czwartek, 17 stycznia 2013

Post nieprzyjemny ale bardzo mi potrzebny

Do tej pory nie mogę uwierzyć.
Małgosia jest naszym siódmym utraconym maluszkiem. Nie oczekiwałam cudów ale tym razem wszystko szło inaczej, zupełnie jak wtedy kiedy się udało i pojawiła się Bułeczka.
Beta hcg rosła przepięknie.
Usg pokazało serduszko. 
Nie było skurczów, plamień ani krwawień. 
Miałam mdłości i haftowałam. 
Od kiedy zobaczyłam to serduszko zaczęłam wierzyć, że się uda. Przyzwyczaiłam się do myśli, że będzie dobrze. Oglądałam podwójne wózki, kupiłam bluzki bo ciążowa garderoba mi się trochę zdekompletowała. Zaczęłam robić tunikę - kalendarz z tygodniami do skreślania żeby w niej pozować z rosnącym brzuchem.
Miałam skończyć w niedzielę po szkole ale nie zdążyłam, przed południem pojawił się skurcz, potem nitki krwi w śluzie, cukier kompletnie zwariował.
Pojechaliśmy do szpitala. Serduszko już nie biło.

Teraz ile razy zasnę dręczy mnie ten sam koszmarny sen: okazuje się, że Małgosia miała bliźniaka. Znowu jestem w szpitalu, w toalecie, znowu krew leje mi się do butów a ja próbuję między skurczami jak najszybciej grzebać w basenie w poszukiwaniu ciałka. Boję się, że nie zdążę albo przegapię i ciałko wyląduje w sedesie. Wreszcie udaje się je wyłowić. Trzymam je w rękach ale krew leje się coraz bardziej. Odkładam na parapet, staram się sprzątnąć ale przy każdym ruchu coraz bardziej zalewam podłogę i ubranie.

W tym momencie się budzę tak przerażona realizmem snu, że w pierwszym odruchu szukam telefonu żeby wzywać pomocy. Potem, kiedy zorientuję się, że już jest po wszystkim idę na herbatę i po paru minutach uspokajam się. Ale spać się boję. Ratują mnie audiobooki.

Ulgę przynosi fakt, że w szpitalu trafiłam na kochanych lekarzy i położne, którzy robili wszystko co mogli, żeby było jak najbardziej znośnie.

Fizycznie z każdą godziną czuję się lepiej, w zasadzie można powiedzieć, że nic mi już nie dolega.
Emocjonalnie staram się dojść do siebie żeby w przyszłą środę móc wyprawić Bułce takie pierwsze urodziny, jakie powinna mieć. Już 2 tygodnie temu kupiłam lampiony, balony, motylkowe girlandy i świeczkę w kształcie jedynki. Teraz muszę tylko znaleźć siły, żeby to wszystko porozwieszać i wytrzymać imprezę bez zalewania się łzami w najmniej oczekiwanych momentach.

23 komentarze:

  1. życzę Wam siły...a jak czytam to sama płaczę:/ Ja wierzę w to, że bluzka zostanie wykorzystana już niebawem, a liczba 7 nigdy nie zostanie powiększona!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Placze tu razem z Toba. Dbaj o siebie, porozpieszczaj sie troche. Moze sprobuj posluchac jakichs CD relaksacyjnych przed snem? Mi to bardzo pomoglo na stres przed ivf. Wiem ze to zupelnie nie to samo ale moze sie przyda?
    Tez mialam podobne koszmarne sny po drugim poronieniu. Na szczescie przeszly po kilku dniach. Mam nadzieje ze i u Ciebie tak bedzie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymaj się - tul do Bułki gdy tylko zrobi Ci się smutno. Mi takie przytulasy bardzo pomogły gdy poroniłam... Bardzo mi przykro, że znowu Was spotkała strata Maluszka :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłko....przytulam wirtualnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mysle o Was...Wiem, ze jest trudno, ale masz dla kogo zyc...mas dla kogos sie starac...Niech pierwsze urodziny Bulki beda dla Was piekna i mila chwila!
    Trzymam kciuki za Was!
    Sle pozytywna energie

    O.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, że nie ma takich słów, które przyniosłoby by Ci teraz ulgę tylko czas Ci jest ją w stanie przynieść. Przytulam Cię mocno - choć tylko wirtualnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wyobrażam sobie co możecie przeżywać. Straszne chwile :( bardzo mocno przytulam!

    OdpowiedzUsuń
  8. współczuję bardzo
    my straciliśmy jedno maleństwo
    z bólu (psychicznego) chodziłam po ścianach i wrzeszczałam
    NIe da się nic powiedzieć by było lepiej, ale Ty wiesz, że z czasem trochę mniej boli i na wspomnienie nie zawsze się płacze

    OdpowiedzUsuń
  9. Powtórzę się - podziwiam Ciebie i Twoją siłę, jesteś wspaniała Miłka!! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś niesamowicie dzielna. Trzymaj się ciepło. I przytulaj Bułkę

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak mi przykro...
    cieszyłam się razem z Wami, myślami często wracałam do Waszej rodziny...Nie da się nic powiedzieć sensownego.
    Bułka jest taka fantastyczna, musisz dać radę - bo to jej święto, jest z Wami już rok.
    Trzymaj się Kochana,bardzo, ale to bardzo Cię ściskam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ty wiesz, że jesteś mi bliska i choć się nie znamy, jestem z Tobą nawet jeśli dzieli nas Wisła - może choć troszkę lepiej się poczujesz, że my dzielimy ten ból i żal z Tobą choć tylko w minimalnym stopniu. To okropnie niesprawiedliwe, że Małgosia odeszła. Tak myślę, że może środki nasenne Ci pomogą, jakieś łagodne? Bo sny to koszmar, powinnaś wypoczywać aby mieć siłę dla Bułki, takie sny nie pomagają. Ściskam Was :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak mi przykro Miłko...
    Daj sobie czas, potrzebujesz go.
    Bądź dzielna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miłka nie umiem sobie tego nawet wyobrazić i dlatego moje wyrazy współczucia niewiele będą warte... Kibicowałam Ci strasznie, Tobie i Małgosi, czasem nawet trochę zazdrościłam i myślałam, że może i my spróbujemy już o drugie się postarać.. Bułeczka pod wieloma względami podobna do Tosi (choćby wiekowo i gabarytowo) i czuję jakąś taką wirtualną więź z Wami... Tulę mocno! Jesteś bardzo silną kobietą, a złe sny po takiej traumie to niestety normalne, może pomogą leki a może po prostu czas...

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo mi przykro :(((
    Czytam Twojego bloga, bo Twoja Bułka jest trochę starsza od mojej Kruszynki i wiedziałam co czeka mnie za 1,5 m-ca....
    kiedy Kruszynka miała 8 m-cy okazało się, że jestem w ciąży, niestety moje maleństwo postanowiło odejść w 8 tygodniu .. trudno się z tym pogodzić, tym bardziej, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.. wiadomość o ciąży była dla nas zaskoczeniem, nie planowaliśmy dziecka w tym czasie. Trzymaj się mocno! Będę myślami z Wami http://u-rodziny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Miłeczko... Ależ ciężko na sercu się robi jak o Was myślę. Jesteś taka dzielna, że słów brak. W ogóle słów brakuje... Trzymajcie się i świętujcie Bułeczki urodziny. Wierzę, że jakoś się wszystko poukłada..

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku jak mi przykro :( wczoraj sama się bardzo wystraszyłam, bo zaczęłam plamić. Na szczęście jest wszystko w porządku, ale czytając Twój wpis dziękuję lekarzom za szybką reakcje i "przymusowe" zwolnienia z pracy. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  18. :( przykro mi, rozumiem Cię. Na pewno jest Ci ciężko... Trzymaj się dzielnie dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
  19. W 1/7 rozumiem co czujesz, u nas było jedno poronienie, druga ciąża donoszona szczęśliwie. Miłka wiem jaki to ból psychiczny, sama długo nie mogłam się otrząsnąć, życzę Ci dużo siły

    OdpowiedzUsuń