piątek, 27 września 2013

Bułka bezglutenowa

Mało tu było ostatnio Bułeczki a wszytko dlatego, że nie czuła się najlepiej. W zasadzie można stwierdzić, że czuła się całkiem kiepsko. Miewała tak już wcześniej, ale zawsze po paru dniach przechodziło, a tym razem uczepiło się na dobre. 
Jako, że nic jeszcze do końca nie wiadomo, napiszę tylko, że tymczasem Bułka awansowała na bardziej ekskluzywne pieczywko - Bułeczkę bezglutenową.

wtorek, 24 września 2013

O pryszczu na brodzie, rozstępach na tyłku i wietrze we włosach


Moja ciążowa fizjonomia, powiedzmy sobie wprost, nie zniewala wdziękiem. Nie dość, że nabrałam bardzo młodzieńczej, nastoletniej wręcz cery, to jeszcze rozrosłam się przeokrutnie. Mam już 8,5 kg na plusie a każdy internetowy kalkulator przyrostu wagi sugeruje, że zasadniczo mogłabym się trochę opanować, najlepiej jakieś 2 miesiące temu. Zresztą co tam kalkulatory, gorzej, że przyłączyło się do niego lustro a chwilę później również moje ciążowe spodnie i rajstopy w rozmiarze 4, które z niewiadomej przyczyny uparły się kończyć jakieś 10 cm niżej niż dotychczas. Ale ostateczny cios zadał mi mój własny tyłek. O ile w ciąży z Bułeczką wyglądał jakbym usiadła na akordeonie to teraz sama już nie wiem jaki instrument muzyczny dałby podobne efekty wizualne. Może koto? Albo cytra w okolicy kołeczków?

Dość, że postanowiłam opanować apetyt, zanim cała zmienię się w sino-prążkowano-nakrapianą zebrę. Z pumperniklem w jednej garści a warzywami na parze i jogurtem naturalnym w drugiej, ruszyłam ku mniej opasłemu jutru. Nie żebym zaraz chciała się odchudzać czy coś, ale mogłabym nabierać kształtów w mniej zawrotnym tempie.
Dla formy i ogólnej poprawy dobrostanu spaceruję sobie też w miarę regularnie z kijkami ("co, narty ukradli?").
Jakoś tak mam, że jesień nastraja mnie do działania, tym bardziej, im bardziej ciemno i wilgotno się robi. Uwielbiam mgliste, chłodne wieczory i te moje spacery. Taka mała nagroda za wytrwałe mamowanie, nie zawsze do końca zasłużona ale zawsze wyczekana.
Od kiedy zaprzęgłam do współpracy gps przespacerowałam w ten sposób 8 godzin i 40 minut, pokonując dystans ponad 43 kilometrów. Efektów dla figury nie ma najmniejszych. Ale za to dusza tyje!

wtorek, 17 września 2013

Mój sposób na - elektroniczną nianię

Zaczęło się od tego, że wyszło Diablo III na PS3. Mamy już za sobą z Dumnym Ojcem diabelne epizody - graliśmy z zapałałem kiedy miałam Bułkę na pokładzie (były nawet pewne obawy, że pierwsze słowa Bułki zabrzmią "zostań chwilę i posłuuuuchaaaaj" ;P). Dumny Ojciec wspominał te chwile z nostalgią i na tyle regularnie, że doszło do nabycia części trzeciej. 
Gra gotowa, chęci są, Bułka jak aniołek śpi w swoim łóżeczku, pozostaje tylko pytanie co zrobić, żeby ją w razie skwierczenia usłyszeć, a przy okazji nie obudzić odgłosami dziugania i rąbania*.
Dumny Ojciec myślał, myślał i wymyślił sposób domowy, darmowy, dostępny i genialny w swej prostocie: Skype!

Wystarczą:
2 konta, 
2 komputery/laptopy/smartfony lub jakaś kombinacja powyższych (w naszym przypadku komputer stacjonarny i 3 młodości laptop),
Wifi 

Zadziałało wyśmienicie, przy odpowiednim ustawieniu głośności słychać nawet jak wywija nożynami i przewraca się z boku na bok. Dla Pączusia planujemy wzbogacić system o kamerkę :).

Teraz Bułka wydzwania do nas wieczorami a my możemy w spokoju rąbać, dziugać, zmywać i korzystać z sokowirówki, ostatnio potężnie rzuciło mi się na sok marchwiowy. I nie musimy się skradać! Żyć nie umierać!
 A Pączuś pewnie już pod nosem mamrocze "potrzebuję fuuuuuriiiii" ;P

 * Nasza elektroniczna niania oddała ducha już jakiś czas temu, zresztą nie była jakoś szczególnie wartym polecania drobiazgiem.

piątek, 13 września 2013

Gruby człowiek i może

Jakoś tak się przyjęło myśleć, że przyszła mama z trudem się przemieszcza i głównie leży na lewym boku. Przyjęło się też myśleć, że mama obecna byłaby się przemieszczała bardzo sprawnie gdyby nie to, że potyka się o własne worki pod oczami i leżałaby na lewym boku, albo innym dowolnie wybranym, ale nie ma kiedy.
Strach pomyśleć o części wspólnej tych dwóch zbiorów! Ale ja miałam nie o tym.

Jak egzotycznym widokiem jest ciężarna w ruchu miałam niedawno okazję się przekonać na własne oczy i uszy. Wyszłam sobie wieczorkiem do parku na spacer z kijkami. Ludzie biegali, rowerowali, rolkowali i pili piwo na ławeczkach. Sportowy zapał widać było gołym okiem. "Patrz ile ich tu jest! Za 20 lat będzie jeszcze więcej, jeżdżą, biegają, a tam widzisz, laska z kijkami..." dobiegł mnie po wieczornej rosie baryton z ławeczki a w świetle latarni mignął wycelowany we mnie palec. Laska! Że niby ja! Wypięłam pierś, urosłam z 5 centymetrów, poprawiłam technikę i dumnie minęłam ławeczkę kiedy zza moich pleców rozległo się bolesne ryknięcie: "o k^$@a! Ja pi&%lę! Widziałeś jej brzuch?!".
Yyyy...
Wydaje się, że panowie po piwku widząc osobę mojej postury w ruchu zinterpretowali zlokalizowane wokół pasa krągłości za wodobrzusze albo inną ciężką patologię.
Zresztą nie oni jedni przyglądali mi się z podejrzliwością. No bo jak to? W ciąży? Na własnych nogach?

Ale nie dałabym już rady wysiedzieć na grubiejących czterech literach. A, że Dumny Ojciec stworzył mi dogodne warunki po temu, spaceruję sobie wieczorami z książką na uszach i błogim spokojem w sercu. To zdecydowanie mój ulubiony i przy okazji bardzo wydajny sposób na reset :).


środa, 11 września 2013

Pączuś - Marysia

Już po usg. Prawie same dobre wiadomości: Pączuś piękny i całkiem wyrośnięty! Waży już 390g, serduszko ma jak dzwoneczek, ma piękne rączki, nóżki i paluszki. Ma niestety symetrycznie powiększone miedniczki nerkowe. Obustronne poszerzenie u dziewczynki (w przeciwieństwie do jednostronnego u chłopca) może być markerem wad wrodzonych, ale przecież nie musi, może być fizjologiczne, tym bardziej, że test Papp-a wyszedł bardzo dobrze. Kontrola za miesiąc a tym czasem gładzę się po brzuchu i nie czytam internetu.
Moje przepływy dają radę. Za to w obydwu tętnicach macicznych RI czyli wskaźnik oporności naczyniowej jest przekroczony. Mam nadzieję, że mimo to krew się będzie dalej przepychać co najmniej tak dziarsko jak teraz a Pączuś, do którego już oficjalnie zwracam się Marysiu, będzie wcinał do woli i rósł śliczny i tłuściutki :).
wskaźnik oporności naczyniowej

http://www.poradnikzdrowie.pl/ciaza-i-macierzynstwo/ciaza/usg-rozszyfruj-skroty-w-opisie_35862.html

poniedziałek, 9 września 2013

Nie ma konkretów ale za to jest plan!

Myślałam, że dzisiaj dowiem się co z Pączusiem a tu psikus, okazało się, że w systemie jestem zapisana na pojutrze. Przede mną jeszcze 2 dni gryzienia paznokci. Byłam za to u diabetologa. Zapotrzebowanie co prawda wróciło do normy ale sam spadek i tu wywołał trochę wątpliwości. 
Ta cała trombofilia to jednak stresujące choróbsko.
Ale nic to, nie daję się i aktualnie trzymam kciuki za wersję de luxe: w usg wszystko wychodzi jak trzeba, diabetolog potwierdza, że ze spadku należy się cieszyć bo wynika on z mojej wzmożonej aktywności w czasie urlopu, a zwłaszcza zawziętego pływania w chłodnych wodach Bałtyku. Moją tężyzna fizyczna zdobywa uznanie, zapotrzebowanie stopniowo rośnie, Pączuś stopniowo tłuścieje i fajta coraz radośniej a Bułka tymczasem ma wyborny humor za dnia i spokojnie przesypia noce ponieważ obrasta w zęby w niezauważony sposób. No!

poniedziałek, 2 września 2013

Bułka hasa na Hasance

Wczoraj przeżyliśmy prawdziwe jordanowskie olśnienie! Dumny Ojciec wygrzebał z odmętów internetu ranking najlepszych placów zabaw a stamtąd z kolei Ogród Jordanowski Hasanka na warszawskim Ursusie. Pojechaliśmy i oniemieliśmy, wszyscy oprócz Bułki, która skomentowała sprawę przeciągłym Łaaaaaaaaa!

Plac zabaw jest ogromny (15.000 m2), prześlicznie zagospodarowany i utrzymany, czysty, obsadzony krzewami ozdobnymi i drzewkami. 
Bułce najbardziej przypadła do gustu niespotykanych rozmiarów piaskownica ze stojącym w niej zamkiem (w tle), okrętem ze zjeżdżalniami, labiryntem (nie załapał się) i karuzelą na pedały (której fragment widać w lewym dolnym rogu)
Starsze maluchy mają do dyspozycji rozmaitość labiryntów do wspinania, huśtawek i innych sprzętów wymykających się tradycyjnej klasyfikacji

Młodzież znajdzie dla siebie ogromne linarium:
skatepark z rampami i sporą górką z torem dla rowerów oraz prawdziwie hardcore'owe karuzele, a mamy i tatowie w wolnej chwili mogą skorzystać z siłowni na wolnym powietrzu i ścianki wspinaczkowej. Dla babć i dziadków przewidziano ocienioną pergolą fontannę i ławeczki.
Zdjęcie nie jest zbyt aktualne, obecnie pergola obrośnięta jest chabaziami w znacznych ilościach.
Muszę się tam wybrać z aparatem, bo to co udało mi się znaleźć w internecie jest raczej biedne a szkoda.
Na deser wrzucam filmik, który pokazuje skalę przedsięwzięcia (niestety zdjęcia z górki obejmują tylko połowę placu, część dla maluchów załapała się dopiero w ostatniej migawce więc nie widać jak rozległy to teren)

Plac zabaw dostępny jest nieodpłatnie, ma swój własny parking a jedyną łyżką dziegciu w całej tej beczce miodu jest, z mojego ciężarnego punktu widzenia, brak toalety.

Gorąco polecamy wszystkim rodzicom warszawskim, okolicznym i tym którzy zabłądzą do Stolicy!

zdjęcia pochodzą ze strony Urzędu Dzielnicy