sobie darować. Mimo pewnych zastrzeżeń spowodowało u mnie pokusę żeby sprawdzić, jak się prezentuję na tle brytyjskiego erudyty. Okazuje się, że nie najlepiej  - przeczytałam zaledwie 35 pozycji. (Jak tam Wasze wyniki?)
A, że właśnie skończyłam czytać jedną z nich i czuję się literacko osierocona zastanawiam się czy się na gwałt odchamiać i poprawiać statystyki czy też poszukać inspiracji gdzie indziej. Może na tej liście tkwi jakaś perełka którą naprawdę grzech pominąć a ja nic o tym nie wiem? 
Widzicie tu taką?

Za książki podkreślone zabiorę się razem z dziewczynkami kiedy podrosną. Przekreślonym obawiam się, że mogę nie podołać.

1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling
5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostoyevsky
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustaw Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alice Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

czwartek, 3 października 2013

Na pelikana

Na początek rozdziawia się paszczękę, potem przebiega się kłusem przez kuchnię nabierając pod poliki znaczne ilości przypadkowych produktów spożywczych, by za chwilę przebierając nogami nad głową wystartować do lotu w stronę dziecięcia sprowadzającego na siebie nieuchronną katastrofę.
Połykanie zrealizuje się w następnej wolnej chwili.
Znacie?

środa, 2 października 2013

Bułka zdrowieje :D

Z Bułką lepiej! Dieta bezglutenowa połączona z matczyną nieudolnością nie była najprostsza do wprowadzenia, przez pierwszy dzień Bułka prowadziła mnie za palec do kuchni, pokazywała paluszkiem chlebak i skwierczała: "nia, nia, nia" (mniam, mniam, mniam). Dała za to efekty na jakie nawet nie liczyłam. Piątego dnia po wprowadzeniu, biegunka, która mordowała moje Bułczę od ponad dwóch tygodni, minęła. Bułka przespała prawie całą noc, apetyt jej dopisuje i wyraźnie odzyskuje siły :).

Nasz bezglutenowy jadłospis powoli się rozszerza chociaż nadal królują w nim placki z kaszy jaglanej i risotta wszelkiej maści.

Odpowiadając na Wasze pytania: dietę polecił wprowadzić lekarza po tym, kiedy wykluczył podłoże bakteryjne a Bułka chorowała i chorowała, nie gorączkując przy tym i nie wymiotując. 
Już raz przerabialiśmy podobną sytuację chociaż w trochę innej skali. Chcąc żeby lepiej przesypiała noce zaczęłam jej dawać na kolacje kaszkę mleczno-pszenną co skończyło się awarią. Wtedy myślałam, że to wina jakiegoś barwnika czy aromatu, odstawiłam i przeszło. Ostatnio znowu zamarzyła mi się bardziej kaloryczna kolacja i zaczęłam przygotowywać owsianki. Bułka przyjęła je z zachwytem ale wkrótce potem zaczęła chorować a ja nie skojarzyłam faktów i  karmiłam ją w najlepsze. Dopiero kiedy inni potencjalni winni zostali wykluczeni plasnęłam się w czoło.
Na całe szczęście Mała piła wodę w dużych ilościach więc nie musiała być nawadniana dożylnie.

Teraz trzeba będzie porobić dalsze badania, już w poradni gastroenterologicznej żeby ustalić co się konkretnie dzieje. Liczę z całego serca na to, że Mała ma alergię z której niedługo wyrośnie. I, że zacznie wreszcie doceniać mój bezglutenowy chleb bo dzisiaj już drugi poleciał na skróty ;).