wtorek, 27 listopada 2012

Podglądanie Kluseczki

Już po usg. Serduszko bije! Kluseczka ma 3,4 mm i wszystko na swoim miejscu: łebek, brzuszek i ogonek :).
W życiu takiego ładnego ogonka nie widziałam :)!

Wizyta przyniosła też inne nowości: tej ciąży nie będę już mogła prowadzić tam gdzie prowadziłam poprzednią. Za dwa tygodnie zakładam kartę w poradni dla słodkich mam.

Doniesienia z frontu

Bułka pije wodę! Kamień z serca.
Weszła w kolejny etap żałoby po cycku: nie śpi.
Do tego ząbkuje. Dzisiaj przecięła się jej prawa górna jedynka (koniec z wampirzym uśmiechem), kolejne 2 albo 3 zęby stoją w blokach startowych. Nadmiar błogosławieństwa.

Ja w znacznym stopniu opanowałam haftowanie, chociaż dosyć radykalnymi metodami: jem bardzo małe porcje co parę minut, max 40, również w nocy. Na razie wchodzi mi: jogurt naturalny, kotlet wołowy, ogórki kiszone, pasta kawiorowa (w małych ilościach) surowa cebula i pomelo. Organizm sam mi się przestawił na dietę niskowęglowodanową, spryciarz ;). Tylko ciężko ustalić kiedy jestem 1 i 2h po posiłku żeby zmierzyć cukier ;).
Aktualnie mam 3 kg na minusie.

Cieszę się jak szalona, że nie muszę wszędzie chodzić z miską :)

I trzęsę portkami przed dzisiejszym usg.

niedziela, 25 listopada 2012

Koniec z cyckiem

Pierwszy raz podczas mojej dziesięciomiesięcznej przygody z macierzyństwem zaparłam się nosem o ścianę. Kompletnie nie mam pomysłu co zrobić. Nie mam siły, siedzę i wyję.

Nie mam mleka. Zniknęło z nastaniem Kluseczki. 
Do wczoraj sytuacja przedstawiała się następująco:
Bułka w ciągu dnia funkcjonowała jako tako: zjadła kleik, kaszę, zupę, warzywa, owoce, deserek, popiła wodą. A do tego cycek co moment, bo może jednak mleko wróci?
Gorzej kiedy budziła się głodna w nocy. 5 minut pocyckała, mleko się kończyło, padała, za 10 minut znowu obudziła się głodna, pocyckała, padała i tak do skutku. Męczyła się, biedny okruszek, a rano budziła się zapuchnięta w mokrej od łez plamie. Nie dało się na to patrzeć.

Wczoraj zapadła decyzja: przestawiamy Bułkę na MM, przynajmniej się naje i wyśpi.
Ale gdzie tam! Bułka, wietrząc spisek, przestała pić cokolwiek. 
Wcześniej piła wodę z butelki, kubka niekapka, z bidonu, przez słomkę. Dzisiaj na widok któregokolwiek z powyższych wpadała w histerię, machała rączkami, zakrywała buzię. Nie i koniec.
Nie dała się napoić, zbojkotowała MM, ściągnięte mleko (po całym dniu udało się udoić 20 ml) i wodę.
Jest wykończona i płacze. A dokładniej płaczemy sobie razem bo kiedy próbuje mi się ze łzami w oczach przysysać do rąk i twarzy, miga "mleko" i dziwi się czemu nagle przestałam rozumieć - pękam.  

Czy to musi tak wyglądać? Może są jakieś sposoby o których nie mam pojęcia?
Podzielicie się radą?

sobota, 24 listopada 2012

Mówisz i masz

Jeszcze parę dni temu martwiłam się brakiem objawów. No to teraz już się nie martwię. Przedwczoraj przyszły mdłości i wymioty a wczoraj drobny armagedon. Przez cały dzień nie udało mi się nic utrzymać w żołądku, ani jedzenia ani picia. Każdy wypity łyczek oddałam w dwójnasób i to na znaczne odległości. Niezwłocznie. I niestety niezbyt celnie. 
Dopiero w środku nocy udało mi się wypić parę łyków coli. Czytałam wcześniej o tym sposobie na jakimś forum i wydało mi się to wyjątkowo durnym pomysłem, a tu proszę, działa.
Dzisiaj przyjęła się owsianka na wodzie i tektura. Cieszę się, że cokolwiek, bo raczej nie chciałabym powtórzyć wczorajszych sukcesów na zajęciach. Na wszelki wypadek zapakowałam torebki.

Mleko poszło precz. Na szczęście dzisiaj Dumnemu Ojcu udało się wkarmić w Bułkę trochę MM. Mam nadzieję, że uda się również wieczorem, bo głodna Bułka to smutna Bułka, korrida w nocy i dużo haftowania.

środa, 21 listopada 2012

czekam

Śniło mi się, że straciłam Kluseczkę. Sen był tak realistyczny, że kiedy się obudziłam byłam przekonana, że już po wszystkim. Kompletnie rozbita zabrałam się za to, co zawsze robię w takich razach: zaczęłam czytać artykuły naukowe.

Czytam, czytam i nie wiem co myśleć. 
Niby Bree ze współpracownikami nie dają wielkich nadziei (w ich badaniach jeśli ma być dobrze, każda pacjentka z HCG większym niż 10,800 mIU/ml musi mieć widoczny w usg zarodek z bijącym serduszkiem). 
Z drugiej strony Daya i ekipa podnoszą na duchu (nigdy nie zaobserwowali serduszka  przy wartościach niższych niż pęcherzyk  8.3 mm, HCG 9200 IU/L i 41dni od wiarygodnej ostatniej miesiączki za to zawsze widzieli serduszko jeśli pęcherzyk żółtkowy miał 14.0 mm, HCG 24,000 IU/L a ciąża trwała 46 dni). Czyli niby jest trochę zapasu. Ale pisali to w 1991 więc dysponowali trochę innym sprzętem.

Staram się myśleć pozytywnie. I chyba kończę z tym czytaniem.
Mam nadzieję, że leki i dieta zrobią swoje.
Chociaż lepiej by mi było gdybym miała jakieś objawy. Te które miałam przeszły, nawet mleko wróciło.
To będzie długi tydzień.

wtorek, 20 listopada 2012

Po wizycie

Beta hcg urosło przepięknie, było 14252 mlU/ml.
Udało się skusić lekarkę na usg: ciąża wewnątrzmaciczna, pojedyncza, nie widać zarodka, serduszko nie bije. Czeka mnie kolejny tydzień obgryzania paznokci.

Entuzjazm słabnie

dzielność mnie opuszcza, zaczynam panikować.
Dzisiaj idę do ginki, mam nadzieję, że powie mi na czym stoję. Niestety, a może na szczęście, kobitka jest konkretna i przeważnie każe czekać aż badanie będzie rozstrzygające: w lewo albo w prawo.
Rano poszłam zrobić ostatnie, trzecie beta hcg. Chciałabym, żeby porażająco wysoki wynik (np.15 000 mlU/ml) skusił ją do wykonania usg.
Przy okazji znowu udało mi się rozbawić rejestratorki w przychodni.
Kiedy widzą jak wchodzę trącają się łokciami i mnie sobie pokazują. "Beta hcg z krwi?" pytają z półuśmiechem.
Chyba mają mnie za sfiksowaną maniaczkę tego badania. Fakt, w ciągu ostatnich 3 miesiący robiłam je dosyć często: przy aniołku raz przed krwotokiem i trzy razy po, bo dalej rosło co nie wróżyło najlepiej. Potem jeszcze 2 kiedy się okazało, że nadal jest wysoko a macica pusta.
Teraz 3, razem 9. Normalnie klientka - hobbystka.
Ale nie mam żalu. Skąd miały wiedzieć, że to nie jest cały czas ta sama ciąża. Pewnie też wiele razy w życiu obśmiałam kogoś za jego dziwactwo, bo zabrakło mi wyobraźni, żeby dostrzec i zrozumieć co za tym stoi.
Dobra lekcja, ciekawe czy na długo mi wystarczy.

A Bułeczka nauczyła się pić przez słomkę :).

poniedziałek, 19 listopada 2012

Karmicielka

Weekend spędziłam w szkole. Podobne plany mam na kolejny. Potem chwila laby i znów porywają mnie w swoje szpony psychologia rozwojowa z pedagogiką*. Pierwsze bardzo ciekawe chociaż podane w druzgocących dawkach, drugie wolałabym zmilczeć ale nie wiem czy dam radę ;).

W sobotę osłodę po dniu wypełnionym "prawdziwą prawdą" przyniosła Bułeczka. Dzielna dziewczyna, walcząc ze sobą, oddała mi na wpół zjedzoną, oślinioną chrupkę kukurydzianą.

Kolejna chrupka przyniosła jeszcze większy przełom w naszych relacjach: Bułka odgryzła kawałek, pokazała, że następna porcja jest dla mnie i włożyła mi chrupkę do ust. Ugryzłam. Bułka nagrodziła mnie oklaskami i zabrała się za pozostały kawałek. Po kolejnym kęsie poinformowała mnie, że teraz moja kolej. 

Tak właśnie teraz jemy chrupki: na spółkę.
Wspominałam już, że za nimi nie przepadam?
Ale przyjmuję je z radością i puchnę z dumy w każdą stronę, kiedy sobie myślę jak bardzo nasz układ się zmienia. Dziecko mi dorośleje!

* Zastanawiam się jak cała ta nowo nabywana podbudowa teoretyczna odbije się na biednej Bułce.

piątek, 16 listopada 2012

Są wyniki :)

Wychodzi na to, że cała moja dzielność i optymizm podszyte są tchórzem. Niby od początku mam przeczucie, że będzie dobrze, ale i tak nie wytrzymałam i pobiegłam na pobranie krwi wcześniej niż planowałam, żeby dostać wyniki już dzisiaj.
Trzeba powiedzieć, że wydatnie poprawiły mi humor:
2985! Po 43 godzinach! 48 godzinny przyrost to 157%
Zaczęłam odczuwać niepokojącą potrzebę wrzucania animowanego gifa z podskakującym uśmieszkiem (ale ją powściągnęłam ;)).
Oto dlaczego:
tak wyglądała analogiczna sytuacja przy Bułeczce:
a tak przy ostatnim z aniołków:
Gdyby ktoś był zainteresowany moim ulubionym kalkulatorem podwajania HCG znajdzie go tutaj.

Powoli dociera do mnie, że to nie tylko moja euforia i wybujały entuzjazm ale realna szansa na to, że już za parę miesięcy będziemy we czwórkę :).

czwartek, 15 listopada 2012

Bułka miga, Kluseczka rośnie


Wybredny ssak
dramat w jednym akcie

Bułka pokazuje "jeść"
"Jeść?" - pytam
Bułka cieszy się i podskakuje - matka zrozumiała
Podgrzewam zupę. Podaję na łyżeczce i łowię niezadowolone bułkowe spojrzenie.
"Jeść. Mleko" - miga Bułka
"Nie ma mleka, jest zupa" - informuję
"Mleko" - Bułka jest stanowcza
"Jest zupa" - obstaję przy swoim
"Mleko! Mleko! Mleko!" skanduje Bułka na migi

Przyjemnie pogadać z własnym dzieckiem, nawet jeśli tematyka nie jest zbyt rozbudowana ;)
 
 A do tego mam wyniki wczorajszego testu z krwi...
...werble...
1280,02 mlU/ml!!!
wg. norm laboratorium norma na 5-6 tydzień. Wg. bardziej szczegółowych norm, które znalazłam o tutaj 18 DPO. Moim zdaniem 16 DPO.
Tak czy owak zapowiada się dobrze :) (takie nagromadzenie kciuków nie mogło nie pomóc :))
Jutro powtarzam, wyniki pojutrze wieczorem.

hCG Levels
Days from LMP Weeksfrom LMP Events Avg hCG
mIU/ml
Range hCG
mIU/ml
26 3w+5d 25 0-50
27 3w+6d 50 25-100
28 4w+0d Missed
period
75 50-100
29 4w+1d 150 100-200
30 4w+2d 300 200-400
31 4w+3d 700 400-1,000
32 4w+4d 1,710 1,050-2,800
33 4w+5d 2,320 1,440-3,760
34 4w+6d 3,100 1,940-4,980
35 5w+0d 4,090 2,580-6,530
36 5 1/7 5,340 3,400-8,450
37 5 2/7 6,880 4,420-10,810
38 5 3/7 yolk sac 8,770 5,680-13,660
39 5 4/7 yolk sac 11,040 7,220-17,050
40 5 5/7 yolk sac 13,730 9,050-21,040
41 5 6/7 yolk sac 15,300 10,140-23,340
42 6 heartbeat 16,870 11,230-25,640
43 6 1/7 heartbeat 20,480 13,750-30,880
44 6 2/7 heartbeat 24,560 16,650-36,750
45 6 3/7 embryo seen 29,110 19,910-43,220
46 6 4/7 embryo seen 34,100 25,530-50,210
47 6 5/7 embryo seen 39,460 27,470-57,640
48 6 6/7 embryo seen 45,120 31,700-65,380
49 7 50,970 36,130-73,280
50 7 1/7 56,900 40,700-81,150
51 7 2/7 62,760 45,300-88,790
52 7 3/7 68,390 49,810-95,990
53 7 4/7 73,640 54,120-102,540
54 7 5/7 78,350 58,200-108,230
55 7 6/7 82,370 61,640-112,870
56 8 85,560 64,600-116,310

środa, 14 listopada 2012

Proszę Państwa, oto Kluseczka

W zasadzie nie powinnam się nastawiać, to w końcu nie pierwszy raz, drugi też nie, ani trzeci. Ale jakoś mam przeczucie, że wszystko dobrze się skończy. Nie chcę tchórzyć jak z Bułką i odważyć się wspomnieć o czymkolwiek dopiero po wynikach PAPP-A. Chcę pamiętać każdy dzień. Być może właśnie zaczyna się podwójna przygoda mojego życia :)

9.11
W nocy ciągnął mnie brzuch, po prawej stronie na dole. Przypomniałam sobie, że nie sprawdziłam, czy po aniołku z 9.10 beta hcg spadło do zera. Pożałowałam okrutnie bo zdecydowanie powinnam była to zrobić i w lekkiej panice wykonałam test. Pokazała się następująca kreska - bladzizna. Taki bladzioch nie wróży kłopotów, znaczy, że spada, tylko powoli. Trwa to parę dni albo parę tygodni, 4, czasem 6, bywa, że nawet 9. Nie zastanawiam się nad nią zbyt wiele.
10.11
Miałam sen. Śniło mi się, że będziemy chodzić grube razem, ja i znajome staraczki*. Całą grubą bandą. Niestety sen nie chce się sprawdzać. Wyśniona gruba banda topnieje.

* Serce mi się kraje na myśl o tym co poczują kiedy dowiedzą. Jeśli będzie się o czym dowiadywać.
Świat bywa paskudnie niesprawiedliwy.

12.11
Przyszły zabawki dla Bułki: koń na biegunie i huśtawka. Poszłam razem z Dumnym Ojcem je odebrać i zasmarkana po kolana wstąpiłam do apteki po Prenalen, bo ileż można wpychać czosnku (już wypłoszyłam wampiry z całej dzielnicy), i liczyć, że nagle się poprawi. Powtarzanie tych samych czynności i oczekiwanie różnych skutków to moja ulubiona definicja obłędu. Dla odmiany zdecydowałam się na czosnek w płynie ;). Kiedy już byłam w aptece kupiłam jeszcze witaminę D dla Bułki i test, niech wiem.
Wróciłam do domu, zrobiłam, a tu niespodzianka, piękna i tłusta :)
13.11
Dzisiaj wypadałoby zrobić beta hcg z krwi a ja siedzę zasmarkana jak nieboskie stworzenie, z opryszczką na nosie i bez siły na cokolwiek. Chyba czosnek w płynie nie różni się zasadniczo od czosnku w kawałkach jeśli idzie o skuteczność.

Rano miałam pierwsze mdłości,chociaż najpewniej z głodu. Bułka choruje i ząbkuje. Dzisiaj zabawiała mnie od 4, więc przed śniadaniem zdążyłam nieźle zgłodnieć.
Mlekodajnie strajkują: produkują połowę przepisowego dziennego urobku.
Do tego bolą. Nie wiem czy to nie z powodu nowych zębów i ogólnego rozdrażnienia Bułki, która ostatnio posila się z wielką werwą i zapamiętaniem.

Z mniej typowych objawów zabrałam się za kryminał: "Księżniczkę z lodu" , jestem już w połowie, sympatyczne czytadło. Zaczęłam też tęsknie spoglądać w stronę afiszu "Anny Kareniny". Kryminały i thrillery jak również rozdzierające trzewia dramaty, to coś, czym godzinami upajałam się w ciąży z Bułką.

Do tego zachciało mi się hamburgera po raz pierwszy od zeszłego roku.
Dosyć regularnie mam zgagę (choć daleko jej do tej w trzecim trymestrze) a wcześniej nie miewałam.
Chyba coś jest na rzeczy.

14.11
Rano, kiedy odsypiałam kolejną noc przebalowaną z Bułką, odwiedziła mnie Kotuszka żeby powysiadywać. A trzeba zaznaczyć, że nie obdziela mnie swoimi względami bez wyraźnego powodu.
Żeby dodatkowo poprawić sobie humor zrobiłam test. I po co mi to było? Teraz siedzę, bynajmniej nie uspokojona i zastanawiam się czy to co widzę to kreska 2x ciemniejsza od poprzedniej czy nie. W każdym razie jest bardzo dorodna :)
Przy tym wszystkim mam podejrzanie dobry nastrój. Jakieś przeczucie, że będzie dobrze. 
Z Bułką było podobnie. Mimo, że doświadczenie powinno mi było podpowiadać zupełnie odmienne scenariusze, nie mogłam uwierzyć, że miałoby się nie udać. I się udało. Teraz też się uda.

wtorek, 13 listopada 2012

Bułka wampiryczna

Bułka robi wszystko w sobie tylko znanym porządku: rozszerza dietę, zdobywa umiejętności, a nawet, jak się ostatnio okazało - wypuszcza zęby.

W pierwszym miesiącu wyrosło jej coś co okazało się być połówką prawej, dolnej dwójki.
Potem, bardziej klasycznie, w siódmym miesiącu wyrosły dolne jedynki.
Ale ostatnio Bułka znowu zaszalała. Ominęła górne jedynki i zabrała się od razu za dwójki.
Wygląda jak młodociana fanka znanej sagi o wampirach.
Uśmiech ma naprawdę przejmujący.
Gryzie ustawiając żuchwę z dumnymi jedynkami pod jedną z górnych dwójek albo nadziewa jedzenie na "kieł" i ciągnie, żłobiąc w nim głębokie bruzdy.

Nie udało mi się zrobić jej zdjęcia z kompletem uzębienia. Mam za to zdjęcie poglądowe, podobieństwo jest uderzające ;)
 hrabia stąd

czwartek, 8 listopada 2012

Bujać czy nie bujać?

Bułkowa prababcia dała swojemu, dziesiątemu już prawnuczęciu, pewną kwotę na zabawkę. Kwotą tą miałam rozporządzić ja i zrobiłam to dzisiaj rano. Teraz siedzę, przegrzebuję internet i szczerze powiem - sama nie wiem co myślę o swojej decyzji. A wszystko to wina autorytetów, które nijak nie mogą się ze sobą dogadać.

Ale zacznijmy od początku.
Wybierając zabawkę dla Bułki sięgnęłam pamięcią w tę prawie już prehistorię, kiedy byłam bobasem. Jakie zabawki najlepiej utkwiły mi w pamięci?

-Czerwona koparka na korbkę.
-Mała zgniłozielona gumowa piłeczka
-Błękitny ceramiczny zajączek, któremu obtłukłam ucho, zaraz potem moja miłość do niego zgasła
Iiiii.... 
-huśtawka! Miałam dwie ale jako bobas używałam, co pamiętam do dziś, drewnianej na górze, materiałowej na dole, niebieskiej w drobne kwiatki. Uwielbiałam ją całym sercem!

Trzeba powiedzieć wprost, huśtawki, obok krojonego chleba, są najważniejszym wynalazkiem ludzkości. Szybko zdecydowałam, że Bułka koniecznie musi mieć swoją, a najlepiej natychmiast. Na allegro była aukcja: używana kubełkowa huśtawka Little Tikes w przystępnej cenie, do tego koń bujany tej samej firmy w gratisie, zaszalałam i nabyłam.

No i teraz mam zagwostkę: bujać czy nie bujać?

"(...)huśtanie(...) to rodzaj ruchu potrzebny do prawidłowego rozwoju dziecka."

"W brzuchu mamy niemal cały czas się poruszały. Każdy jej krok, każdy ruch powodował ich przemieszczenie. Dlatego po urodzeniu czują się nieswojo, leżąc w stabilnym łóżeczku. To właśnie kołysanie, huśtanie, bujanie jest dla nich czymś naturalnym."

"Badania wskazują, że dzieci, które w pierwszych latach swego życia otrzymały odpowiednią stymulację układu przedsionkowego, są spokojniejsze, mniej płaczą, szybciej rosną i prędzej zdobywają kolejne umiejętności (siadanie, raczkowanie, chodzenie). Lepiej też umieją się koncentrować, a dzięki temu nauka nie sprawia im trudności."

leje wodę na mój młyn neurolog dziecięcy dr N. Med. Grażyna Banaszek  (w tym artykule)

"wibrujące leżaczki i huśtawki to zbyt wiele dobrego na raz.
Układ czucia i innych zmysłów, układ nerwowy w ogóle w okresie rozwoju jest szczególnie czuły na bodźce płynące ze środowiska, dlatego warto nie przesadzać z nadmiarem lub niemożliwymi do manipulowania bodźcami... Stąd niechęć specjalistów do huśtawek i "skoczków" i wibrujących leżaczków."

"Huśtawka może spowodować "przestymulowanie" dziecka, nikt nie jest w stanie okreslić konsekwencji. dziecko można wytrenować do wszystkiego. Pytanie tylko czy o to właśnie chodzi."

przestrzega z drugiej strony Paweł Zawitkowski terapeuta Szkoły Terapii Neurorozwojowej  NDH-Bobath

No i sama nie wiem.
Niby "może spowodować >>przestymulowanie<<".
Ale częstotliwość "bujnięć" w zwykłej huśtawce na sznurkach jest zbliżona do optymalnej dla bobasa: 60-70 ruchów na minutę a o wychyleniu decyduję ja i muszę zaznaczyć, że nie planuję wywijać młynków wyjącą ze zmęczenia Bułką.

Muszę jeszcze sprawę gruntownie przemyśleć. W najgorszym razie huśtawka przeleży 2,5 miesiąca bo dla dzieciaczków, które mają ukończony rok to bezpieczna radocha i pożytek :).

A tym czasem proponuję ankietę (tradycyjnie po prawej): od jakiego wieku bujacie maluchy?

środa, 7 listopada 2012

Liebster Blog x2 :)

Dostałam nominacje do Liebster Blog, aż dwie, więc poniżej całe góry pytań i odpowiedzi :)

Pytania od About Being Mama:

1. Wierzysz w karmę?
nie

2. Czym się kierujesz w życiu?

 Chciałabym w pierwszej kolejności dobrem innych ale w praktyce wychodzi rozmaicie.

3. Przedstaw się.

Żona, mama, leń patentowany, raczej wrażliwiec niż twardziel

4. Co jest dla Ciebie synonimem bycia szczęśliwym?

Każda chwila, w której jest się najedzonym, wyspanym, zdrowym, bezpiecznym, spokojnym i otoczonym rodziną. Zwłaszcza kiedy się tę chwilę zauważy :)


5. Czym Cię najbardziej zaskoczyło Twoje dziecko?

Całkiem znienacka, zanim zdążyłam się odsunąć,  pokazała gdzie mam oko (chciała chyba pokazać, gdzie mam nerw wzrokowy ale na szczęście aż tak daleko nie sięgnęła) . 
A poważnie Bułka zaskakuje mnie co moment czymś nowym. Wiem, że to okrutnie wytarty frazes ale wierzyć się nie chce jak szybko się zmienia :)

6. Ulubiony film i/lub książka.

Trudna sprawa, za duży wybór żeby wskazać tylko jedną.  Chociaż jeśli kryterium miałaby być  ilość razy, kiedy do niej wracałam wychodzi, że moją ulubioną książką są "Młode lwy" Irwin'a Shaw'a.

Edit: Jednak wiem, wiem! "Tatuś Muminka i morze" T. Janson

7. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa.

Wyjazdy z babcią do rodziny w Świnoujściu :)

8. Jaki kraj chciałbyś/ chciałabyś zobaczyć?

W lecie Danię a konkretniej Bornholm. Ogólnie w przyszłości, sama nie wiem, jest tyle miejsc wartych zobaczenia :)

9. Masz jakiś talent?

Podobno niejeden ale wszystkie objawiające się w stopniu słabym do umiarkowanego ;)

10. Morze czy góry? Dlaczego?

Jedno i drugie. Bo są cudne.

11.  Jakie są trzy słowa którymi byś siebie opisał/a? 

optymistka, ciapa, nerwus (jeszcze bałaganiara ale to czwarte, więc się nie liczy ;))

Pytania od  Maryś:

1. Jaki pieszczotliwy zwrot skierowany do Ciebie sprawia Ci największą przyjemność? Z czyich ust on pada?
Większość osób mówi do mnie Miłka i chyba tę formę lubię najbardziej. Większe znaczenie niż samo określenie, ma dla mnie intonacja i wyraz twarzy mówiącego. Są osoby które nazywają mnie Słonkiem, ale kiedy akurat jestem podpadnięta, to Słonko brzmi jak nazwa tropikalnej choroby zakaźnej ;).

2. Wolisz spacer podczas pięknej zimowej czy letniej pogody?
Zdecydowanie letni. Jestem strasznym zmarzluchem. Lubię śnieg, zwłaszcza za oknem, ale wyjątkowo nie lubię kiedy marzną mi łokcie.

3. Jaki jest Twój sposób na zaczarowanie domu, by miał klimat świąteczny (Boże Narodzenie)?
Światełka! Kocham lampy, lampki, świeczki, lampiony :)
I zapach ciasta drożdżowego :)

4. Czy często czujesz się szczęśliwa?
Bardzo często. Nie potrzebuję do tego jakichś specjalnych powodów, ale powody dopadają mnie i tak, najczęściej ze strony Bułki :)

5. Jaki masz sposób na relaks po ciężkim tygodniu?
Moczenie się w wannie. Wiem, niezbyt zdrowe, niezbyt ekologiczne, niezbyt praktyczne ale pokusa jest nie do odparcia :)

6. Twoja ulubiona gra planszowa.
Epoka Kamienia :)
Lubię też scrabble.

7. Czy masz jakieś stałe przyzwyczajenia, których inni nie rozumieją? (np. herbata wyłącznie z przezroczystej szklanki albo długopis położony na stole koniecznie stroną piszącą skierowaną do środka stołu?)
Lubię szyć ale bardzo nie lubię walających się kawałków nici. Zawsze siadam do szycia uzbrojona w obcinacz do nitek i torebkę do której upycham nitki i ścinki. Chyba w żadnym innym aspekcie życia nie jestem taka pedantyczna ;).

8. Wolisz miły wieczór spędzić w domu czy raczej wyjść na głośniejszą imprezę?
Zazwyczaj wolałabym posiedzieć w domu a czasem się gdzieś wyrwać ale Dumny Ojciec to domator (z rzędu ukwiałów) więc zostajemy.

9. Ulubiony kolor lakieru do paznokci. Dlaczego właśnie ten?
Kiedyś krwisty czerwony, teraz naturalny bo nie widać jak odpryśnie ;)

10. Którą potrawą niezmiennie zachwycasz swoich gości?
Pizzą, podobno jest "jak prawdziwa" ;)

11. Jaki był najpiękniejszy okres w Twoim życiu?
Był? Nieee, jest! I mam nadzieję będzie, kiedy się doczekamy naszych czterech kątów :) 


Pytania od Miłki:


1. Jeśli byłabyś zwierzęciem to jakim? (nie jakim byś chciała, ale z jakiego Twoim zdaniem masz najwięcej)
2. A meblem?
3. Drinkiem?
4. Bohaterem książki?
5. Potrawą?
6. Świętem?
7. Porą doby?
8. Miejscem w Polsce?
9. Rośliną?
10. Pogodą?
11. Zapachem?

Optymalnie byłoby gdybyście dodały dlaczego, zachęcam, nie zmuszam :)

Do zabawy zapraszam autorki następujących blogów:

Matka Kwiatka http://icyignacy.blogspot.com/
Czarownica A. http://wyczekana.blogspot.com/
Katia http://jestnowezycie.blogspot.com/
Agnieszka http://dzieciowo-nam.blogspot.com/
Agnieszka http://jesienneurodziny.blogspot.com/
Aga http://wrednamalpa.blogspot.com/
Ags http://czekoladowekretowisko.blogspot.com/
Mandarynkowa Mama http://mandarynkowa-mama.blogspot.com/
Pani-Ryżykowa http://ryzykowie.blox.pl/html
Aga http://bedziemyrodzicami.blogspot.com/
Igmu http://igmu.blogspot.com/

wtorek, 6 listopada 2012

Sporty ekstremalne

Serce zamiera, krew tężeje, zawał blisko. Ale kiedy patrzę na rechocącą Bułkę i radosnego Dumnego Ojca nie potrafię im odmówić "hopsania".
Otuchy dodaje mi fakt, że jak na razie Bułka zliczyła 100% miękkich lądowań.