piątek, 30 sierpnia 2013

Połówka

19 tygodni minęło, zaczynamy 20. Połowa ciąży za nami. 
Pączuś kopsa z wielkim zacięciem a ja rosnę z wcale nie mniejszym.
Przybyło mi 6 kg. Do wagi Dumnego Ojca brakuje mi jeszcze 2 kg.
Brzuch osiągnął już wstrząsający obwód 100 cm, strach pomyśleć gdzie to się skończy.
Odkryciem tego tygodnia jest obwód ud, każde po 5cm na plusie, jak mogłam wcześniej nie zauważyć?
Trzeba powiedzieć wprost - jestem sporawa. Ale mimo tego dosyć jeszcze gibka i pełna energii. Pewne czynności, jak wchodzenie na 4 piętro, zapinanie sandałów czy wstawanie z podłogi z Bułką na rękach nie wychodzą mi już tak sprawnie jak wcześniej, ale na szczęście większość mojej aktywności pozostała bez zmian.

Przeczytałam pół internetu i uspokoiłam się trochę. Znalazłam sporo historii o złych przepływach i maluchach z hipotrofią które urodziły się zdrowe i śliczne. Pączuś też da radę.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jak nie urok... (to już sama nie wiem)

To miał być post o zgadze i rozstępach na tyłku, których chwaliłam się, że nie mam, jak okazało się - przedwcześnie. Znaczy się o typowych, ciążowych pierdołach.
Co prawda już od 2 tygodni czułam przez skórę, że być może mam poważniejsze powody do niepokoju niż czerwone kreski tu i tam, ale starałam się temat starannie zamiatać pod dywan, co nawet zgrabnie mi wychodziło, bo bawiłam się wyśmienicie, z rzadka tylko wpadając w panikę, kiedy wieczorem Pączuś zbyt długo zwlekał z kopsaniem.

Co powinno było dać mi do myślenia? Mój przepięknie wyrównany cukier. A konkretnie przepięknie wyrównany cukier przy znaczącym spadku zapotrzebowania mimo opychania się frytkami, naleśnikami z białym serem, rybami w cieście grubym na 2 palce, surówkami skąpanymi w majonezie, lodami-świderkami i pączkami z różą (a trzeba powiedzieć, że były przepyszne). Z dnia na dzień z 35-40 jednostek na diecie w miarę racjonalnej zaszłam do 15-20 jednostek na diecie nadbałtyckiej i to właśnie wtedy, kiedy zapotrzebowanie powinno rosnąć. To na pewno z powodu ruchu na świeżym powietrzu! - myślałam sobie naiwnie.

No ale dzisiaj, w poradni, przyszło mi wysłuchać głosu rozsądku. Pączuś żywy, serduszko bije, ale sam spadek zapotrzebowania nie wygląda dobrze. 
W opcji bardzo optymistycznej może to być pseudo remisja cukrzycy.
Wersja realistyczna nie nastraja do świętowania: wszystko wskazuje na to, że zrobił się zakrzep albo wystąpiły inne problemy z łożyskiem, skutkiem czego Pączuś nie dostaje tego co powinien i na nic mu moja insulina. Siedzi bidulinek, burczy brzusiem i chudnie.
W związku z tym, że przyjmuję już wszystkie leki jakie potencjalnie mogą pomóc w sprawie (w tym kwas foliowy w ilości 34-krotnie przekraczającej normalnie zalecane dawki, witaminy B6 i B12, luteinę, acard i clexane) pozostaje mi trzymać kciuki, być dobrej myśli i czekać.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wracamy :)

Ostatnie 10 dni spędziliśmy na nadmorskich wojażach. Pogoda dopisała połowicznie za to bułkowe trójki stuprocentowo. Rosły tym chętniej im bardziej padało, fundując nam wszystkim niezapomniane 5 dni. 
Na szczęście przy dobrej pogodzie zęby i nerwy dawały wytchnąć, świat z powrotem stawał się znośny, ba, nawet całkiem atrakcyjny, a Bułka przechodziła błyskawiczną metamorfozę w najsłodsze stworzenie w okolicy, więc pozostałe 5 dni pozwoliło nam do woli nacieszyć się morzem, falami, rybą w każdej postaci, odpocząć i do oporu naładować akumulatory:

A oprócz tradycyjnego wypoczynku los przygotował dla nas ofertę promocyjną :)
Pierwsza dobra wiadomość dotarła do nas w poniedziałek 19.08 rano: udało się wytłuc bakcyle, temat nerek można oficjalnie uznać za zamknięty.
Tego samego dnia wieczorem Pączuś sprzedał pierwszego kopniaczka Dumnemu Ojcu.
A wczoraj Bułka z pełnym przekonaniem zamigała, że mnie kocha. 6x!

piątek, 9 sierpnia 2013

17 tydzień

Dzisiaj, w skwierczącym upale, rozpoczynamy z Pączusiem 17 tydzień.

W ramach krótkiego podsumowania:
  • obwód brzucha mierzony o poranku - 97 cm, z Bułeczką metrówkę świętowałam w 25 tc
  • waga - 64 kg, +3 od początku, dodatkowe kilogramy upodobały sobie tyłek. I to jak sobie upodobały, przebrzydłe!
  • pępek - wystaje
  • rozstęp mięśni brzucha - obecny (na razie tylko powyżej pępka)
  • linea nigra - brak
  • mdłości - brak - hura!
  • nowe rozstępy - brak - hura!
  • żylaki - cóż, takie życie
  • zachcianki - wielkiej mocy, przeczekiwanie nie przynosi poprawy - lód, kuchnia orientalna
Ogólnie muszę stwierdzić, że mimo upału i biegającej truchtem po placu budowy Bułki, mam się wyśmienicie a ciążę przechodzę bardzo dobrze. Czasem jestem zmęczona i jest mi trudniej, ale zdecydowanie nie czuję się wyczerpana ani przytłoczona. Z biegiem czasu coraz mniej się boję a coraz bardziej cieszę. Do beztroskiej radości pewnie nie dobiję, ale z każdym tygodniem bardziej doceniam to ile raf się już udało bezpiecznie ominąć i cieszę się myślą, że każdy dzień przybliża mnie do tego upragnionego czasu kiedy będę nieprzytomna z braku snu biegać od jednego skwierczącego malucha do drugiego ;).

Jeszcze jedna piękna opcja zamajaczyła mi na horyzoncie: być może po powrocie z nadmorskich wakacji w związku z którymi już od tygodnia radośnie się szczerzę, będę mogła odstawić luteinę. Jaka by to była cudowna poprawa dobrostanu (kto brał ten zrozumie ;)).

środa, 7 sierpnia 2013

O stopniach przezroczystości i nerkach co nie robią wstydu

Wybrałam się dzisiaj do lekarza. Słonko świeciło, pogoda przepiękna, cieplutko jak na pograniczu Nigerii i Kamerunu. Z przyjemnością przespacerowałam się na stację i z jeszcze większą przyjemnością przysiadłam sobie na ocienionej  ławeczce. Niebawem nadjechał pociąg, zatłoczony z powodu porannego szczytu. Wsiadłam, stanęłam i stałam jakiś czas zanim jeden z podróżnych zaproponował mi swoje miejsce. Podziękowałam, usiadłam i posiedziałam jakieś dwie stacje bo do pociągu wsiadła starsza pani. Nie z gatunku babć cwanych i dziarskich, łokciujących i biadolących. Zwyczajna-niezwyczajna starsza pani. Na oko mogła mieć koło osiemdziesiątki. Bieluteńkie włosy, wysuszone ręce, zmęczona twarz a w garści torba pełna zakupów. A była to starsza pani magiczna! Zupełnie przezroczysta! Stanęła na środku i nikt je nie zauważył. Ludzie nawet specjalnie nie odwracali wzroku, nie udawali pochłoniętych lekturą, po prostu patrzyli przez nią jak przez szybę.
Z widoczną ulgą przyjęła moje miejsce. 
Czułam się dobrze, Bułka przespała noc, mogłam sobie bez szkody postać. Ale ta pani raczej nie dałaby rady, nie w takim skwarze, tym bardziej, że nie udało jej się nawet dostać do rurki. 
Do tej pory uwierzyć nie mogę, że w całym wagonie ludzi nie zalazł się ani jeden który patrzy i widzi (oprócz tego sympatycznego pana, który ustąpił mnie i starszej pani nie miał już czego ustąpić). 

Mam wielką nadzieję, że uda mi się wychować dzieci bez tej wady wzroku.

Dojechałam na miejsce pochłonięta niezbyt przyjemnymi rozważaniami, ale wyniki, które odebrałam wydatnie poprawiły mi nastrój. Nerki wróciły do gry! Nie ma białka, nie ma cukru! Zabrały się trutnie za robotę. Leukocytów 10x mniej. Nie ma krwinek, krwi utajonej niewiele. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej a my jedziemy nad morze! Cieszę się bardzo.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Gdzie jesteśmy kiedy nas nie ma?

U rodziców. Prowadzimy całodobowy bufet dla kotów, podlewamy i kosimy, karmimy rybki a Bułka dodatkowo robi jeszcze parę rzeczy, które, jeśli idzie o podnoszenie ciśnienia, działają lepiej niż poranna kawa. Ganiam za nią po ogrodzie, chwilowo zmienionym w plac budowy i nęcącym rozmaitymi atrakcjami od betoniarki począwszy na drucie zbrojeniowym skończywszy. Nie ma czasu na internety.

Wizualnie prezentuje się to następująco:
"A jednak się kręci!"
Bułka - stary fachman opiera się o betoniarkę, opiera się również o taczkę i plastyfikator do zapraw. Oparłaby się i klasycznie o łopatę ale nie dosięga ;)
Po robocie można się oddać kontemplacji sitka...
...ale tylko przez chwilkę, przecież mokry trawnik sam się nie podepcze!

Ten zielony, blaszany kawałek w lewym, górnym rogu to dach! Nasz dach :)

niedziela, 4 sierpnia 2013

Parasolkowe pytanie

Chcielibyśmy kupić wózek - parasolkę. Niestety mój brak pojęcia w kombinacji z przeogromnym wyborem jaki oferują sklepy internetowe doprowadził do kompletnej niemocy decyzyjnej. 

Mogłybyście poratować radą? Chodzi o wózek w miarę lekki, raczej z niższej półki, w którym dałoby się opuszczać oparcie siedzenia. Z góry wielkie dzięki za wszelkie sugestie.

czwartek, 1 sierpnia 2013

O mieszanym sukcesie wychowawczym i o tym co sobie konkretnie Bułka z niego robi

Od pojawienia się u nas Bułeczki staraliśmy się stawiać na konsekwencję i granice. Bez faszyzmu ale i bez negocjacji. Jeśli nie wolno było grzebać w kociej misce to żaden epizod grzebalnictwa nie został przemilczany. Tłumaczyliśmy i pokazywaliśmy, która miseczka jest bułkowa, a która kocia, z której można jeść a z której nie. Podobnie rzecz się miała w przypadku przemeblowywania kuchennych szafek, polewania wodą mebli i wielu innych czynności, którymi Bułka najchętniej wypełniłaby swoją codzienność.

No i trzeba powiedzieć, że osiągnęliśmy pewien sukces. Tyle, że jest to sukces mieszany.
Znaczy się Bułka wie doskonale co może robić a czego nie powinna. Zupełnie odrębną kwestią jest to, co z owej świadomości wynika, a wynika niewiele. Pokusa szkodzenia jest bowiem zbyt trudna do opanowania i mała anarchistka idzie w szkodę z pełną determinacją, lekko tylko okraszoną wyrzutami sumienia. Nakryta na topieniu sprzętów kuchennych w sedesie odżegnuje się od swojego zbrodniczego rzemiosła z dezaprobatą kręcąc głową i kiwając paluszkiem, czasem nawet jakąś krokodylą łzę uroni. Ale kiedy tylko matka zabierze się za przywracanie ładu, wykorzystuje moment braku nadzoru i pędzi hackować komputer, nacierać włosy pastą do butów, wspinać się na krzesła, wysypywać zawartość solniczki i ganiać kota z babcinym tłuczkiem do mięsa. Im dokładniej wie, którędy granica przebiega, z tym większą lubością ją przekracza. Bywa, że sama się przy tym strofuje mrucząc pod nosem "nu, nu, nu". Mam tylko wątpliwości czy dokładnie o taki sukces wychowawczy mi chodziło.