wtorek, 16 października 2012

Jakby Heathcliff i jego flaczki

Jasna kuchnia. Urocze niemowlę w wysokim krzesełku, klaszczące w pulchne łapki na widok obiadku. Zapięty śliniaczek. Otwarty dziobek.
Cóż może zakłócić tę idylliczną scenę?
W naszym przypadku odpowiedź może być tylko jedna: teść.
Ma wbudowany radar, słowo daję. Przeważnie pojawia się w kuchni jakieś 3 sekundy po tym jak Bułka dotknie kuperkiem swojego krzesełka, zawsze jednakowo chaotyczny, niechlujny i wygłodniały.
Zajmuje jedyną słuszną pozycję, czyli za bułkowym krzesełkiem (gdziekolwiek by go nie postawić) i zaczyna ujawniać pokłady ekspresji przygotowując swoje wątpliwe delikatesy, oparte na kombinacji zupek Amino i flaczków lub ozorków. Tłucze, stuka, chlapie, siorbie i rzuca naczyniami, niekoniecznie w tej kolejności.
Któż w takich warunkach pamiętałby o jedzeniu. Bułka w każdym razie zapomina od razu i zawsze z jednakowym zajęciem ogląda ten podrobiany spektakl zezując do tyłu to lewą to prawą stroną. Kibicuje wytrwale do czasu kiedy delikates nie zniknie (w multimedialny sposób) w teścinej gardzieli a brudna łyżka nie zadzwoni rzucona na stół by do niego spokojnie przysychać.

Wydawać by się mogło, że wyczerpanie zasobów delikatesów powinno w naturalny sposób rozwiązywać sprawę i przywrócić ład i harmonię w kuchni. A gdzie tam! Teść zaspokoiwszy swoje naglące potrzeby zaczyna podejmować próby nawiązania kontaktu z  wnuczką:
- EEEE! - ryczy. Bułce wyraźnie rzednie mina. Teść nie rezygnuje (w końcu Bułka mogła nie dosłyszeć) - EEEEE! - ryczy głośniej. Bułka robi podkówkę. Teść zaczyna ciągnąć ją za nogę - EEEEE? - indaguje. Podkówka o mało co nie zamknie się od dołu w kółeczko, Bułka zaczyna skwierczeć.
- A KTO TO PŁACZE? - pyta teść wielkim głosem po czym sam sobie udziela odpowiedzi - TO GABRYLA! GABRYYYYLA! GABRYYYYYYYYYLA! - wyje niczym niejaki Heathcliff. Bułka zmienia kolor, ja przestaję się przejmować ewentualnymi posądzeniami o chamstwo, biorę ją na ręce i zabieram do naszego pokoju. GABRYYYYYYYYYYYYYYLA! - słyszę za plecami.

O bułkowej zupie wszyscy już dawno zapomnieli. Podobnie jak wczoraj, przedwczoraj i parę dni wstecz.

I jak tu się dziwić, że Bułka nadal poniżej trzeciego centyla?

27 komentarzy:

  1. Może karmić Bułkę w pokoju? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Biedna bułeczka...
    Ps. Zdjęcie cudowne :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany :/ Ale przeboje masz, EEEEEEEEEEEEE :/
    Jak tak patrzę na zdjęcia Bułki to mam wrażenie, że to jakieś modelowe dziecko, jak z obrazka - jest cudowna, zazdroszczę Ci takiej ślicznoty :) Moja córka ładna, fakt ale mimo że matka jestem to obiektywizm umiem zachować: Bułka jest prześliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje matczyne serce rośnie kiedy czytam takie rzeczy :D
      Dziękuję pięknie w imieniu swoim i Bułki :)

      Usuń
  4. Kurcze :| Może tak jak pisze Meg karm Mała w waszym pokoju...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, ale uśmiałam się wyobrażając sobie te sceny grozy :) "GABRYLAAA" hehe:)) A poważnie to nie zazdroszczę, każdemu należy się chwila spokoju przy jedzeniu :( szkoda, że teść nie do końca to szanuje :/ Bułeczka cudna i oby sobie wreszcie zupek pojadła :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojj widzę, że Ci nerwy puszczają i wcale Ci się nie dziwię! :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Choć sytuacja niewesoła i nie zazdroszczę to przyznam, że się uśmiałam:)
    Już sobie wyobrażam Bułkę jak robi tą swoją podkówkę

    OdpowiedzUsuń
  8. O jej, nie zazdroszczę :/ ja pewno zaraz bym coś powiedziała nieprzyjemnego :/ , my na szczęście mieszkamy sami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bleee... Mój teść też z tych mlaskająco-siorobiąco-120kg-ważących, ale przynajmniej z nami nie mieszka. No i boi się Baśki :D Wpada w panikę za każdym razem jak mała kwęknie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Gabryla, Gabryla ma dziadka-goryla.

    Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Współczuję. Ale Bułka ma przecudne oczęta i uroczy nosek :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojc, uciekajcie razem z krzeselkiem do pokoju... A swoja droga - po mistrzowsku to opisalas:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Heathcliff juz by ode mmnie co nieco uslyszal. Szedlby jak przeciag. A nawet jak wicher przez wzgorza:p

    OdpowiedzUsuń
  13. Zatłukłabym jak i naszego czasem mam ochotę...

    OdpowiedzUsuń
  14. Uśmiałam się, bo trudno było się powstrzymać.
    Co za sytuacja, swoją drogą...

    OdpowiedzUsuń
  15. No, jak tu się nie śmiać, skoro tak to opisujesz...?! :) Choć pewnie nie byłoby mi do śmiechu na Twoim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Oh współczuję... Podziwiam za cierpliwość! Mimo całej swojej łagodności nie wytrzymałabym... A Gabrysia przesłodka! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do centyli, sprawdzałaś tu: http://www.who.int/childgrowth/standards/cht_wfa_girls_p_0_2.pdf ? Według centyli w książeczce Tośka też jest niby pod 3 centylem, ale według nowych siatek WHO na 15 centylu. Ja sobie to wydrukowałam i wkleiłam do książeczki i jak mi pediatra marudzi to mu mówię że ma nieaktualne siatki :P :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dziś będę tą siatką powiewać jak sztandarem! 15 centyla nie mamy ale przynajmniej jesteśmy powyżej trzeciego :)

      Usuń
    2. zaraz się humor poprawia co nie? ;D

      Usuń
  18. dostaję info, że masz wirusa na stronie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, wiesz co to mogłoby być? I jak sobie z tym poradzić? Może to link w spamowym komentarzu?

      Usuń
    2. jestem noga jesli chodzi o te sprawy. a nikt więcej Ci tego nie pisał?
      gdy otwieram Twego bloga, wyskakuje mi ostarzeżenie od gugla. że Twoja strona zawiera treści z bloga www.blog.przedporodem.pl, jakieś złośliwe oprogramowanie. gugiel twierdzi, że właściciela bloga poinformował, a ja ze swej strony mogę otworzyć Twoją stronę na własną odpowiedzialność, nie otwierać lub skoryzstać z jakiegoś safe browsing czy cuś.

      Usuń
  19. ludzie kochani...trzeba mu wydzielić pomieszczenie do siorbania :P albo łyżki pochować - ewentualnie poprzyklejać do stołu, żeby nie mógł oderwać :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Podoba mi sie Twoje ironiczne poczucie humoru :) usmialam sie z tego (zreszta nie tylko z tego posta) opisu. Na pocieszenie: my tez mieszkamy z rodzicami (po 5 latach na "swoim" - wynajmowanym ale jednak bardziej swoim niz teraz) wyladowalismy u rodzicow przez nagla zmiana sytuacji materialnej (akurat maz stracil prace - z nim setka innych osob - jak ja szlam rodzic.. a ja przed zajsciem w ciaze stracilam prace wiec potem jej w ciazy wiadomo ze nie znalazłam..) tyle ze mieszkamy z rodzicami moimi.. dlatego powinnam byc lojalna i nie psioczyc bo nie sa tacy zli ale mieszkanie raze jest ciezkie chocizby z samego faktu krecenia sie innych osob po mieszkaniu, bo poza tym staramy sie wszyscy nie robic niepotrzebnego dymu, my sie dokladamy do rachunkow i jedzenia, moja mama gotuje (wiec powinnam sie cieszyc z takiego odciazenia ale wolala bym czasem nie zjesc z braku czasu ale polazic po swojej kuchni, wejsc do lazienki kiedy potrzebuje a nie kiedy jest wolna.. no i wiadomo jak jest jak sie dziecko pojawia: bylo spiecie na lini ja-mama gdy na placz malego "zachecala" "podaj mu modyfikowane bo z piesi sie nie najada, ja was karmilam tylko 2 msc i tez bylo dobrze" albo na wieczorne placze malego przychodzila i poprostu odsunela mnie raz i wziela go na rece (ja go akurat polozylam bo juz nie wiedzialam jak mu pomoc i probowalam masowac brzuszek szukajac w ten sposob sposobu na ulzenie malemu) no poczulam sie jak dziecko ktore ma dziecko! (jestem tuz przed 30, a maz skonczyl 30) a moja mama chyba zapedzila sie zabardzo. Mimo calego szacunku powiedzialam odrazu co mi si enie podoba i pilnuje zeby sie podobne sytuacje nie powtarzaly, fajnie jak pomoze, popilnuje malego jak ja do wc chce isc lub zjesc kiedy meza akurat nie ma w domu ale bez przesady!
    MOj tata za to dobry czlowiek ale taki roztrgniony! kiedys z calym impetenm wtargnal nam do pokoju o 23 kiedy dla nas to srodek nocy jesli uspimy malego o 20 to sami kladziemy sie spac odrazu z pytaniem czy maz nie chcial by troche piwka.. :/ synek sie nie obudzil naszczescie, my nieprzytomni odpowiadamy ze nie (ja za meza) ze spimy a on "ale moze jednak, napewno nie?" albo sciaga naczynia z suszarki ok polnocy jak wstane i mowie (nasz pokoj blisko kuchni i slychac wszysctko bardzo) ze prosze go zeby nie robil tego teraz bo maly sie zbudzi (sztucce, talerze, garnki brzdekaja) to on "ale nie chcesz miec rano ładnie w kuchni?" NOŻ! niechce.. chce zeby mi syn spal, sama chce spac, kuchnia mnie nie obchodzi, jakby w ciagu dnia nie mozna bylo scignac suchych naczyn!?
    Licze na to ze sytuacja jest przejsciowa.. Po przeprowadzce do nich mimo ze kocham moich rodzicow bylam zalamana - wydawalo mi sie ze tylko patologia tak zyje, ze majac 30 lat, mieszka dalej z rodzicami.. ale trafilam na Twoj blog a po wypowiedziach widze ze jestes inteligentna osoba i wcale nie musi byc tak ze tylko patologia nie potrafi sie utrzymac sama, ze normalni ludzie w obecnych czasach tez maja trudne sytuacje.. mimo staran, wyzszego wyksztalcenia - nic nie zapewni obecnie pewnej pracy i pewnej sytuacji materialnej :/
    Pozdrawiam i ciesze sie ze nie jestem sama ;) a Twoje historie tak ironicznie opisane daja poczucie ze to swiat zwariowal nie ja (my) i trzeba umiec sie dostosowac do trudnych sytuacji.
    A corka sliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, doceniam to co teściowie dla nas robią dlatego nie piszę części rzeczy, które być może miałabym ochotę, bo mieszkanie w, jakby nie patrzyć, dwie rodziny pod jednym dachem bywa trudne.
      My mieliśmy się budować, mieliśmy wybrany projekt, znalezionego wykonawcę, kupioną działkę a wtedy mojego męża zredukowali. Ja większość wynagrodzenia dostawałam w umowach o dzieło nie poprawiających zdolności kredytowej. Z dnia na dzień sytuacja się zmieniła i wylądowaliśmy tu na dłużej.
      Takich historii słyszy się wiele i rzadko ma to coś wspólnego z patologią, częściej z obecnymi realiami.

      Pozostaje mieć nadzieję, że to przejściowe i uczciwie pracująca rodzina będzie miała szansę pójść na swoje :)

      Usuń