wtorek, 7 sierpnia 2012

Bobas dyniomiot

Bobas zasiada do posiłku zachwycony. Nareszcie zrozumiała o co chodzi z tymi wszystkimi papkami, którymi dręczy ją matka. O zabawę w rozrzutnik! Matka ładuje, dziecko pluje. Ubaw po pachy! Bez złośliwości, czysta nieskrępowana radość!

Bobas wygląda jakby chciał się maskować w dyniowej pulpie (albo wybierał się na zlot fanów Pippi). Kuchnia wygląda jak po przejściu dyniowego tornada. A ja wyglądam jak mapa nieba.

Pocieszam się, że podobno świetnie robi na cerę. Tylko jak ja w małego szkodnika wkarmię żelazo?

6 komentarzy:

  1. haha! mój na BLW, to robił sieczkę z warzyw piastkami :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj jej befsztyka, niech sobie possie :) Załapie w końcu ale się nasprzątasz trochę - i cerę będziesz miała jak własna córka na pupie skórkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mieliśmy etap plucia jedzeniem - na szczęście szybko minął :) Trzymam kciuki aby u Was też szybko przeszło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas wczoraj to samo, dyniowa fontanna ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha :) A ja nie mogę się doczekać kiedy Nela będzie produkować takie dyniowe fontanny :D

    OdpowiedzUsuń