niedziela, 24 czerwca 2012

5 miesięcy bobasa

Wczoraj, w Dzień Ojca, bobas skończył 5 miesięcy. Rośnie i mądrzeje zupełnie bez poszanowania dla wytycznych Rady Pielęgniarek i Położnych:

Na początku 5 miesiąca życia maluch zazwyczaj podwaja swoją wagę urodzeniową. 
bobasowi sporo jeszcze do tego brakuje, prawie kilogram

Dzięki coraz mocniejszym mięśniom tułowia i nóg potrafi:

- położone na plecach, wygiąć kręgosłup i zrobić "mostek", wspierając się na głowie i nogach 
nieczego takiego nie zaobserwowałam

- obracać się z pleców na boki 
obraca się na brzuszek, to obecnie ulubiona zabawa, gorzej z obracaniem się w drugą stronę, które udaje się niezbyt często i chyba niezbyt celowo. Zmęczony bobas przeważnie przewraca się na brzuszek i od razu piszczy, żeby ją przewrócić na plecki tylko po to żeby mogła przewrócić się na brzuszek jeszcze raz. I znowu. I jeszcze raz.

- współdziałać przy podciąganiu do siedzenia, podkurczając nogi, ręce i głowę 
 bobas leży plackiem i nie wie o co chodzi

- w pozycji na brzuchu opierać się na dłoniach, czasem też utrzymywać ciężar ciała tylko na jednej ręce, by drugą sięgnąć po grzechotkę w przód lub w górę - wtedy może się niechcący przekręcić na plecy (nie celowo).
bobas podpiera się łokciami albo się nie podpiera tylko rozkłada łapki w pozycji samolotu i buja się na boki i tył-przód. Czasami "pływa żabką". Na plecy przekręca się zamachem głowy.

- uniesione w górę pręży nogi, szukając podłoża. Gdy do niego dotknie, opiera się podwiniętymi paluszkami (nie całą stopą).

Po grzechotkę zawieszoną nad brzuszkiem sięga obiema rękami jednocześnie, z radością trąca ją, ale zazwyczaj nie potrafi uchwycić. Sięga po grzechotkę leżącą dalej, poza zasięgiem ręki.
chwyta bardzo sprawnie a po grzechotkę położoną poza zasięgiem próbuje sięgnąć piszcząc z wściekłości kiedy się nie udaje. Bo w ostatnim miesiącu bobas nauczył się złościć.

Nadal, po obejrzeniu, niesie zabawkę do ust, które są narządem poznawczym.

Potrafi manipulować tylko jednym przedmiotem naraz.
bardzo zabawnie wygląda bobas trzymający po jednej zabawce w każdej łapce i bawiący się nimi na przemian, za każdym razem jednakowo zaskoczony tym, co pojawiło się w drugiej ręce.

Trzyma całą dłonią bez użycia kciuka. 
od prawie miesiąca trzyma wszystko z użyciem kciuka. Odkąd zaczęła świadomie łapać przedmioty robi to tylko w ten sposób. 

Coraz dłużej utrzymuje uwagę na jednym przedmiocie.

Potrafi ściągnąć sobie z twarzy pieluszkę - a więc chwyta już coś, czego nie widzi, tylko czuje.
zdarza się ale raczej rzadko. Bardziej klasyczny scenariusz to bobas z książeczką na twarzy piszczący bo ktoś zgasił światło ;)

Bada swoje ciało - poprzednio rączki, teraz genitalia.
nie stwierdzono

Zaczyna też badać twarz matki, oczy, nos, usta, włosy.
oj, bada z wielkim zapałem i jak na prawdziwego badacza przystało, robi co może żeby pobrać próbki ;)

Zauważa coraz subtelniejsze dźwięki, radośnie reaguje na znajome głosy.
a na pozostałe odgłosy zniecierpliwieniem i wkurzeniem, zwłaszcza kiedy próbuje zasnąć ;)

Niektóre maluchy wydają mniej dźwięków niż w poprzednim miesiącu, inne głośno gaworzą, śmieją się, piszczą zmieniając ton. Pojawiają się sylaby "ghee", "ra", "da".

"Pomaga" przy ubieraniu, prostując w odpowiednim momencie nogi i ręce przy naciąganiu nogawek czy rękawów, unosi pupę przy wkładaniu spodni.
przy ubieraniu przekręca się na brzuszek. I przy przewijaniu. Turla się przy każdej okazji a czasami również przy braku okazji. Manipulowanie nią wymaga teraz sporego refleksu.

Już tylko niektóre dzieci uśmiechają się do każdego. Większość poważnieje i uśmiecha się po chwili, gdy obcy dorosły bardzo o to zabiega. Nieliczne, patrząc na nieznajomą twarz, płaczą.
bobas się raczej nie uśmiecha do obcych ale też się ich nie boi, idzie na ręce, przygląda się przez chwilę po czym wraca do swoich zajęć. Siła spokoju bobasa obrosła legendą.  Niektórzy podejrzewają, że może mieć coś wspólnego z syską z makiem.

Gdy maluch płacze, można go już uspokoić mówiąc do niego (nie tylko biorąc na ręce i przytulając).
nie przejdzie. Przytulanie musi być, zwłaszcza w nocy, kiedy bobas ma zły sen albo czegoś się przestraszy.

Na Dzień Ojca bobas upiekł Dumnemu Ojcu jagodzianki. Ja zajęłam się sprawami technicznymi a bobas najważniejszym: mieszaniem i dystrybucją kruszonki. Na koniec wręczyła upieczoną bułkę. To znaczy dała ją sobie zabrać zajęta strzelaniem do taty hollywoodzkich uśmiechów.
 Bo bobas kocha tatę najbardziej na świecie.


czwartek, 21 czerwca 2012

Pączek - Zajączek i ciemna strona mocy

Zawsze miałam się za raczej racjonalną osobę. A teraz wychodzi, że przy dziecku tracę zdrowy rozsądek i to w sposób, którego zupełnie nie pojmuję: z niewiadomej przyczyny przy bobasie zaczynam rymować. Nie ma Pączka, jest Pączek - Zajączek, Guła - Buła (Gu-ła to ulubiony odgłos wydawany przez bobasa), Wafelek - Karmelek - Wróbelek.
Do tego wyśpiewuję infantylne treści na melodie letnich i biesiadnych hitów, ostatnich 20 sezonów. Oczywiście na bieżąco rymując w najlepszym częstochowskim stylu. 
Wygodnie by się było pocieszać, że to ze względu na bobasową rozrywkę, ale okrutna prawda jest taka, że bobas cieszy się i chichocze nawet kiedy mu z odpowiednią intonacją relacjonować notowania giełdowe. Wychodzi więc na to, że ten zajmujący sporą część dnia, rymowany monolog o sprawach prostych, z przyśpiewkami, realizuje jakieś moje potrzeby, o których wolałabym chyba nie wiedzieć. 
Zgroza. Ciemna strona mocy. Albo jeszcze gorzej - kolorowa jak Lato z Radiem.

Quiz bez nagród


Jest taka Osoba (nie mogę napisać jaka, bo byłoby wrednie, a ma szansę być zabawnie), która uwielbia powiedzonka. Stosuje je bardzo chętnie w wielu sytuacjach. Niestety nie ma do nich najlepszej pamięci, więc bywa, że przód i tył powiedzonka zestawia w dosyć nieortodoksyjny sposób. Czasami uzyskany efekt przemawia do wyobraźni tak silnie, że jedynie nagły atak kaszlu chroni mnie przed radosnym rżeniem. Nowe, lepsze powiedzonka sięgają gdzie rozum nie sięga. 

A może sięga? Poniżej rozsypanka z 5 prawdziwych powiedzonek Osoby i po jednej dodatkowej opcji przodu i tyłu, dla zmyłki. Czy ktoś odważy się pójść ścieżką prawdziwej prawdy i je odpowiednio dopasować?

1) kombinować jak
2) spocić się jak
3) podskakiwać jak
4) wiercić się jak
5) wyspać się jak
6) ruszać się jak

a) mysz pod miotłą
b) pies pod górkę
c) mops
d) słoń w składzie porcelany
e) bąk
f) mucha w smole

wtorek, 19 czerwca 2012

Miłka w pytaniach i odpowiedziach


Soul10 zaprosiła mnie do mojej pierwszej blogowej zabawy:
1. Każda oznaczona osoba odpowiada na 11 pytań  przyznanych przez "Tagger" na swoim blogu.2. Następnie wybiera się 11 nowych osób do Tagu i łączy w swoim poście.3. Należy utworzyć 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w Tagu i napisać je w tym  Tagowym poście.4. Należy wymienić w swoim poście osoby, które otagowałaś/eś.5. Postarać się trzeba by nie oznaczać osób, które już są oznakowane.

Czyli trudny orzech do zgryzienia. Ale zrobię co mogę :).

1.Książka czy film?
książka! A jeszcze lepiej dużo książek :)

2.Kot czy pies? 
i kot i pies. Ale bardziej kot

3.Czarne czy białe?
czarne (np. czarne swetry, kto wie ten zrozumie ;P)

4.Samochód czy rower?
zdecydowanie rower :). Spacerki, wycieczki i wyprawy rowerowe. Namioty, karimaty i "wybieranie mrówek z menażki".
I gotowanie na szyszkach ;)



5.Rozważna czy romantyczna?
yyyy.... romantyczna raczej nie, ale żeby od tego zaraz rozważna?

6.Słodkie czy słone?
Słone, pikantne, korzenne, kwaśne. Mój typ - ogórki małosolne  mmmm...

7. Taniec czy różaniec?
taniec :). Różaniec też, czasami

8.Gaduła czy milczek?
najpierw milczek, gaduła dopiero w drugim starciu

9. List czy e-mail?
e-mail :)

10. Porządek czy bałagan?
Zależy gdzie.  W kablach na przykład porządek musi być. I w kuchni. 
Na pulpicie komputera nie musi ;P

11.Pop czy rock?
Rock :) 

Zapraszam:
Macie ochotę przyłączyć się do zabawy?

1. Skowronek czy sowa?
2. Zielony czy czerwony?
3. Obronna czy zaczepna?
4. Mini czy maxi?
5. Pióro czy długopis?
6. Barszcz biały czy czerwony?
7. Pizza czy sushi?
8. Komedia czy dramat?
9. Reksio/Miś Uszatek czy Gumisie/Smerfy?
10. Gorączka sobotniej nocy czy niedzielny obiad?
11. 5 gwiazdek czy rozgwieżdżone niebo?


Biegiem, biegusiem

Trochę za wcześnie żeby powiedzieć, że biegam. Ot 3 dni temu Dumny Ojciec z bobasem mnie wyprzedzili a ja przyspieszyłam, żeby ich dogonić. Wczoraj bobas pojadł o 4 rano, o 4:30 spał już słodko a ja poczułam, że bym sobie pobiegała. Do 5 zastanawiałam się czy to ma sens o 5:40, po ryciu w szafie w poszukiwaniu wdzianka rowerowego (przypominającym trochę krzyżówkę gry w bierki i podchodów) byłam na dole. Po południu na wszelki wypadek wyodrębniłam w szafie kupkę ubrań pod roboczą nazwą fitness.
Dzisiaj rano po pobudce, karmieniu i usypianiu bobasa postanowiłam nie marnować czasu na dywagacje i całkiem oficjalnie poszłam pobiegać. 
Brzmi szumnie zważywszy, że w rzeczywistości truchtam jak babcia do autobusu. Kiedyś zapewne skisła bym ze wstydu, gdyby ktoś mnie na tym nakrył, ale odkąd zostałam mamą jakoś mniej się przejmuję tym co sobie kto na mój temat pomyśli.
A bieganie robi mi znakomicie. Mózg się wietrzy. To chyba jedyny moment kiedy bobasa tak naprawdę za mną nie ma. Ani we własnej osobie ani w postaci planów, rytuałów, porządków, schematów, które niemowlęta uwielbiają, a które ostatnio, z czego nie do końca zdawałam sobie sprawę, zaczęły mnie trochę przytłaczać.
Od dzisiaj nie jestem mamą 24x7 tylko 23,5x7.Bobas nie widzi różnicy a różnica jest gigantyczna.

niedziela, 17 czerwca 2012

Bobas potrafi

Bobasy w reklamach tak nie robią. Bobasy to takie subtelne, wiośniane istoty. A ja naiwna wyszłam z założenia, że jeśli w telewizji czegoś nie ma, to zapewne nie istnieje. Nie było to może stanowcze i w pełni świadome założenie, ale jakoś tak mi się wdrukowało, więc kiedy bobas puścił swojego pierwszego, pełnoprawnego bąka, nie mogłam wyjść z podziwu. Bo jeśli idzie o bon ton, bobasowi znacznie bliżej do chłopa od kosy w trakcie relaksu przy piwku, niż do słodkiego elfa, za którego wszyscy ją niesłusznie biorą.

Gdyby chodziło tylko o moje zaskoczenie bobasową fizjologią to mógłby być koniec notki. Ale sprawa ma ciąg dalszy. Bo bobas na tym jednym jedynym bąku nie poprzestał (ostatnio wydaje się nawet czerpać z puszczania wiele radości). Puszcza bąki grzmiące jak startujący helikopter, tym chętniej, im bliżej osób postronnych się znajdujemy. I tu dochodzimy do meritum: bobas puszcza, ziemia dudni, smrodek się rozchodzi a ludziom się w głowie nie mieści, że te wyziewy dobywają się z trzymanego przeze mnie słodkiego okruszka (pewnie też oglądali reklamy). Rzucają mi podejrzliwe spojrzenia, kręcą głowami, wymownie się odsuwają, czasami nawet skomentują pod nosem. I co ja mam, biedna matka, zrobić? Przecież nie pobiegnę za jedną czy drugą zgorszoną panią, żeby jej tłumaczyć, że "pani, toż to przecież niemowlę tak okrutnie pierdzi". Niemowlę? Dobre sobie!

Mały bąk stąd

Przy okazji pragnę się pochwalić, że dalej wytrwale walczę o powrót do sylwetki i mam na tym polu pewne sukcesy: waga o kilogram wyższa niż przed ciążą, BMI 19,8 a na brzuchu powoli zaczynają pojawiać się mięśnie. Jeszcze trochę i spróbuję się przymierzyć do przedciążowych ciuchów.

piątek, 15 czerwca 2012

O próbie marchwiowej i dietetycznej desperacji


Jakiś czas temu, za radą naszej pediatry, podjęliśmy pierwsze, nieśmiałe próby rozszerzenia bobasowej diety. Przygotowaliśmy się jak na wojnę. Komisyjnie wybrany kawałek starej marchewki gotował się w wodzie źródlanej a my staliśmy wpatrzeni w garnek, przejęci jak gapie na "Lekcji anatomii doktora Tulpa" i dziubaliśmy ją co chwilę widelcem, żeby sprawdzić, czy to już. Bobasa przyodzialiśmy w płaszcz przeciwmarchwiowy czyli śliniak z rękawkami, usadziliśmy (czy raczej ułożyliśmy) w leżaczku a ja, jak najwyższa kapłanka Bóstwa Wszelkich Warzyw wniosłam gwóźdź programu. 
Nie wiem na co liczyłam. Może na to, że bobas chociaż częściowo podzieli mój zapał do rozszerzania diety? Początkowo nawet podzielał, ale entuzjazm osłabł kiedy przyszło do jedzenia. "Mamo, to jest wyjątkowo podłe w smaku! Co ty mi dajesz, weź się opanuj!" mówiła bobasowa mina. Po drugim lizie bobas zrobił rozpaczliwą podkówkę i ogłosił koniec jedzenia. Temat marchwi na razie pozostaje otwarty.

Gabrysia 4,5 miesiąca
 Jeszcze gorzej wygląda kwestia mojej diety a raczej pokornego jej znoszenia. Brakuje mi przypraw, czosnku, cebuli, chili, harrisy. Brakuje mi też jajek i mleka, ale nie tak bardzo, jak odrobiny smaku. Bo uwielbiam przyprawione, aromatyczne, pikantne jedzenie a od 4 miesięcy głównie dostarczam sobie kalorii i mikroelementów. Jeszcze 3 tygodnie temu dawałam radę ale teraz zaczynam pękać. Spróbowałam trochę przyprawić, tak na próbę i to był błąd, a nawet podwójny błąd bo nie dość, że bobas mało nie odfrunął to jeszcze obudził się we mnie pęd do normalnego jedzenia, który nie daje mi żyć.
Jedyne co mnie trzyma przy życiu to "pizza laktacja" czyli pizza z sosem pomidorowym z bazylią, serem kozim, kukurydzą i oliwkami, ostatnio goszcząca na moim stole co najmniej raz w tygodniu.
Miłka 4,5 miesiąca

czwartek, 14 czerwca 2012

O podróży sentymentalnej

To miał być post chwytający za serce, ale nie będzie, bo bobas nie daje. Będzie za to konkretnie:

Wszystko zaczęło się od niespodzianki na Dzień Matki. Razem z siostrą i tatą przygotowaliśmy (niezbyt starannie ale jednak) pokaz rodzinnych zdjęć z czasów kiedy mama była jeszcze nie mamą, potem prawie mamą, świeżo upieczoną mamą, mamą ze stażem i podwójną mamą. Diapozytywy naświetlone Zenitem oglądaliśmy w 3 pokolenia. 
Niesamowite było trzymając bobasa na kolanach oglądać siebie w jej wieku, miesiąc, rok, 7 lat starszą. Chyba pierwszy raz naprawdę dotarło do mnie, że ten okruszek to kobieta, matka, babcia, tyle, że przyszła. I, że moi rodzice z tym samym zachwytem pstrykali megatony zdjęć, bo bobas robił słodkie minki, śliczny był i tak szybko się zmieniał. Bo zdaje się jeszcze wczoraj leżał jak naleśnik a dzisiaj jak samoładująca żujka sprawnie upycha do pyszczka wszystko co się nawinie. Wszystko zupełnie tak samo, tylko bobas inny*.
Miłka, 4,5 miesiąca, Zenit TTL, ORWOchrom 200, Plustek 7600SE
Żeby dać bobasowi szansę oglądania tych zdjęć z własnym bobasem, postanowiłam wydrzeć je zębowi czasu, który już się powoli zagłębiał w emulsji i zabrałam się za (nieskończenie upierdliwe, serio) skanowanie slajdów.
Kupiłam też za 25 zł**, aparat Revueflex TL1 (równolatka tamtego Zenita), którym robię pamiątkowe zdjęcia bobasowi.
Gabrysia, 4,5 miesiąca, Revueflex TL1, Rossmann 200, Plustek 7600SE
Dlaczego nie Zenita? Bo burżuj jestem.

* dosłownie inny, nie ma śladu podobieństwa. "Wykapany ojciec".
** czyli, Gabrysiu, równowartość... co by tu wpisać, żeby dorosły bobas załapał? macie jakieś propozycje?

wtorek, 5 czerwca 2012

Jest mleko!

Bobas syty i zadowolony, ja odetchnęłam z ulgą. Nie można powiedzieć, żeby samo przyszło ale w tym przypadku do upartych świat należy! Przystawiałam bobasa, bobas dziamdział, dziamdział aż wydziamdział zbolałą matkę do granic przyzwoitości ale było warto - produkcja wznowiona!

Bardzo dziękuję za kciuki : ). W takim nagromadzeniu po prostu musiały pomóc : )!

niedziela, 3 czerwca 2012

Było mleko, nie ma mleka

Miałam nadzieję, że bobasowi przejdzie jak najszybciej ale nie myślałam konkretnie o przechodzeniu na matkę. Musiałam jednak sile wyższej sprawy odpowiednio nie doprecyzować, bo już w piątek wczesnym popołudniem ległam ścięta gorączką, którą po desperackim ryciu w apteczce udało mi się zbić do 38,5 C. Gorączka pomęczyła mnie do sobotniego poranka z potem przeszła, zabierając ze sobą większość mleka.

Nic to - pomyślałam sobie - pewnie się odwodniłam. Napiję się, wypocznę i będzie dobrze. Od tego czasu zajmowałam się głównie wysypianiem, najadaniem, piciem i regularnym przystawianiem bobasa, za każdym razem z coraz gorszym skutkiem. Mleka było raczej mało, potem za mało a teraz nie ma prawie wcale. Bobas nie chciał ssać po próżnicy, więc cyc wypluwał i zasypiał za każdym razem coraz bardziej głodny. 

Dzisiaj popołudniu zaczęła spać, jeść i smutno piszczeć w 30 minutowych interwałach i nic (nawet śpiewanie o mydle przy akompaniamencie ukulele sopranowego) nie było w stanie odwrócić jej uwagi od pustego żołądka. Stwierdziłam, że nie jestem w stanie dłużej pastwić się nad własnym dzieckiem, wygrzebałam z zamrażarki mleko z lepszych czasów i nakarmiłam bobasa z butelki. Wciągnęła 80 ml i poszła spać uśmiechnięta. A ja czuję się podle.