sobota, 31 grudnia 2011

36 tydzień

Dzisiaj wystartował nasz 36-ty tydzień. W każdym kolejnym bobas ma coraz więcej do powiedzenia. Jeśli zachowa swój obecny temperament będzie najprawdopodobniej małym leniuszkiem. Nie chce mu się wywijać bez potrzeby, co nie znaczy, że nie potrafi! Uciśnięty pelotą podczas KTG buntował się srodze i podczas godzinnego zapisu przykopał mamie (lub tej podłej pelocie) ponad 100 razy. Kiedy jednak peloty zabraknie, bobas nie pofatyguje się ruszyć więcej niż 15 razy w ciągu godziny a jeśli już to bardziej się mości niż wierzga.

Tym czasem ważymy 66 kg (+ 10)
obwód brzucha osiągnął przerażające 107 cm (+ 37)
obwód pod biustem: 80 cm (+ 10)
obwód w biuście:  95 cm (+ 14)
obwód w biodrach: 100 cm (+ 10) - wychodzi, że to kolejna metrówka

Poza tym spieszę donieść, że bobas ma już wszystko czego jak przypuszczam może potrzebować, od Aspiratora do Wózka (nie ma jeszcze nic na Z ale raczej mieć nie będzie bo i tak się nie zmieści ; ). Wczoraj jako wisienkę na torcie obrastania w fanty, dostał od mamy obrazek, który zawiśnie nad łóżeczkiem.

Podbijamy stawkę

Bobas nie daje za wygraną. Zaczął ostro testować ile mama jeszcze wytrzyma. Poprzestawiał cukry, spowodował wściekły świąd skóry a ostatnio przypomniał sobie o zgadze i skurczach (z czego na zgagę łatwo coś zaradzić).
Żyjąc tyle lat na świecie nie miałam pojęcia co to skurcz. Zdarzały mi się kiedy trenowałam pływanie, nawet dosyć często, ale co to za skurcz, który się rozciągnie i on od tego przechodzi? Dzisiaj prawdziwie zadebiutowałam na skurczowym polu: pierwszy raz zostałam wyrwana z głębokiego snu własnym krzykiem. Dosyć przerażające doświadczenie, chociaż dla mnie pewnie nawet nie w połowie tak jak dla Przyszłego Ojca.
Ale mimo kłucia się, sikania non stop, KTG co 3 dni, liczenia ruchów przez 3 godziny dziennie, zgagi, świądu i skurczów, nadal nie jestem gotowa wypuścić bobasa z brzucha, chyba musi wymyślić na mnie coś bardziej radykalnego ; ).

środa, 28 grudnia 2011

Tam i z powrotem

Kosteczka masła, 2 kromki pieczywka, prasowana wędlina czyli wikt szpitalny. Trochę go sobie ostatnio poprzypominaliśmy z bobasem bo musieliśmy się trochę powczasować na patologii ciąży. Od wczoraj jesteśmy w domu.
Bobas nie jest duży: waży niecałe 2300 g, ma szczupły brzuszek i małą łepetynkę (obwody poniżej 300 mm). Powinien posiedzieć u mnie jeszcze trochę. Może 38 dni do terminu?

piątek, 23 grudnia 2011

Ordery Ciężarnej

Od dłuższego czasu Wysoka Kapituła w mojej osobie przyznaje ordery. Zapracowuję na nie regularnie dokarmiając bobasa różnymi pysznościami. Czasami trafi się prawdziwa gratka: Złota Gwiazda Maślana albo Paprykowy Medal Zasługi za Dzielność ale przeważnie są to pospolite Ordery Jogurtowe, Grapefruitowe czy Kawy Zbożowej.
Z natury nie jestem chełpliwa i zachowałabym dla siebie liczne sukcesy na polu pospiesznej konsumpcji. Staram się więc zdejmować ordery ale moją powiększoną pierś, nawet przyobleczoną w świeżo wyjęte z prania koszulki, pokrywają kolorowe, pamiątkowe baretki.
Wczoraj wzbogaciłam się o najbardziej, jak dotychczas, spektakularne odznaczenie: Order Zasług za Spożycie Granata.
Jak tak dalej pójdzie nie zmieści się kolejna grupa odznaczeń: Ordery Bobasa ; ).

czwartek, 22 grudnia 2011

Przychodzi baba do lekarza

Wybraliśmy się z bobasem na przegląd ale nie wróciliśmy wiele mądrzejsi. Bobas fajtał jak należy. Siedzi już bardzo nisko ale podobno przez następne 3 tygodnie powinien się powstrzymać od wygłupów. Jest raczej spory ale przy cukrzycy nie da się dobrze oszacować wagi bo maluszki nie rosną długie tylko okrąglutkie. Wagę szacuje się na podstawie długości udek i obwodów żeberek i czaszki. Tłuszczyk nie daje się dobrze zmierzyć i nie wchodzi do algorytmu szacowania,  stąd czasami pojawia się niespodzianka, jak u siostry Przyszłego Ojca.
Teoretycznie do bobasa zostały jeszcze 44 dni. Po Nowym Roku z kompletem wyników idziemy umawiać się na poród. Jejku, już?

Przy okazji wklejam bezcenny link do ankiety opartej na mądrościach ludowych która wyręczy babcie i ciocie w odgadywaniu płci potomka ; ).

Wynik:
Na 20% będzie to chłopczyk.
Na 80% będzie to dziewczynka.
A to dlatego, że:
• Włosy na Twoich nogach rosną tak samo jak przed ciążą - dziewczynka
• Masz wysoko brzuch - dziewczynka
• Stopy nie marzną Ci bardziej niż przed ciążą - dziewczynka
• Nie lubisz piętki chleba - dziewczynka
• Przyszły tato nie przybiera na wadze - dziewczynka
• Babcia nie ma siwych włosów - dziewczynka
• Miałaś poranne nudności we wczesnej ciąży - dziewczynka
• Wyglądasz doskonale w ciąży - chłopiec
• Twoje piersi powiększyły się znacznie - dziewczynka
• Liczba stanowiąca sumę: lat mamy w momencie poczęcia dziecka i numeru miesiąca,
   w którym doszło do poczecia jest liczbą parzystą - chłopiec
• Mocz jest przejrzysty, o żółtej barwie - chłopiec
• Wolisz potrawy słone lub kwaśne - chłopiec
• Twój nos pozostał bez zmian - dziewczynka
• Objadasz się owocami - dziewczynka
• Częstotliwość uderzeń serca maluszka wynosi powyżej 140/min - dziewczynka
• Uwielbiasz sok pomarańczowy - dziewczynka
• Nie odczuwasz bóli głowy - dziewczynka
• Twój brzuch wygląda jak arbuz - dziewczynka
• Pokazujesz ręce stroną dłoniową do góry - dziewczynka
• Podnosisz kubek obejmując go - dziewczynka

wtorek, 20 grudnia 2011

Instynkt zawodzi

Mniej progesteronu, więcej oksytocyny i adrenaliny to hasło dla organizmu: wijemy gniazdo. Ale nie na takie wicie miałam nadzieję. Myślałam, że kiedy mnie wreszcie dopadnie zabiorę się z radością za nagromadzoną stertę ubrań do wyprasowania. Niestety mój instynkt okazał się niełaskawy i zamiast zwrócić się w stronę rzeczy pożytecznych przybrał dosyć zaskakującą formę:
  • zrobiłam się płaczliwa (wcześniej nie było z tym problemu za to wczoraj przeryczałam pół nocy, cały poranek i 2x popłakałam się w hipermarkecie: raz na widok ręczników papierowych i raz na widok grapefruitów),
  • znacznie częściej niż wypada wypowiadam frazę: czemu to tu leży/ stoi/ się wala?!
  • zmusiłam Przyszłego Ojca do przemeblowania pokoju i umyłam wannę, zlew, lustra a potem, z rozpędu, jeszcze ściany w łazience (to akurat klasyczne objawy)
  • zaczęłam odczuwać nieprzepartą potrzebę podróży, im dalej tym lepiej, ale najchętniej nad morze. Uwielbiam morze zimą.

No to ja się pytam: kto to wszystko uprasuje?
Ale pierogi zrobione :)
Przy okazji podaję mój ulubiony przepis na pierogowe ciasto:

4 szklanki mąki
1 szklanka wody*
1 chlup oleju
1 łyżeczka soli
1 jajko i 1 żółtko**
krótko wyrobić (im dłużej wygniatamy tym będzie twardsze)
leniuchy (jak ja) mogą w maszynie do chleba (lejemy: wodę, olej, sypiemy sól, mąkę a na koniec jajko i żółtko) tylko nie dłużej niż 10 min

*woda powinna być mocno ciepła, wtedy ciasto wyjdzie bardzie miękkie i sprężyste ale nie może być gorąca bo pierogi rozpadną się w gotowaniu, ma się w niej dać utrzymać palec
** jak ktoś woli bardziej miękkie ciasto można dać tylko 2 żółtka ale uwaga - dzięki zaparzaniu ciepłą wodą ciasto wychodzi miękkie więc trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć.

niedziela, 18 grudnia 2011

Odpowiednie dać rzeczy słowo ; )

Zaziębiłam się. Niby nic takiego ale smarkam, chrumkam i gulgoczę. Już w czwartek czułam się średnio, więc wysłałam Przyszłego Ojca, żeby reprezentował nas w szkole rodzenia. Trafił na ostatnie zajęcia z których, oprócz certyfikatu, przyniósł bardzo cenną wiedzę o tym co zabrać ze sobą do szpitala. Wszystko skrupulatnie zanotował. Problem pojawił się dopiero przy próbie wykorzystania tych mądrości. Okazało się, że Przyszły Ojciec nie ma bladego pojęcia jak się które, z prezentowanych przez położną wdzianek, nazywa. Rada, nierada przygotowałam dla Przyszłego Ojca dekoder:
Przyszły Ojciec obejrzał go bez przekonania:
-Dlaczego mam mówić kaftanik na coś co znam od dawna jako koszulkę z długim rękawem?! Przecież to to samo! Wygląda tak samo, działa tak samo! Dlaczego musi mieć swoją nazwę? Tylko dlatego, że jest dla dziecka?
-Może z tego samego powodu, dla którego używasz nazwy "laktator", mimo, że to przecież "dojarka"?
-No właśnie! To przecież dojarka!

piątek, 16 grudnia 2011

Proste książki

Kiedyś lubiłam dobrą książkę. Mądre słowa cieszyły mnie bardziej niż proste a wysublimowany dowcip trafiał dokładnie tam gdzie powinien. Obecnie moim gustem czytelniczym stanowczo nie należy się sugerować. Llosa z Marquezem i Zeruya Shalev pokrywają się warstwami kurzu a ja z zażenowaniem oddaję się wstydliwej przyjemności łatwej lektury.

Nie mam pojęcia kiedy dokładnie się to zaczęło ale wiem, że bobas ma z tym coś wspólnego. Nie rozumiem dlaczego całkiem nieoczekiwanie zaczęła mnie pociągać wizja świata w którym dobrzy są mądrzy i piękni a źli głupi i brzydcy.  Świata w którym oprócz drobnych strzelb Czechowa mamy do czynienia z całym arsenałem (Czechowa, a jakże), w którym każdy dostaje na co zasłużył i wszystko jest wyłuszczone w taki sposób, żeby nie trzeba się było zastanawiać czy to już.

Złośliwi mówią wprawdzie: "co dwie głowy to nie jedna" ale żeby do tego stopnia? Pozostaje mieć nadzieję, że przejdzie razem ze zgagą i częstym sikaniem :).

Na koniec kolejny dowód na to, że proste czynności nęcą mnie ostatnio bardziej niż wyzwania intelektualne.

Uwaga, marudzenie (ale nie tylko :)

i to znowu o cukrzycy, jeśli masz dosyć, pomiń pierwszy blok tekstu ;)

Do śniadania i obiadu po 18 jednostek, do kolacji 16, na noc 8. Razem 60 w ciągu doby. 
Dieta bez słodyczy, ciasta, większości owoców, marchewki, buraków, kukurydzy, mleka.
Legalnie mogę zjeść 3 porcje węglowodanów dziennie czyli 3 kromki ciemnego pieczywa w 3 różnych posiłkach, 3 ziemniaczki, albo 3 mikro porcje makaronu razowego, do wyboru do koloru, również w innych kombinacjach.
Upierdliwe ale do przeżycia. Gorsza jest presja i niepewność: czy naprawdę robię wszystko co mogę, czy nie szkodzę bobasowi, czy bobas jest cały i zdrowy, czy kopnie, niech kopnie...

Żeby nie było tak całkiem czarno, bez jednej białej plamki, trzeba przyznać, że sytuacja ma swoje plusy. Nie przytyłam dużo, czuję się dobrze, nie narzekam na figurę i wyrobiłam sobie wyjątkowo przewrotne poczucie humoru ;). 
Ostatnio, zupełnie klasycznie, poszłam się dziobnąć przed jedzeniem. Wbiłam pena, podejrzanie zabolało, odczekałam swoje 20s, wyciągnęłam igłę a tu jak nie siknie! Przez chwilę nie mogłam załapać co się stało ale w końcu dotarło - musiałam się wkłuć w żyłę! Zaraz pojawiła się kolejna refleksja: to znaczy, że insulina już jest w krwioobiegu, nie będzie się powoli wchłaniała spod skóry. To z kolei znaczy, że już powinnam coś jeść! Wystartowałam jak Her Flick z gestapo albo inny Quasimodo, przebiegłam przez mieszkanie, wpadłam do kuchni i złapałam za moje pieczywo (a wszystko to w opuszczonych spodniach, brocząc posoką). Właśnie kiedy kończyłam sobie wpychać kromkę do gardła do kuchni zajrzała teściowa. Stałam odwrócona do szafki więc nie zobaczyła giga-krwiaka, który zdążył się do tego czasu pojawić, ani stróżki krwi wsiąkającej w skarpetę.
-Coś się stało?- zapytała
-Fystko w powątku mamo - wysepleniłam -tylko trofę zgłodniałam.
Teściowa popatrzyła na mnie dziwnie ale widocznie uznała, że naturalnym przywilejem ciężarnej jest posilanie się z taką szybkością i w takim stroju jaki uzna w danej chwili za najbardziej odpowiedni :).
 Do terminu zostało nam już tylko 50 dni :) a od wczoraj jesteśmy dumnymi posiadaczami dyplomu ze szkoły rodzenia.

czwartek, 15 grudnia 2011

Giga-bobas?

 Wczoraj siostra cioteczna Przyszłego Ojca, z wyrównaną dietą cukrzycą ciążową, urodziła zdrowego synka o wadze 5140 g. A na portalu trojmiasto.pl pojawiła się następująca notatka:

"Największy noworodek płci żeńskiej w Polsce przyszedł na świat we wtorek w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Wojciecha na Zaspie. Dziewczynka waży 6870 g i mierzy 69 cm. Lekarze są zaskoczeni, ale też zadowoleni, że poród przebiegł pomyślnie.

Już podczas badania USG brzucha matki, lekarze wiedzieli, że dziecko będzie sporych rozmiarów. Jednak nikt nie spodziewał się, że po zważeniu noworodka okaże się, że to największa dziewczynka, jaka przyszła na świat w Polsce.

- Jej waga urodzeniowa wynosiła 6870 gramów, a jej wzrost to 69 centymetrów - wylicza dr med. Lech Bolt, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu na Zaspie.

Dla porównania przeciętna waga urodzeniowa dziewczynek wynosi w Polsce 3421 g, a chłopców 3585 g. Dlatego noworodek ważący powyżej sześciu kilogramów to prawdziwa rzadkość. Dzieci sporych rozmiarów rodzą się przeważnie, kiedy matka zapada na cukrzycę ciążową lub od dłuższego czasu cierpi na tę chorobę i jest leczona insuliną.

- Ciążą pani Marleny była ciążą "wysokiego ryzyka", bo pacjentka od kilkunastu lat choruje na cukrzycę. To choroba niebezpieczna dla ciężarnych kobiet i płodów. Matka była pod stałą opieką diabetologa i cały czas na pompie insulinowej. Trzeba powiedzieć, że pacjentka była bardzo zdyscyplinowana - wyjaśnia dr Bolt." 

Przypadek?
Myślę sobie o moich glikemiach, którym ostatnio do wyrównania brakuje mniej więcej tyle samo, co do kompletnego chaosu i trochę się boję. Przekraczam normy o całe hektary a 190 widuję na glukometrze prawie codziennie. Utrzymywanie cukru w ryzach to ciekawe zajęcie, szkoda, że zupełnie jałowe. Bobasie, nie rośnij, co?

A, że na odcukrzanie najlepszy jest spacer, wybraliśmy się z Przyszłym Ojcem na Starówkę :).

wtorek, 13 grudnia 2011

Lenistwo

Korzystając z wolnego dnia, wybraliśmy się z Przyszłym Ojcem do ZOO. Było absolutnie przepięknie! Pogoda cud-malina, pusto i tak cicho, że nawet pudu wylazły ze stajenki, a nie jest to częste zjawisko.  Turlaliśmy się dobre 2 godziny i chłonęliśmy błogie chwile.
Potem, jako kolejną próbę mojej siły woli, dostałam nowe cienkopisy. Walczyłam jak lew ale padłam jak mucha: kolejny dzień dobiega końca a torba do szpitala, mimo wcześniejszych deklaracji i obietnic złożonych sobie i bobasowi, pozostała niespakowana. Cienkopisy za to gruntownie wypróbowałam, efekt poniżej :).

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Pranie cd.

Bobasowe pranie wylewa z każdego kąta. Piorę i piorę a dna szafy nie widać. Boję się, że kiedy się wreszcie do niego dokopię, znajdę tam coś czego się nie spodziewam  ; )

niedziela, 11 grudnia 2011

33 tydzień - pakuję torbę

Wczoraj bobas zrobił sztuczkę: tak fajtał, że było go widać z drugiego końca pokoju przez  gruby sweter. Brzuch też zrobił sztuczkę: opuścił się. Teraz już oficjalnie można powiedzieć, że bobas siedzi mi na kolanach. A raczej stoi na głowie. Już niedługo do tej jogi (stania na głowie, ma się rozumieć) dołączy reszta świata, więc koniec z marudzeniem, trzeba się spakować do szpitala.

Jak na razie ważymy 64 kg (+ 8)
W brzuszku mamy 103 cm (+ 33)
obwód pod biustem: 80 cm (+ 10)
obwód w biuście:  96 cm (+ 15)
obwód w biodrach: 97 cm (+ 7)

Od 29. tygodnia nic się nie zmieniło oprócz mojego nastawienia i temperamentu bobasa. Bobas zapamiętale wywija a ja coraz lepiej czuję, że nadchodzą zmiany i cieszę się na nie.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Sny

Doczekałam się! Od jakiegoś czasu ostrzyłam sobie zęby na te wyraziste, barwne sny, które podobno często zdarzają się ciężarówkom. Już trzecią noc śpię, śnię i nie chcę się budzić (no chyba, że na siku).

Zaczęło się od snu o bobasie: na miękkim podłożu leżał pajacyk. Powoli pajacyk zaczął się wypełniać jakąś ciepłą, świetlistą i miękką materią o przemiłym zapachu, pęcznieć i nabierać kształtu. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że w środku rośnie bobas. Nie widziałam jak wygląda ale był fantastycznym doznaniem dla wszystkich zmysłów.
Wczoraj przyśnił mi się Przyszły Ojciec, który w przerażającym, pustym szpitalu bronił mnie przed zombie. Stanowczo ale grzecznie przemawiał zombie do rozumu, zombie odchodziły, a ja się cieszyłam, że tak mu to świetnie wychodzi, bo wiedziałam, że sama nie dałabym sobie rady.
Dzisiaj śniła mi się bardzo długa, piesza wyprawa z Przyszłym Ojcem. Szliśmy trzymając się za ręce. Było lato, piękny poranek, słońce już grzało ale mgły się jeszcze do końca nie rozwiały. Szliśmy czasem sami, czasem z rodziną i przyjaciółmi. Mijaliśmy szerokie, nizinne rzeki, lasy z polankami, jedliśmy drugie śniadanie przy wodospadzie nad górskim potokiem a na koniec odpoczywaliśmy w bardzo miłym, ciepłym i przytulnym igloo.

Rano obudził nas deszcz. Przyszły Ojciec sarkając pod niebiosa zostawił rower w piwnicy i pojechał do pracy tramwajem.

sobota, 3 grudnia 2011

32 tydzień

Właśnie zaczął się nasz 32-gi tydzień ciąży, czyli 30-sty z bobasem na pokładzie. A 30 tygodni to bardzo długo. To 7 miesięcy, 210 dni, dwie i pół pory roku, 60 parę prań, 40 wypraw po zakupy, pół kilograma soli zjedzone przez rodzinę. Na co by nie przeliczyć - kupa czasu!
Przyzwyczaiłam się do życia w dwupaku, do innego rytmu, innego myślenia i kopniaczków. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć lokatora w brzuchu a przecież jeszcze tylko 63 dni albo mniej i bobas się wykwateruje. Kiedy to sobie dzisiaj uzmysłowiłam, wpadłam w panikę: uwielbiam być w ciąży, nie chcę żeby to się skończyło.
Pozostaje mi wierzyć, że mądrze jest to wszystko urządzone, że lada moment zacznę puchnąć, zapomnę gdzie miałam kostki i będzie mi na tyle ciężko, że mi ta ciąża ze szczętem obrzydnie a kiedy minie wyznaczony czas, będę gotowa przywitać bobasa po drugiej stronie.

czwartek, 1 grudnia 2011

Mama - Grinch?

Nie chodzi o to, że nie lubię Gwiazdki. Nie chodzi o to, że przeszkadza mi, kiedy ludzie ją świętują. Powiem więcej, nawet mi się to podoba. Gwiazdka po prostu nie jest moja i nie będzie bobasowa. Jest za to atrakcyjna, kolorowa i w odrobinę odpustowym wydaniu - wszechobecna. Nad pogłębioną symboliką bobas się raczej nie będzie zastanawiał, ale fasadę, jak przypuszczam, chętnie zaakceptuje, bo nic nie trafia do bobasów tak jak światełka, łakocie i prezenty.
Boję się tego bardzo. Nie chcę, żeby u nas w domu hanukowe świeczki zapalał Św. Mikołaj a drejdle i gelt wisiały na choince. Z drugiej strony wiem, że w naszym niewielkim gronie nie wyczarujemy tak okazałej atmosfery oczekiwania na święta, dla nas nie będzie iluminacji, przyozdobionych wystaw sklepowych, piosenek w centrach handlowych, ramówki w telewizji. 
Pytanie co zrobić, żeby bobas docenił takie małe, ale szczere i rodzinne święta?
Jak wytłumaczyć bobasowi dlaczego stała mu się taka krzywda, że urodził się w rodzinie innego wyznania?
Co zrobić, żeby bobas nie płakał kiedy tylko do niego nie przyjdzie Mikołaj?
Chyba pozostanie przebrać się za pancernika.