piątek, 16 grudnia 2011

Uwaga, marudzenie (ale nie tylko :)

i to znowu o cukrzycy, jeśli masz dosyć, pomiń pierwszy blok tekstu ;)

Do śniadania i obiadu po 18 jednostek, do kolacji 16, na noc 8. Razem 60 w ciągu doby. 
Dieta bez słodyczy, ciasta, większości owoców, marchewki, buraków, kukurydzy, mleka.
Legalnie mogę zjeść 3 porcje węglowodanów dziennie czyli 3 kromki ciemnego pieczywa w 3 różnych posiłkach, 3 ziemniaczki, albo 3 mikro porcje makaronu razowego, do wyboru do koloru, również w innych kombinacjach.
Upierdliwe ale do przeżycia. Gorsza jest presja i niepewność: czy naprawdę robię wszystko co mogę, czy nie szkodzę bobasowi, czy bobas jest cały i zdrowy, czy kopnie, niech kopnie...

Żeby nie było tak całkiem czarno, bez jednej białej plamki, trzeba przyznać, że sytuacja ma swoje plusy. Nie przytyłam dużo, czuję się dobrze, nie narzekam na figurę i wyrobiłam sobie wyjątkowo przewrotne poczucie humoru ;). 
Ostatnio, zupełnie klasycznie, poszłam się dziobnąć przed jedzeniem. Wbiłam pena, podejrzanie zabolało, odczekałam swoje 20s, wyciągnęłam igłę a tu jak nie siknie! Przez chwilę nie mogłam załapać co się stało ale w końcu dotarło - musiałam się wkłuć w żyłę! Zaraz pojawiła się kolejna refleksja: to znaczy, że insulina już jest w krwioobiegu, nie będzie się powoli wchłaniała spod skóry. To z kolei znaczy, że już powinnam coś jeść! Wystartowałam jak Her Flick z gestapo albo inny Quasimodo, przebiegłam przez mieszkanie, wpadłam do kuchni i złapałam za moje pieczywo (a wszystko to w opuszczonych spodniach, brocząc posoką). Właśnie kiedy kończyłam sobie wpychać kromkę do gardła do kuchni zajrzała teściowa. Stałam odwrócona do szafki więc nie zobaczyła giga-krwiaka, który zdążył się do tego czasu pojawić, ani stróżki krwi wsiąkającej w skarpetę.
-Coś się stało?- zapytała
-Fystko w powątku mamo - wysepleniłam -tylko trofę zgłodniałam.
Teściowa popatrzyła na mnie dziwnie ale widocznie uznała, że naturalnym przywilejem ciężarnej jest posilanie się z taką szybkością i w takim stroju jaki uzna w danej chwili za najbardziej odpowiedni :).
 Do terminu zostało nam już tylko 50 dni :) a od wczoraj jesteśmy dumnymi posiadaczami dyplomu ze szkoły rodzenia.

3 komentarze:

  1. Ja też miałam niepewność, bo ja z kolei strzykałam się Clexane :D ale myślę, że nie trzeba się niczym strzykać, żeby mieć takie odczucia :) Trzymajcie się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dobre dobre :D
    ja też tak miałam, z tym że sama sobie nie wstrzykiwałam - byli inni mistrzowie od robienia krwiaków :). No i sytuacja z natychmiastowym spożyciem była utrudniona bo jeszcze trzeba było zejść po schodach :D

    OdpowiedzUsuń
  3. haha ale się uśmiałam z tą akcję z teściową :D
    a co do cukrzycy, to mam nadzieję, że to nic na Bobasa nie wpłynie i wszystko będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń