poniedziałek, 9 stycznia 2012

Bobas za 26 dni

Bobas podgrzewa atmosferę. I to nie byle jak. Wczoraj w nocy dosyć konkretnie pokrwawiliśmy i pojechaliśmy do szpitala myśląc, że to już. Na szczęście krwawienie ustąpiło a my czekamy w domu na dalszy rozwój wypadków. Bobas psoci na rozmaite sposoby już od tygodnia, za każdym razem dając bardziej stanowczo do zrozumienia, że się stęsknił, znudził i planuje przeprowadzkę.
Nawet Przyszły Ojciec sam z siebie zrozumiał powagę sytuacji, skręcił łóżeczko i sięgnął po instrukcję obsługi:
Trzeba powiedzieć, że bardzo mu ta pozycja przypadła do gustu i nawet odpytał mnie w szczegółach z poczynionych przygotowań. Ja natomiast już dwa dni temu dojrzałam do spakowania torby (tej którą miałam spakować w 33. tygodniu ; )). Co prawda na razie tylko dla mnie ale i tak zawsze jest to pewien postęp : ). Torba stoi i czeka, ja siedzę i czekam, Przyszły Ojciec pracuje i czeka a bobas opracowuje kolejne fałszywe alarmy ; ).

4 komentarze:

  1. Bobas!! Ty się nie wygłupiaj! Albo wychodzisz, albo siedzisz :P nie ma takiego straszenia rodziców :D

    OdpowiedzUsuń
  2. też posiadamy tą książkę, dobra dla ścisłych, analitycznych umysłów ;)
    przykro mi, że ten dzieciak tak rozrabia, bo podejrzewam, że dostarcza jego karygodne ;) zachowanie dużo stresu, ale już niedługo i wszystko się wyjaśni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas jakieś +/- 43 dni do terminu i też wczoraj wylądowałam w szpitalu z krwawieniem, ale jak dojechałam oczywiście śladu po nim nie było i wróciłam do domu, końcówka ciąży wydaje mi się bardziej stresująca niż początek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze parę dni wytrzymajcie. Ja urodziłam za wcześnie o miesiąc i co się nadenerwowałam to moje. Ale u mnie chyba podświadomość zadziała bo ja nie cierpię być w ciąży. Zwłaszcza pod koniec :) Trzymaj malucha w brzucha, trzymaj :D

    OdpowiedzUsuń