czwartek, 27 czerwca 2013

Masz babo placek

"W terapii skojarzonej mogą się pojawić siniaczki" mówili. Niby byłam przygotowana ale, trzeba powiedzieć, nie doceniłam rozmachu:
Wyjdzie, że znowu narzekam, ale co tam, szkoda by było, żeby się taki fajny "siniaczek" zmarnował ;)

19 komentarzy:

  1. ojejku.
    ale skoro tak czasem bywa, to trudno, trzeba przeczekać aż zejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmm jak powidła śliwkowe - może pączuś ma już smaki :P?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz poszło w kierunku jeżyn, też smakowicie ;P

      Usuń
  3. o mamo... niezły siniaczek... 0.0

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłka! Wcale mi się to nie podoba! Czy to Cię boli? Rany, okropność. No, ale jak mus, to mus. Musisz być dzielna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę wystaje, boli kiedy się tego dotknie, jak na razie cały czas się powiększa a kiedy dojdzie do miejsca, gdzie wkłuwałam się wcześniej - zaczyna mi się sączyć krew.

      Też nie jestem zachwycona. Mam za to nadzieję, że kolejne wkłucia nie dadzą objawów tego kalibru.

      Usuń
  5. brrrrr...fakt, siniaczek wart uwiecznienia na fotce...

    mam nadzieję, że terapia odniesie zamierzony skutek...
    zdrówka życzę

    OdpowiedzUsuń
  6. tytuł tego posta mnie rozwalił :D

    OdpowiedzUsuń
  7. clexane?:)

    ja wczoraj w szpitalu po raz pierwszy dostałam clexane, ale w ramię, bo w brzuch ciążowy nie mam zamiaru sobie nic wkuwać.

    dzisiaj w domu męża muszę poinstruować jak mi ją podawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clexane, clexane :)
      Jeśli nie lubisz kłuć się w brzucho - polecam sadełko po bokach :). U mnie niestety "zajęte" przez pompę a clexanu podobno nie można tam gdzie się daje insulinę.

      U mnie zostaje brzucho bo ramiona i uda mam niestety za chude na głębokie wstrzyknięcie podskórne :/

      Usuń
    2. łooo matko....zemdliło mnie od samego opisu... :/

      Usuń
  8. ło matko! no niezły jest nie powiem:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ożesztywmordę!

    Bidulka :(

    Podziwiam cię niezmiernie... ja przy zakładaniu wenflona mało nie zemdlałam, codziennego kłucia sama siebie w brzuch sobie nie wyobrażam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia przyzwyczajenia ;)
      Pamiętam jak na początku machałam penem po kilka razy zanim wreszcie się dziabnęłam ;)

      Teraz kłucie nie robi na mnie najmniejszego wrażenia, poza pobieraniem krwi w IH, gdzie zakładają wenflon ale go nie przyklejają i wywijając wężykiem toczą z człowieka 12 probówek. Z żyły przy okazji robi się takie cudo, że wszyscy wychodzą z zabiegowego z ręką o wyglądzie serdelka, z grubiutką na górze i na dole ale za to pośrodku ściśle okręconą plastrem 3x dookoła ;)

      Usuń
  10. O jaaaa, toż to najprawdziwsze siniaczysko!!! Biednaś, ale najważniejsze, że Maleństwo zdrowo rośnie:*

    OdpowiedzUsuń
  11. Przede wszystkim gratulacje :)dawno mnie nie było.

    Ja tez miałam takie siniaki po kleksanie i nawet takie guzkowate zrosty ktore utrzymywały sie po porodzie jeszCze ale wszystko do przeżycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, dziękuję bardzo!
      To nie będą pierwsze zrosty ani ostatnie więc bardzo się nimi nie martwię :). Mniej mnie zachwyca, że bulwa żyje własnym życiem, wystaje i ogólnie szaleje już przy takiej dawce, a docelowo mam brać 2,5x tyle.
      Ale nic to, damy radę.

      Usuń
  12. Wygląda to strasznie :| Mam nadzieje, ze mocno nie boli...

    OdpowiedzUsuń