niedziela, 13 listopada 2011

Przyszły Ojciec przychodzi z odsieczą

Od rana mam stepper! Już wiem, że jest to największe osiągnięcie ludzkości od czasu wynalezienia krojonego chleba!

A było tak:
Żeby się trochę odcukrzyć miałam spacerować 3x dziennie po pół godziny. Przedsięwzięcie wydaje się proste i nie kłopotliwe ale: mieszkam na 4 piętrze w starym budownictwie i mam bobasa na pokładzie. Kombinacja tych 2 czynników spowodowała, że wyprawa na spacer układała się przeważnie według następującego schematu:
-sikanie,
-zakładanie spodni, bluzki, swetra,
-ćwiczenia rozciągające czyli zakładanie butów,
-oj przydałoby się wysikać!
-sikanie,
-zakładanie drugiego swetra, szalika czapki, kurtki,
-schodzenie po schodach,
-oj, przydałoby się wysikać!
-jedna mała rundka dookoła parku,
-oj, przydałoby się wysikać!
-pół rundki,
-oj, przydałoby się wysikać! Minęło dopiero 15 minut. Wejść na górę i zejść jeszcze raz czy wytrzymać jeszcze jedno kółko? Decyzja: bobasie wytrzymujemy!
-kolejne pół rundki,
-oj, przydałoby się wysikać! Teraz! Pędźmy! A spacerek? A brakujące 10 minut? Jakie 10 minut?! Tu idzie o życie!
Z pęcherzem w kolanach i duszą na ramieniu dopadam do klatki a tam mój najgorszy koszmar: schody, 4 piętra, stare budownictwo. Wchodzę. Już ostatni kawałek przed klatką pokonywałam drobnym truchtem więc dyszę jak lokomotywa. Dobrze, że się kiwam na boki to się nie potykam o własny wywieszony język. A podłych schodów przybywa i przybywa. Chyba w całym życiu tyle niecenzuralnych słów nie powiedziałam co w ciąży na schodach. Po nierównej walce, sina na gębie, z tętnem 120, cukrem 49 i ciśnieniem 85/37 dopadam drzwi do toalety.
I taka przyjemność 3x dziennie, a powinna być 4x bo prawie za każdym razem "urywam" te 10 minut z przyczyn technicznych. Ale system spacerowy działał jako tako aż do wczoraj, kiedy to pierwszy raz nie ja wygrałam ze schodami tylko schody ze mną*. Widząc moją rozpacz i przypominając sobie o zaległym prezencie urodzinowym, Przyszły Ojciec, dobry człowiek, sprawił mi dziś stepper.

* tej części miałam nie pisać ale jeśli jakiejś ciężarówce ma być z tego powodu raźniej to niech wie, że nie jest sama.

3 komentarze:

  1. może i ja odkurzę steper ??? kurzy się w szafie ale co na niego właziłam to córa chciała ze mną no i wytłumacz 1,5 rocznej istocie że mama chce poćwiczyć teraz z dwójką to już prawie nierealne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochany mężu :)
    Ciekawe jak będzie u mnie. Co prawda tylko 1 piętro, ale w ciąży każdy schodek jest jak skała nie do pokonania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mi się taki marzy:) może uda mi się męża namówić:)

    OdpowiedzUsuń