poniedziałek, 25 lutego 2013

Bułka się szczepi

Dzisiaj Bułka zaliczyła szczepienie a ja przedszczepienną "zdrową dawkę ruchu".
Bułka co prawda nie chodzi ale biegać na czworaka lubi i uważa to za swój przywilej należny jak psu buda. Tymczasem w przychodni jest stolik z zabawkami, jeździk-autko i dość długa kolejka, nie ma za to za grosz warunków do zasuwania na czterech.
Pech chciał, że wizytę miałyśmy w porze drzemki.
Wszystko zaczęło się śpiewająco: Bułka poprzekładała koraliki, powkładała klocki do sortera (hakując uprzednio wieczko, żeby lepiej wchodziły ;)), pojeździła samochodem, postukała w klakson i tak zleciało10 minut. Potem przeszła w tryb wycie z wiciem (Matko Kwiatka, ten tekst to przebój), który ciągnął się przez kolejne 45 minut.
Kiedy przyszło do szczepienia była zbyt zmęczona, żeby zwrócić uwagę na takie pierdoły jak igła wbita w okolice lewego łokcia (i całe szczęście bo od rana trzęsłam portkami na myśl jak to obie zniesiemy).
Po przyjściu do domu, kiedy poszłam zdejmować buty, Bułka pościeliła na podłodze swoją kurtkę i zanim zdążyłam wrócić (czyli jakieś 15 sekund później), już spała.
Śpi jak zabita już drugą godzinę a ja siedzę sobie i myślę , że takie wycie z wiciem to wyśmienity sposób dla matki na spalenie zbędnych kalorii (cukier spadł jak po godzinnej przejażdżce rowerowej ;)). Może z powodzeniem zastąpić aerobik, siłownię, może nawet combat Jiu Jitsu, jest dostępny w pakiecie całkiem nieodpłatnie, a osobisty trener zadba o prawidłowy poziom motywacji ;)!

Ze szczegółów technicznych: Bułka jest zdrowa i śliczna chociaż niezbyt wyrośnięta: mierzy 76 cm, waży 8,3 kg.

niedziela, 24 lutego 2013

sobota, 23 lutego 2013

Zębołak

Zęby zawładnęły moim dzieckiem.
Piszczy, ślini się i skwierczy mały bidulinek.
Radykalnie wzrosła jej uciążliwość dla otoczenia bo nie dość, że Bułka sama z siebie osiąga niezłe rejestry to jeszcze rozsmakowała się w muzyce rytmicznej i stanowczo się jej domaga (ze szczególnym wskazaniem na Abbę). Czasami da się ją skusić czymś odrobinę szlachetniejszym, ale na długo to zębów nie zmyli.

Jednak znacznie gorsze od rzeczy, które robi, są rzeczy, których nie robi: nie je (a jeśli już coś skubnie to nie gryzie, tylko upycha pod poliki, lub upiera się przy monodiecie kaszkowej) i nie śpi.

Pierwsze jest trudne ale drugie zniweczyło cały misterny ład i porządek oraz doprowadziło rodziców z akcentem na matkę, do stanu w którym budzenie się przypomina wykopywanie się z grobu.
Suma bułkowego dobowego spania nie przekracza 7-8 godzin przy czym w ciągu drzemki budzi się 2x i dosyć sprawnie zasypia natomiast w nocy śpi ładnie aż do karmienia po którym wije się i skwierczy przez 2-2,5 godziny. Na samą myśl, że zbliża się kolejna taka noc skóra mi cierpnie*.

Organizm Dumnego Ojca sam broni się przed taką sytuacją. Jeszcze za czasów kolek nieobecny duchem Dumny Ojciec porażał błyskotliwymi odpowiedziami na moje prośby o pomoc. Dzisiaj znów zaskoczył mnie swoją senną domyślnością:

2:26 rano, Bułka skwierczy, głodna jak co dzień o tej porze.
Idź ją nakarmić, ja ją potem przejmę i uśpię - poprosiłam.
Oczywiście - odparł Dumny Ojciec
Wyszłam,  wracam i co widzę?
Dumny Ojciec śpi na stojąco, mechanicznie lulając wyjącą Bułkę.
Co robisz? - pytam
Bujam i bujam a ona nie przestaje.


* Tym samym rozwiązała się kwestia następnej książki (dziękuję za propozycje): każdą chwilę, którą mogłabym poświęcić na lekturę - przesypiam.

czwartek, 21 lutego 2013

Przytulia czepna

Miłość Bułki do matki weszła w fazę przytulną nieodczepialną. Od ponad tygodnia jeździ na rękach wczepiona jak mały makak, czasami odkleja się na chwilę, żeby pogłaskać matkę po twarzy albo sprzedać jednego z tysiąca buziaczków. Małe pulchne łapki zaciska dookoła szyi, małymi włosiętami łaskocze w nos, usteczka zbiera w dzióbek i rozdzierająco skwierczy przy próbie wyczepienia. "Iiiiiiiiiii... maaaa-maaaa" (albo "taaaa-taaaa" bo również tak Bułka mnie mianuje) "iiiiii... tuuuu" po czym wskazuje palcem na siebie.
Czas przewijania znakomicie się wydłużył bo Bułka pokazuje kolejne miejsca do ucałowania: boczek, paluszek, nadstawia lewą stopkę, potem prawą, znowu lewą, noski-eskimoski, czemu matko ubierasz, jeszcze prukania na brzuszku nie było!

To nie tak, że Bułka dyskryminuje innych członków rodziny: Dumny Ojciec jest fajny, owszem, do zabawy i wywijania. Z babcią można potańczyć przy Abbie, pobawić się i pojeść słodycze. Ale jednak co matka to matka, nie ma lepszego wierzchowca i przytulanki. Słodkie to i cudne chociaż trzeba powiedzieć, że ręcę się wydłużają ;).
 
Doczytałam do końca Annę Kareninę z którą mordowałam się od miesiąca. Cieszę się, że ją przeczytałam bo naprawdę warto (filmy nijak się mają do oryginału).
Cieszę się, że przeczytałam a jeszcze bardziej cieszę się, że już więcej nie muszę ;).

Za co by tutaj teraz zabrać? Polecicie coś?

niedziela, 17 lutego 2013

Bułka coraz bardziej mobilna a matkę ciągnie do lasu


Po pierwsze wiadomość dnia (przedwczorajszego): Bułeczka robi po 2 kroki! Niezbyt się wyrywa do chodzenia ale tyle przetupta zanim się zorientuje co też najlepszego czyni i padnie na pupę ;).

Zima za oknem a ja duchem na wakacjach. Dopadło mnie z całej mocy. Mam taką chęć ruszyć przez siebie, że nakupiłam sobie wczoraj na allegro laminowanych map (zakup w pełni planowany i prawie całkowicie skontrolowany, +/- jedna mapa), a do tego nasz pierwszy, własny palnik na szyszki:
(z tego sklepu)
Nie wspominałam o tym do tej pory ale jestem główną kapłanką i chyba jedynym wyznawcą kultu gotowania na szyszkach w warunkach polowych. Wiem, brzmi dziwnie, ale jak się spróbuje ryżu na miękko-chrupiąco to się zrozumie ;).
Ten zakup nie był planowany w najmniejszym stopniu. A ja zamiast pożądanych w takiej sytuacji wyrzutów sumienia odczuwam dziką euforię!
Na zdjęciu (z 2011) Dumny Ojciec gotuje na szyszkach ryż nad Jeziorem Płaskim :)
Babcia zgodziła się w maju zostać z Bułką przez weekend, żebyśmy mogli zrobić sobie mini wyprawę. Bardzo się cieszę ale już zaczynam trząść portkami. 
Martwię się jak Bułeczka przetrzyma swoją pierwszą noc bez mamy. Zastanawiam się, jak da radę, czy będzie tęsknić, czy zaśnie, czy zje, czy nie będzie płakała, czy wszystko będzie jak trzeba. I szczerze mówiąc, martwię się jak ja to zniosę.
Z drugiej strony spontaniczny zakup powyżej 50 zł (niewiele ponad tę kwotę, ale jednak) jest tak nie w moim stylu, że gołym okiem widać u mnie zapotrzebowanie na odrobinę luzu.
No i sama nie wiem co zrobić. Jechać, tęsknić i być może gorzko żałować? Czy trwać na przepisanym miejscu przebierając nogami i pod wpływem impulsu kupować sobie palniki na szyszki?

czwartek, 14 lutego 2013

Obrazkujemy :) - Tag

Autorka bloga On.ona.ono nominowała mnie do zabawy obrazkowej. Bardzo dziękuję bo dzięki temu znalazła się okazja do przegrzebania dawno zapomnianych zdjęć :)


Zasady:
1. Odpowiedz na 17 pytań w formie zdjęcia - może to być pojedyncze zdjęcie, kolaż złożony z kilku zdjęć, sfotografowany rysunek, PrintScreen. Ważne, żeby odpowiedź była w formie graficznej, a nie tekstowej - ewentualnie krótki podpis dozwolony. (wklejam wszystkie w kupie, coby otagowane nie musiały ich własnoręcznie wygrzebywać :))
1. Codziennie widzisz...
2. Ubranie, w którym "mieszkasz"?
3. Ulubiona pora dnia?
4. Coś nowego?
5. Właśnie tęsknisz za... 
6. Piosenka, która za tobą chodzi...
7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
8. Najlepszy moment tygodnia?
9. Kim chciałaś/eś być jako dziecko?
10. Nigdy nie rozstajesz się z....
11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń?
12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.
13. Coś, co robisz przez cały czas.
14. Zdjęcie tygodnia?
15. Ulubione słowo/wyrażenie?
16. Najlepszy moment roku.
17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić.   

2. Postaraj się, aby większość zdjęć była Twoja własna, a nie np. pobrana z internetu z podaniem źródła. Wtedy ten tag będzie bardziej "osobisty" i ciekawy, choć kilka pytań trochę utrudnia to zadanie (np. w przypadku pytania o życzenie). 

3. Otaguj siedem osób.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

1. Codziennie widzisz...


2. Ubranie, w którym "mieszkasz"?
 Niby mieszkam a zdjęcia nie mam ;)
 Obrazek stąd

3. Ulubiona pora dnia?
Napiszę dla porządku: rano, bo wygląda trochę jak zachód ;)


4. Coś nowego?

5. Właśnie tęsknisz za... 

6. Piosenka, która za tobą chodzi...
Sex :)

7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
 nauka obliczania wbt, masakra
 Liczydło stąd
Mądrości dietetyczne stąd

8. Najlepszy moment tygodnia?


9. Kim chciałaś/eś być jako dziecko?
I się udało :)
Pani w krzakach stąd
Piękny żel poliakrylamidowy, naprawdę koronkowa robota, stąd

10. Nigdy nie rozstajesz się z....
Smarkatki stąd

11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń?

12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.

13. Coś, co robisz przez cały czas.
W sferze marzeń:
Włóczykij stąd
W rzeczywistości:


14. Zdjęcie tygodnia?
Zielona gęś czyli piękna, zielona Mon-gęś :D
Pierwsza gęś stąd

Druga gęś stąd

15. Ulubione słowo/wyrażenie?
Książeczka stąd
16. Najlepszy moment roku.
wakacje :)

17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić. 
 Zdjęcie prehistoryczne, datowanie węglem C14 wskazuje na rok 2007 ;)
Do zabawy zapraszam:
Gusla1  http://kochamgeeka.blox.pl/html
Ivett http://swiadomoscm.blogspot.com/
Agnieszkę http://jesienneurodziny.blogspot.com/
Keepmymoments http://keepmymoments.blogspot.com/  
Aboutbeingmama http://aboutbeingmama.blogspot.com/ 
Maryś http://marys.blox.pl/html 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Jest pięknie :)

Po pierwsze primo: W sobotę Bułka zaczęła wstawać z kucek bez trzymanki :)! Na środku podłogi! Stoi, tańczy gibiąc się na boki i skręcając w talii  i (oczywiście) nagradza się za to zasłużonymi brawami ;).

Po drugie primo: Będę miała pompę insulinową :)!

Po trzecie primo: Mamy zezwolenie na budowę :)! Czekamy tylko aż się uprawomocni.

No i jak tu się nie szczerzyć?

piątek, 8 lutego 2013

Osobiste wynurzenie

Kiedy zdarza mi się powiedzieć coś o Małgosi, ciąży albo dzieciach w ogóle, otoczenie przeważnie reaguje zaskakująco zgodnie: nie myśl teraz o tym, powinnaś odpocząć, zajmij się czym innym, zobacz, świat jest piękny.
Sęk w tym, że ja odpocząć nie potrafię i myśleć w ten sposób też nie.
Mimo, że jeszcze miesiąc nie minął, że trzeba odczekać a może tak naprawdę lepiej byłoby odpuścić i się więcej nie katować, ja zupełnie nie potrafię przestać myśleć o maluszku. I nawet nie o to chodzi, że widzę oczyma duszy roześmianą Bułkę w zabawie z rodzeństwem, rowerowe przyczepkowe wycieczki we czwórkę (bo przyczepkę mamy podwójną), wspólne wakacje, dwa obsmarkane nosy do wycierania i dwa razy więcej pieluch do prania. Po prostu jakoś spadłam pod kreskę: byłam ciężarówką która, zamiast wrócić do stanu neutralnego, stała się minus ciężarówką z pustą dziurą zamiast brzucha i całym zapasem gotowości na zmianę takiego stanu rzeczy.

Ostatnio moja desperacja przybrała zupełnie nowe oblicze, nazwijmy je pms'em i liczmy, że to przejściowe: wiedząc, że to niemożliwe (i, że gdyby było możliwe to wcale nie byłoby dobrze) sprawdzam wskaźniki Pearla bo może jednak zadziałają te 2% szansy? Przecież niektórzy wygrywają w totka.

A teraz jeszcze przez cały powyższy bezwstyd i skłonność do duchowego wywnętrzania się (cytując za ulubionym panem profesorem, wykłada pedagogikę, bo zapomniałam wspomnieć) przypaliłam Bułce obiad (pilaw z brązowego ryżu ze szpinakiem i indykiem*). Gotuję od nowa.


* informacje dietetyczne umieszczane pod wpływem regularnie pojawiających się pytań "co ty jej gotujesz?"

czwartek, 7 lutego 2013

Nieważne co, ważne, że z serca

Bułka nie jest skąpa, to pewne. Jak coś ma, to się podzieli, nawet jeśli jest to pyszne i zostało już wcześniej zdeponowane pod polikiem. Ale wczoraj jej szczodrość przerosła moje najśmielsze oczekiwania:

Bułka  zaświeciła kozą z nosa. Pobiegłam po chusteczkę, wyczyściłam. Bułka skrzywiła się i o mało co nie zaczęła jojczeć.
Nie martw się, już nie ma kozy, mama zabrała - uspokajałam ją.
Nie? - pokręciła głową Bułka
Nie.
Bułka zrobiła zafrasowaną minę, wsadziła paluszek do nosa, poryła chwilę i z dumą wyciągnęła kozę bis. Po czym wyciągnęła paluszek z cenną zdobyczą w moją stronę, pokazała na moje usta i zrobiła "mniam, mniam".
Odda wszystko co ma najlepsze. Mała bohaterka!

środa, 6 lutego 2013

Bułka wcina na odległość

Bułka opanowała kolejną cenną umiejętność: potrafi wydmuchać szpinakowy sos z penne jak młodociana Guarani z dmuchawki. Nasze BLW nabrało nowego zasięgu ;).
Do tego powoli zaczyna wyrastać z alergii :). Wczoraj dostała masło i nic! Zupełnie nic, ani biegunki, ani wysypki :). Więc dzisiejszy sos do makaronu razowego składał się ze szpinaku, żółtka i masełka. Takie rzeczy Bułka jada pasjami :).

A na koniec pytanie, bo już nie dowierzam własnym zmysłom: czy jeszcze ktoś oprócz mnie widzi, że Bułce zaczynają się kręcić włosy?

wtorek, 5 lutego 2013

O tym jak Bułka okresowo traci przedziałek

Bułka śmiga przy pchaczu. Kiedy się zapomni trzyma się jedną ręką a drugą macha jak finalistka wyborów Miss Body z Długim Rękawem. Kiedy dojdzie do ściany, zamiast wcześniejszego, rozpaczliwego "ma-maaaaa" wydaje z siebie bojowe okrzyki i metodą tuptania z szuraniem ustawia wszystko tak jak być powinno.

Ostatni weekend spędziła z dziadkami, ja się pilnie edukowałam, po raz ostatni w tym semestrze. Ale nawet gdybym zamiast przekazać Bułkę z rana w rozkochane babcine objęcia, została porwana we śnie prze ufo a następnie podrzucona wieczorem pod drzwi, nie miałabym najmniejszych wątpliwości z kim się Bułka przez ten czas rozbijała. Babcia bowiem szanuje i docenia moje metody wychowawcze, z pewnymi drobnymi zastrzeżeniami. I tak pod czujnym okiem babci Bułka:
  • niepostrzeżenie obrasta w dodatkowe pary skarpet
  •  pod pretekstem zasikania zmienia ciuszki na bardziej "kobiece"
  • pieluszki na pampki a chusteczki do pupy na jednorazówki bo wielorazowymi babcia "nie umie"
  • owoce dostaje w siateczce, co by się nie zadławiła
  • banana w kosteczkę w miseczce (mimo, że grzecznie sama odgryza kawałki)
  • obiadki miksowane
  • obowiązkowo deserek (11g cukru na kubeczek)
  • a do tego wszystkiego znika jej przedziałek ;)
Po dniu z babcią Bułka jest absolutnie zachwycona więc co ja się będę przedziałków czepiała. Tym bardziej, że babcia powie "tak, tak" i zrobi po swojemu. Od jednego zmiksowanego kartofla Bułka też raczej nie wybuchnie i się nie uwsteczni. 
Trochę podnosi mi ciśnienie fakt, że większość tych innowacji jest wzorowana na systemie wychowawczym siostry męża i okraszona uwagami typu "bo ona swoim dzieciom to to czy tamto". I generalnie "ja się nie wpieprzam ale...". Ale!
...ale po głębokim wdechu, czasami trzech, jestem w stanie się przekonać, że mimo iż moja racja jest zdecydowanie mojsza, zastosowane zabiegi nie przynoszą Bułce obiektywnej szkody więc naprawdę nie ma co rozpoczynać dyskusji. No i, że nadrzędne dobro w postaci zachwyconej Bułki, zachwyconej babci i wyedukowanych rodziców wymaga czasami rezygnacji z przedziałka ;).

poniedziałek, 4 lutego 2013

Pieluszka Pupuś

Jakiś czas temu Bułka wygrała w konkursie Mandarynkowej Mamy pieluszkę kieszonkę firmy Pupuś. Od tego czasu czaję się z aparatem żeby ją w nowym nabytku sfotografować ale skubana wyczuwa co i jak, i od razu sadzi kupsko, dzisiaj nie inaczej. A, że dłużej z podziękowaniami zwlekać nie wypada odwołam się do Waszej wyobraźni: pieluszka  wygląda jak ta, tylko zamiast serduszek ma drobne, czarne kropeczki:
Bułkowa wygrana sprawuje się bardzo dobrze, kilkukrotne pranie (po tych wszystkich kupach) jej zupełnie nie zaszkodziło. Jedynym mankamentem jest dosyć mało, jak na Bułkowe możliwości, chłonny wkład. Zdecydowanie lepiej używać dwóch takich na raz albo zastąpić go bardziej chłonnym.
Za pieluszkę jeszcze raz pięknie dziękujemy!

sobota, 2 lutego 2013

3 z minusem! :D

Zaliczyłam na 3 z minusem i słownie pęcznieję z dumy. 
Czemu pęcznieję? 
I cieszę się jak szalona, że mój "ulubiony przedmiot" u mojego "ulubionego pana profesora" raz na zawsze przeszedł dla mnie do historii?
A do tego sporo radości, co może zaskakiwać, sprawiła mi ocena? (tu nadmienię, że uzyskałam najniższą zaliczającą ilość punktów)
Skąd moja radość i duma z bycia, na pierwszy (może drugi też) rzut oka tępakiem? Już tłumaczę:

Otóż nie potrafię się, w najmniejszym nawet założeniu, zgodzić z "ulubionym panem profesorem" ani w śmiałych teoriach ani w sposobie ich prezentacji. Teorie owe dotyczą tematu szczególnie bliskiego mojemu sercu: wychowania oraz podejścia do dzieci i młodzieży. Pan profesor lansuje szkołę tradycyjną, opartą na "dyscyplynie", przekazywaniu wartości, systemie kar i restrykcji i założeniu, że człowiek jest z natury zły, w najlepszym razie moralnie ambiwalentny, a owo zło należy z jednostki wypleniać wszelkimi dostępnymi środkami z karą śmierci włącznie (tak drastyczne środki należy oczywiście stosować tylko w przypadku naprawdę złych dzieci, celowo szkodzących innym, zdrowszym moralnie).

Żeby dokładnie wyjaśnić nam dlaczego inne niż słuszny poglądy są głupie (a u ich autorów w domu śmierdzi) pan profesor użył całej serii doskonałych merytorycznie argumentów z których część pozwolę sobie przytoczyć, żeby nie było, że notowałam je przez cały semestr na daremno:

- bo "powstały nowe władze: ekologia, władza psychiatryczno-psychologiczna i aktywizm prawniczy"
- bo "wielokulturowość rozmiękcza się system wartości" i transseksualizm też
- bo "w w psychologicznej atmosferze rozwija się egocentryczne nastawienie do życia a człowiek jako podmiot staje się miarą wszystkich rzeczy"
- bo "potrzeba samorealizacji jest traktowana jako dobra potrzeba"
- bo "przenosi się metody pracy z dziećmi upośledzonymi na normalne"
- bo psychologia jako taka to "bezwstyd i skłonność do duchowego wywnętrzania się"
- bo "dzieci mogą się krytycznie odnosić do tradycji"
- bo, co fatalne w skutkach "dzieci mają prawa (Deklaracją ONZ 59' i Konwencję ONZ na temat Praw Dziecka 89')"
- bo te wszystkie alternatywne teorie to "doktrynerstwo i snucie wizji"
- bo "życie człowieka jest najwyższą wartością, przecież rycerz gdyby to usłyszał, wysłałby nas na leczenie psychiatryczne"
- bo oddziały i szkoły integracyjne "są wymierzone przeciw dzieciom zdrowym, żeby zmniejszyć ich szanse edukacyjne"
- a "w miejsce chrześcijaństwa próbuje się wstawiać komunizm"

A wszystko to razem wzięte, w trzech prostych krokach prowadzi do zakładania nauczycielom kosza na śmieci na głowę i klepania ich po tyłku przez gimnazjalistów. Więc drogie mamy, opamiętajcie się, łapcie za koziki, pędźcie wycinać wierzbowe rózgi i wysypujcie groch do klęczenia, straszcie, tłuczcie i pokazujcie dziecku, gdzie jego miejsce, zanim założy ten kosz, wam albo komu innemu, zmieni płeć albo zostanie psychologiem (cokolwiek nastąpi wcześniej).

Nie przekonane? Ja właśnie też nie bardzo.
Oczywiście mogłam się wyuczyć tej prawdziwej prawdy. Mogłam dostać piątkę (chociaż ciężko by mi było po tym własną gębę w lustrze oglądać i szczerze mówiąc, trochę szkoda czasu). Nadal mogę swoją ledwie trójczynę poprawić, ale jakoś się nie palę.
Teraz jesteśmy kwita: pan profesor przypuszcza, że ja jestem głąbem a ja wiem z całą pewnością, że z nim niewiele lepiej.
Taki sobie milczący protest song wykonałam.