niedziela, 29 stycznia 2012

Szczerze do bólu

Tego posta piszę głównie z myślą o ciężarówkach na wylocie. Mam nadzieję, że inne mamy mi pomogą i zbierzemy trochę rzeczy związanych z porodem i połogiem, które warto wiedzieć ale o których jakoś nikt nie wspomina.

No to zaczynamy:
  • lewatywa, wiadomo, ma służyć higienie maluszka, być może łatwiejszemu parciu ale ma jeszcze jedną wielką zaletę: po samym porodzie nie trzeba martwić się kwestią robienia kupy.
  • lewatywa działa szybko, jeśli się na nią zdecydujemy, warto na efekty oczekiwać w okolicach toalety z rolką papieru w garści.
  • lewatywa nie boli, trwa bardzo krótko, daje dziwne uczucie rozlewania się zimna po kiszkach, które od razu przechodzi.
  • po porodzie bywa, że człowiek robi się bardzo, ale to bardzo głodny, więc warto mieć coś ze sobą na tę okoliczność, zwłaszcza jeśli rodzimy w nocy i szpitalna kuchnia jest zamknięta.
  • w połogu człowiek się mocno poci, więc warto mieć sporo koszul na zapas.
  • chociaż zdarza się to rzadko, tata też może dostać baby bluesa. Tutaj można więcej poczytać na ten temat.
  • do podmywania można użyć Tantum Rosa, działa bardzo dobrze bo odkaża i trochę znieczula (ale nie bardzo). Za to trzymany w pokoju roztwór jest zimny i nie bardzo chce płynąć pod górę. Moje rozwiązanie to psikawka dyngusowa trzymana na kaloryferze. Brzmi głupio? Ale efekt zachwyca ;)! 
  • dla małego srajtusia i niewprawnej mamy wygodą mogą być jednorazowe podkłady do przeijania
  • warto mieć osobno zapakowany  (np. w rożek) zestaw dla bobasa na po porodzie: 1 pieluszka jednorazowa, 1 tetrówka, body, pajaca, czapkę, łapki-niedrapki i rożek, żeby nie musieć wygrzebywać rzeczy z 10 miejsc w torbie.
  • bywa, że noworodki straszliwie zezują i jest to zupełnie normalne ;)
- nie zawsze jest sie bardzo głodnym, ja np nic przez 5 dni nie mogłam w siebie wcisnąc ( jadłam na sile )warto miec przy sobie wode mineralna, bardzo ale to bardzo chce sie pic !! zwłaszcza mamy karmiące piersią
- pierwsze oddanie moczu po porodzie bardzo szczypie ( zwłaszcza jesli miało sie nacinane krocze ) warto wtedy polewać to miejsce woda [Miłka: mnie nie szczypało ani nie bolało, a byłam nacięta, natomiast nie chciało lecieć. Jak już poleciało, było z górki :)]
- polecam miec przy sobie cały czas telefon, bo pozniej pielegniarka nie zawsze poda a przez ten czas "odpoczynku" od razu po porodzie mialam ochote juz wszystkim powiedziec ze mam zdrowego pieknego synka !! [Miłka: święte słowa :)]
Magda:
  • na siku po porodzie warto wybrać się pod prysznic, łatwiej i przyjemniej i od razu można przemyć ewentualne szycie
  • po porodzie SN mogą pojawić się hemoroidy
  • w domu dobrze zapewnić sobie pomoc i po prostu poleżeć ile się da, wietrząc co się da ;) przeznaczając ten czas na oglądanie malucha i ćwiczenie kegla (fajnie wyrobić sobie nawyk ćwiczenia zawsze podczas karmienia) [Miłka: to świetna rada, którą od dziś wcielam w życie, dzięki :)]
- bóle parte przypominają chęć wypróżnienia (piszę o tym, bo przy pierwszym porodzie byłam w szoku),
- szycie po nacięciu krocza mimo znieczulenia boli - głównie skóra, bo mięsień nic nie czuje,
- poród popłodu może boleć, jak rodzenie drugiego dziecka  [ Miłka: na szczęście może też nie boleć, u nas poszło na jedno, nieduże parcie],
- zaraz po porodzie odczuwa się prócz głodu straszne zimno, aż trzęsie,
- podmywać się można też dużą strzykawką napełnioną Tantum Rosa, ulgę przyniosą okłady z Rivanolu,
- dobrą rzeczą są majteczki poporodowe, w szpitalu nie pozwalają, ale potem w domku się przydają [Miłka: siateczkowe są dużo lepsze niż flizelinowe bo oddychają, na Starynkiewicza w Warszawie pozwalają je nosić, nawet zachęcają]
 
To ja może dodam coś a propos CC (niestety zrobionego z musu :-(...:
  •  sam zabieg luzik, uczucie wyciągania dziecka jest niesamowite, gorzej, jak puszczają środki przeciwbólowe,
  •  przez co najmniej 8h od cesarki trzeba leżeć plackiem, co dla mnie było masakrycznym doświadczeniem [Miłka: teściowa- anestetyczka powiedziała, że nie musi być na płasko, tylko nie wolno się ruszać {dźwigać ciała}, jeśli ktoś pomoże to można trochę unieść łózko :)]
  • potem już tylko rana napieprza nieziemsko przy każdej próbie zmiany ułożenia, nie wspominając o pójściu do łazienki,
  •  laktacja pojawiła się praktycznie od razu (ufffff....)
  •  ogólnie nie było tak źle, jak myślałam :)
Mirka

  • A propos Kegla. Ja po nacieciu i rozdarciu 4 stopnia mialam przydzielona fizjoterapie (mieszkam w Anglii). Aby wiedziec czy dobrze wykonujesz cwiczenie warto zrobic probe z palcem...No wiec zaciskamy najpierw lewa strona pochwy najdluzej jak sie da, pozniej prawa, a pozniej jakby caloscia. Jesli uda nam sie zacisnac na palcu przez 10 sekund nie potrzeba cwiczen, ale w innym przypadku przez 3 miesiace intensywnie 6 razy dziennie 8 zacisniec po 5 sekund plus za kazdym razem 10 szybkich zacisniec, a jak bedzie lepiej to 2 serie dziennie do konca zycia:) Systematycznosc w tym przypadku naprawde poplaca!:)

  • A jeszcze co do pomocy po porodzie to moj maz wzial na szczescie tydzien wolnego i chwala mu za to. Po operacji nie moglam zrobic przy malym prawie nic, a pozniej mialam transfuzje krwi i tak w sumie lezalam plackiem przez tyzien. ''Zarezerwujcie'' sobie zaufana osobe na czas po porodzie, bo naprawde moze byc roznie, a o pomoc poloznej czasem bardzo trudno...

Magda

No to jeszcze co do pomocy, bo nie każdy wie:
  • Mąż może wziąć tydzień opieki nad żoną, gin (o ile zechce, ew. lekarz rodzinny) wypisuje druczek podobny do L4. Zdaje się, że przy drugim dziecku są 2 tygodnie, ale nie jestem pewna.

    - w czasie porodu warto duzo chodzic by znalezc dobra pozycje jak przyjda skurcze. Mi pomagalo oparcie krzesla lub parapet, robilam takie pompki i kolysalam biodrami, pilki sie balam, ze spadne bo nie bardzo mialam kontakt ze swiatem
    - male butelki wody, szklanka ze slomka to dla mnie nieporozumienie
    - oj trzesie, miekkie skarpetki sa fajne
    - po pierwszym siku pod prysznicem myslalam, ze wejde na sciane, bolalo bardziej niz porod. Pozniej moczylam duzo paperu w zimnej wodzie, przykladalam i szlo lepiej :)
    - w domu mialam spryskiwacz do kwiatow z rozrobiona tantum rosa, nie bylo mi po niej dobrze, zmienilam na kali, tez nie i w koncu najlepsza okazala sie przegotowana woda

    Moze mi sie dostanie, ale najlepsze przezycie po tak ok. 2-3 tygodniach to kapiel w cieplej wodzie z dodatkiem naturalnego olejku herbacianego i lawendowego oraz dla dzieci. 15 min. zdzialalo cuda, czulam sie zrelaksowana, jakbym przespala cala noc :) i opuchlizna zeszla z wiadomego miejsca. Na piersi dobrze tez podzialala ta ciepla woda i masowanie, latwo bylo pozniej karmic.

    Z reszta na wszystko najlepsza tylko woda, pepuszek odpadl po 6sciu dniach i tylko przemywalam przegotowana woda.
    O to i ja dopiszę :) Jestem po CC
    •  przez jakieś 3 wieczory po zabiegu miałam drgawki, takie jak z zimna choć spocona byłam jak mysz - powiedziano mi, że to normalne: wpływ leków i hormony po porodzie
    •  do szpitala warto wziąć podkłady do przewijania, ale dla mamy. Niestety u nas przydziałowo dostawało się jeden, więc jak któraś była dłużej w szpitalu to pod tyłek położne dawały dość szybko przemiękające papiery (jak wielkie chusteczki). Mało komfortowe.
    •  warto zabrać ze sobą sznurek (np. pasek od szlafroka) i nie po to by zarzucić sobie na szyję ;) Po CC mięśnie brzucha są poprzecinane i przy wstawaniu z łóżka boli jak cholera. Sznurek przywiązuje się do barierki w nogach łóżka i przy wstawaniu łatwiej się podciągnać. Coś jak pomocna dłoń, tyle że nie potrzebujemy do tego drugiej osoby ;)
    •  jeśli chodzi o wypróżenienie po cięciu, to bardzo pomocne jest przyciskanie 'w trakcie' do brzucha poduszki (najlepiej 'jaśka'). Byle nie za mocno ;)
      Ja o
      • cesarce i owej lewatywie- ja wykonałam w domu sama. Można zakupić w aptece. Polecam bo i spokojniej człowiek się czuje i ( tak jak było w moim przypadku) po cesarskim cięciu wizyta w wc jest naprawdę ciężka, bo człowiek nie może przeć z racji nacięcia podbrzusza.
      • wodzie. Potrzebowałam baaardzo dużo- około 5 litrów dziennie. Wspomaga produkcję mleka. Dodatkowo w pokojach jest ciepło i jest suche powietrze, co tym bardziej wzmaga pragnienie. Polecam wody w butelkach z tzw. dzióbkiem, można dzięki temu swobodnie pić nawet w pozycji leżącej.
      to i ja dopiszę ;D
      • lewatywa przed właściwą akcją to najlepszy pomysł na świecie.
      • szycie boli, jak cholera nawet.
      • przy pobraniu krwi pępowinowej nie dostaje się dziecka zaraz po urodzeniu, tylko po procedurze pobrania krwi. Trwa to kilka a może kilkanaście minut.
      • absolutnie po porodzie SN nie chce się spać, mnie adrenalina trzymała całą następną dobę.
      • wody proponuję całe jezioro załatwić bo i w trakcie i po porodzie pić się chce okrutnie.
      • polewanie się chłodnym roztworem Tantum Rosa ratowało mi życie przez pierwszy tydzień po cewnikowaniu. Inaczej nie byłam w stanie zrobić siku tak piekło i bolało.
      • świetnie na ranę po nacięciu robi jasnoróżowy roztwór nadmanganianu potasu, odkaża i szybko się goi.
      • położne rzadko kiedy pomagają same z siebie po porodzie, trzeba się domagać - na przykład żeby pokazały jak pięlęgnować pępek, czy dla mam które nie mają zielonego pojęcia jak się zmienia pieluchę czy przebiera - żeby pomogły przewinąć lub ubrać.
      • ostrożnie z herbatkami na laktację w pierwszych dobach! około trzeciej doby będzie nawał, herbatki tylko go pogorszą.

      I jeszcze coś
      •  nacięcie krocza też boli, ja przynajmniej czułam. Mimo, że wiele słyszałam na temat, że nic nie czuć.
      •  szpitalna koszulina na poród i pierwsze godziny po porodzie jest super, mnie by było szkoda zalać krwią i innymi rzeczami moje koszule :P A w pierwszej dobie po porodzie leje się z człowieka niemiłosiernie.
      •  z dzisiejszej perspektywy na pytanie w drugiej dobie czy był stolec powiedziałabym "tak" niezależnie od prawdy. Tabletki jakie dostałam były okrutne. Zero kontroli nad zwieraczem. I zamiast się dzieckiem zajmować, przez pół dnia koczowałam w pobliżu łazienki żeby zdążyć na czas.... :/
      •  zaraz po porodzie cała się trzęsłam, i było mi okropnie zimno, mimo, że podczas porodu spływałam potem. Zero kontroli nad nogami - po prostu całe się telepały.
      •  na drugi dzień dekolt, twarz i plecy miałam całe w kropki - wysiłkowe wybroczyny, które zeszły po kilku dniach.
      •  nawet jeśli w szpitalu nic nie powiedzą o zdjęciu szwów, to radzę po tygodniu iść do lekarza i chociaż część zdjąć, ulga niesamowita, a szwy rozpuszczalne, jak mi powiedział mój ginekolog, mogą się trzymać nawet dwa miesiące. Ja na ósmą dobę nie mogłam chodzić i za bardzo się ruszać przez te najbardziej zewnętrzne szwy.
      •  Poród SN=hemoroidy. Niestety. Nie wyszły mi w ciąży, za to porodzie mam takiego jeża w tyłku że masakra.
      • dzień wypisu ze szpitala i pierwsze godziny w domu to najlepszy moment połogu ;)

      ta lista będzie się mam nadzieję wydłużać, mamy, pomożecie?

      piątek, 27 stycznia 2012

      Cały post o kupie

      Pasowanie na matkę już za mną. Skąd wiem? Stąd mianowicie, że gotowa jestem poświęcić całego posta kupie ;).
      Zawsze zastanawiało mnie skąd to niezdrowe zainteresowanie kupą, wykazywane przez młode matki. Całe to celebrowanie kupy wydawało mi się dziwne, niepokojące i mówiąc wprost bez sensu. Zupełnie jakby dobrowolnie, a nawet z pewną dozą euforii, przyznać się do utraty zdrowego rozsądku. Ale doczekałam się oświecenia w tej kwestii i właśnie rozpoczynam wznoszenie ku słońcu kupowego sztandaru ;).
      Całkiem nieoczekiwanie dla mnie okazało się, że kupa jest odpowiedzią, może nie na wszystkie pytania, ale na wiele takich, na które się innej odpowiedzi nie doczekamy.
      Kiedy bobas pojawił się na świecie trzeba było zacząć go karmić. Wkładało się cycucha do buzi, bobas ruszał uszami i policzkami, coś jakby łykał, coś jakby jadł. Potem przychodziła położna i pytała: ile dziecko je? yyyy... nie wiem? czy się najada? yyyy... nie wiem? czy ma pani dużo pokarmu? yyyy... nie wiem?
      Bo pokarm, o ile w ogóle tam był, wychodził z cycka niezauważony, wprost do bobasowej czarnej dziury i znikał. Bobas jadł ale chudł, robił smółkę ale urobku w postaci prawdziwej kupy nie było. Nie było niezbitego dowodu na to, że karmię, że zapewniam bobasowi to czego potrzebuje, czyli, że nadaję się na matkę i mam jakieś zadatki na dobrego człowieka. W tej niepewności tkwiłam 3 dni by wczoraj dostać upragnioną odpowiedź: jest piękna*, zdrowa, duża kupa! Jest pokarm! Bobas nie głoduje! Życie ma sens!
      Tak to właśnie było, jest i obawiam się, ze już będzie. Każda kupa zachwyca, każda kupa daje wiarę :).

      A jak już jesteśmy przy kupie: perspektywa pierwszej kupy po porodzie przeraża i przytłacza ale nie jest tak źle :). Nie ma co się bać, a nagroda za dzielność w postaci poprawy dobrostanu - ogromna.

      *piękna kupa - (z macierzyńskiego) kupa dająca młodej matce poczucie bezpieczeństwa i umocowanie w świecie.

      czwartek, 26 stycznia 2012

      6 dni do bobasa a bobas tu

      Gabrysia (3050g, 55cm, 10 pt.) urodziła się 23.01 o 15:40.
      Ma wielki apetyt, łysą łepetynkę i donośny głos.
      Nie ma za to cukrzycy :).
      A pachnie najpiękniej na świecie :).

      środa, 18 stycznia 2012

      Naturalne metody indukcji porodu

      Powiedzmy, że wyszedł ze mnie naukowiec. Chciałam się dowiedzieć jak to jest naprawdę a wymagało to sporo wysiłku od dociekliwej, drażliwej ciężarnej. Zmęczyło mnie przegrzebywanie się przez opinie na forach. Ale głównie chodzi chyba o to, że nie lubię "nauki" opartej na zasłyszanych pogłoskach i na emocjach a nie na wynikach badań. 
      Dla siebie i innych sympatyków konkretów zebrałam trochę informacji o przyspieszaczach porodu "bez recepty". Mam nadzieję, że to zestawienie ułatwi podjęcie decyzji czy warto się za nie zabierać, a szczególnie dociekliwym umożliwi łatwiejsze dotarcie do źródeł :).

      Olej z wiesiołka

      skuteczność w przyspieszaniu dojrzewania szyjki

      Dove i Johnson (1999)
      Badania  przeprowadzono w latach 1991-1998 na grupie 54 pierworódek  między 37 a 42 tygodniem w ciąży niskiego ryzyka, z maluszkami ułożonymi w pozycji główkowej które przyjmowały doustnie olej z wiesiołka (począwszy od 37 tygodnia ciąży 500 mg trzy razy dziennie w pierwszym tygodniu leczenia, a następnie 500 mg raz na dobę do rozpoczęcia porodu). Grupę kontrolną stanowiły 54 kobiety nie przyjmujące żadnych leków.
      Różnice między zmiennymi: wiekiem matki, punktacją w skali Apgar, masą urodzeniową, długością ciąży, a długością porodu oceniano za pomocą testu t-Studenta. Sprawdzano korelację między wiekiem rodzącej, wiekim ciąży i długością porodu, ponieważ badacze uważali, że wiek może mieć znaczący wpływ na te dwie zależne.Wyniki nie wykazały istotnych różnic pomiędzy grupą badaną a kontrolną w wieku, punktacji w skali Apgar, i długości ciąży (p> 0,05).
      Wszystkie zmienne poddano testowaniu Levine (test równości wariancji). Nie wykazano korzyści z przyjmowania doustnie oleju z wiesiołka w celu ograniczania negatywnych efektów lub skrócenia porodu. W rzeczywistości grupa badana wykazała tendencję w kierunku większego ryzyka przewlekłej fazy aktywnej, zatrzymania postępu porodu i użycia próżnociągu.

      McFarlin, Gibson, O’Rear, & Harman (1999)
      Celem tego badania było udokumentowanie stosowania preparatów ziołowych na dojrzewanie szyjki i indukcję porodu  przez certyfikowane położne (CNMs).  
      Pięćset członkiń ACNM i 48 programów edukacyjnych wzięło udział w anonimowej ankiecie mailingowej. Próbę otrzymano poprzez włączenie do badań co 5 osoby znajdującej się na liście ACNM. Dane analizowano za pomocą Epistat testem Studenta i testem Chi kwadrat.
      Z 500 odesłane zostało 90 ankiet  położnych, którze korzystają z preparatów ziołowych i 82 ankiety  nie korzystających z ziół. Położne korzystające z preparatów ziołowych do stymulowania porodu stosowały: 
      93% - olej rycynowy
      63% - herbatę z liści malin,
      60% - olej z wiesiołka,
      45% - pluskwicę groniastą
      Położne informowały, że stosowanie oleju z wiesiołka jest najbardziej skuteczne w dojrzewaniu szyjki macicy, podczas gdy  stosowanie oleju rycynowego uznano za najskuteczniejszy w stymulacji porodu. Co ciekawe, 69% położnych dowiedziało się o tych ziołach od innych położnych, podczas gdy zaledwie 4% zaczerpnęło wiedzę z publikowanych wyników badań. Ani jedna z badanych położnych nie zapoznała się ze stosowaniem tych środków w ramach programów edukacyjnych (McFarlin, et al., 1999). Trzy czwarte ze stosujących zioła sięgało po nie przed użyciem oksytocyny. Dwadzieścia jeden procent zgłosiło powikłania po wykorzystaniu ziół w tym gwałtowny poród, nudności i wymioty. Jednak nie zostały zgłoszone żadne komplikacje z użyciem oleju z wiesiołka i herbaty z liści malin. Wykształcenie i region nie wpływały na stosowanie lub nieużywania z ziół. Położne, którzy stosowały zioła okazały się nieco młodsze (43 vs 45 lat, p <0,01) i częściej towarzyszyły porodom w domu (p ​​<0,0006) niż CNMs, które nigdy nie stosowały preparatów ziołowych do stymulowania porodu (McFarlin, et al., 1999).
      Skutki uboczne stosowania
      D’Almeida, Carter, Anatol and Prost (1992; badania nad zastosowaniem oleju z wiesiołka w profilaktyce stanu przedrzucawkowego) 150 ciężarnych ochotniczek 
      W porównaniu do grupy placebo (29%), u osób stosujących olej z ryb i olej z wiesiołka stwierdzono istotnie mniejszą częstość występowania obrzęków (13%, p = 0,004). Osoby stosujące olej z wiesiołka częściej skarżyły się na wymioty (p = 0,04625), podczas gdy w grupie suplementowanej magnezem  na biegunki (p = 0,0005). W grupie tej było też najmniej pacjentek z nadciśnieniem (dwie z 50 pacjentek, 4%). Białkomocz wystąpił w równym stopniu we wszystkich trzech grupach. Stwierdzono trzy przypadki rzucawki, wszystkie w grupie placebo. Waga urodzeniowa była większa w grupach suplementowanych olejkiem z wiesiołka i tlenkiem magnezu w porównaniu z grupą placebo.
      Khoo, Munro and Battistutta (1990; badania nad wpływem oleju z wiesiołka na przebieg PMS) 38 kobiet
      W badaniu nie odnotowano działań niepożądanych wynikających ze stosowania oleju z wiesiołka. W związku z niewielką próbą i krótkim czasem trwania badania są kontynuowane.
      Chenoy, Hussain, Tayob, and Moss (1994; badania nad wpływem oleju z wiesiołka na uderzenia gorąca w menopauzie)  56 kobiet
      Kobiety leczono przez 6 miesięcy 4 kapsułki 2x dziennie (500 mg oleju z wiesiołka) lub podawano im placebo (500 mg płynnej parafiny). Pacjentki oceniano na początku badania, po jeden, czterech i siedmiu miesiącach pod względem liczby i nasilenia uderzeń gorąca i pocenia się, jak również innych niekorzystnych skutków. Znaczenie poprawa była oceniana testem Wilcoxona, a różnice pomiędzy grupami testem U Manna-Whitneya (Chenoy, et al., 1994). Badania nie potwierdziły przewagi oleju z wiesiołka nad placebo, wykazały za to minimalne lub żadne efekty uboczne jego stosowania. Zaproponowano również bezpieczne dawkowanie w dalszych badaniach.


      Okłady z samca
      •  Podobno związane z prostaglandynami w nasieniu
      •  Cochrane Systematic Review (2007) stwierdza: "Rola seksu jako metody indukcji porodu jest niepewna ".
      • "Ludzka spermy zawiera dużą ilość prostaglandyn, substancji podobnych do hormonów (przypis nie na temat: stąd się wzięła ich nazwa, zresztą błędna, bo nie prostata je produkuje) które stymulują dojrzewanie szyjki macicy i pomagają w indukcji porodu. Nie ma jednak wystarczająco dużo dowodów na to, że stosunek płciowy jest skuteczny ani badań porównujących go z innymi metodami indukcji." (Kavanagh et al., 2007)
      Stymulacja sutków
      • Cochrane: stymulacja piersi wydaje się korzystna istotnie zmniejszając liczbę nierodzących po 72h od zastosowania, po porodzie zmniejsza liczbę kobiet, u których pojawił się krwotok.
      • "Stymulacja piersi powoduje skurcze macicy, chociaż mechanizm tego procesu pozostaje niejasny. Może ona zwiększać poziom oksytocyny, która stymuluje skurcze. Jest to pozamedyczna metoda pozwalająca kobietom na większą kontrolę nad  próbami wywoływania porodu. Nie przeprowadzono wystarczających badań w celu oceny bezpieczeństwa stymulacji piersi w grupie wysokiego ryzyka i do dopóki kwestia ta nie zostanie w pełni rozstrzygnięta, nie należy rozważyć stosowania metody w tej grupie." (Kavanagh et al., 2007).
      • Ma wpływ na dojrzałość szyjki macicy (zmienia punktację w skali Bishopa): w grupie 60 stymulowanych pierwiastek w terminie ale nierodzących  dojrzałość szyjki była istotnie wyższa niż w grupie kontrolnej, odnotowano też istotnie więcej przypadków rozpoczęcia się porodu (Di Lieto et al., 1989) 
      Akupresura
      • brak wystarczających dowodów 
      • liczebność próby 364 kobiet
      • Przeprowadzono 2 sesje akupresury na 2 dni przed planowanym wywołaniem porodu  
      • nie stwierdzono zmniejszonej potrzeby wywołania porodu ani skrócenia czasu jego trwania u kobiet w przenoszonej ciąży (Smith et al., 2008)
      Literatura
      •  Chenoy, R., Hussain, S., Tayob, Y., & Moss, M. (1994). Effect of oral gamolenic acid from evening primrose oil on menopausal flushing. British Medical Journal , 308(6927), 501-506.
      •  D'Almeida, A., Carter, J., Anatol, A., & Prost, C. (1992). Effects of combination of evening primrose oil (gamma linolenic acid) and fish oil (eicosapentaenoic (plus) docahexaenoic acid) versus magnesium, and versus placebo in preventing pre-eclampsia. Women and Health, 19(2-3), 117.
      • Di Lieto A, Miranda L, Ardito P, Favale P, Albano. Changes in the Bishop score induced by manual
        nipple stimulation. A cross-over randomized study. Clin Exp Obstet Gynecol 1989;16(1):26-9.
      • Dove, D & Johnson, P (1999). Oral evening primrose oil: its effect on length of pregnancy and selected intrapartum outcomes in low-risk nulliparous women. Journal of Nurse-Midwifery, 44(3), 320-324.
      • Khoo, S., Munro, C., & Battistutta, D. (1990). Evening primrose oil and treatment of premenstrual syndrome. Medical Journal Australia, 153, 189-192.
      • Kavanagh J, Kelly AJ, Thomas J. Sexual intercourse for cervical ripening and induction of labour. Cochrane Database of Systematic Reviews 2007, Issue 2. Last updated 2007. 
      • McFarlin, B., Gibson, M., O'Rear, J., & Harman, P. (1999). A national survey of herbal preparation use by nurse-midwives for labor stimulation. Journal of Nurse-Midwifery, 44(3), 205-216. 
      • Smith, CA., Crowther, CA, Collins, CT, Coyle, ME. Acupuncture to Induce Labor: A Randomized Controlled Trial. Obstetrics & Gynecology: November 2008 - Volume 112 - Issue 5 - pp 1067-1074.

      wtorek, 17 stycznia 2012

      15 dni - bobas daje upust

      Za nami kolejny dzień spędzony w dużej mierze na izbie przyjęć. Najpierw była kolejka do KTG, kiedy się po prawie dwóch godzinach skończyła i zostały tylko dwie pacjentki, w tym ja, pojawiło się sporo pań "na ostro". Nastąpił festiwal odpłyniętych wód i rozwarć wszelkiej maści, trwający dobrze ponad godzinę.
      Dobrze skruszali, zgłodniali i zmęczeni doczekaliśmy się z bobasem naszego zapisu, który okazał się zdecydowanie nieidealny. Bobas miotał się jak szatan, tłukł we wszystko, co się nawinęło i podejrzewam, że rzucał przy tym pod  nosem soczyste klątwy. Wszystko to miało odzwierciedlenie w bobasowym tętnie, które było za wysokie.
      Wybraliśmy się małego choleryka na przebłaganie nakarmić, po czym, z duszą na ramieniu, powtórzyliśmy zapis. Tym razem pełen sukces: tętno jak trzeba, oscylacje jak trzeba, ruchy jak trzeba.  Kamień z serca, bo przez moment wyglądało średnio. Wniosek z tego - bobas głodny to zły, na następne zapisy trzeba będzie zabierać dla niego jakieś drobne łapówki ; ). I wniosek numer dwa - umie się ustawić, to pewne.
      zdjęcie stąd :)

      niedziela, 15 stycznia 2012

      17 dni do bobasa

      Chciałam i mam, doczekałam się! Bobas ledwie od wczoraj donoszony a ja zaczęłam puchnąć, narzekać na żołądek i marudzić, że może by się już urodził. Przebiegle to wszystko natura obmyśliła, chociaż zastanawiając się ostatnio nad ciążowym fenomenem doszłam do wniosku, że trudno o potężniejszy argument w rękach kreacjonistów. To co się ostatnio ze mną dzieje, wygląda bardziej na złośliwy prztyczek w nos niż przetestowany przez miliony lat ewolucji, najbardziej optymalny sposób na pozyskiwanie kolejnych pokoleń. Takie refleksje nachodzą mnie zwłaszcza w świetle mojej zdolności zdobywania pokarmu, która zawodzi nawet wtedy, gdy pokarm bezpiecznie leży sobie na dolnej półce w lodówce lub szafce ; ).

      sobota, 14 stycznia 2012

      38 tydzień i 18 dni do bobasa

      Właśnie rozpoczął się nasz 38 tydzień. Porzuciłam na moment ciepłą posadkę kwiatu lotosu na gładkiej tafli jeziora i dałam się porwać panice przedporodowej. Przyniosło to zresztą całkiem niezłe rezultaty bo torba nareszcie została spakowana, ciuszki na początek poprasowane, smoki, szczotki i inne tam gruszki do nosa wyparzone, fotel do karmienia skręcony. Krótko mówiąc wszystko gotowe.

      Na stronie (po prawej na górze) pojawił się nowy suwaczek, który co prawda poświadcza nieprawdę o wieku ciąży ale za to dobrze odlicza dni do bobasa.
      Mimo, że coraz jej mniej wygodnie, Kotuszka niestrudzenie wysiaduje.
      Śnią mi się coraz bardziej niesamowite sny jak ten wczorajszy:
      Razem z Przyszłym Ojcem i jeszcze kilkoma osobami squatowaliśmy na dziko w zamku krzyżackim. Robiliśmy co mogliśmy żeby nie dać się zdekonspirować: staraliśmy nie rzucać się w oczy, nosiliśmy krzyżackie wdzianka, kiedy Krzyżacy mówili do nas po łacinie odpowiadaliśmy w sposób, który naszym zdaniem brzmiał zupełnie jak łacina. Trwaliśmy sobie beztrosko i spokojnie w naszym pasożytniczym krzyżactwie aż któregoś dnia obudziłam się w zaawansowanej ciąży. Mój brzuch wyglądał jak dorodna dynia, nie było mowy, że wcisnę się w krzyżackie portki. Co prawda tunika sięgała mi do pół uda ale przecież nie mogłam biegać z gołymi nogami. Postanowiłam je obandażować. Podarłam prześcieradło na szarpie, owinęłam nogi i tak przygotowana postanowiłam niepostrzeżenie wymknąć się z zamku. Niestety na korytarzu wpadłam na Komtura, który nie dał się zwieść przebraniu i zapytał kim jestem. Udając, że mówię po łacinie wytłumaczyłam mu, że jestem pradawną ciężarną krzyżacką mumią i nie mogę z nim teraz rozmawiać bo mam straszny rozstrój żołądka. Po tej deklaracji zaczęłam uciekać i do końca snu ganiałam się z Komturem i Krzyżakami w stylu Scooby'ego Doo otwierając i zamykając niezliczone drzwi.

      czwartek, 12 stycznia 2012

      cztery prezenty i jeden dziwny sen

      Dzisiaj prawdziwy dzień prezentów - bobas dostał swoje pierwsze zabawki:
      cichą grzechotkę w trosce o młody, bobasowy układ nerwowy  i stary, matczyny układ nerwowy:
      i małego misia o wielu fakturach do obracania w łapkach i w pyszczku:
       Na spółkę z bobasem dostaliśmy zasadniczy cel naszej wyprawy do IKEI: fotel PELLO w którym planujemy bobasa karmić:
      A Przyszły Ojciec dodatkowo obdarował mnie gerberowo-różano-goździkowym wiechciem zupełnie bez okazji. Żeby nie był do końca stratny, nieobdarowany i zapomniany, dostał dyspensę na tymczasowe korzystanie, z prawem pierwszeństwa, z fotela jako elementu konsoli do gier.

      Wczoraj za to zaliczyłam koszmarny sen. Może nie jakiś szczególnie przerażający ale budujący napięcie w iście Hitchcockowskim stylu: 
      Szłam koło domu z bobasem w wózku kiedy nad nami zaczęły pojawiać się ptaki (chyba szpaki). Poczułam się nieswojo. Postawiłam budkę, zapięłam osłonę i szybszym krokiem zaczęłam się kierować w stronę naszej kamienicy. Ptaków przybywało i stało się jasne, że zbierają się nad nami. Zaczęły krążyć, podlatywać coraz bliżej. Nie dawały się przepłoszyć i z każdą chwilą pojawiały się nowe. Całe niebo było czarne a od ich krzyku huczało w uszach. Bobas się rozpłakał. Wpadłam w panikę i zaczęłam biec w kierunku klatki, wtedy ptaki ruszyły w naszym kierunku. Biegłam ile sił w nogach ale ptaki były szybsze. Dogoniły nas, podfrunęły wielkim stadem bardzo blisko i zaczęły robić kupy. 
      Odlatywały, nawracały, przylatywały i fajdały. Obfajdały cały wózek i mnie od stóp do głów (a raczej odwrotnie), bobas nie ucierpiał.

      Jakieś pomysły na interpretację?

      środa, 11 stycznia 2012

      Zmiana planów

      To już oficjalne: <21 dni do bobasa. Takie ustalenia przynieśliśmy z wczorajszej wizyty. Jeśli bobas nie zainteresuje się światem i do tego czasu sam nie wylezie, 1.02 kładziemy się na oddziale i najdalej 2.02 bobas ma być po większej stronie brzucha.
      Jest jednak spore prawdopodobieństwo, że akcja rozwinie się bardziej dynamicznie. Jak na razie skurczów brak ale szyjka zaczęła przepuszczać palec (krwawienie było od rozwierania) i kto wie co jeszcze w najbliższych dniach przepuści ; ). Tutaj znalazłam coś, co w tej kwestii dosyć dobrze przemówiło do mojej wyobraźni:

      poniedziałek, 9 stycznia 2012

      Bobas za 26 dni

      Bobas podgrzewa atmosferę. I to nie byle jak. Wczoraj w nocy dosyć konkretnie pokrwawiliśmy i pojechaliśmy do szpitala myśląc, że to już. Na szczęście krwawienie ustąpiło a my czekamy w domu na dalszy rozwój wypadków. Bobas psoci na rozmaite sposoby już od tygodnia, za każdym razem dając bardziej stanowczo do zrozumienia, że się stęsknił, znudził i planuje przeprowadzkę.
      Nawet Przyszły Ojciec sam z siebie zrozumiał powagę sytuacji, skręcił łóżeczko i sięgnął po instrukcję obsługi:
      Trzeba powiedzieć, że bardzo mu ta pozycja przypadła do gustu i nawet odpytał mnie w szczegółach z poczynionych przygotowań. Ja natomiast już dwa dni temu dojrzałam do spakowania torby (tej którą miałam spakować w 33. tygodniu ; )). Co prawda na razie tylko dla mnie ale i tak zawsze jest to pewien postęp : ). Torba stoi i czeka, ja siedzę i czekam, Przyszły Ojciec pracuje i czeka a bobas opracowuje kolejne fałszywe alarmy ; ).

      sobota, 7 stycznia 2012

      Szkoła rodzenia

      To jest dawno zaległa notatka, którą obiecałam sobie napisać, kiedy bezskutecznie próbowałam znaleźć w internecie informacje na ten temat.

      Mieliśmy z Przyszłym Ojcem pewne wątpliwości czy jest to nam w ogóle potrzebne, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy, że do szkoły rodzenia pójdziemy, bo przecież nie zaszkodzi. Padło na I Katedrę i Klinikę Połoznictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego  czyli mówiąc po ludzku szkołę w szpitalu na Starynkiewicza. Głównymi kryteriami wyboru była lokalizacja i nasza wcześniejsza decyzja o rodzeniu w tym szpitalu.

      Zajęcia odbywały się we wtorki i czwartki a kurs składał się z 12 dwugodzinnych bloków: zajęcia teoretyczne + godzina ćwiczeń (potrzebny jest kwitek od lekarza prowadzącego). Tematy zajęć teoretycznych częściowo się ze sobą przeplatały (a częściowo mi się pokręciło/ zapomniało) ale dotyczyły  następujących kwestii:
      • poród (z położnikiem)
      • połóg
      • okres noworodkowy (z pediatrą)
      • pielęgnacja noworodka
      • kąpiel
      • zajęcia z psychologiem
      • karmienie piersią (z położną laktacyjną)
      • regulacje prawne: macierzyński, tacierzyński itd.
      • krew pępowinowa
       Pierwsze wrażenia były raczej niekorzystne: kursantki i ich partnerzy zostali zaproszeni do biblioteki gdzie, dla celów dokumentacji, musieli poinformować położną (a także siłą rzeczy pozostałych zgromadzonych) o tym ile mają lat (również panowie), czy noszą wspólne nazwisko, która to ich ciąża i który poród. Sama biblioteka, w której odbywały się te i późniejsze zajęcia teoretyczne jest pomieszczeniem niewielkim, raczej dusznym i bardzo mocno ogrzewanym. Wszystko to razem sprawiło, że po pierwszych zajęciach miałam szczery zamiar nie pokazać się tam nigdy więcej, jednak ugłaskana przez Przyszłego Ojca i przekupiona kawą zbożową z mlekiem sojowym, dałam szkole jeszcze jedną szansę i generalnie nie żałuję.

       Ćwiczenia były dobrą okazją do poruszania się. Dały też pewne wyobrażenie jakiego rodzaju (oprócz bólu, co do którego nie mam złudzeń) wysiłkiem fizycznym jest poród i skłoniły mnie do regularnej gimnastyki w domu, co mam nadzieję, chociaż trochę mi ułatwi i oszczędzi przykrego zaskoczenia własną kondycją w sytuacji bez odwrotu ;).

      Mój odbiór zajęć teoretycznych zależał głównie od prowadzącego i jego podejścia. Bardzo sympatycznie wspominam zajęcia dotyczące porodu (rzeczowo bez epatowania podrobami, bez słodzenia, ciekawe informacje i anegdoty) i opieki nad maluszkiem ("kąpiel" i "opieka" prowadzone przez przemiłe panie położne, dające bardzo wiele cennych rad). Niewątpliwie przydatne były też zajęcia o karmieniu piersią. Zdecydowanie najgorzej wypadły zajęcia z psychologiem (regularne straszenie czarnym ludem pod postacią impotencji po porodach rodzinnych i wyjątkowo jednostronne potraktowanie tematu - brak informacji o korzyściach, brak obiektywizmu treści i trudna forma przekazu). Nie mówię, że trzeba się niesamowicie ekscytować instytucją porodów rodzinnych ale jeśli decydujemy się na język procentów i wyników badań, sprawiedliwie byłoby uzbroić obydwie strony w argumenty.

      Czy szkoła rodzenia okazała się być dobrą inwestycją czasu? Dla nas niewątpliwie tak:
      • można było pytać do oporu o rzeczy ważne, mniej ważne i typowe techniczne pierdoły ratujące życie (typu jakie gatki poporodowe się najlepiej sprawdzą)
      • obejrzeliśmy salę porodową (bardzo ładną i nowoczesną) co wydatnie poprawiło mi humor, bo okazało się, że znacznie mniej niż się spodziewałam, przypomina salę tortur
      • zapoznaliśmy się z personelem, znajoma twarz w takiej sytuacji bardzo pomaga
      • personel miał szansę powiedzieć nam jak się najlepiej zachowywać, żeby sobie wzajemnie nie utrudniać i nie podkręcać emocji
      • dowiedzieliśmy się o rzeczach, o których nie mieliśmy pojęcia, na które jesteśmy teraz lepiej przygotowani i wiemy, że "to normalne" albo "to minie" (typu dziwne deformacje łepetyny bobasa zaraz po porodzie i generalny brak zadowolenia z jego wyglądu ; ))
      Czy jestem lepiej przygotowana do porodu? Się okaże ; ). Pewnie niewiele, ale znacznie bardziej oswojona z tematem i spokojniejsza. A Przyszły Ojciec dostał pewne rzeczy podane jasno przez autorytet i przynajmniej nie próbuje mnie już przekonywać, że w zasadzie "chłodna woda zdrowia doda", a  "trudne dzieciństwo kształtuje charakter".


        czwartek, 5 stycznia 2012

        Czekamy

        Dzisiaj aura nie rozpieszcza, spaceru nie będzie. Kto to widział, żeby w styczniu było prawie 10 stopni? Wyglądamy z Kotuszką przez okno i żadna z nas nie rwie się na zewnątrz. Najmłodsza kobieta w rodzinie podziela nasze zdanie i najmniejszym gestem nie zdradza chęci przeprowadzki. Siedzimy i czekamy. Niby jeszcze 30 dni ale bobas jest już gotowy: piękny, wyrośnięty, zgodnie z cukrowymi standardami - donoszony i niepospolicie wyczekany. Nawet Przyszły Ojciec - ostoja opanowania - zaczyna kruszeć i szukać pretekstu żeby znowu pogłaskać wystającą piętę i nie wyjść przy tym na mięczaka.
        Nic nie robimy i nic się nie dzieje, ale to nasze nic gęstnieje i z dnia na dzień jest coraz bardziej intensywne i wszechobecne. Rzeczywistość się zakrzywia tworząc lukę na rozmiar bobasa.

        wtorek, 3 stycznia 2012

        O tym jak byt kształtuje świadomość

        No dobrze, może nie cały byt, ale za to spory kawałek świadomości:
        Jakiś czas temu w konkursie blogowym "Przed Porodem" wygrałam bardzo fajną bieliznę. Niedawno do mnie przyszła. Stanik do karmienia - super ekstra, gorset bardzo ładny, czy pasuje dowiem się w swoim czasie, majty natomiast złamały mi serce. Chodzi mianowicie o takie modelujące majty "z golfem", które docelowo miały obciskać brzucho. Uradowana postanowiłam przymierzyć je na próbę, tylko na tyłek i zobaczyć jak mi go przepięknie wymodelują. Po kilku minutach nierównej walki doszłam do wniosku, że omyłkowo dostałam majty na jedną nogę. Muszę się upomnieć jeszcze o majty na drugą, no bo jak to tak?
        A mówiąc zupełnie poważnie - cały czas byłam przekonana, że utyłam w brzuchu i na tym poprzestałam a tu proszę, niespodzianka. I tak z ciężarnej gazeli przeistoczyłam się w walenia. Zupełnie nie rozumiem jak do tego doszło? I kiedy? I jak mogłam tego do tej pory nie zauważyć?