wtorek, 13 marca 2012

"Ja się nie wpieprzam ale..."

Ten post poruszył we mnie pokłady wścieku, których rozmiaru nawet nie podejrzewałam. Nie na autorkę rzecz jasna, tylko na realia w których przyszło nam, na skutek paru nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, egzystować. Mowa konkretnie o mieszkaniu z teściami. 

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że widzę i doceniam, że się starają, rozumiem też, że byłoby im lepiej, swobodniej i luźniej bez nas. Jednak niezależnie od pokładów dobrych chęci po obu stronach taki układ jest niefizjologiczny i mówiąc krótko się nie sprawdza. A im dłużej się w nim tkwi, tym drobniejsze sprawy mogą się zakończyć rozlewem krwi.

Przez pierwszy miesiąc tekst "ja się nie wpieprzam ale..." wydawał mi się nawet dość uroczy. Niestety szybko przyszło otrzeźwienie i niezachwiana pewność, że zaraz po nim (i raczej nie raz) padnie dobra rada, z której w miarę możliwości nie skorzystam albo komentarz po którym nie wypada się skrzywić. Bo "ja się nie wpieprzam ale...":
  • twoje mleko jest chyba niskokaloryczne (bobas w pierwszym miesiącu życia przybrał kilogram)
  • ona to tylko tak wisi na piersi i nie ja (bobas rzuca się na cyc jak dzikie zwierzątko, wtula w takim tempie, że czasem nie nadąża z połykaniem, a po 10 minutach wypluwa cyc i przechodzi do zabawy albo spania)
  • trzeba by ją dokarmić modyfikowanym, 
  • powinniśmy mieć chociaż jedną puszkę w domu bo przecież możesz stracić pokarm (dodam, że nie mieszkamy w sercu puszczy tylko w centrum miasta a aptekę mamy po przeciwnej stronie ulicy)
  • ona w kółko płacze (płacze jak ma kolkę, nawet kilka godzin, kiedy nic jej nie boli jest bardzo pogodnym dzieckiem)
  • czemu nie dasz jej smoczka (daję smoczka ale nie po to żeby bobasa zakorkować za każdym razem kiedy wyda z siebie jakiś dźwięk. Trafia mnie kiedy widzę, że bobas próbuje smoka wypluć a teściówka wpycha go do buzi i mówi: "no no, twoja mama mi pozwoliła")
Oczywiście nie jest tak prosto, że dobre rady ograniczają się do kwestii bobasowo-wychowawczych, ale ostatnio właśnie te działają na mnie jak roztańczona muleta ;). Jeszcze trochę i z samego wścieku stracę pokarm, wtedy modyfikowane się przyda ;).

A teść właśnie zeżarł mój obiad: bezmleczno-lekkostrawno-bezprzyprawowo-cukrzycowy bo przecież mógł zjeść cokolwiek. 
Zresztą co ja mam lepszego do roboty oprócz ponownego gotowania. 
Teść jest za to bardzo zajętym człowiekiem: przecież bąki się same nie puszczą ;).

16 komentarzy:

  1. kup kobiecie książkę o karmieniu piersią i "ja się nie wpieprzam" ale doucz się "mamo" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie to nie wiem jak to jest mieszkać z teściami, ani z rodzicami własnymi (ja wyprowadziłam się z domu mając 21 lat), nie mniej jednak wydaje mi się, że więcej asertywności by się przydało :). Moja mama została już "poinstruowana" jak ma się małym zajmować, bo teraz inne czasy i inaczej się to robi, kiedy jednak czami zmyli ścieżkę od razu jest nakierowywana na właściwe tory :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się wyprowadziłam jak miałam 19 lat a u teściów mieszkam od roku. Wiedziałam, że łatwo nie będzie ale wierzyłam,że da się negocjować. Niestety nie potrafię bo na moje uwagi odpowiedzią jest niezmiennie: "przecież je się nie wpieprzam". Nie wpieprza się, więc w czym problem?

      Usuń
  3. hahaha no jakbym czytała o swojej :)) Na szczęście JUŻ z nimi nie mieszkamy, ale mam traumę do teraz ;) Jak młoda była jeszcze maleńką przyssawką przyłaziła mi do pokoju i ciągnęła ją za rączki i nóżki przy karmieniu , miała dziwne sposoby na usypianie i... ech długo by pisać :)) A tak odrywając się od tematu - podoba mi się u Ciebie zajrzałam już któryśtam raz i sporo nadrobiłam, będę wracać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. myslalam ze tylko ja mam taki problem ale widze ze jest wiecej takich ludzi :) co mnie z jednej strony cieszy, ze nie jestem sama a z 2 martwi ze inni tez sie tak męczą :) ja z tesciami mieszkam od 7 miesięcy wiec nie tak dlugo jak ty .. jak nie bylo dziecka tzn bylam w ciazy to wszytsko bylo ok .. byli mili starali sie .. a teraz ? maja mnie i mojego chlopaka w 4 literach liczy sie tylko wnusio do ktorego juz zaczynaja sie zwracać "synuś" to jest do cholery moje dzicko i nie maja prawa tak mowic .. moze i przesadzam bo to drobnostki ale jak slysze to dzien w dzien to zaczyna boleć .. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ostatnio staram się być grzeczna i nie pyskować jak mnie teściowie albo rodzice wkurzą, ale przy takich tekstach bym nie wytrzymała!
    Nie jesteś pierwszą osobą, która narzeka na teściów, którzy twierdzą że nie umie zadbać o własne dziecko... jakaś plaga ostatnio takich, mówiąc wprost, bezczelnych i troskliwych inaczej teściów :/
    Powiedz jej, że wg. lekarzy wszystko przebiega prawidłowo, więc nie potrzeba Ci jej dobrych rad, bo tylko Cię tym wkurza, a to najprostsza droga byś pokarm straciła...

    OdpowiedzUsuń
  6. Milka nie stresuj sie. A nie ma w ogole szansy sie od nich wyprowadzic?
    Jesli nie to porozmawiaj z nimi szczerze i w obecnosci meza.

    OdpowiedzUsuń
  7. widze, ze podobny temat co u mnie ... ;/
    ja z teściową już nie daje sobie rady ;( niby chce doradzić a tak naprawde we wszystko sie wpieprza ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas było podobnie. "Ja się nie wpieprzam" ale daje do zrozumienia że ona wie lepiej i trzeba słuchać bo ja młoda i głupia. Wytrzymałam to 1.5 roku. Na chama wynieśliśmy się od Teściów, żyjemy skromniej, ale spokojniej. Jednak nadal po wizycie u nich moje dziecko jest nie do poznania.. Bo przecież u babci może siedzieć na stole i robić wszystko co jej się podoba, łącznie z zabawą kombinerkami - bo przecież pomaga dziadziusiowi.. Staram się ograniczać kontakt.

    A Tobie życzę wytrwałości. Powinnaś powiedzieć DOŚĆ. Ty jesteś matką, wiesz lepiej. Niech sobie teściowa dziecko zrobi i będzie mogła dyrygować. Nie daj się, nie pozwól by wchodzili Ci na głowę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Cierpliwości życzę. Ja nie mieszkam z teściami a też się sporo nasłuchałam. Teraz przy drugim dziecku już trochę mniej ale czasem jak teściowa wyskoczy z "dobrą" radą to muszę naprawdę mocno zęby zaciskać aby czegoś nie powiedzieć. Najczęściej puszczam mimo uszu to co słyszę ale czasem zdarza mi się powiedzieć to co myślę. Ja mam dobrze bo teść super facet i często hamuje zapędy swojej żony :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wprowadziłam się do teściów parę dni temu i zabawię jakiś rok. Na razie to oni sami bardzo się hamują żeby się nie wtrącać, ale kto wie jak to się zmieni kiedy pojawi się dziecko :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Uśmiałam się:) My co prawda z teściami nie mieszkamy, ale dwa bloki od nich...Teraz już się przekonali, że jesteśmy w stanie zająć się własnym dzieckiem, choć pytanie "Czy ciepło ją ubrałaś" zaczyna mnie irytować...

    Będę zaglądać:) i zapraszam do siebie:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Też się usmiałam ale to był raczej śmiech przez łzy. Ja to bym chyba ubiła :) Cierpliwości zyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz, co? Jesteś niesamowita, że i tak potrafisz o ty wszystkim pisać z humorem! Mnie zalałaby krew, a Ty... umiesz pisać pogodnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. nikt nie lubi wtrącani się i dobrych rad nawet jak ci doradcy chcą dobrze. to czasem im lepiej chcą tym gorzej wychodzi. dobrymi chęciami piekło wybrukowane

    OdpowiedzUsuń