wtorek, 4 grudnia 2012

O brzuchu

Kiedy dowiedziałam się, że Bułka nadchodzi, nie mogłam się doczekać brzucha. Z jakiejś przyczyny było dla mnie niezmiernie ważne, żeby cały świat jak najszybciej dowiedział się, że mnie pobłogosławiło. Nosiłam wdzianka odcięte pod biustem i z dumą wypinałam jelita ;). Gdybym doszła do wniosku, że to może się przysłużyć sprawie, pewnie zaopatrzyłabym się i z radością obnosiła strój do łyżwiarskiej jazdy szybkiej ;).

Brzuch, ku mojej wielkiej uldze, nie kazał na siebie długo czekać. Widać go było bez wątpliwości już w 9 tygodniu. Rósł i rósł, wszyscy się zachwycali, a ja pęczniałam z dumy. Nawet pod koniec ciąży mówili: masz ładny brzuszek, nieduży, prawie wcale nie przytyłaś. A ja chłonęłam jak gąbka i w głowie miałam jasny obraz ciężarnej gazeli. 
Taką piękną gazelą bez stóp byłam w 36 tygodniu: 
 Kiedy w samej końcówce zaczęłam przeczuwać, że może jednak nie jestem taka smukła i przepiękna za jaka chciałabym się uważać, uciszyli mnie szybko: jaki kaszalot? Coś ty? Śliczny, mały brzuszek!

Po kilku miesiącach od porodu zobaczyłam swoje zdjęcia w końcówce i mistyfikacja ostatecznie wyszła na jaw. Doszłam do wniosku, że całe to "gazelowanie" było prawdziwie perfidne. Do dziś nie mogę pojąć jak mogłam dać się tak podejść. To, że miałam kłopot z wyjęciem jedzenia z lodówki (oczywiście z powodu za krótkich rąk ;)) nie dało mi do myślenia. Ani centymetr pokazujący bezlitośnie 110 cm w obwodzie.

Tym razem nie mam gwałtownej potrzeby się zaoblać
Niemniej mogę oficjalnie potwierdzić, że proces przemiany w ciężarną gazelę już się rozpoczął i postępuje: schudłam a przestałam się dopinać w spodnie. Nadchodzi era dresów, tunik, leginsów i portek na gumie. Już wyciągnęłam je z góry szafy i umieściłam na swojej półce w miejsce ciuchów dopasowanych, uroczych i kobiecych.
Nie żebym się jakoś szczególnie lansowała w domu przy Bułce albo żebym żałowała tego, że Kluseczka postanowiła się ujawnić. Kluska sama dobrze wie co robi.
Dziwi mnie tylko, jak mało teraz wczuwam się w to kto, co i kiedy zauważy. I jak mało mi zależy na tym, żeby widzieć potwierdzenie kluskowej obecności w oczach całkiem obcych ludzi.

Cieszę się za to bardzo, że mam maszynę, może po wywiązaniu się z wcześniejszych zobowiązań, uszyję sobie coś mamowego :).

25 komentarzy:

  1. Teraz będziesz mogła przetestować te wszystkie "prawdy" o pierwszym, drugim (a może kiedyś) kolejnych bobasach. Najwyraźniej w kwestii przejęcia się brzuchem sprawdza się w 100%.

    http://czad.blox.pl/2006/05/Pierwsze-dziecko-drugie-dziecko-trzecie-dziecko.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z moich ulubionych tekstów, zaraz po "The Italian man who went to Malta" :)

      Usuń
  2. Mi też słodzą, że mam taki mały brzuszek, że cudnie wyglądam i w ogóle. A ja uparcie gapię się w lustro z niedowierzaniem i choć wcięcie w talii jeszcze widać to wcale nie uważam się za "gazelę" w tej ciąży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja uwielbiałam swoje ciało w ciąży. im bardziej brzuch był widoczny tym czułam się bardziej kobieco i sexownie. na szczęście poszło mi tylko w brzuszek, do końca w szpitalu nie wierzyli, że to już 40 tydzień. a ja promieniałam, z chęcią wracam do zdjęć z tego czasu :)

      Usuń
  3. To jak już uszyjesz to koniecznie pokaż! Ja zabieram się za szycie jakiegokolwiek ubrania już ho, ho, ho i póki co nic z tego nie wyszło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie napisane ;) Ja też nie mogłam się doczekać brzuszka i to zarówno w pierwszej jak i drugiej ciąży. Dopiero w drugiej ciąży mogłam poszaleć w kwestii ubraniowej bo okres brzuszkowy przypadł na wiosnę i lato a za pierwszym razem na jesień i zimę :) W drugiej ciąży brzuszek pojawił mi się dużo szybciej niż w pierwszej :) Za drugim razem udało mi się też prowadzić pamiętnik ciąży czego za pierwszym razem nie robiłam :) Ale i tak jakiś niedosyt ciążowy jeszcze czuję ;)
    Oszczędzaj się i staraj się nie nosić Małej dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) u mnie brzuch pojawił się w 6 m-cu, za to na finiszu miałam 25kg in plus, a kiedy patrzę na mojej zdjęcia robione kilka dni przed porodem, to byłam tak pulchna, że przy uśmiechu nie było widać moich oczu :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Miłka twój komentarz u mnie był bardzo cenny a ja przez przypadek go usunęłam :( Jeśli masz chwilkę i ochotę to proszę napisz coś raz jeszcze.

    Strasznie mi głupio:( Przepraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, nic się nie stało :)

      Usuń
  7. O Miłka :) A ja miałam odwrotnie z tym pojawieniem się brzucha - wcale go nie chciałam bo ciąża to dla mnie koszmarny stan i ten zawadzający brzuch... Wiecznie nim zahaczałam przy otwieraniu lodówki czy drzwi do samochodu, nie mogłam się nauczyć, że w ciąży muszę inaczej oceniać odległość :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, o drzwi! Śmiałam się, że zachodzę przy skręcie ;)

      Usuń
  8. ja bardzo lubiłam swój ciążowy brzuszek :) dzięki cukrzycy w ciąży nie miałam problemu z wagą za to ta mała piłka to była istnie piłka lekarska :D hehehe

    ja na razie wytrwale pracuję na ten mój drugi brzuszek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też dużo nie przytyłam ale czułam się jak kaszalot (rodzina oczywiście utrzymywała, że wyglądam jak niteczka z supełkiem ;)).

      Trzymam kciuki za szybkie owoce pracy :)

      Usuń
  9. O rany, jak ja sie cieszę Twoim szczęściem! Cudnie napisanie. Ja jestem właśnie w tej pierwszej sytuacji opisanej przez Ciebie - kocham swój brzuch i się szalenie z nim obnoszę. Sprawia mi to nieopisaną radość:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hah, też czekałam i wypatrywałam kiedy mnie wybrzuszy :D

    Ale legginsów nienawidzę, i spodni na gumce też! Fuuuuj ;p po ciąży z wielką przyjemnością wrzuciłam je w najdalszą otchłań szafy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miłka, zaczynam Ci powoli zazdrościć :) Czuję, że mogłabym też już drugi raz... a tu nie ma zbyt wielkich szans ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby było trzeba to ja chętnie potrzymam kciuki :)

      Usuń
  12. przy drugiej jakoś szybciej to wszystko idzie:P A brzuszek rośnie jak na drożdżach przyjnajmniej w moim przypadku:P

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie mogę doczekać się Fasolki na USG, a co dopiero brzuszka :) Wiem,ze w ostatnich dniach ciąży jest trudno i ten wyczekiwany brzuszek jest często dużą przeszkodą w funkcjonowaniu i Gazelą się już nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pięknie to napisałaś! Podobno kolejny raz zawsze jest całkiem inny. Ja jeszcze o tym nie wiem.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że teraz ciąża nie da Ci się specjalnie we znaki. Dla mnie na szczęście dziecko w 100% wynagradza męki ciążowe, bo ten tak zwany stan błogosławiony wcale dla mnie nie jest cudowny. Mogę rodzić, mogę poświęcić się zupełnie dla maluszka po tej stronie, ale noszenie go przez 9 miesięcy to dla mnie najgorszy element w tym pakiecie :/ A moja ciąża była stosunkowo bezproblemowa!

    Zapraszam do mnie na ekspresowe candy zimowe - do zgarnięcia 3 audiobooki - jutro losuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ponoć druga ciąża jest inna. Mam nadzieję też to sprawdzić kiedyś :) .

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja podobnie jak Ty w 1-wszej ciąży czekałam na brzuszek i się wypinałam, i się napinałam, a i tak nawet w 7 m-mym m-cu nie bardzo było go widać. Narzekałam, że mały, że chciałabym mieć wielki i........Chcieć to mieć;-) W drugiej ciąży od samego początku brzuch był mega wielki, nawet ginekolog dziwiła się że nie mieszkają w nim bliźniaki, a wszyscy od początku przepuszczali mnie w kolejce w sklepie:-) Za to 5 tyg. po pierwszej ciąży byłam laska jak wcześniej, a dzisiaj - 18 m-cy po drugiej, brzuszek wygląda kompletnie nie fajnie, a pod pępkiem została duża fałdka.....Także z marzeniami trzeba uważać he he. Co nie zmienia faktu, że z brzuszka wyszła za pierwszym i za drugim razem najkochańsza córeczka mamusi i absolutnie niczego nie żałuję, ale i ..... mam już dość ciąż na długo, a może i na zawsze:-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochałam swój brzuch w ciąży i do dziś tęsknię za nim, więc pewno w kolejnej ciąży też będę się tak obnosić nim ;)

    OdpowiedzUsuń