środa, 18 kwietnia 2012

O maminych przeglądach i kagańcu na uszy

Było trochę stresu ale od wczoraj okres ciążowo - porodowo - połogowy mogę uznać za oficjalnie zakończony. Gin odwiedzony, cytologia zrobiona, zęby przejrzane (o dziwo wzorowo zniosły cało to haftowanie), teraz pozostaje cieszyć się macierzyństwem :).

Ponadto: bobas nadal rośnie i pięknieje z jednym małym wyjątkiem: pasjami uwielbia spać na zawiniętych uszach. Ostatnio pojawiły się tego efekty: uszęta sterczą jej fantazyjnie na boki i z dnia na dzień zaczyna coraz bardziej przypomina Plastusia. Jeszcze 2 tygodnie temu wyglądało to uroczo ale co za dużo to nie zdrowo, więc postanowiłam wkroczyć.
Jako maluch też układałam się na jednym uchu a potem jako paroletnie dziecko ponosiłam tego konsekwencje. Do dziś pamiętam dzień kiedy dzieci na podwórku szczególnie nie dawały żyć. Wróciłam do domu zapłakana i zreferowałam sprawę mamie. "Oni biegli za mną wołali Jaruzelski, Jaruzelski", chlipałam (tak naprawdę wołali Urban, Urban ale kto by się w tym wieku połapał). Ciotka, obecna przy rozmowie stłumiła nagły atak kaszlu i wypaliła: "oj, chyba cię do kogo innego porównywali". Mama spiorunowała ją wzrokiem a ja pierwszy raz zrozumiałam, że coś chyba jest na rzeczy. Z biegiem czasu dzieci niestety nie zrobiły się łaskawsze.
Uzbierać na korekcję udało mi się dopiero po dwudziestce. Ulga kiedy po miesięcznym chodzeniu non stop w obcisłej opasce mogłam zrobić sobie bez stresu fryzurę o jakiej zawsze marzyłam - koński ogon, była nie do opisania. Nie żałowałam bólu, ani pieniędzy, ani nawet tego, że do końca życia będę miała ucho przyszyte do głowy.
Bardzo chciałabym oszczędzić tego bobasowi. Wiem, że zaraz pojawią się głosy, że to uwarunkowane genetycznie (podobnie jak na przykład broda do pasa i krzywe zęby) i, że trzeba akceptować bobasa takiego jakim jest. Co do drugiego: ja akceptuję, moja mama też akceptowała ale w szkole nie pomogło. Co do pierwszego zaś jestem genetykiem i wiem, że konsystencja tkanki (nazwijmy to skłonnością) jest uwarunkowana ale nie odstawanie. Nie ma innego genu struktury na lewe ucho a innego na prawe, więc jeśli byłaby to wyłącznie robota genów, uszy odstawałyby symetrycznie. Poza tym środowisko modyfikuje działanie genów i nie takie cechy można bezoperacyjnie korygować (np. zeza, wspomniane już zęby, płaskostopie). Niewiele badań na ten temat prowadzono ale wyniki mówią same za siebie.
Wychodząc z założenia "pomoże, nie pomoże nich ci służy nieboże" udałam się dzisiaj do pasmanterii, gdzie zaskoczyłam sprzedawczynie testując wszystkie gumy pod kątem nieuciskania. Ostatecznie zdecydowałam się na cieniutką koronkę elastyczną (do tego tematycznie związaną, bo w misie) i właśnie przystępuję do szycia z niej kagańca na uszy. Zobaczymy co bobas powie o matczynym pomyśle bo pozostawiam jej prawo veta :). W najgorszym razie pozostanie słodkim mamusinym Plastusiem.
Plastuś stąd

9 komentarzy:

  1. Dobrze, że martwisz się o bobasa :) I masz prawo do takiego podejścia :)
    Ja mam fisia na punkcie zębów i wiem, że jak moje dziecko będzie miało chociaż cień krzywego ząbka to aparat na noc i bez gadania!!! Ja musiałam prostować zęby drutami. Kupę kasy mnie to kosztowało, ale drugi raz też bym to zrobiła :)
    Będę zwracać uwagę na uszy Mojej Małej Foczki, jak się urodzi. Uwrażliwiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kaganiec na uszy hehe dobre:) Powodzenia w drażaniu swojego pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zakładałam Ani cieniutkie czapeczki wiązane i uszy ma jak marzenie :D Po skończeniu 4 miesięcy gdzieś przestałam bo już ładnie przylgnęły do głowinki. Sama miałam ten problem uszaty - przeraziła mnie fryzjerka, która podczas strzyżenia mnie, powiedziała mojej mamie aby mi załatwiła podcięcie uszu :/ Jak ja płakałam wtedy :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, przepraszam, przepraszam - ale niesamowicie się uśmiałam czytając ten wpis :P
    Mój mąż ma jedno ucho bardziej odstające niż drugie i jak miałam 17lat i zaczęłam z nim chodzić, to cały czas się zastanawiałam czy nie zerwać z nim przez to ucho, bo wstyd mi na mieście było :P achhh ten tok myślenia nastolatki :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja mama podobno bardzo dbała o moje uszy pod tym kątem i podobno ciągle poprawiała jak tylko się któreś zawinęło :D

    A może taka mała, bawełniana opaska załatwiłaby sprawę? Np. taka: http://www.mamitati.pl/opaska-dziewczeca-gladka-girl-jasny-fiolet-r5254-p-22845.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bobas miał takie 3 (dowód na zdjęciu z kupą ;)) ale jej przeszkadzały, bo jednak są dosyć grube. Do tego szybko się rozciągały, 2 ruchy głową i już opaska była na oczach a bobas piszczał. Na razie ma opaskę z koronki elastycznej i to chyba lepsze bo nie uciska i nie zjeżdża. Zobaczymy co dalej.

      Usuń
  6. Ja też staram się dbać o te małe uszki ale Maja jest takim wiercipiętom, że ciągle właśnie je sobie zawija. Dlatego często zakładam jej opaskę co by uszka przyklapły i póki co,odpukać, ślicznie do główki przylegają, zarówno lewe jak i prawe;) A dzieci w szkole bywają naprawdę okrutne... Z całej siły trzymam kciuki za bobasowe uszy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. odstające uszy są rozkoszne.
    myślę tak nie tylko dlatego, że sama jestem ich posiadaczką :)
    genów i tak nie przechytrzysz.
    pamiętam, że jako dziecko zakładałam opaskę na uszy aby przestały odstawać, na nic jednak moje próby.

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę zwrócić uwagę na uszy Podmiotu Lirycznego. Nie mam pojęcia, jak to wygląda. Dzięki za genetyczny wykład :) To bardzo ciekawe. Pewnie skłonność do wypluwania smoka nie jest genetyczna. Przydałaby się jakaś opaska na to :)
    Ojciec PL

    OdpowiedzUsuń