wtorek, 8 stycznia 2013

O supermocy na Robina Hooda

Zasmarkana Bułka wylądowała dzisiaj u lekarza. Niestety wyszliśmy bez dobrych wiadomości: Mała ma zapalenie płuc, dostała antybiotyk i całą furę pomniejszych medykamentów.

Natomiast wydarzenia które doprowadziły nas do gabinetu były, jak to w polskiej służbie zdrowia, dramatyczne.

Wczoraj nie było numerków.
Dzisiaj o 7 udało się numerek "wystać". 
Wizyta miała wypaść planowo o 13:30. Kiedy około 12:50 szykowałam Bułkę do wyjścia podniosłam ją w krzesełku do karmienia i od razu pożałowałam. Przypomniałam sobie jak to fajnie było rodzić. Skurcze jak prawdziwe. Wystraszyłam się bo stanęły mi przed oczami 2 krwotoki i 4 pobyty na patologii zaliczone w bułkowej ciąży. Ściągnęłam z pracy Dumnego Ojca, na szczęście pracuje 4 minuty piechotą od mieszkania. Tymczasem skurcze zelżały. Ubraliśmy Bułkę i przeprawiliśmy się na drugą stronę ulicy, gdzie mieści się nasza przychodnia. Odebraliśmy wystany numerek, ustawiliśmy się w kolejce pod gabinetem i czekaliśmy. I czekaliśmy. Bułka kasłała, miękła na rękach, ale wytrzymywała bardzo dzielnie i nie traciła pogody ducha, zawsze skora pokazać gdzie jest oko a gdzie nos.

Kiedy zrobiła się nasza pora na wizytę do głosu doszły 2 panie. Pierwsza z pań, emerytka "tylko na chwilę załatwić papiery", miała wizytę na 11:30 ale na nią nie przyszła. 11:30 jest przed 13:30 więc, co logiczne, postanowiła wejść przed nami. A, z natury szczodra jak prawdziwy Robin Hood, postanowiła podzielić się nie swoim miejscem z panią bez numerka z około rocznym "chorym dzieckiem", które na tle innych obecnych w poczekalni małych zombie, prezentowało się całkiem nieźle. "Bo ta pani ma chore dziecko" głosowała pani emerytka, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu poparcia u rodziców, którzy wyraźnie dla psikusa ze swoimi zdrowymi dziećmi (o błędnych oczach i gilach do pasa), akurat tego dnia postanowili odwiedzić poradnię dzieci chorych.

Ostatecznie postanowiliśmy z obiema paniami nie polemizować tylko wyjaśnić sytuację w prostych, żołnierskich słowach i wejść do gabinetu w naszej podwójnie wystanej kolejności.
Chyba pierwszy raz egzekwowałam swoje prawa u lekarza. 15 minut później nadal trzęsły mi się ręce. Kiedy wychodziliśmy pani emerytka bąknęła co nieco pod nosem i obrzuciła mnie wzrokiem łani ranionej w lędźwie. Do tej pory czuję się z tym paskudnie.
Dla siebie bym tego nie zrobiła bo zdecydowanie wolę poczekać niż się konfrontować, ale lejąca się przez ręce Bułka z zapaleniem płuc zasługuje na poszanowanie swojego prawa. A egzekwowanie go jest właśnie moją rolą. Pokojowe nastawienie do świata jak również spora doza pierdołowatości i tchórzliwy charakter nie są żadną wymówką. 
Całe szczęście, że są mamowe supermoce. Po raz kolejny je uruchomiłam i z ulgą przekonałam się że nadal działają. I, że jednakowo dobrze nadają się do zwalczania insektów, nie wpadania w panikę w trudnych sytuacjach jak i gromienia emerytek ;).

Skurcze na szczęście rozeszły się po kościach. Trochę jeszcze o sobie przypominają ale nie w sposób którym warto by się było przejmować.

A nasza pani doktor znów udowodniła głębię swojego znawstwa etapów rozwojowych dzieci: "tylko proszę ją przekładać, nie powinna stale leżeć w jednej pozycji*"

* jak to przeważnie robią niespełna roczne dzieci

15 komentarzy:

  1. O widzę, że pani doktor dobry humor miała :)
    Dużo zdrówka dla Bułki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pani doktor ma w pewnych sprawach nieustająco dobry humor ;)

      Usuń
  2. No, to ze mnie beznadziejna matka skoro Zoski tez nie przekładam we śnie... ale zeby to zrobic musialabym ja chyba do góry nogami kłaść, bo już wszystkie inne pozycje zostały przez nią odkryte, też myślę, że jest to najlepsza rada lekarza przy tak wyrośniętym niemowlaku.
    A tak na serio, to zycze zdrówka dla Bułeczki, pochorowały się te nasze bidulki, a Ty na siebie uważaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo, masz prawo być z siebie dumna.
    Matka ma dbać o dziecko i własnie to zrobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrobiłabym z tą emerytką i każdą inną "babą" to samo! Postąpiłaś słusznie. Ja zawsze pozwalałam na "uprzejme" wchodzenie przede mnie, ale to się skończyło. Stwierdziłam, że teraz jak jestem w ciąży i nie zawsze czuje się wyśmienicie, pozwala mi na "troszkę więcej". Nigdy nie miałabym czelności wejść przed kimkolwiek, ale skoro ja mogłam przyjść wcześniej/ wysiedzieć/ wystać/ wyklęczeć, to i inni też mogą. Wyjątkiem są dla mnie kobiety z małymi dziećmi, ale tylko takie, które widać, że tego potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejku, biedna Bułeczka ;(
    Ty mamuśka to uważaj na siebie! Aż mi się włos zjeżył jak to czytałam...
    Rada Pani Doktor bezcenna ;) Dobrze, że Ty mądra kobitka jesteś, bo taka mało rozgarnięta to pewnie by tą radę wzięła do siebie...
    Zdróweczka Wam, ty też postaraj się nie złapać nic od Bułeczki, w razie czego dobry jest syrop Prenalen, a prewencyjnie może tran?

    OdpowiedzUsuń
  6. Miłka, bardzo mi przykro!!! I wiesz, dobrze zrobiłaś, nie czuj się paskudnie. I zrób to bez mrugnięcia okiem jeszcze wiele razy jeśli będzie trzeba - dla Bułki i dla Kluski. Nie warto się oglądać na innych w takiej sytuacji. Najważniejsza jesteś Ty i Twoje dzieci - sama wiesz :) Dużo zdrowia od nas dla Was, kochana.
    PS. Nie chcę już pisać o tym na blogu ale Ania ma powikłania po ostatnich infekcjach, coś jest nie tak z jej sercem, źle pracuje, jest powiększone i mamy wizytę u kardiologa za tydzień. Uważajcie na siebie bardzo, chuchajcie i dmuchajcie. Miłka, ja już wpadam w panikę na samą myśl o skupiskach ludzi, smarkających i kichających. Zakładam szalik jak maskę i dopiero wchodzę. To, co się teraz dzieje to jakiś koszmar, wszędzie choroby :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga trzymam kciuki aby z serduszkiem ANi okazało się wszystko w porządku.

      Jestem z Wami duchem i sercem

      Usuń
    2. Jej, trzymam kciuki żeby wszystko dobrze się skończyło! Oby kardiolog rozwiał Wasze wątpliwości i żeby okazało się, że nie jest źle.
      Trzymaj się kochana!

      Usuń
  7. gdy tak czytam o waszej pediatrzycy - może czas ją zmienić? Niedługo będziesz przeżywała podobny horror nieprzytomności z Kluseczką. Z tego co pamiętam z poprzednich wpisów Bułka jej nie lubi - czy coś się zmieniło w tej kwestii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy ale razem z przychodnią a ta jest dokładnie po drugiej stronie ulicy więc ma swoje niezaprzeczalne zalety.
      Tym razem Bułka na szczęście nie panikowała tak jak ostatnio.
      Mam w odwodzie "prywatną" pediatrę poleconą przez znajomych więc na szczęście jest się z kim konsultować. Chociaż może faktycznie powinniśmy gdzieś się przepisać bo ta czasami robi wrażenie jakby dziecko widziała pierwszy raz w życiu.

      Usuń
  8. Nie powinnaś czuć się źle z tą sytuacją. Sama postąpiłabym tak samo. Ja zawsze byłam dobrą samarytanką do momentu jak wpuściłam przed siebie Panią z dzieckiem ( około 10 lat) tylko po receptę i kobieta siedziała w gabinecie 45 minut bo okazała się znajomą lekarki, która zaszła sobie na ploteczki.
    Wyznaję zasadę, że skoro ja mogę wystać sobie numerek to inni też mogą. A postawa tej Pani emerytki to w ogóle jakiś skandal: nie przyszła na 11.30 to sobie przyjdzie o której chce? - jakiś żart.
    Trzymam kciuki aby Bułka szybko wróciła do zdrowia i oby incydenty ze skurczami więcej się nie powtórzyły

    OdpowiedzUsuń
  9. Dbaj o siebie SuperMamo! A dla Bułeczki dużo, dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo Miłka! I wszystkiego zdrowego dla Młodocianego Wypieku :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dziękujemy za życzenia zdrowia.

    OdpowiedzUsuń