piątek, 31 maja 2013

O Krystynie córce Lavransa na wykończeniu i o drzemaniu

Za "Krystynę córkę Lavransa" Sigrid Undset zabrałam się z ponurą determinacją. Mając w pamięci, że owa książka zadecydowała o przyznaniu autorce literackiego Nobla nie liczyłam, że będzie łatwo i przyjemnie. Wiele razy miałam ochotę rzucić ją na półkę i dla higieny psychicznej poczytać sobie Winnetou, gdzie przynajmniej wiadomo o co komu chodzi, ale nie dałam rady. Ta opowieść przytłacza i wciąga. Mimo monotonnej narracji, mimo wątków, które rozmywają się by wiele(set) stron później wypłynąć w czyimś skojarzeniu, błysnąć i znowu zniknąć. Ugrzęzłam w niej i oderwać się nie mogłam od niezwykłych opisów życia w średniowiecznej Norwegii (a trzeba zaznaczyć, że historia nigdy nie należała do moich pasji). Tym bardziej nie mogłam porzucić po mistrzowsku skonstruowanych postaci z których każda jak żywa stawała przed oczami razem ze swoim rozdarciem między pragnieniami a ograniczeniami, które narzucała im religia, kultura i natura, w całym swoim pożałowania godnym a zarazem pięknym człowieczeństwie.
Przez prawie 1800 stron i wiele tygodni "wałkowania" zżyłam się z Krystyną. Niełatwo będzie mi znaleźć dla niej godne zastępstwo.
Kolejny "przełom" ostatniego czasu - po dłuższej przerwie zdmuchnęłam kurz z mojego ulubionego drewnianego pudełka, jak mogłam porzucić je na tak długo? Drzemiąca Bułka, zwłaszcza przy deszczowej pogodzie jest wyborną modelką i dzielnie znosi 20 minutowe ekspozycje. Drewniane pudełko dokumentuje, Bułka drzemie a ja, jako urodzony niskociśnieniowiec, też nie pozostaję obojętna na deszczową aurę i miarę możliwości się do niej przyłączam. Leniwie u nas ostatnio i sennie.
A powyżej dokonanie fotograficzne o niemałym znaczeniu - pierwsze zdjęcie samodzielnie (samowolnie) naświetlone przez Bułkę. Bułkodzieło pełną gębą :).

czwartek, 23 maja 2013

O "trudnym okresie" który trzeba przetrwać

Raczej nie skarżę się na siedzenie z Bułką, wręcz przeciwnie, lubię to i sprawia mi to wiele frajdy. Czasami zagadnięta o to co u nas słychać, opowiadam w zbyt dużych chyba szczegółach o tym, że Bułka biega, grzebie w szafkach, wspina się na wszystko, zwłaszcza na stół, a kiedy już się tam wespnie, posypuje siebie i otoczenie tym, co wpadnie w jej łapki (np. kleikiem ryżowym czy solą), o tym, że uwielbia oblizywać podeszwy butów, pumeks babci i wyjadać mole z lepu.
Wtedy słyszę przeważnie (zwłaszcza od bardziej doświadczonych mam), że "to taki trudny okres" i, że "trzeba go przetrwać".
I tu dochodzimy do sedna sprawy:

Bułka od maleńkości, na każdym etapie stwarzała jakieś trudności. Na początku dzień mylił jej się z nocą, potem przyszły kolki,  mega kupy i przewijanie z kąpaniem, zęby, brak zapału do leżenia na brzuszku, alergie na wszystko po kolei, siadanie i padanie* i inne takie. Ale na każdym etapie nagradzała te niedogodności w jakiś unikalny i zupełnie fantastyczny sposób

Bywam czasem zmęczona, fakt, ale o wiele częściej zafascynowana i zachwycona Bułczęciem i jego nieoczywistymi pomysłami (no, może poza tymi z oblizywaniem i wyjadaniem, które staram się, w miarę możliwości, tępić). I wcale nie chcę przetrwać tylko się nacieszyć póki mogę, bo coś mi podpowiada, że za chwilę czeka mnie kolejny "trudny okres" do "przetrwania" ;).

*to jedyny etap z którego mogłabym bez żalu zrezygnować bo zawał był blisko

poniedziałek, 20 maja 2013

Był weekend! Najprawdziwszy! Pełen słońca, spacerów, patyków, paprochów, grzebania w piasku i puszczania baniek do zadyszki.
A nasza przepiękna dziura niepostrzeżenie się zapełniła:
Jedyną łyżką dziegciu w całej tej majowej beczce miodu jest odczyn alergiczny po ugryzieniu meszki, na pół matczynej stopy, który niestety nie pozwoli nam dzisiaj wybrać się na spacer.

poniedziałek, 13 maja 2013

O zupie z koniny

Bułka ma nową, własnoręcznie wygrzebaną zabawkę, która bije wszystkie inne na głowę. Garnek, bo o nim mowa, ma 101 zastosowań. Można w nim trzymać nogi, można go założyć na głowę ale najlepiej nadaje się do gotowania zupy. A jaka zupa jest najsmaczniejsza? To proste - zupa z koniny!

Bułka bierze garnek i zaczyna wkładać do niego staranie dobrane składniki. Ogląda, wącha, czasem nawet oblizuje. Najchętniej korzysta ze smakowitych klocków od sortera i kółek z piramidy. Miesza, próbuje, mruży oczy - przynosi matce łyżkę na spróbowanie. Matka potakuje, chwali zachwycona, że jej dziecko takie delicje serwuje. Zadowolona Bułka przyjmuje werdykt z rozdziawiona buzią, ale gdzieś pod skórą czuje, że to jeszcze nie to. Biegnie do pudeł z zabawkami i zaczyna wyrzucać stamtąd coraz nowe wiktuały. Szuka, nie może znaleźć, w końcu zniecierpliwiona udaje się po ratunek do matki. "iiiiiiii -ha" mówi pokazując na garnek. Szukamy, znajdujemy i już po chwili plastikowy konik pławi się w zupie. Bułka miesza, przynosi matce łyżkę do degustacji i z aprobatą kiwa głową. Zupa z koniny - smakuje codziennie.

Dodam, że nikt nie uczył Bułki przyrządzania takiej właśnie zupy, nigdy też nie stwierdziłam, żeby próbowała gotować inne zwierzątka z zestawu.

środa, 8 maja 2013

Przyczepka rowerowa okiem matki


Sezon rowerowy pełna gębą, ciągnie w plener, przyczepki kuszą, pojawia się sporo pytań i kwestii do rozważenia. Niestety mimo, że w sieci krąży sporo informacji, niektóre z nich ciężko uznać za sprawdzone. Nie jestem żadnym autorytetem w temacie ale dorzucę swoje trzy grosze (a co!) i postaram się opisać jak z mojej perspektywy wygląda rowerowe wożenie Bułki i do jakich wniosków mnie to wożenie przywiodło.


Na początek (żeby mieć to już za sobą) kwestia prawna:
Ustawa z dnia 1 kwietnia 2011 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o kierujących pojazdami (Dz.U. 2011 nr 92 poz. 530) dopuszcza przewóz dzieci w przyczepkach rowerowych jak również poruszanie się rowerem z przyczepką po drogach rowerowych.

Fotelik czy przyczepka?
Trudne pytanie. Zależy od naszych planów związanych z podróżowaniem z dzieckiem i często od możliwości finansowych. Nie używaliśmy fotelika ale ze względu na większą łatwość przechowywania i manipulacji jak również bardziej ludzką cenę, wydaje mi się on bardzo dobrym rozwiązaniem na krótsze trasy.
My jednak zdecydowaliśmy się na przyczepkę a oto co braliśmy pod uwagę podejmując decyzję:
  1. bezpieczeństwo (przyczepka stanowi klatkę przeciwkapotażową, system mocowania zapobiega jej przewróceniu, nawet gdy rower leży, nisko umieszczony środek ciężkości zwiększa stabilność)
  2. większy komfort malucha w dłuższej trasie (maluch może jechać ze swoimi ulubionymi zabawkami, bidonem z wodą, przekąską)
  3. ochrona przeciwdeszczowa/ przeciwwiatrowa / przeciwsłoneczna
  4. przestrzeń bagażowa na bobograty: kocyki, jedzonka, pieluszki, zabawki
  5. możliwość wybrania się z maluchem na kilkudniową wyprawę (ciężko pogodzić fotelik i sakwy)
Jeśli komuś podobnie jak nam zamarzy się przyczepka powinien wiedzieć, że niektóre jej cechy mogą wydatnie podnieść komfort użytkowania.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze przyczepki?
  1. duże kółka, im większe tym lepsze, koniecznie pompowane
  2. małe, odłączane, przednie kółeczka, które można zabrać ze sobą i korzystać z przyczepki jak z wózka np. na placu zabaw albo w zoo
  3. pozycja malucha (powinna być wygodna i umożliwiająca komfortowe odespanie drzemki, najlepiej półleżąca. Jeśli siedzenie nie zapewni dziecku wystarczającego podparcia podczas snu warto rozważyć kupienie lub uszycie podpórki pod głowę typu rogal-aureola. Będę taką szyła dla Bułki więc jeśli nie wyjdzie bardzo szkaradna na pewno pokażę ;))
  4. bezpieczeństwo (pasy dostosowane do wzrostu i wymiarów dziecka, konstrukcja stanowiąca klatkę przeciwkapotażową, miejsce mocowania chorągiewki sygnalizacyjnej - przyczepka za żywopłotem czy innym murkiem może nie być widoczna dla kierowców więc moim zdaniem warto o to zadbać.)
  5. dobra wentylacja (zwłaszcza przy zamkniętej osłonie przeciwdeszczowej np. siateczkowe plecy lub/ i dodatkowe wywietrzniki)
  6. amortyzacja. Jest to opcja dostępna przeważnie w przyczepkach z górnej półki ale warta rozważenia. Nasza przyczepka jest amortyzowana i przy nierównościach Bułka się w niej kołysze a nie telepie, obawiam się, że przy braku amortyzacji dla zachowania komfortu malucha trzeba by było na standardowej nawierzchni typu kostkowa ścieżka rowerowa jeździć naprawdę powoli.
Waga przyczepki przy niedługich wycieczkach bez podjazdów, wbrew pozorom nie jest krytyczna.

Jak zaplanować wycieczkę?
  1. Podzielić trasę na odcinki
  2. Jeśli odcinek jest długi, robić przerwy (warto mieć ze sobą kocyk :))
  3. Zorganizować atrakcje dla dziecka (które nie koniecznie doceni kontemplację krajobrazu). Warto zadbać o to, żeby po przejechaniu przewidzianego dystansu wylądować w jakimś fajnym miejscu, na placu zabaw, w parku, nad jeziorem, w zoo czy w parku rozrywki.
  4. Pilnować termoregulacji (przy otwartej osłonie dziecko jest owiewane powietrzem ale w przeciwieństwie do nas się nie rusza, więc trzeba pilnować żeby nie przemarzło, przy zamkniętej osłonie z kolei, nawet mimo dobrej wentylacji bocznej i tylnej łatwo maluchowi zafundować szklarenkę)
  5. Dostosowywać prędkość do nawierzchni. Przyczepki z racji dużych pompowanych kółek radzą sobie z nierównościami zdecydowanie lepiej niż wózki co nie oznacza, że zapewnią dziecku komfort niezależnie od prędkości. Jeśli nasza przyczepka nie jest wyposażona w amortyzację niezłym pomysłem jest kupienie do niej grubych, terenowych opon (np. do bmx'a) i ich miękkie pompowanie. Jeśli mamy podwójną przyczepkę a wozimy w niej jedno dziecko, amortyzator może nie pracować właściwie z powodu za małego obciążenia. Butelka, lub dwie, wody mineralnej, wrzucone pod siedzenie powinny załatwić sprawę :).
  6. Patent Dumnego Ojca: szerokokątne lusterko rowerowe pozwoli mieć stały podgląd na przyczepkę wraz z cenną zawartością :)
Często powtarzany jest zarzut, że wożenie dzieci w przyczepce to realizowanie ambicji rodziców kosztem dziecka, które tylko nudzi się i wytrząsa na wertepach.

Bułeczka kiedy widzi wyprowadzany bułkomobil pokazuje go paluszkiem, śmieje się w głos i tupie nóżkami, żeby ją szybciej wsadzać :). Wózek ani tym bardziej samochód nie wzbudzają u miej takiej eksplozji uczuć ;).

Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której dziecko faktycznie się męczy zarówno w przyczepce jak i w wózku czy chuście. Z tych trzech pewnie z przyczepką najłatwiej wykazać się brakiem wyobraźni. Ja jednak jestem optymistką i wierzę, że rodzice, którzy czytają ten tekst będą wozili dzieci w taki sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni :).

poniedziałek, 6 maja 2013

Majówka :)

Nie daliśmy się ogólnemu zrzędzeniu, narzekaniu i meteorologicznej apatii która zapanowała podczas długiego weekendu. Już samo to, że mamy weekend wolny od szkół było dla nas taką frajdą, że nawet nieustanne gradobicie nie popsułoby nam wypoczynku. Zresztą przecież nie lało bez przerwy, a dzięki wilgoci pąki dosłownie wybuchały zielenią. Kwiaty wystrzelały spod ziemi. Błotko parowało. Wiosna tętniła. Małe ptasie kulki zdzierały gardła w nadziei na miłość. Muszki wpadały rowerzystom w oczy (2x w lewe, 2x w prawe) i osiadały na zębach.

A my odpoczywaliśmy ale nie próżnowaliśmy.

Rozbijaliśmy się z Bułką po okolicy zahaczając przy okazji o dziadków i o zoo (2x):

Dzięki uprzejmości babci, która przyjęła Bułczę w rozkochane ramiona, wygospodarowaliśmy dla siebie jeden dzień, który przeznaczyliśmy na  wycieczkę po okolicy połączoną z gminobraniem :).
Liczniczek wskazuje szczerą prawdę a ja spieszę donieść, że żyję i mam się bardzo dobrze, chociaż z rana nie byłam pewna żadnego z powyższych, a to z powodu kolan i nadgarstków (cała reszta już wczoraj była w najlepszym porządku ;)).

A na koniec zagadka: co to za przepiękna dziura w ziemi?