niedziela, 18 grudnia 2011

Odpowiednie dać rzeczy słowo ; )

Zaziębiłam się. Niby nic takiego ale smarkam, chrumkam i gulgoczę. Już w czwartek czułam się średnio, więc wysłałam Przyszłego Ojca, żeby reprezentował nas w szkole rodzenia. Trafił na ostatnie zajęcia z których, oprócz certyfikatu, przyniósł bardzo cenną wiedzę o tym co zabrać ze sobą do szpitala. Wszystko skrupulatnie zanotował. Problem pojawił się dopiero przy próbie wykorzystania tych mądrości. Okazało się, że Przyszły Ojciec nie ma bladego pojęcia jak się które, z prezentowanych przez położną wdzianek, nazywa. Rada, nierada przygotowałam dla Przyszłego Ojca dekoder:
Przyszły Ojciec obejrzał go bez przekonania:
-Dlaczego mam mówić kaftanik na coś co znam od dawna jako koszulkę z długim rękawem?! Przecież to to samo! Wygląda tak samo, działa tak samo! Dlaczego musi mieć swoją nazwę? Tylko dlatego, że jest dla dziecka?
-Może z tego samego powodu, dla którego używasz nazwy "laktator", mimo, że to przecież "dojarka"?
-No właśnie! To przecież dojarka!

5 komentarzy:

  1. Achhh ci mężowie :D Dojarka - na to bym nie wpadła haha :D
    A ściągę wydrukuję mojemu i potem będę go z tego przepytywać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha, no mężczyźni zawsze muszą po swojemu:D
    U nas był podobny problem, bodziaków nie rozróżniał od pajacyków:D

    OdpowiedzUsuń
  3. rysunek obłędny! a mężczyźni - norma ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twój dystans do siebie samej :)
    Łzy przy ręcznikach i grejpfrutach mnie rozłożyły...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Ci za tą ściągę :)

    OdpowiedzUsuń