piątek, 28 września 2012

8 miesięcy bobasa

Bobas mi wydoroślał. Sama nie wiem kiedy. Niedawno skończyła 8 miesięcy a zmiany sypią się jak z rękawa.
Dopiero co jeździła gondolką (ostatnio głównie na brzuszku z odpiętą budką i widokiem na świat) a teraz wygląda w spacerówce tak naturalnie jakby nigdy nie podróżowała inaczej.
Dopiero co pełzała spokojnie przy samej podłodze a teraz najpierw usiadła i parę dni później stanęła. Obecnie dnie spędza głównie wspinając się na meble (dzisiaj pierwszy raz oderwała przy tym  nogi usiłując wpełznąć na kuferek od maszyny) a ja rozglądając się dookoła jak zaniepokojony kameleon, bo nigdy nie wiadomo kiedy i od czego Bułka odpadnie lecąc wprost na potylicę.
Robi papa.
Wieżę z klocków strąca tylko przez grzeczność. Potrafi za to zdejmować z niej pojedyncze elementy.
Wszystkimi kulistymi, pierścieniowatymi i walcowatymi zabawkami próbuje puszczać bączki, zresztą z całkiem niezłym skutkiem.
Lubi "raka nieboraka" i "noski eskimoski"
Paprochy wcina jak wcinała.
Jej typy w ramach BLW to morelki, śliweczki, jabłuszka, brokuły i fasolka szparagowa.

Z jednej strony nacieszyć się nie mogę moim dorosłym dzieckiem a z drugiej trochę mi tęskno do spokojnej stabilizacji czasów, kiedy najbardziej wstrząsającym wydarzeniem dnia była kupa za kołnierzem ;).

piątek, 14 września 2012

Paprochy na legalu

W związku z tym, że Bułka siedzi, wczoraj po raz pierwszy posadziliśmy ją w wysokim krzesełku (co przyjęła z radością) a dzisiaj na fali jej miłości do paprochów pierwszy raz wdrożyliśmy BLW. Jak się okazało całkiem skutecznie bo prawie 5% brokuła ulokowała tam gdzie powinna (pozostałe 95% wszędzie indziej). Nareszcie matka odczepiła się od ukochanych paproszków i dała je konsumować w spokoju:


Teść natomiast skomentował sprawę następująco: "chyba nie powinnaś jej tak dawać bo potem będzie chciała sama jeść".

czwartek, 13 września 2012

Konkurs :)

Postanowiłam zaszaleć i sprezentować nosidełko MT jednemu z moich miłych gości :). Jeśli macie ochotę, zapraszam do udziału w konkursie, którego zasady opisałam poniżej:
  1.  nagrodą będzie uszyte na miarę nosidełko MT mojej produkcji  (bawełniane, wzmocnione)
  2. (najprawdopodobniej) 4 wzory panelu do wyboru
  3. zwycięzcę wyłoni Bułeczka na drodze grzebania w karteczkach, właśnie opanowała chwyt pęsetowy, więc wszystko powinno pójść sprawnie :)
  4. chętni do wzięcia udziału w losowaniu zostawiają komentarz pod tym postem do północy 13.10
  5. wklejają banerek linkujący do tego posta*
  6. pokrywają koszty przesyłki (więc MT może znaleźć nowy dom w dowolnym miejscu, gdzie dociera poczta)
  7. cierpliwie czekają bo po otrzymaniu wszystkich potrzebnych wymiarów malucha i nosicieli, uszycie może mi zająć chwilkę, w zależności od łaskawości Bułeczki. Oczywiście postaram się sprężyć :)
  8. jeśli mają podrośniętego maluszka nic się nie martwią, w większym MT można nosić nawet trzylatki :)
  9. w razie pytań piszcie :)



* jest z tym trochę kłopotów więc już spieszę z wyjaśnieniem: należy wkleić następujący kod HTML
<a* href="http://projektbobas.blogspot.com/2012/09/konkurs.html"><img* src="http://3.bp.blogspot.com/-eB_lUThtnv0/UFGgcwvJm4I/AAAAAAAAAeU/ch7CWFql4gg/s1600/logov6.png" width="200" height="330" /></a*>
można oczywiście zmienić wymiary w zależności od potrzeb.
W przypadku blogów na blogspocie operację przeprowadza się następująco: w zakładce "układ" w wybranym przez siebie miejscu trzeba dodać nowy gadżet "HTML/JavaScript" i tam właśnie wkleić należy powyższy HTML usuwając *.

niedziela, 9 września 2012

Aniołeczek na wynos

Wczoraj z rana teściowa oznajmiła, że nie chce jej się straszliwie ale musi się zabrać za porządki. Już się bierze, tylko jeszcze zerknie na małego aniołeczka. Bo Bułka potrafi się skubana, dobrze zaprezentować przed rodziną.Tym razem też strzeliła uśmiech w swoim najlepszym stylu i uroczo zarechotała.
- Ona jest taka słodziutka - zachwycała się teściowa - bardzo grzeczna! Tobie to dobrze, że masz takie spokojne dziecko!
Nagle zdałam sobie sprawę z fantastycznego potencjału tkwiącego w sytuacji.
- Ja wszystko posprzątam a mama niech się pobawi chwilkę z aniołkiem - zaproponowałam obłudnie.
Zanim zdążyła zareagować wetknęłam jej Bułkę i rzuciłam się zachwycona w wir sprzątania, bo mieszkanie zdecydowanie dojrzało do gruntownych porządków.
Poodkurzałam.
Następnie zabrałam się za kuchnię. Pucuję, szoruję, teściowa zaczyna kruszeć: ależ ty żywiutka, nie można cię ani na chwilę spuścić z oka.
Nic nie słyszę, sprzątam. Kuchnia nabiera połysku a ja przenoszę się dalej.
Chwilę spokojnie nie uleżysz! Taki żywczyk!
Ze ścierką w garści i promiennym uśmiechem wychylam się z szorowanego właśnie kibelka. Moje słoneczko - ćwierkam do Bułki, Bułka obdarza mnie zaślinionym uśmiechem - ukochany maluszek, ale jest grzeczniutka, prawda? Nie czekając na odpowiedź chowam się z powrotem.
Co teraz porobimy? - w głosie teściowej zaczyna przebijać lekkie zniecierpliwienie, Bułka w szampańskim nastroju dokazuje w najlepsze, właśnie przypomniała sobie zabawę w wyrzucanie grzechotki.
Nic nie słyszę. Sprzątam. Sprzątanie jest zasadniczym celem mojej egzystencji.
Teściowa postanawia działać bardziej wprost:
Może teraz ty odpocznij a ja posprzątam? Chyba słabo spałaś w nocy?
Nie trzeba, wcale nie jestem zmęczona. Mama się spokojnie kawki napije* a ja już się wszystkim zajmę - przerzucamy się uprzejmościami.
Zabieram się za łazienkę. 
Babcia poszłaby do toalety ale jak cię odłożę będziesz płakać - zastanawia się teściowa bezradnie. Odkłada do kojca Bułkę, która faktycznie od razu zaczyna skwierczeć. 
Niedawno jadła, ma sucho. Ona chyba jest zmęczona - konstatuje teściowa.
Chyba tak - potwierdzam - i może trochę się jej nudzi - perfidnie atakuję teściową jej własną bronią.
Trzeba by ją zabrać na spacer - sugeruje teściowa.
Dobry pomysł, to ja w tym czasie skończę łazienkę, umyję podłogi, zrobię pranie i przygotuję jakiś obiad - upajam się rolą słodkiej idiotki - już idę pomóc mamie wynieść wózek.
Jakbyś się denerwowała to dzwoń, zaraz wrócimy, nie będziemy odchodzić daleko - nie rezygnuje teściowa.
Ależ skąd, ależ skąd! Bułeczka jest w najlepszych rękach!
Macham im na pożegnanie i wracam do porządków.

Po dwóch godzinach mieszkanie lśni, ryż na parze ugotowany, sos przygotowany, warzywa czekają pokrojone na swoją kolej do woka a ja wykąpana dopijam herbatę (gorącą herbatę!). Stęskniona Bułeczka ląduje w moich stęsknionych ramionach a ja "kątem ucha" słyszę zza drzwi głos teścia - No widzisz, jednego dnia byś z nią nie wytrzymała.

Ale to jeszcze nie koniec historii.
Bo dzisiaj teściowa popatrzyła na mnie ze zrozumieniem i sama z siebie zaproponowała, że weźmie aniołeczka na wynos.

* picie kawki z Bułką nosi znamiona sportu ekstremalnego

czwartek, 6 września 2012

Co ma bobas "TAM" "NA DOLE"?

Przebieram bobasa i opowiadam: wkładamy rączkę do rękawka, nóżkę do nogawki, czapeczkę na główkę. Przewijamy, zdejmujemy pieluszkę, myjmy pupę i yyyy... no właśnie. 
Teraz bobas ma 7 miesięcy i takie tematy jeszcze mogę zmilczeć ale chyba nie warto bo i tak w końcu wypłyną a do tego Bułka gotowa zacząć się zastanawiać w jakim celu ta damskościowa konspiracja.

Jakiś czas temu teściowa po przewinięciu bobasa zawyrokowała, że dobrze wytarty a "wszystkie fałdy" czyste. To mi dało do myślenia. Oczami wyobraźni zobaczyłam kilkuletnią Bułkę która mówi, że idzie myć "wszystkie fałdy". Albo, co gorsza, "TAM", "NA DOLE".  O w życiu! Postanowiłam odważnie podejść do tematu już teraz, żeby nazewnictwo osłuchało mi się na tyle, że kiedy Bułka zacznie więcej rozumieć, będzie brzmiało dla mnie naturalnie.
Bo jak na razie nie brzmi. Pochlebiam sobie, że taka jestem postępowa ale cały ten postęp w zetknięciu z niemowlęcymi genitaliami traci na rozpędzie.
Z racji wykonywanej pracy nie boję się głośno mówić penis, prącie, pochwa, wagina czy nawet mój znienawidzony srom (bo czegóż tu się sromać), wulwa, moszna, brać i wybrać. Tyle, że żadna z tych rzeczy nie rośnie przecież na małych, uroczych niemowlakach.

Pisia i sisia razem z ekipą siusiaka, siuraka i sisiaka sugerują tylko jedną funkcję, na ten moment w sam raz, ale docelowo się nie nadadzą. Coś jakby nazywać oko patrzakiem, rękę chwytakiem a nogi chodzidłami.

Cipka niby ok ale jakoś mi nie brzmi.

Wyszło mi, że Bułka najprawdopodobniej ma szparkę. Nie wiem jeszcze tego z całą pewnością, zobaczę jak się sprawdzi. Podoba mi się o tyle, że nawiązuje do kształtu, nie kojarzy się pejoratywnie, nie wywstydza, nie wymaga spuszczania wzroku.

Teraz wyglądam jakby mnie ciężka patologia dopadła: szparka, szparka, szparka, ćwiczę przed lustrem. I cieszę się, że Bułka niewiele z tego wszystkiego rozumie.

wtorek, 4 września 2012

Mei Tai

O jakiegoś czasu z wielkim zapałem morduję Łucznika. Zasadniczym celem mojej nauki szycia na maszynie i dorodną marchewką dyndającą na kiju było bowiem uszycie dla bobasa Mei Tai na miarę. 
Temat zaprzątnął mnie do tego stopnia, że kiedy jakiś czas temu udało mi się zrealizować ten zamiar i z dumą przetestowałam na Bułce własnoręcznie uszyty Mei Tai, zapomniałam obwieścić to całemu światu bo od razu rzuciłam się na szycie kolejnego. 
Mei Tai okazał się mieć szereg zalet i, zaryzykuję stwierdzenie, pewne przewagi nad chustą. Jest mniejszy, przewiewniejszy, lżejszy i szybszy w montażu zachowując podstawowe właściwości kangurowania: rodzic bliziutko, nóżki ładnie rozżabkowane, plecki podparte a zagłówek pozwala podeprzeć łepetynkę jeśli maluch podczas spaceru przytnie komara. Waga Bułki jest bardziej odczuwalna bo jednak szelki to nie chusta rozłożona na całych ramionach, ale mimo tego mankamentu muszę przyznać, że się zakochałam.
Zapałałam taką miłością, że zaopatrzyłam się w pokaźny stosik materiałów i zabrałam się szycie kolejnych wersji dla Bułki i dla chętnych. Poniżej mój ostatni "urobek" o wzmocnionych szelkach, zagłówku i pasie biodrowym (trochę za duży na Bułkę, umocowany do Dumnego Ojca).