wtorek, 11 grudnia 2012

Poradnia cukrzycowa mieści się w tym samym budynku gdzie patologia ciąży. Trafiłam tam pierwszy raz odkąd urodziła się Bułeczka. Obejrzałam te same (dosyć okropne) zdjęcia na ścianach przedstawiające przyszłe mamy i tatów, nowoczesnych i ślicznych w najlepszym stylu lat 90', z tapirem lub żelem na włosach, w ramoneskach, jak pozują na białym tle, oparci o siebie placami, z ugiętym kolankiem, saksofonami, różami i kolorowymi parasolkami. Trafiłam do ulubionego, bo znajdującego się trochę na uboczu, kibelka na haczyk i umyłam ręce płynem dezynfekcyjnym pachnącym jak tylko on potrafi. Posłuchałam wyjącego ktg. Nawet natknęłam się na tę samą choinkę, pod którą chodziłam poczytać zeszłej Gwiazdki, obecnie jeszcze w pudle, gotującą się do kolejnego ataku na dobry gust przyszłego pokolenia ;).

I jakoś tak wszystko wróciło. Tamten niepokój, oczekiwanie, radość, zmęczenie, nadzieja. A potem maleńka Bułka. Taka tycia i pachnąca jak waniliowe ciasteczko.

Zastanawiam się czy tamten czas pozwoli mi oswoić oczekiwanie na to co będzie.
Czy będzie łatwiej? Może podobnie? A może Bułka tęskniąca  za mamą zupełnie przesunie środek ciężkości?

5 komentarzy:

  1. Waniliowe ciasteczko? Mi mój klusekpachniał świeżo wyjętym z pieca biszkoptem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za pyszny temat podsunęłaś :) Aniela pachniała jak skoszona trawa :) Pamiętam dokładnie :)

      Usuń
  2. Echhh... no ciekawe jak to będzie...?...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z pewnością będzie inaczej! Równie wspaniale, a nawet podwójnie. Życzę Wam dużo zdrowia, a Bułeczce mało, malusio zazdrości, bo i to na pewno Was czeka.

    Swoją drogą, klimatyczna ta poradnia. A pod choinką słychać pewnie Wham! Last Christmas... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Będzie inaczej, bo przecież innego ludzia w sobie nosisz

    OdpowiedzUsuń