wtorek, 31 lipca 2012

Sik schwytany


Umyliśmy bobasa, nakleiliśmy woreczek, nakarmiłam i położyłam spać. Bobas odespał drzemkę i obudził się  w świetnym nastroju ale z pustym woreczkiem. Zbliżał się czas odklejania (woreczek przykleja się na godzinę), trzeba było zadziałać. Wtedy wkroczył Dumny Ojciec, który nalał wody do wanny i zamoczył bobasowi stopy. Pomogło znakomicie!
Na szczęście drogocenny słoiczek można przechować w lodówce do 24h więc nie trzeba się zasadzać na pierwsze poranne siuśki, o których zresztą trudno mówić u niemowlaków, siusiających bez najmniejszych oporów o każdej porze dnia i nocy.

Dzisiaj rano bobas podjadł o 5 a o 7 z minutami karnie dał się skłuć. Wyniki jutro.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Coraz chudszy bobas

Dziś kolejna wizyta w poradni dzieci zdrowych. Szczepienie bobas przyjął z rozdzierającym rykiem, na szczęście krótkotrwałym, pomiary ze spokojem. Stosunkowo niewiele pomstowała na swoją ulubioną panią doktor. Pani doktor za to trochę pomstowała na bobasa. Dała nawet skierowanie na badania bo bobas rośnie przepięknie:
ale do tycia się specjalnie nie przykłada:

Dzisiaj będziemy łapać siuśki a jutro na czczo (biedny bobas) będziemy malucha kłuć (podwójnie biedny bobas). No chyba, że nie siknie jak należy.

środa, 25 lipca 2012

"Wildflowers, wild herbs!"*

Dumny Ojciec zadziałał strategicznie (chociaż najprawdopodobniej nie z wyrachowania): wczoraj, wracając z pracy, uzbierał dla mnie bukiet. O taki:
Bukiet stoi, cieszy oczy i zapewnia Dumnemu Ojcu immunitet w przypadku drobnych wkroczeń. Przyjemne z pożytecznym. I ładnym :).

* tak się o tego typu chabaziach wyrażał jeden z naszych profesorów: "Bo tutaj mamy, widzicie państwo wildflowers, wild herbs"


poniedziałek, 23 lipca 2012

6 miesięcy bobasa

Gdzie jesteśmy kiedy nas nie ma? Pilnujemy domu rodziców. Turlamy się po trawie, wylegujemy w cieniu, upajamy świeżym powietrzem i obsługujuemy wiecznie głodne koty. Ja i moja prawie dorosła córka, która dzisiaj o 15:40 skończyła pół roku po tej stronie brzucha. Tak różni się od tego styczniowego Okruszka, że sama nie wiem czy bardziej się z tego cieszę czy żałuję.


Oprócz tego, że nadziwić się nie mogę jakie mam dorosłe dziecko zabrałam się za oswajanie maszyny mojej mamy: Predom Łucznik 466, którą otworzyłam, nasmarowałam, wyregulowałam (!!!) i uszyłam na niej pierwszą rzecz nie będącą workiem na kapcie (bo miałam taki krótki szwalniczy epizod na początku podstawówki). Efekty widać poniżej:
Wpadłam w to całe szycie. Nie miałam pojęcia, że to takie proste. Niech żyje internet! Wzory, instrukcje, porady, cała zbiorowa szwalniczo - dziewiarska mądrość ludzkości. Chyba pójdę postawić świeże kwiaty przed modemem.

niedziela, 15 lipca 2012

Szczęście w nieszczęściu

Nie jestem specjalnie fartowną osobą. Jestem za to specjalistką od tak zwanego mieszanego błogosławieństwa:

Raz w trakcie wkładu do auli wleciały 2 gołębie, obydwa zrobiły kupę. Zgadnijcie na czyj plecak? (ale mogły na przykład głowę).
Innym razem kiedy stałam na przystanku uderzył we mnie fajerwerk. Różowa ognista kula (z całkiem ciężkim glinianym środkiem), która nadleciała z pokazu pirotechnicznego w pobliskim parku nabiła mi siniaka i wypaliła ślad na lewym bucie (do tej pory cieszę się, że nie na oku).
Kiedy odbierałam suknię ślubną maszyny budowlane uszkodziły duuużą rurę z wodą i nagle utknęliśmy na środku jeziora z zalanym silnikiem (zaraz  pojawił się spychacz, który nas wyciągnął).
Kiedy jechaliśmy z rowerami na wyspę Uznam wszyscy zdążyli się zapakować do pociągu a ja z rowerem ale za to bez dokumentów i pieniędzy zostałam na peronie (pociąg wrócił po mnie na wstecznym).
Raz znalazłam pod domem Tybetańczyka ze złamanym (przez niejaką Olę) sercem, który próbował się zabić. I tym razem się udało, bo już około 2 w nocy, po dłuższym dzwonieniu do osób z książki telefonicznej w jego komórce przyjechała po niego taksówką znajoma z innego miasta. Wyobraźcie sobie konsternację ludzi, którzy słyszeli wygłaszaną przeze mnie formułkę: "Dobry wieczór, przepraszam, że dzwonię o tej porze. Czy zna Pan/ Pani jakiegoś Tybetańczyka? Jeden siedzi koło mnie. Numer Pana/Pani znalazłam w jego telefonie. Niestety nie potrafię wymówić jego imienia".

Największym fartem mojego życia okazał się wypadek rowerowy dzięki któremu mam Gabusię.

Moje dzisiejsze szczęście w nieszczęściu wyglądało następująco:

Zatankowaliśmy pełny bak i wybraliśmy się na planowaną od bardzo dawna wycieczkę. Po przejechaniu 10 km wskazówka pokazała brak paliwa. Pomyśleliśmy, że pływak od wskaźnika się przedziurawił i w najlepsze jechaliśmy dalej, jakieś 200 m, po których samochód stanął. Pobieżne oględziny potwierdziły gorszy scenariusz, cały bak paliwa się wylał. Na szczęście nie zdążyliśmy daleko odjechać. Okazało się za to, że nie mamy linki (wymienialiśmy się z bratem samochodami, on swoją zabrał a my zostawiliśmy). Na szczęście stanęliśmy koło Obi, gdzie linkę nabyliśmy. Na drugie szczęście moja siostra i jej chłopak, którzy powinni być nad morzem przełożyli wyjazd i mogli po nas przyjechać. Holowali nas w najlepsze, kiedy pojawił się kolejny peszek: linka się zerwała. Trzecim tego dnia fartem zerwała się vis a vis stacji benzynowej, gdzie nabyliśmy drugą. 

Mimo braku wycieczki i baku paliwa zatruwającego obecnie okolice drogi, cała sytuacja miała cały szereg pozytywów. 
Ale trzeba przyznać, że mój fart potrzebuje pewniej zachęty żeby się ujawnić ;).

czwartek, 12 lipca 2012

"Łysa matka w pięciu prostych krokach"

Ostatnie dni upływają nam pod znakiem małej motoryki, którą bobas odkrył i radośnie wciela w życie. Trening przynosi nie byle jakie rezultaty. W pewnych kwestiach bobas zasłużył sobie na czarny pas. Mógłby nawet napisać poradnik. Brzmiałoby to jakoś tak:

Podręcznik walki z owłosieniem: "Łysa matka w pięciu prostych krokach"
Włosy matki wchodzą ci do oczu przy karmieniu? Łaskoczą w brzuszek przy zabawie? Ich pielęgnacja pochłania cenne chwile, które mógłbyś spokojnie przesiedzieć na rękach?
Pozbądź się ich raz na zawsze stosując naszą niezwykłą metodę pięciu kroków:

Krok pierwszy - na czarną panterę: machasz aż ręka rozczapierzonymi palcami zaczepi upragnioną zdobycz. Jeśli refleks pozwoli, obejmujesz kciukiem i trzymasz. A teraz ciągnij.
Uproszczona technika, dobra dla początkujących, najlepiej się sprawdza przy związanych włosach. Celuj powyżej gumki.

Krok drugi - w stylu kobry: szybkie, mocne i precyzyjne ataki po linii prostej. Celujesz, chwytasz, nie puszczasz. Jeśli trzyma gardę, spróbuj zmyłki drugą ręką.
Pozbawiona finezji ale niezwykle skuteczna. Wypróbuj też przy łapaniu za oko.

Krok trzeci - na tajską tancerkę: wykonujesz całą dłonią ruchy jak przy nawijaniu nici. Flegmatycznie i systematycznie podchodzisz ofiarę, pamiętaj, nie ciągnij dopóki się dobrze nie wczepisz.
Pozwala skalpować wydajniej. Idealna jeśli masz czas na rozplanowanie akcji.

Krok czwarty - na Ojca Chrzestnego: wyobraź sobie, że pukasz w stół. A teraz połącz ten ruch z techniką tajskiej tancerki.
Brawo, teraz możesz już ciągnąć za naprawdę krótkie włosy! Bądź kreatywny. Może twój tata albo dziadek ma brodę?

Krok piąty - na szefa kuchni: skoncentruj się na kciuku i palcu wskazującym. Zamknij je w kółeczko chwytając włosy między opuszki.
Technika trudna, wymagająca finezji i koncentracji. Na początek wypróbuj na śpiącej matce. Nie bardzo wydajna, pozwala wyrywać pojedyncze włosy, ale za to w pięknym stylu. Nie spiesz się, pamiętaj, cierpliwy palcem dół wykopie.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Migamy :)

Bobas skończył 5,5 miesiąca i uznaliśmy, że nadszedł czas. Zaczęliśmy migać. Migamy znakami  ASL, których bardzo obszerny słownik poleciła Matka Kwiatka. Wiedzieliśmy, że będziemy chcieli spróbować od kiedy bobas miał 3 cm, a odkąd się urodziła, jej dziadek regularnie dopytywał czy już można, bo bardzo chciałby pogadać z wnuczką. Migać można od urodzenia, postanowiliśmy jednak zacząć ze starszym bobasem, żeby nie trzeba było bardzo długo czekać na pierwsze efekty.
Myśleliśmy o wprowadzeniu trzech znaków ale ciężko było się zdecydować więc migamy:
  • jeść
  • zmienić (pieluchę)
  • kąpiel
  • zabawka
  • kot (bobas uwielbia kota, na nikogo nie reaguje tak entuzjastycznie jak na futrzaka)
czyli znaki, które można poważać kilka razy w ciągu dnia, bez specjalnego aranżowania sytuacji. Teraz pozostaje uzbroić się w cierpliwość bo planowane efekty pojawią się za 3-4 miesiące.

środa, 4 lipca 2012

Ziemia dla ziemniaków


Pomysł grupki ludzi żeby zatrzeć granice między sztuką a polityką skutecznie zepsuł mi dzisiejszy wieczór. Chodzi mianowicie o ustanowienie hebrajskiego drugim językiem urzędowym w Polsce (więcej tu). Nie jest to winą samego pomysłu, jakkolwiek abstrakcyjny by nie był, tylko fali mułu, jaką poruszył. Internauci wzięli sprawę "serio, serio", błotko się przelewa i wydaje wrogie popierdywania:
"wyperdalac z Polski i robić syf u siebie" (800 kciuków w górze) 
"chyba z powrotem trzeba uruchomic aush,,,,,,,,c" (500 kciuków) 
"Żydów trzeba wyrzucić z Polski na zasadach Hitlerowskich. Albo wracacie do swojego kraju, albo do gazu. W Polsce to Polacy będą decydować co i jak, a nie Żydy jakieś" (180 kciuków) 
"won żydowskie nasienie z polski ani nie myślcie że będziecie tu mieli swój język" (117 kciuków)
"nie chcemy tu zydów ... niech sobie gadaja u siebie po swojemu....i niech sie odwala od naszej religii.... robactwo" (94 kciuki) 
"Dziś zaczynam budować krematorium" (63 kciuki)

I wielka, ogromna gromada innych uprzejmości. Admini usuwają ze stron, z głów niestety nie dadzą rady.

Kiedy to czytam robi mi się źle. Ale kiedy pomyślę, że oni tak do mojego bobasa, wyć mi się chce. Bo chciał, nie chciał, bobas ich spotka, kiedy będą przyprowadzać do szkoły swoje dzieci i wnuki, pewnie ani od nich łaskawsze ani bardziej tolerancyjne.

Trochę smutno a trochę strach.

Gorąco

Bobas źle znosi upały. Przegrzewa się biedula i poci się na potęgę. Trzeba powiedzieć, że ma powody: 27,5C w mieszkaniu, 36C na zewnątrz. Szaleństwo.
Leży po kolana w wodzie, rozparta w kąpielowym leżaczku jak dziadek na rybach i nareszcie może chlapać do woli. A wszystko to ma miejsce w dużej wannie bo co prawda w wanience bobas mieści się bez obcierki, ale chlapie już bardzo dorośle ;).


wtorek, 3 lipca 2012

O serduchu i leżeniu na brzuchu

Jakiś czas temu neurolog wysłuchała, że bobas szumi serduszkiem. Pediatra potwierdziła i skierowała do kardiologa. Kardiolog zrobił EKG i powiedział, że na wystawę się nie nadaje. Zapisał na echo. Od tego czasu na przemian starałam się o tym nie myśleć i gryzłam paznokcie. 
Dzisiaj zabraliśmy bobasa do przychodni. Siedzieliśmy w poczekalni z bobasem ugotowanym na miękko rozlanym po tatowych kolanach, spoconym i za bardzo zmęczonym na marudzenie. Kiedy weszliśmy do chłodnego gabinetu od razu robiło lepiej. Po zdjęciu bodziaka, bobas zadowolony wyciągnął się na kozetce, a kiedy kardiolog posmarował ją chłodnym żelem bobas poczuł się tak komfortowo, że przyciął komara. Przespała większą część badania, budziła się tylko, kiedy lekarz puszczał bicie serca przez głośnik. Łypała okiem a upewniwszy się, że rodzice trwają na posterunku wracała do błogiej drzemki. 
Wróciliśmy ze zrelaksowanym bobasem i dobrymi wiadomościami: bobas ma niedomykalność zastawek mitralnej i trójdzielnej ale wykluczono wadę przeciekową serca.
Kolejny czarny scenariusz się nie sprawdził. Bobas ze wszystkich prognozowanych wad, zespołów i innych klątw wyszedł obronną łapką. Kamień z serca.

A teraz o brzuchu. Jak już kiedyś tam pisałam, bobas bardzo sprawnie przekręca się na brzuszek. Z przekręcaniem się na plecki idzie gorzej, jeśli w ogóle. Teraz biedny bobas, a my razem z nim, padł ofiarą takiego stanu rzeczy. Na początku to była zabawa typu: "ja na brzuszek, ty mnie na plecki, ja na brzuszek...". Niestety ostatnio kompletnie straciła nad tym kontrolę. Z fazy radosnej zabawy bobas płynnie przechodzi w fazę kompulsywnego turlania. Niezależnie od tego jak bardzo jest zmęczona i jak bardzo nie ma ochoty leżeć na brzuszku i tak się na niego przekręci. I piszczy. Przekręca się nawet przez sen po czym budzi się wściekła i zapłakana. W związku z tym ostatnio dni i noce upływają nam na turlaniu smutnym bobasem a jedynym sposobem na jaki wpadłam, zapewniającym bobasowi spokojny sen jest podklinowanie jej poduszką (a trzeba zaznaczyć, że przy tych temperaturach nie jest to sposób optymalny). Poratujecie radą?