czwartek, 1 sierpnia 2013

O mieszanym sukcesie wychowawczym i o tym co sobie konkretnie Bułka z niego robi

Od pojawienia się u nas Bułeczki staraliśmy się stawiać na konsekwencję i granice. Bez faszyzmu ale i bez negocjacji. Jeśli nie wolno było grzebać w kociej misce to żaden epizod grzebalnictwa nie został przemilczany. Tłumaczyliśmy i pokazywaliśmy, która miseczka jest bułkowa, a która kocia, z której można jeść a z której nie. Podobnie rzecz się miała w przypadku przemeblowywania kuchennych szafek, polewania wodą mebli i wielu innych czynności, którymi Bułka najchętniej wypełniłaby swoją codzienność.

No i trzeba powiedzieć, że osiągnęliśmy pewien sukces. Tyle, że jest to sukces mieszany.
Znaczy się Bułka wie doskonale co może robić a czego nie powinna. Zupełnie odrębną kwestią jest to, co z owej świadomości wynika, a wynika niewiele. Pokusa szkodzenia jest bowiem zbyt trudna do opanowania i mała anarchistka idzie w szkodę z pełną determinacją, lekko tylko okraszoną wyrzutami sumienia. Nakryta na topieniu sprzętów kuchennych w sedesie odżegnuje się od swojego zbrodniczego rzemiosła z dezaprobatą kręcąc głową i kiwając paluszkiem, czasem nawet jakąś krokodylą łzę uroni. Ale kiedy tylko matka zabierze się za przywracanie ładu, wykorzystuje moment braku nadzoru i pędzi hackować komputer, nacierać włosy pastą do butów, wspinać się na krzesła, wysypywać zawartość solniczki i ganiać kota z babcinym tłuczkiem do mięsa. Im dokładniej wie, którędy granica przebiega, z tym większą lubością ją przekracza. Bywa, że sama się przy tym strofuje mrucząc pod nosem "nu, nu, nu". Mam tylko wątpliwości czy dokładnie o taki sukces wychowawczy mi chodziło.

9 komentarzy:

  1. hihiihii gdyby nie śpiąca Zosia to ryczałabym ze śmiechu na głos:) na podobne granice i tłumaczenie i ja postawiłam a moja już 14 miesięczna latorośl kiwa paluszkiem ze nie wolno do kosza wyrzucać POTRZEBNYCH rzeczy po czym z namaszczeniem odsuwa wieko kosza i wrzuca dowony przedmiot kuchenny do niego. Także wiedza a parktyka zupełnie nie idą tu w parze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) Też znamy:) Albo na odwrót.. nie wolno grzebać w śmieciach po czym wyciąga coraz to nowe "śmierdzące okazy" ;)

      Usuń
  2. hahhahaha.... masz zdecydowanie bardzo inteligentną Córcię :D

    OdpowiedzUsuń
  3. tak to już jest:)
    ile razy ja widziałam, jak jeden mały paluszek robi "nu nu nu", a w tym czasie druga rączka za plecami sięga po zakazane...
    ale urocze to jest (na swój sposób) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, znamy to, znamy aż do bólu :) W ten sposób ostatnio został utopiony tablet w misce wody :P

    OdpowiedzUsuń
  5. To tak jak u nas! Antek wie, że nie wolno np. rzucać klockiem w tv, mówi "NIEE" i patrzy na nas wielkimi oczami po czym rzuca! I z wieloma wieloma rzeczami też tak jest ... ostatnio płaczem wymusza .. ja na razie robię tak że 3x zwracam uwagę i "daję szansę na poprawę" za 4 zabieram i chowam czym rzucał(z tv ma jedną szansę!) lekko nie jest.. Echh te nasze dzieciaki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Im bardziej coś zabronione, tym większa zabawa, stara zasada. U nas staram się wprowadzać miękkie zasady, to znaczy unikam mówienia "nie wolno". Do szafek kuchennych Klu mogła zaglądać, ale nie do wszystkich (nie zabraniałam, tylko odwracałam uwagę). Po paru miesiącach się znudziły. To samo z płynem do płukania ubrań, bawiła się w mojej obecności, znudziło się, schowałam, już się nie bawi. Staram się nie pokazywać granic na zasadzie "owocu zakazanego", bo to kusi i w efekcie jest bardziej niebezpieczne niż zabawa pod nadzorem ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To nu nu nu pod nosem podczas czynienia psoty musi być rozbrajające :P

    OdpowiedzUsuń
  8. To samo u nas ;)
    Ciągle, namiętnie Cię czytam, wybacz, że rzadko komentuję ale nienawidzę tego na tablecie robić a teraz wszystkie blogi na tablecie przeglądam.
    Ale czytam i uwielbiam nadal :)

    OdpowiedzUsuń