wtorek, 5 lutego 2013

O tym jak Bułka okresowo traci przedziałek

Bułka śmiga przy pchaczu. Kiedy się zapomni trzyma się jedną ręką a drugą macha jak finalistka wyborów Miss Body z Długim Rękawem. Kiedy dojdzie do ściany, zamiast wcześniejszego, rozpaczliwego "ma-maaaaa" wydaje z siebie bojowe okrzyki i metodą tuptania z szuraniem ustawia wszystko tak jak być powinno.

Ostatni weekend spędziła z dziadkami, ja się pilnie edukowałam, po raz ostatni w tym semestrze. Ale nawet gdybym zamiast przekazać Bułkę z rana w rozkochane babcine objęcia, została porwana we śnie prze ufo a następnie podrzucona wieczorem pod drzwi, nie miałabym najmniejszych wątpliwości z kim się Bułka przez ten czas rozbijała. Babcia bowiem szanuje i docenia moje metody wychowawcze, z pewnymi drobnymi zastrzeżeniami. I tak pod czujnym okiem babci Bułka:
  • niepostrzeżenie obrasta w dodatkowe pary skarpet
  •  pod pretekstem zasikania zmienia ciuszki na bardziej "kobiece"
  • pieluszki na pampki a chusteczki do pupy na jednorazówki bo wielorazowymi babcia "nie umie"
  • owoce dostaje w siateczce, co by się nie zadławiła
  • banana w kosteczkę w miseczce (mimo, że grzecznie sama odgryza kawałki)
  • obiadki miksowane
  • obowiązkowo deserek (11g cukru na kubeczek)
  • a do tego wszystkiego znika jej przedziałek ;)
Po dniu z babcią Bułka jest absolutnie zachwycona więc co ja się będę przedziałków czepiała. Tym bardziej, że babcia powie "tak, tak" i zrobi po swojemu. Od jednego zmiksowanego kartofla Bułka też raczej nie wybuchnie i się nie uwsteczni. 
Trochę podnosi mi ciśnienie fakt, że większość tych innowacji jest wzorowana na systemie wychowawczym siostry męża i okraszona uwagami typu "bo ona swoim dzieciom to to czy tamto". I generalnie "ja się nie wpieprzam ale...". Ale!
...ale po głębokim wdechu, czasami trzech, jestem w stanie się przekonać, że mimo iż moja racja jest zdecydowanie mojsza, zastosowane zabiegi nie przynoszą Bułce obiektywnej szkody więc naprawdę nie ma co rozpoczynać dyskusji. No i, że nadrzędne dobro w postaci zachwyconej Bułki, zachwyconej babci i wyedukowanych rodziców wymaga czasami rezygnacji z przedziałka ;).

23 komentarze:

  1. Haha no cóż, takie właśnie są babcie... Jak spędzamy dzień u mojej mamy to też tylko miksowane obiadki Wojtula je, bo mama dostaje zawału jak Wojtek bierze kawał warzywa w łapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie i przymykam oko, muszę trochę pilnować i np. jak zostawiam Lenkę pod opieką cioci mojego M daję kubusia w małej butelce, bo jak dawałam dużą to Lenka po jednym dniu wypijała prawie całą... Gdzie ja dozuję porcję 150ml dziennie!
    Oczywiście drażniło mnie to i ciśnienie skakało ale po co? Mam teraz takie zdanie jak Twoje - raz na jakiś czas a Dziecku włos z głowy nie spadnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez przedziałka też może być więc co się czepiać... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eee... ale jak to owoce w siatce? Bo trochę nie kumam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w takiej:
      http://nokautimg2.pl/p-1c-33-1c339d0399a1af44f98c2a8c442ab21a500x500/gryzak-do-podawania-pokarmu-nuby.jpg

      Usuń
    2. O rany, jak dla sikorek! albo lizawka dla saren

      Usuń
  5. Zdrowe podejście :) Na szczęście opieka babci jest tylko od czasu do czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja mama na szczęście konsultuje za mną każde poczynania, a jak odbieramy młodego to mam całe sprawozdanie co jadł, co pił, jaka kupa, i czemu taki brudny mimo, że już dwa razy przebierany :P

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja myślałam, że ona tak przy pchaczu śmiga z rozwianym włosem, że się przedziałek zatraca w tym pędzie ;)

    ps. dobrze, że masz taki luuuz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momentami to taki luz na zaciśniętej żuchwie ;)
      Ale robię co mogę :)

      Usuń
  8. to ja niedobra jestem, bo we mnie się gotuje i z doświadczenie wiem, że w przypadku mojego małego dziadków na jednym ustępstwie by się nie skończyło...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo wszystko babcie są kochane.....
    Nasze są daleko od nas więc jak już sie spotkają to pozwalamy na małe rozpieszczanie
    W końcu to się na co dzień :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. podziwiam Twą mądrość. Ta nauka przede mną.

    A skarpetki, to temat nr 1 przy dziadkowych odwiedzinach, wypominany mi mniej więcej 100xminutę

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale mi humor poprawiłaś tym wpisem, bo już sobie taką Babcię wyobraziłam z bananem od ucha do ucha jak zaczyna swoje "rządy" wprowadzać jak tylko się zamykają za Tobą drzwi... sprawdzi jeszcze przez okno czy aby na pewno odeszłaś dalej i... sruuu.. druga (trzecia) para skarpet, sukienka, słodkości, a Bułka z tego całego zamieszania nic tylko się chichra ;) Taki obrazek mi się w głowie wytworzył :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Haha! Babcie są the best, a najważniejsze, że dziecko szczęśliwe!

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz super podejście! Mam nadzieję, że i ja będę miała tyle cierpliwości - spodziewam się innych niż moje metod u mojej Muchy - chyba nie zostawię z nią mojego Bobasa;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oh, żeby mi 3 wdechy głębokie pomagały...! Wyciszam się gdzieś tak przy 30stym sapnięciu ;) Powody DOKŁADNIE te same.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hehe, u nas dopiero się zacznie - za dwa tygodnie powrót do pracy, a moja Baśka zostanie pod opieką Teściowej... I też porównuje nasze rodzicielskie metody z tymi szwagierki. Ale damy radę - zacznę już ćwiczyć głębokie oddechy ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też pozwalam na te babcine szaleństwa, a niech mają :)
    Przy okazji zapraszam na konkurs http://dlapupy.blogspot.com/2013/02/konkurs-wygraj-pieluszke-wielorazowa.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Babcia Kubusia nie wtraca sie do moich metod wychowawczych, a z druga babcia ktora do tych upartych i "wszystkowiedzacych" nalezy, mamy jedynie kontakt na skype. Babcia bulki kocha ja rozpieszczac i nie ma w tym nic zlego : Pozdrawiam serdeczznie :)

    OdpowiedzUsuń