piątek, 16 grudnia 2011

Proste książki

Kiedyś lubiłam dobrą książkę. Mądre słowa cieszyły mnie bardziej niż proste a wysublimowany dowcip trafiał dokładnie tam gdzie powinien. Obecnie moim gustem czytelniczym stanowczo nie należy się sugerować. Llosa z Marquezem i Zeruya Shalev pokrywają się warstwami kurzu a ja z zażenowaniem oddaję się wstydliwej przyjemności łatwej lektury.

Nie mam pojęcia kiedy dokładnie się to zaczęło ale wiem, że bobas ma z tym coś wspólnego. Nie rozumiem dlaczego całkiem nieoczekiwanie zaczęła mnie pociągać wizja świata w którym dobrzy są mądrzy i piękni a źli głupi i brzydcy.  Świata w którym oprócz drobnych strzelb Czechowa mamy do czynienia z całym arsenałem (Czechowa, a jakże), w którym każdy dostaje na co zasłużył i wszystko jest wyłuszczone w taki sposób, żeby nie trzeba się było zastanawiać czy to już.

Złośliwi mówią wprawdzie: "co dwie głowy to nie jedna" ale żeby do tego stopnia? Pozostaje mieć nadzieję, że przejdzie razem ze zgagą i częstym sikaniem :).

Na koniec kolejny dowód na to, że proste czynności nęcą mnie ostatnio bardziej niż wyzwania intelektualne.

5 komentarzy:

  1. ja teraz też przedkładam lekką lekturę nad ambitne dzieła... i tak nie zrozumiem przy ciążowym zapaleniu mózgu :P jak czasem mam

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno kobiety w ciąży mogą mieć chwilowe zaćmienia umysłu, zaniki pamięci etc. Zrzuć to na karb hormonów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja obejrzałam ostatnio z mężem "Czarnego Łabędzia" i stwierdziłam, że do końca ciąży koniec z takim ambitnym kinem, bo się męczyłam strasznie :P od dziś oglądamy same durne komedie romantyczne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Emma - ciekawe, ja teraz z filmów trawię głównie dramaty, im cięższe tym lepsze :).

    @ Czarownica - mnie odrzuca nie tylko od ciężkich książek, ale od wszystkich potencjalnie wartościowych, widać taki urok ;).

    OdpowiedzUsuń