czwartek, 4 lipca 2013

O Bułkowym wylansie

(Uwaga, zawiera marudzenie i wymądrzanie się)

Mało tu ostatnio fotek Bułki. Ale to nie dlatego żeby jej się aparycja pogorszyła. Wręcz przeciwnie, Bułka pięknieje z dnia na dzień, obrasta loczkami a rzęsy ma już chyba półmetrowe. Niestety na blogowe słit focie się przeważnie nie kwalifikuje. A oto czemu.
Większość swoich  licznych posiłków (wszystkie oprócz porannej i wieczornej kaszy) Bułka zjada własnoręcznie ze wszystkimi konsekwencjami takiego stanu rzeczy.
Na spacerkach niewiele ma w sobie z małej damy, biega, grzebie w piachu i z zapałem pełza po rampach dla wózków a na balkonie przesadza dziadkowi kwiatki, chyba, że wpadnie na coś bardziej pomysłowego.
Ale to jeszcze nie koniec czynników wpływających niekorzystnie na jej look. Głównym winnym jest tutaj, nie ukrywajmy, jej rodzona matka, która zamiast wystroić dziecko jak należy pozwala mu nosić zdarte łachy bez ksztyny szyku.

Kombinacja matczynego wylansu i Bułkowego stylu eksploatacji ciuszków daje efekt godny młodocianego obszczymurka. I tak już chyba pozostanie, bo wierzyć mi się nie chce, żeby Bułce nagle przyszło do głowy szanować ubranka, a ja z kolei w moim anyszafiarskim zapędzie jestem chyba jeszcze bardziej zatwardziała niż Bułka w grzebaniu w paprochach.

Nie rozumiem strojenia maluchów w dorosłe ciuszki które nijak się mają do ich komfortu. Bułka w sztywnym płaszczu? Nie na mojej zmianie. Tym bardziej nie rozumiem przymusu wydawania góry pieniędzy na ciuszki modne, markowe i ekskluzywne jeśli matka chodzi czwarty rok w  tych samych butach. I to jeszcze w imię czego? Żeby dziecko mogło się stać godną platformą prezentowania matczynego, bo przecież nie własnego, stylu? Żeby rodzice mogli odetchnąć z ulgą, że dorośli do standardów z kolorowych pism? Czy żeby od najmłodszych lat mogło, jak przystało na dobrego obywatela, konsumując walczyć o wzrost gospodarczy?

Dla pełnej jasności, nie chodzi mi o to żeby ubierać dziecko brzydko. Ubierając Bułkę mam na względzie zupełnie inne kryteria:
  1. najważniejsze - jej wygoda
  2. cena, nie koniecznie niska ale proporcjonalna do tej, jaką bym zapłaciła za swoje ubrania uwzględniając, że dziecko będzie ze swoich korzystało krócej ale za to intensywniej. Smutno się patrzy na dzieci opływające we wszystko po kolei, kosztem rodziców, dla których, po kupieniu kolejnego wdzianka, gadżetu czy lekcji baletu, już zwyczajnie nie wystarcza. A jeszcze smutniej patrzy się na to, co z takich dzieci potem wyrasta.
  3. mój komfort psychiczny pozwalający mi uniknąć zawału w razie plam, dziur i innych oznak eksploatacji. Dziecko ma się brudzić, po to jest :). Ubrania nie powinny mu przeszkadzać w dobrej zabawie. Mój tata, jako kilkuletni maluch, dostał przepiękny biały kożuszek, po dziś dzień go ciepło wspomina ;P
  4. jeśli da radę - optymalnie jeśli ciuszek jest używany, bo to praktycznie (wiadomo jak znosi pranie ;)) i eko
  5. wygląd - też ma znaczenie :) jasne, że fajnie jeśli się na chwilę przed wytytłaniem się maluch wygląda uroczo :)

11 komentarzy:

  1. hahahha...fajny post :) "młodociany obszczymurek" wymiata :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo racjonalne podejście. Mam tak samo.
    Młoda chodzi głównie w ciuszkach używanych, które dostaliśmy w ilościach hurtowych od Znajomej. Ja tez czasami wpadam do "lumpeksu", jak to się u nas mawia, i czasem upoluję coś fajnego ;)
    I lubię ubranka z Lidla - rozsądne ceny i dobra jakość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwe dziecko to brudne dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram we wszystkich punktach :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja lubię czasem wystroić dzieciaki ;) Są to jednak okazje tupu wesele czy urodziny a ubranka i tak przeważnie są z drugiej ręki ;) Co do robienia z dzieci lalek i ubierania ich jak do sesji fotograficznej do gazety o modzie to także jestem przeciwnikiem :) Moje dzieciaki biegają na co dzień w ubrankach, w których im wygodnie a w upały takie jak dziś i gdy jesteśmy na działce to cały dzień spędzają w samych majteczkach lub stroju kąpielowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo komfort psychiczny rodzica jest bardzo ważny :D

    OdpowiedzUsuń
  7. :) mam tak samo. Znaczy Zosia akurat nosi całkiem fajne ciuchy czasem ale za żadną rzecz nie zapłaciłam więcej niz 2-3 funty. Kupuję wszystko używane i zagrosze i nie jest mi wtedy żal, że ubrudzone, że utytłane i że z dziurką świeżo zrobioną. Za żadnym ciuszkiem nie płaczę a po 'zużyciu' spowrotem sprzedaję o ile oczywiscie stan na to pozwala. Nigdy przenigdy nie kupiłabym przynajmniej dopóki Zosia nie stanie się już z zachowania prawdziwą damą ciucha specjalnie na nią szytego, czy czegos 'designarskiego' bo po prostu szkoda kasy i z takiego ciuszka wyrośnie szybciej niż zdąrzę jej go założyć. NO ale naokoło widać mnóstwo matek, które potrafią naprawdę zaszaleć. Myślę ze nie jest to złe o ile kieszeń rodzica na to pozwala.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą całkowicie. O tym też mój dzisiejszy post a mianowicie rozliczenie wyprawki...prawie całej używanej;p

    Jak Ty się czujesz? Nic o tym nie piszesz. Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  9. To bardzo mądry post !
    Ja lubię ubrać Ariannę ładnie :) i nawet jeśli ma coś markowego (a zazwyczaj jak już jest marka to z ciuchaja używka :D ) i tak puszczam ją do piachu na trawę czy w kałużę ;) nie mam zamiaru ograniczać dziecka z powodu ubioru. Ważne jest też by było jej wygodnie, to w sumie nie ważne a najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podpisuję się obiema rękami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja myślę, że jak kogoś stać, to niech sobie kupuje i te drogie. My mamy dużo używanych, ale też prezenty od rodziny, coccodrillo(czy jak to się pisze) albo i hultaj polski, a co, drogie jak cholewa ale śliczne baudzo. I wcale wygodne, więc to nie jest reguła, że jak markowe to do dupy, przeciwnie, hultaj wychodzi nad wyraz, jego jedno ubranko warte jest pięciu innych. Z H&Mu ubranka mięciutkie, nigdzie nie znalazłam lepszych bodziaków. No i starcza mi na buty, a że dziecko ładne. Ładnemu we wszystkim ładnie, ja bym nie odróżniła taniego od drogiego, gdybym nie wiedziała które są które. Hultaj to już w ogóle wygląda dziadosko, przez kolorystykę i fason. ;)

    OdpowiedzUsuń