poniedziałek, 28 maja 2012

O "najważniejszym dniu w moim życiu"

Na 26.05 czekałam przebierając nogami. Ten dzień miał być wisienką na torcie mojego dotychczasowego życia. Kropką nad i, te rzeczy.  Ja - zadowolona żona i spełniona matka miałam się kąpać w szampanie z płatkami róż i tańczyć na stole oglądając fajerwerki na moją cześć, że tak pięknie urodziłam i karmię i przewijam ;). Zamiast tego wstałam wcześnie, bawiłam się z bobasem (znaczy bobas się bawił, ja ruszałam grzechotką), przewijałam, karmiłam, zrobiłam pranie, wypiłam przydziałowe herbatki, zjadłam dość podły obiad typu "zemsta karmiącej", poczytałam, poturlałam się na piłce, załapałam się na parę promiennych uśmiechów, parę plam ze śliny i jeden palec w oku. Od bobasa, rękami Dumnego Ojca, dostałam Jelly Bean Fruit Coctail. Chciałam sfotografować ale nie mogłam przestać podjadać, więc wrzucam zdjęcie z googla ;)
a konkretniej stąd.
Fajerwerków nie było. Ale był mały, ciepły, mięciutki, ufny kłębuszek, wydający z siebie niesamowite gardłowe rechoty. I dzisiaj też jest. I jutro będzie. I to jest największe szczęście. Był też Dumny Ojciec, który kiedyś tam, dawno temu, zapamiętał, że Jelly Bean'sy są moją wielką namiętnością.

16 komentarzy:

  1. wyglądają tak wiosennie.
    nigdy ich nie jadałam.
    taki zwyczajny, a jednak taki cudowny dzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. ach taki zwykle niezwykły dzień!

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ miło się Ciebie czyta :) miałam podobne odczucia, niecierpliwe oczekiwanie na pierwsze nowe święto i kolejny niby zwykły dzień, którego jednak zwykłym nazwać nie można, bo już samo istnienie "ufnego kłębuszka" jest cudem :) A Dumny Ojciec to prawdziwy romantyk :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jelly Belly!!! No nie! Przypomniałaś mi o nałogu :P Kiedyś robiłam zamówienia u rodziny, która przywoziła mi je ze Stanów, ale doczekałam momentu kiedy i u nas się pojawiły - w Almie :) Plus - podobne fasolki pojawiły się też niedawno w Empiku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie je można dostać?!!?! bo i ja chcę!
    Ja się nie moge doczekać laurki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapytałam: można dostać w empikach :)

      Usuń
  6. Super :) Bo mamą na szczęście jest się codziennie i taki Dzień Mamy można mieć każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale fajne te fasolki :D

    A Dzień Matki, choć bez fajerwerków, to i tak miałaś lepszy niż u mnie, także proszę sie cieszyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna notka zaprawdę :D:D:D Cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  9. ha ha, mój E. kupił czekoladę "od Wandzi", której nie mogę jeść, więc sam ją skonsumował :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poza tym Jelly Bean Fruit Coctail to Ty normalnie codziennie masz "ten wyjątkowy dzień" :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. no bo ten ciepły milutki i ufny kłębuszek jest tym fajerwerkiem i tą wisienką na torcie;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Heh, dokładnie, fajerwerków nie ma, ale i tak jest jakoś tak... po prostu cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I to jest właśnie piękne, że mamą jest się codziennie... A ta codzienność niby taka zwyczajna, a za to jaka uśmiechnięta.

    OdpowiedzUsuń