niedziela, 30 czerwca 2013

Trzeba czekać

Zawsze lubiłam chodzić w ciąży. Dobrego humoru nie psuło mi haftowanie, rozrastanie się, ociężałość, zgaga, rozstępy ani inne uroki obficie sypiące się na ciężarne.
Szukałam okazji żeby jak najszybciej wskoczyć w portki na gumie, z dumą głaskałam się po rosnącym brzuchu a myśląc o przyszłości budowałam w głowie przepiękne zamki na lodzie.

Tym razem jest inaczej. Może przebiło się do mojej świadomości, że to, że rozpoznano dwa problemy nie oznacza braku trzeciego? Przecież to, że ktoś ma płaskostopie i zeza nie gwarantuje jeszcze, że nie porobią mu się nagniotki. 

Dość, że odwagi wystarcza mi w sam raz na wstanie z łóżka, na myślenie o zastrzykach, prochach, siniakach i bieganie po lekarzach ale nie wystarcza jej zupełnie żeby zastanowić się przez chwilę nad lokatorem brzucha. Niczego nie celebruję, nie chłonę, nie napawam się. Zamiatam temat pod dywan tak skrupulatnie, że uzbierała się już pod nim spora górka o którą zdarza mi się czasem paskudnie potknąć. 

Panika dogania mnie nocami. Śnią mi się przerażająco realistyczne wizje będące mieszanką strzępków scen z mojej pracy i obrazów rodem z horroru. 
Pyton Marlenka zjada noworodka. 
Niosę jakieś tkanki z sekcyjnej do laboratorium zostawiając za sobą krwawą pręgę na kafelkach, kiedy nagle wypada mi spośród nich martwy płód. Próbuję go zawinąć w kocyk ale stale się wysuwa i co chwilę ląduje na posadzce.
Lekarka robi mi usg i dziuga palcem w brzuch, żeby wyglądało, że maluch się porusza ale on nawet nie drgnie a serduszko bije mu bardzo, bardzo powoli. "Trzeba czekać".

Trzeba czekać to motto moich ostatnich tygodni. Wiem, że sama podjęłam taką decyzję, ale chyba trochę przeliczyłam się z siłami.

12 komentarzy:

  1. Odpędzam te złe sny Twoje i złe myśli. Trzymam kciuki i wspieram jak mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również dołączam do odpędzania czarnych chmur i przywołuję słoneczne niebo nad Tobą!
      bądź dzielna

      Usuń
  2. Miłka, zeza się leczy ;) A tak serio, to na pewno nie jest łatwo, Twoje poprzednie doświadczenia i swiadomość, że trudno określić moment, na który czekają wszystkie ciężarne żeby 'już było bezpiecznie'... Tulę mocno! Tygodnie lecą, raz się udało, uda się i drugi raz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja i tak mam Cię za super-hero-woman! Nie wiem czy ja znalazłabym tyle siły psychicznej i samozaparcia w dążeniu do celu co Ty, choc kobieta silniejsza jest niż sama o tym wie. Chciałoby się przyspieszyc czas, sama chciałam gdy byłam w ciąży z Zosia i po nocach regularnie macałam się po brzuchu, żeby sprawdzić czy ciąża to nie aby wymysł mojego chorego rozumu. Jestes wielka! Jeszcze tylko 'troszke'!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłeczko, wierzę, że będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Miłeczko, ślę same pozytywne wibracje!

    OdpowiedzUsuń
  6. Miłko, jestem z Tobą całym sercem:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozostaje mi tylko mocno trzymac za Was kciuki. Sciskam,sciskam,sciskam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie doczytałam wcześniej :) Gratulacje i mocno zaciskam kciuki :)
    Pamiętam swoje koszmary o poronieniu - czasem aż ciężko było rozpoznać czy to sen czy rzeczywistość :| Mam nadzieję, że koszmary szybko miną :) Będzie dobrze - musi tak być i już ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś dla mnie przykładem dzielności.
    Wiem, jak ciąży pamięć straty, dziś nawet przechodząc spacerkiem koło szpitala i przychodni mojego gina fizycznie czułam lęk i absolutny brak gotowości, żeby porwać się na tę przygodę jeszcze raz, mimo potencjalnej chęci. Trzeba czasu...
    Kibicuje Wam gorąco!

    OdpowiedzUsuń