środa, 2 stycznia 2013

O spacerkach, których jest ostatnio niewiele

Marzy mi się następujący scenariusz: otwieram drzwi, wkładam Bułkę do wózka, jeździmy po miłych małych uliczkach, roześmiana Bułka pokazuje paluszkiem dzieci i pieski, wietrzymy się, rozmawiamy i syntetyzujemy witaminę D.

Niestety nasza rzeczywistość wygląda nieco inaczej. 
Najpierw trzeba ubrać siebie, malucha, objuczyć się bobo-gratami i wyjść. Jak to wygląda każdy wie, a jeśli nie wie, bez trudu się domyśli.
Kiedy szczęśliwie przekroczymy drzwi znajdujemy się na klatce, którą przebiega pion ciepłowniczy, na czwartym piętrze, bez windy. Zanim zejdziemy na dół obie jesteśmy mokre jak woda. Teraz trzeba dojść na parking po czym używając wszystkich swoich pięciu rąk wyjąć z samochodu wózek, złożyć go, usadzić Bułkę, zamontować torbę, e voila, można zacząć spacerować.
Koło domu jest mały park, po którym przeważnie jeździmy w kółko. Wybranie się gdzieś dalej wymaga przedzierania się, oczywiście slalomem, przez centrum (czytaj: przez okolicę bardzo bogatą w psy a wyjątkowo ubogą w trawniki).
Wydawać by się mogło, że teraz przyjdzie wyczekana nagroda w postaci Bułkowego zachwytu nad pieskami, dziećmi i ogólnie pięknem świata. Wolne żarty! Odkąd zaczęła się swobodniej poruszać, Bułka szczerze nienawidzi siedzenia w jednym miejscu. Pobiegałaby sobie, tyle, że na nogach jeszcze nie umie. Marzy się jej za to rundka na czworakach w tych nieszczęsnych psich kupach i jest gotowa na wiele, żeby cel osiągnąć. Skwierczy, potem piszczy, wije się i kręci. Ja oczywiście robię w tym czasie co mogę, żeby do tego skwierczenia ani do pełzania w kupach nie doszło.
Spacerujemy sobie z pełnym zaangażowaniem matczynej kreatywności (gdzie oko, a tu piesek, a kuku, zobacz jaka piękna zabawka, nie ma co skwierczeć) około pół godziny, po czym Bułka przechodzi do konkretów. Wtedy pozostają dwie opcje: 
- przy akompaniamencie rozpaczliwego wycia pędem do domu unikając wzroku przechodniów 
albo 
- Bułka pod pachę, wózek w rękę, język na brodę i pędem do domu przy akompaniamencie delikatnego skwierczenia.

Teraz teoretycznie powinnam używając 5 rąk rozmontować Bułkowo - wózkowy zestaw, schować wózek a ze śliską Bułką w kombinezonie (i małą Kluską na pokładzie) dziarsko wbiec na czwarte piętro. Niestety tu wymiękam. Dzwonię do Dumnego Ojca który, jeśli może, wychodzi z pracy wholować nas na górę. Gorzej jeśli nie może. 

Czasami w ramach dodatkowego bonusu przylatują wrony - mieszkanki drzew w naszym małym parku, z brzuchami wypełnionymi na wszystkich warszawskich śmietniskach, i urządzają bombardowanie. Pamiętacie ten obrazek? Jest nadal aktualny, tylko wózek się zmienił ;)


Wszystko to razem powoduje, że spacerki nie należą ostatnio do przyjemności ani do naszych częstych zwyczajów. Chętnie poświęciłabym się dla Bułkowej radości ale użeranie się z materią dla Bułkowego smutku i niezadowolenia to trudna sprawa.

32 komentarze:

  1. Też nie lubię tego całego ubierania i walki ze śliskimi materiałami... Cieszę się jednak gdy wychodzę tylko z jednym dzieckiem i nie muszę ubierać dwójki dzieciaków ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. my jeśli już wychodzimy to wyłącznie z buta, W. nie toleruje wózka, zresztą nigdy za nim nie przepadał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie mogę doczekać samobieżnej Bułki. Może latem?

      Usuń
  3. Jak Zuzka się darła to ją przypinałam w wózku i darła się dopóki nie zrozumiała, że ma w wózku jechać, na początku trwało to trzy dni, a teraz już się nie powtarza ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj podobnie mamy z tym ubieraniem, tylko wózek pod ręką, bo w jednorodzinnym mieszkam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, tego się obawiałam, gdy miałam do wyboru - samodzielne mieszkanko na 4. piętrze bez windy, małym parkiem i... srokami (tak, tak!) na drzewach, czy dzielenie teściami domu pod miastem, przy lesie. Znajomi stukali się w głowę, gdy padło na drugą opcję, ale ja widziałam już siebie i ten wózek... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w ogóle pełnia promocji bo to czwarte piętro bez windy jest właśnie u teściów ;)

      Usuń
  6. oj u nas tez był bunt wózkowy...teraz troszkę się uspooiło..wrzask jest na początku jak chcę Synka do wózka włożyć, a później pozwala się wozić:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wierzę, że jest ciężko, bo ja zostawiając wózek w piwnicy i wchodząc na 1 piętro z zjeżdżającym ze mnie dzieckiem (nie ma to jak śliski kombinezon) jestem spocona jak mysz i dobry humor po spacerze mija zanim przekroczę próg mieszkania :/ a na klatce ogrzewania nie mam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej, to jak wyzwanie roku brzmi.. Mi się często źle robi na samą myśl o ubieraniu.. Młody lubi w wózku, lubi spacery, ale nienawidzi się ubierać. Zawsze wychodzę z tego z jakimś nowym ugryzieniem lub szczypnięciem mnie i z obolałymi uszami ;)
    Ja jak miałam do wyboru 4te piętro z niedoszłą teściową albo domek przy lesie u moich rodziców wybrałam oczywiste, tylko eks presji nie wytrzymał ;)
    Życzę żebyście się dorobili swojego M na parterze zanim kluseczka się wykluje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A może dałoby się mietka zaprosić do współpracy, albo uszyć poucha na to znoszenie/wnoszenie?
    Zuza też niechętnie w wózku siedziała, ale był taki czas, że często z nią wychodziłam i do pewnego momentu było na tyle dobrze, że w naiwności swojej decydowałam się wyruszyć w dalsze okrążenie niż dookoła domu :P a tam już nie ma jak na skróty uciekać do domu z wyjącym wniebogłosy dziecięciem. Więc wracałam: dzieć w jednej ręce, kręgosłup w drugiej, cisnąc wózek trzecią ręką. Po kilku takich wypadach oświeciło mnie, że mietek leży i kwiczy ze śmiechu ze mnie... Na następny spacer pojechał z nami i w momencie gdy miał nastąpić kryzys, Zuza na plecy/klatę i do domu na spokojnie wracałyśmy. Teraz już jakoś nam lżej te spacery mijają. Chyba Zuza się przyzwyczaiła :)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jeśli chodzi o wycie i skwierczenie w mt nie jest ani trochę lepiej niż w wózku :/.
      Ale do wynoszenia i wnoszenia warto się bliżej przyjrzeć sprawie :)

      Usuń
  10. a smoczka kochana nie używacie?? u mnie byloby identycznie gdyby nie moc smoczka. zwykle po ok 10 minutach Zoska zaczyna swój koncert w wózku i wtedy zatykam ją smoczkiem. jest to jedyna sytuacja w której smoczka nadużywam w sposób dosyć niehumanitarny i zakorkowuje buziuchne mojego dziecka w sposób bardzo skuteczny. Ale cóż.... zakupy same sie nie zrobią i nie przyjdą same do domu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułka nie korzysta ze smoka. Czasami go podziamdzia jak gryzak czy inną zabawkę ale jakimś specjalnym uczuciem go nie darzy :/

      Usuń
  11. Całe szczęście mamy windę. Ja cieszyłam się na mobilną Anię, ale teraz już jakby mniej. Skubana nigdy nie idzie tam gdzie my, a zazwyczaj w przeciwną stronę albo właśnie na trawnik gdzie kup jest ... ohooo. I tak ganiamy się raz w jedną raz w drugą stronę i na boki :) Tylko, że takie bieganie za Anią już nie jest takie fajne z drugim Bąblem w brzusku:)
    Ale co tam, damy radę i Ty i ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że damy. I jeszcze się będziemy cieszyć! Te matki to jednak dziwny gatunek ;)

      Usuń
  12. Znam Twój ból... na szczęście mam już to za sobą, Artur już chodzi, biorę go za łapkę i sobie spacerujemy. Ale dalekie spacery też odpadają... bo roczne dziecko jeszcze niestety krótkodystansowe jest. Ale nie martw się, już niedługo też będziesz się cieszyć spacerami bez wózka... do czasu, aż urodzi się Kluska :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O tak, rysunek pamiętam. Miał być projekt rysowniczy, czekam na kontynuację!
    A spacery? Tez chyba zrezygnowałabym z takich...

    OdpowiedzUsuń
  14. patent Miauczyńskiego grupowo, rodzinnie zafundujcie kuposponsorom :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. należałoby się, gdyby nie to, że sprowadziło by się to do robienia na ten sam chodnik ;)

      Usuń
  15. u nas z ubieraniem nigdy nie było problemu...teraz przeszkodą jest tylko tempo mojego syna, który dzięki zaawansowanej ciąży-rzecz jasna -mojej przegania mnie w 3 sekundy a najzwyczajniej w świecie nie mam siły go łapać:O Tak więc spacerki tylko z dodatkowym wsparciem:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Odpowiedzi
    1. W chuście niestety też albo śpi albo wyje :/

      Usuń
  17. Oj tak, zwłaszcza kiedy chce się wyjść w porze kiedy dziecko jest wyspane - bo ja z uwagi na to, że chcę mieć w domu chwilę spokoju, tylko taki czas wybieram. Ja miałam kilka takich alarmów w drodze do żłoba i podziękowałam. Aczkolwiek u nas to mus i całe szczęście córka zapakowana w koce dobrze czuje się taka usztywniona - a też z Niej żywe dziecko.
    Ps. Nie jedna gazeta fortunę zbiłaby na Twoich felietonach, uwielbiam Ciebie czytać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Skoro masz taki problem z jednym to jak zamierzasz wychodzić z dwójką malutkich dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proste drogi bezimienny: ze swojego parterowego domku jednorodzinnego :)

      Usuń
    2. Oczywiście - wychodzisz z domku jednorodzinnego.
      Ubierasz młodsze dziecko, w tym czasie starsze ściąga rzeczy ze stołu i włącza piekarnik, potem ubierasz starsze, w tym czasie młodsze robi kupę. Rozbierasz, przewijasz i ubierasz młodsze, w tym czasie starszemu jest gorąco więc wyje. Wychodzisz szczęśliwie na spacer, młodsze wieziesz w wózku, starsze w tym czasie ucieka gdzie chce, wywala się, wyłazi na drogę, podnosi śmieci z ulicy, zdejmuje czapkę. Nie dajesz rady za nim gonić z wózkiem. Starsze zaczyna się wkurzać i wyć, młodsze się budzi i też wyje, trzeba zakneblować cycem, szukasz miejsca do nakarmienia młodszego, starsze wyje bo tam akurat nie chce iść. Sielanka dla kogoś tak nieodpornego na "trudności" jak ty. Nie wychodzisz teraz z jednym dzieckiem bo ci ciężko.`Z dwoma nosa z domu nie wyściubisz.

      Usuń
    3. O mojej odporności na trudności wiesz bardzo niewiele.

      Składanie wózka i chowanie go do bagażnika oraz bieganie z dzieckiem i tobołami na czwarte piętro jest nie tylko męczące ale też w ciąży zwyczajnie niewskazane, w zagrożonej ciąży tym bardziej.

      Wydaje mi się, że z dwójką małych dzieci każdemu jest ciężko wyjść na spacer. Nie spodziewam się, że na parterze będzie prosto ale na pewno łatwiej ze złożonym wózkiem w garażu, bez konieczności tachania ekipy tam i z powrotem na czwarte piętro.

      Jeśli nie będziesz podpisywać komentarzy będę je usuwać.

      Usuń
  19. Dokładnie, świetnie piszesz! Czyta się to tak, jakby było się tam razem z Tobą ;) Z pewnością będę zaglądać! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rany, jak to ogarniasz w ciąży? Mi też jest ciężko z jednym maluchem, ale mieszkam na III piętrze, a to już o jedno mniej i wózek mam na parterze i Ania lubi spacery. Nie jest jeszcze mobilna ;-) właściwie kwestia spacerów frapuje mnie najbardziej w kontekście potencjalnego rozszerzania rodziny...chyba tylko chusta mi pomoże, o ile się nauczę...Buziaki, oszczędzaj się!

    OdpowiedzUsuń