poniedziałek, 29 października 2012

Bułka o napędzie atomowym

"Nie je, nie pije, a chodzi i bije" - pamiętacie tę zagadkę o zegarze? Bułka ostatnio funkcjonuje dosyć podobnie, tylko zamiast "bije" trzeba by wstawić "nie śpi".
Mamy z Dumnym Ojcem niezłą zagwostkę, skąd Bułka czerpie energię go życia. Podejrzewamy, choć nie mamy całkowitej pewności, że jest to bobas o napędzie atomowym, ewentualnie na baterie słoneczne.

Nowy pomysł na życie zaczęła realizować już w sobotę, po pierwszym dniu moich studiów.
Zupie na obiad mówi zdecydowane nie. 
W ramach BLW  głównie miota jedzeniem i sprawdza jak "różne faktury" zsuwają się po drzwiczkach szafki i lodówki. Zjada tylko brokuły.
Banana skubnie ale w śladowych ilościach. 
Da się skusić na 40 a czasem nawet 60 ml kaszki. 
Wypija po 5 ml wody. 
Zasypia (prawie) jak aniołek o 20-21. 
Budzi się przed 22 i od razu przypomina sobie o cycu. Je i zasypia słodko, a za chwilę dręczona nagłym napadem głodu znów rzuca się na wyjedzone mlekodajnie z których da się utoczyć ledwie parę kropel. Do rana akcja powtarza się ponad 20 razy, średnio co 15 - 20 - 30 minut. 

Przychodzi poranek, przekazuję najukochańszą Bułeczkę pod ojcowską jurysdykcję i padam na opuchniętą mordkę. A Bułka zabiera się za rozkręcanie afterparty. Zabawia Dumnego Ojca świergotem przez następne 2 godziny, kiedy ja staram się uzupełniać niedobory snu.
Wstaję, jemy śniadanie, Dumny Ojciec wychodzi do pracy a Bułka rozpoczyna poprawiny. Bawi się rozkosznie (nie pozostając dłużej niż 2 sekundy na tym samym miejscu) do trzeciej, kiedy to matce wypłaszcza się encefalogram a Bułka zgłasza gotowość do odespania swojej jedynej, godzinnej drzemki. 
Godzina mija niepostrzeżenie, Bułka wstaje radosna niczym skowronek a proces przemiany matki w warzywo na półmiękko postępuje.

Nic nie wskazuje na zęby.
Ani na katar.
Ani na inne znane mi okoliczności łagodzące.

wtorek, 23 października 2012

9 miesięcy Bułki

Bułka właśnie przekroczyła magiczną granicę: dłużej ogląda świat po tej niż po tamtej stronie brzucha. 
Urosła. Wypiękniała. Zmądrzała. Temperament jej wybujał.
Próbuje wpełzać na meble. Pokazuje gdzie mama ma buzię i nos. Gdzie ma oko, mama boi się nawet zapytać ;)

Rodzina na poły z uznaniem a na poły z przerażeniem komentuje, że jeszcze nie widziała tak żywego dziecka. Podobno "wdała się za tatą", który według relacji teściowej był małym diablęciem.
Ja jeszcze różków nie stwierdziłam ale widzę, że momentami aureolka zaczyna cisnąć mojego aniołka ;). Bułka ma coraz więcej energii i z coraz większym upodobaniem idzie w szkodę.

Jeszcze pachnie małym dzidziusiem, jeszcze ma różowiutkie, mięciutkie stópki, paluszki w kształcie trójkącików, dużą łepetnkę i krótką szyjkę. Siedzę, wtulam się w te jej małe włosinki i wcale nie tęsknię do plecenia warkoczy i wiązania kokardek. Staram się nacieszyć moim bobasem póki mogę, bo przez skórę czuję, że coraz bliżej jest dzień, kiedy zamiast raczkującego niemowlaka przytupta do mnie dziewczynka.

poniedziałek, 22 października 2012

O czasie co płynie i innych takich

Dzisiaj kończę 31 lat. 
Jeszcze 15 lat temu nie uwierzyłabym, że ludzie w ogóle tak długo żyją.
W zeszłym roku magiczna trzydziestka ukryła się za potężnym brzuchem i w ogóle nie doszła do głosu.

Teraz, wraz z pojawieniem się Bułki, zmieniła się moja rachuba czasu: zapomniałam o tygodniach i miesiącach, odliczam zęby, przespane (i nieprzespane) noce, umiejętności.
Bułka rośnie jak na drożdżach, jutro skończy 9 miesięcy. Czas pędzi na złamanie karku. Dopiero patrząc na jej codziennie bujniejszą czuprynę i pakując kolejne worki ubranek z których wyrosła, zaczęłam sobie zdawać sprawę jak szybko. Całe szczęście, że muszę się nad tym głębiej zastanawiać tylko raz do roku bo depresja byłaby nieunikniona ;).
Ale mimo zbliżającego się galopem drugiego podbródka i "dolnego bicepsa" nie desperuję. I w tym roku mam powody przypuszczać, że kolejny będzie lepszy niż poprzedni. Mamy widoki na własny kąt. Jeśli kolejne oczko na mojej skali wieku może mnie do tego upragnionego stanu przybliżyć, to niech mu będzie :).

A tak wyglądałam zanim legło na mnie brzemię lat (dokładniej: kiedy byłam w wieku Bułki).


niedziela, 21 października 2012

Bułka odcina pępowinę

Bułka co dzień z rana żegna kolejnych domowników obowiązkowym "papa" przy drzwiach. Uśmiecha się, macha i odprawia wszystkich bez żalu. Wczoraj to ja znalazłam się po drugiej stronie machającej łapki. Spodziewałam się  łez, podkówki albo chociaż jakiegoś objawu niezadowolenia ale pożegnała mnie z chłodnym profesjonalizmem. Elegancko odmachała co trzeba i powróciła do swoich zajęć. Zupełnie jakbym tak wychodziła od zawsze.

A wyszłam na cały dzień bez Bułki po raz pierwszy (za to nie ostatni, bo właśnie zaczęłam studia podyplomowe). 
Przechlipałam pół drogi na uczelnię (dosyć krótkiej drogi ale jednak). Tęskniłam, skwierczałam i się zamartwiałam a Bułka nawet nie zauważyła różnicy. Została z babcią, bawiła się przednio. 
Po moim powrocie wyciągnęła łapki ale jeszcze się dobrze nie umościła i nie zdążyła się przytulić kiedy przypomniała sobie, że były z babcią w trakcie jakiejś fantastycznej zabawy. Odwinęła się, zamachała niecierpliwie w jej kierunku i zanim się zorientowałam już zachwycona czworakowała po podłodze (z głośnym "tupaniem" rękami, jej nowe odkrycie).

Jednym słowem moja maleńka Bułka zabrała się za naszą pępowinę. 
Nie spodziewałam się. Wyskoczyła z tym dorastaniem jak jakaś hiszpańska inkwizycja.
Jak ja za nią nadążę?



czwartek, 18 października 2012

Bułka i jej nowa, dorosła zabawka :)

Bułka znów obrosła w dobra. 

Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad pchaczem dla niej. Chciałam żeby był to samochodzik, zwierzak albo inny wynalazek z siodełkiem na którym Bułeczka mogłaby z czasem jeździć wierzchem. Jednak kiedy przyszło co do czego, podjęłam decyzję w swoim najlepszym stylu, czyli na wariata. W efekcie Bułka wzbogaciła się o pchacz - panel firmy Fisher Price z tego sklepu.

Pchacz jechał do nas a ja zastanawiałam się, czy nie będę żałowała tego braku siedzonka. Jednak zaraz po otwarciu pudełka mój nastrój wydatnie się poprawił. Okazało się, że pchacz jest stabilny, ładny, solidnie wykonany a dla mojego niespełna dziewięciomiesięcznego bobasa opcja z panelem okazała się niesamowicie nęcąca. Bułka (mimo rosnącej prawej górnej dwójki i ogólnie podłego nastroju) dorwała się do swojej nowej zabawki i przepadła.
Z wielką lubością badała wszystkie zakamarki, obracała, przesuwała, dłubała, gmerała i przekładała, najpierw dynamicznie - oburącz a potem systematycznie - pęsetkowo.
Wieczorem, po powrocie z pracy, Dumny Ojciec postanowił pomóc Bułce przetestować zabawkę w "dorosłej" wersji. Do samodzielnego biegania z pchaczem Bułka będzie musiała jeszcze trochę podrosnąć, bo na razie ma tylko jeden tryb - cała naprzód, głowa szybciej niż nogi.
Niemniej przyhamowana postawiła pierwszy raz w życiu 5 kroków pod rząd (!!!) a nową wersją przemieszczania się jest zachwycona do tego stopnia, że musieliśmy od razu złożyć pchacz do pozycji panel, bo nie dało się jej powstrzymać przed kolejnymi próbami. Myślę, że w niedalekiej przyszłości zawojuje z nim całe mieszkanie.
A ja już teraz cieszę się kawą i spokojem bo Bułka siedzi jak zaklęta bawiąc się po cichutku przy panelu, która który ma same mechaniczne elementy (taka jakaś jestem niemuzykalna, że lubię niegrające zabawki.;)).

wtorek, 16 października 2012

Jakby Heathcliff i jego flaczki

Jasna kuchnia. Urocze niemowlę w wysokim krzesełku, klaszczące w pulchne łapki na widok obiadku. Zapięty śliniaczek. Otwarty dziobek.
Cóż może zakłócić tę idylliczną scenę?
W naszym przypadku odpowiedź może być tylko jedna: teść.
Ma wbudowany radar, słowo daję. Przeważnie pojawia się w kuchni jakieś 3 sekundy po tym jak Bułka dotknie kuperkiem swojego krzesełka, zawsze jednakowo chaotyczny, niechlujny i wygłodniały.
Zajmuje jedyną słuszną pozycję, czyli za bułkowym krzesełkiem (gdziekolwiek by go nie postawić) i zaczyna ujawniać pokłady ekspresji przygotowując swoje wątpliwe delikatesy, oparte na kombinacji zupek Amino i flaczków lub ozorków. Tłucze, stuka, chlapie, siorbie i rzuca naczyniami, niekoniecznie w tej kolejności.
Któż w takich warunkach pamiętałby o jedzeniu. Bułka w każdym razie zapomina od razu i zawsze z jednakowym zajęciem ogląda ten podrobiany spektakl zezując do tyłu to lewą to prawą stroną. Kibicuje wytrwale do czasu kiedy delikates nie zniknie (w multimedialny sposób) w teścinej gardzieli a brudna łyżka nie zadzwoni rzucona na stół by do niego spokojnie przysychać.

Wydawać by się mogło, że wyczerpanie zasobów delikatesów powinno w naturalny sposób rozwiązywać sprawę i przywrócić ład i harmonię w kuchni. A gdzie tam! Teść zaspokoiwszy swoje naglące potrzeby zaczyna podejmować próby nawiązania kontaktu z  wnuczką:
- EEEE! - ryczy. Bułce wyraźnie rzednie mina. Teść nie rezygnuje (w końcu Bułka mogła nie dosłyszeć) - EEEEE! - ryczy głośniej. Bułka robi podkówkę. Teść zaczyna ciągnąć ją za nogę - EEEEE? - indaguje. Podkówka o mało co nie zamknie się od dołu w kółeczko, Bułka zaczyna skwierczeć.
- A KTO TO PŁACZE? - pyta teść wielkim głosem po czym sam sobie udziela odpowiedzi - TO GABRYLA! GABRYYYYLA! GABRYYYYYYYYYLA! - wyje niczym niejaki Heathcliff. Bułka zmienia kolor, ja przestaję się przejmować ewentualnymi posądzeniami o chamstwo, biorę ją na ręce i zabieram do naszego pokoju. GABRYYYYYYYYYYYYYYLA! - słyszę za plecami.

O bułkowej zupie wszyscy już dawno zapomnieli. Podobnie jak wczoraj, przedwczoraj i parę dni wstecz.

I jak tu się dziwić, że Bułka nadal poniżej trzeciego centyla?

Poszukiwani dawcy 0Rh- i ARh-

Poszukujemy dawców krwi grup 0Rh- i ARh-. Szczegóły na blogu Karlity.
Dla przypomnienia: dawcą niestety nie może być ciężarówka ani karmiąca.

Jeśli już jesteśmy przy temacie pozwolę sobie napisać: warto oddawać krew. Pomyślcie o czekoladach! I soku! I talonie na obiad! Ulgach w skarbowym. I o paru dobrych rzeczach, które można zrobić przy okazji.

A jak się już wybierzecie się do stacji krwiodawstwa może, przy okazji, dacie sobie pobrać jeszcze jedną, malutką probóweczkę i zostaniecie potencjalnymi niespokrewnionymi dawcami szpiku?

niedziela, 14 października 2012

Wyniki konkursu!

Dziś w samo południe Bułka wyłoniła zwycięzcę mejtajowego konkursu. Losowanie nadzorowała Wysoka Kapituła w składzie ojciec i matka, a jego przebieg był następujący:
Bułka nie mogła się doczekać paproszków

rzuconych przez matkę hojną ręką

grzebała zawzięcie

a kiedy w garści został tylko jeden

starannie wyselekcjonowany paproszek

 przyszedł ojciec

i zabrał...

Bycie maszyną losującą to jednak niewdzięczne i frustrujące zadanie ;). Ale trzeba przyznać bardzo profesjonalnie wykonane. Dobra robota Bułeczko!

Wątpliwości rozstrzygnięte: już niedługo w miłkowym mei-tai będzie jeździł Antoś :)
Mandarynkowa Mamo, serdecznie gratulujemy! :)

piątek, 12 października 2012

Bułka mignęła :)

9.10 z samego rana Bułka oznajmiła, że jest głodna! Kiedy zobaczyła, że sięgam po jej miseczkę zamigała "jeść" a kiedy powtórzyłam znak ucieszyła się bardzo i zaczęła bić sobie brawo :).
Sukces powtórzyła następnego dnia przy śniadaniu. Potem uczciła wkroczenie sierściucha migając "kotek". Na razie na tym poprzestała a wszystkie nachalne zachęty i zagadywania zbywała robiąc "papa". Widać postanowiła dawkować nam wrażenia.
Wprowadzamy nowe znaki: "woda", "więcej" i "koniec".


A szósty aniołek po cichutku rozprostował skrzydełka i przeprowadził się w jakieś lepsze miejsce.