środa, 28 grudnia 2011

Tam i z powrotem

Kosteczka masła, 2 kromki pieczywka, prasowana wędlina czyli wikt szpitalny. Trochę go sobie ostatnio poprzypominaliśmy z bobasem bo musieliśmy się trochę powczasować na patologii ciąży. Od wczoraj jesteśmy w domu.
Bobas nie jest duży: waży niecałe 2300 g, ma szczupły brzuszek i małą łepetynkę (obwody poniżej 300 mm). Powinien posiedzieć u mnie jeszcze trochę. Może 38 dni do terminu?

7 komentarzy:

  1. No, no, proszę na siebie uważać!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, wytrzymajcie z maleństwem jeszcze i dbaj o Was koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też to przerabiałam w pierwszej ciąży, pamiętam te cienkie zupki na wodzie i serek topiony na śniadanie... Uważaj na siebie !

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak przeczytałam pierwszy raz, to zrozumiałam, że Dzidzia już z Wami:D
    Trzymajcie się i uważajcie na siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do szpitalnego jedzenia, to po diecie poporodowej, zupa bez soli, bez żadnych przypraw, smakowała jak nieziemski rarytas:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, żadnych przedwczesnych porodów sobie nie funduj, co?
    Pamiętam bułkę paryską na pierwsze śniadanie - boska była!!! Masełka miałam tyle, co paznokieć małego palca. Za to obsługiwał mnie super przystojny i sympatyczny pan od cateringu, który mi wynagradzał wszystkie braki menu.
    Trzymaj na wodzy swoje dziecko, niech siedzi i czeka aż mróz wymrozi zarazki, które teraz latają jak opętane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj! A co to się działo, czyżby Bobas aż tak niecierpliwy był i chciał na świat już się pchać?
    Trzymam kciuki, żeby te 38dni posiedział u mamusi w brzuszku! Trzymajcie się :)

    OdpowiedzUsuń