czwartek, 15 marca 2012

Kto się wymądrza, ten się wygłupia

powiedział, bardzo słusznie, Stanisław Jerzy Lec. A ja zawsze przypominam sobie o tym odrobinę za późno. Tak w sam raz żeby zagadać na śmierć i elokwentnawymi komentarzami wprowadzić rozmówcę w zakłopotanie, a potem czuć się głupio z tego powodu. Zawsze tak było, ale teraz, kiedy siedzę w domu z bobasem, i nie mam do kogo paszczy otworzyć, jeszcze mi się pogorszyło. I to jak! Widzę ofiarę, otwieram usta i sama nie wiem kiedy wpadam w trajkot. Taki ze mnie ekspert w każdej dziedzinie. Chlapię i chlapię bez sensu, rozmówca ucieka wzrokiem, dyskretnie ziewa, a ja niezmieszana, kontynuuję aż zachrypnę/zrobi się wieczór/bobas się rozpłacze. Chyba muszę częściej wychodzić do ludzi, żeby zarzucać ich jednorazowo mniejszą dawką paplaniny bo w końcu zrobię się na tyle uciążliwa, że urok osobisty tego nie zrównoważy. 

Wszystkich, którzy otrzymali ode mnie subletalną dawkę  rewelacji bardzo proszę o wyrozumiałość. Będę z tym walczyć, słowo.

6 komentarzy:

  1. Hehe niebawem dołączę do tego powyższego 'klubu':D ciekawe jak poradze sobie bez dorosłych naokoło siebie do których mogłabym sie odezwac nacodziień hehe. Wszystkie grzechy wybaczone!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyjścia nie zaszkodzą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj tam oj tam :) zrównoważy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam uważam, że przejmować się nie trzeba :).
    Ojciec PL

    OdpowiedzUsuń
  5. Częściej musisz przelewać słowa na bloga :D

    OdpowiedzUsuń