środa, 2 listopada 2011

Piekę

W związku z dużą ilością czasu i odzyskaną niedawno siłą do życia, reaktywowałam moją pasję: pieczenie chleba. W ciągu 3 lat piekarniczej przygody przeszłam chyba wszystkie stadia "chlebozy":
- foremki, blaszki i chleb na drożdżach,
- maszynę do wypieku i chleb na drożdżach,
- maszynę do wypieku i chleb na zakwasie,
- foremki, blaszki i chleb na zakwasie.
Za względu na uciążliwość tej ostatniej, najsmaczniejszej opcji od przeprowadzki nie zabrałam się za wypiek ani razu.
Objawienie przyszło w zeszłym tygodniu, kiedy dowiedziałam się o no-knead bread czyli o chlebie bez zagniatania wg. przepisu Jim'a Lahey, który po publikacji w The New York Times zrewolucjonizował pojęcie o domowym pieczeniu. Okazało się, że domowy chleb może być smakowity, i nie koniecznie musi rosnąć na krwawym pocie i łzach. Tutaj więcej o nim, z filmikiem instruktażowym: Moje Wypieki.
Upiekłam taki w garnku (reprezentowanym przez zwykłe szkło żaroodporne z przykrywką) i rodzina oszalała. Szalałam i ja bo na cały proces (łącznie z zaglądaniem i sprawdzaniem czy rośnie ; )) poświęciłam może pół godziny. Chleb zniknął a ja przypomniałam sobie o moim dawno zapomnianym zakwasie. Jako, że do odważnych świat należy, reanimowałam zakwas i przystąpiłam do działania:


Chleb "najprostszy" na zakwasie:
  • 400 g mąki białej pszennej lub chlebowej
  • 1 łyżeczka soli
  • 260 ml wody wymieszanej z 2-3 łyżkami dobrze odkarmionego zakwasu

dalej wszystko (ze  stroną wizualną włącznie) jak w oryginalnym no-knead bread:
  1. składniki mieszamy przez paręnaście sekund (ciasto będzie luźne i ciągnące)
  2. przykrywamy i odstawiamy na noc
  3. rano wykładamy na solidnie omączoną stolnicę, posypujemy mąką, trochę rozpłaszczamy i składamy na pół wzdłuż a następnie na pół w poprzek
  4. przekładamy do wyrośnięcia do omączonego koszyka albo na omączoną  ściereczkę (sporo mąki, żeby się nie przykleiło) i zostawiamy godzinę, półtorej do wyrośnięcia
  5. do zimnego piekarnika wstawiamy nasz garnek (bez plastikowych części!), garnek żeliwny lub szkło żaroodporne, bez różnicy, byle z pokrywką, ustawiamy na 240C
  6. kiedy się nagrzeje trzeba przeturlać/przerzucić ciasto do gorącego naczynia, przykryć, wstawić na 30 min do pieczenia, po tym czasie odkryć zmniejszyć temperaturę do 210C (lub w wersji ekonomiczno-ekologicznej wyłączyć piekarnik, ja tak robię) i dopiekać jeszcze około 10 minut, do ulubionego zrumienienia skórki
  7. chleb wyciągamy i przekładamy na kratkę do wystygnięcia
Po udanym debiucie piekę ten chleb codziennie. Zakupiłam nawet żeliwną brytfannę, żeby móc piec większe bochenki :). Niestety białego pszennego jeszcze nie próbowałam i chyba nie spróbuję, dopóki nie urodzę. Moje cukry szaleją wściekle mimo uczciwie stosowanej diety ( wczoraj po posiłkach 230, 192, 175, 156 mg/dl). Chyba jestem nadzieją podupadającego polskiego cukrownictwa: rano produkuję cukier z powietrza. Czekam na wizytę i jakiś ratunek bo brakuje mi już pomysłu .

16 komentarzy:

  1. Ajjjj! Dam się pokroić za kawałek tego cuda!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podrzuciłabym ale może spróbujesz upiec? Dodatkowa satysfakcja a to, słowo honoru, prosta sprawa i zawsze wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Spróbuję za jakieś 2-3miesiące, wtedy zakończy się remont mieszkania i będę miała kuchnię marzeń :D teraz gotuję bo muszę, a i tak wkurza mnie mama stojąca nad garnkami i wszystko komentująca i wiedząca lepiej :P dlatego jak na zbawienie czekam na wyprowadzkę na swoje :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłko, ja właśnie powoli dobijam do kończ słodkiej ciąży ;)
    Mnie udało się to wszystko wyregulować w miarę samą dietą i przede wszystkim RUCHEM w zasadzie po każdym posiłku. Po śniadaniu, kulam się po jakieś drobne zakupy, a po obiedzie/kolacji albo spacerek, albo jak nie mam ochoty wychodzić to na 15minut na orbitreka. Co mogę podpowiedzieć, to na śniadanie zredukuj sobie chleb do 2 mniejszych kromek, a trzecią dojedz na 2 śniadanie po ok 2-3 godzinach. Na obiad przede wszystkim kasze, brązowy ryż, razowy makaron z jakimś mięskiem, rybką itp. najlepiej na parze, lub pieczone, odradzam smażone. Kolacja tak jak śniadanie. A i jeszcze podwieczorek, ja zjadam np. jakiś owoc, albo jogurt naturalny z musli, tylko takim niesłodzonym. Nie piję nic słodzonego - do śniadania czy kolacji piję roibosa, którego po prostu lubię niesłodzonego. Nie chcę się tu wymądrzać, albo rozbudowywać tego i tak już przydługiego posta, więc jeśli będziesz chciała, to jeszcze mogę coś podpowiedzieć jak będę wiedziała. Sama na początku czułam się okropnie jak cukry skakały mi pod niebo i zupełnie nie wiedziałam co robić, więc postanowiłam się tu odezwać. Teraz miałam cukry w granicach do 120-130max tak jak powinno być. Trzymaj się mocno i nie daj cukrowi! ;) Już nie wiele Ci zostało do końca.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha i ważne też żeby do każdego posiłku jeść jakieś warzywa i tym ewentualnie się dopychać ;)
    Nie zostawiam do siebie kontaktu, ale będę zaglądać tu do Ciebie. Jakoś tak łatwiej, jak się znajdzie kogoś, kto zmaga się z tym samym problemem ;)
    Pozdrawiam serdecznie
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Magdo,
    dziękuję za rady. Cukier już opanowałam chociaż wymagało to znacznie bardziej drastycznych metod: diety bezwęglowodanowej, bez części warzyw, bez otrębów a nawet bez mleka.
    Teraz trzymam się już w granicach 100-130 kiedy jem 8 małych posiłków z przewagą sałaty i ogórka, 2x dziennie jogurt, 1-2x dziennie porcja mięsa i ćwiczę lub spaceruję 3x dziennie po 30 min. Nie jest łatwo ale jak piszesz, już niewiele i całe szczęście :). Za każdym razem kiedy widzę sałatę coraz intensywniej i cieplej myślę o zbliżającym się porodzie ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, to rzeczywiście mocno Cię zredukowali. A mierzysz ciała ketonowe w moczu? Czy w ogóle ktoś zwracał Ci na to uwagę?
    Bo ja mam ograniczenia w te dwie strony, tzn. Muszę jeść węglowodany, bo zaraz ketony w moczu się pojawiały, a to też niedobrze. Jak przez pewien czas nie umiałam opanować cukrów, to dostałam insulinę. W sumie skończyło się na 2 jednostkach do kolacji przez 4 dni, a że zaczeły mi bardzo wyskakiwać te ketony to poleciałam na wizytę. Pani diabetolog kazała odstawić insulinę i wszystko wróciło do normy, tzn. ketonów brak i cukry sto-paręnaście.
    Teraz znowu trochę idzie mi cukier w górę i czasem przekraczam 130, ale ja już kończę 36 tydzień i po dzisiejszej wizycie dowiedziałam się, że przy końcu tak jest i mam się tym nie martwić, o ile nie skoczę znów jakoś drastycznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ketonów nie sprawdzałam, w poniedziałek mam ogólne badanie moczu, więc i ketony mi oznaczą. Nie fajnie, że tak Ci wyskakiwały :(. Całe szczęście, że mimo węglowodanów udało się glikemię ustabilizować bo taka dieta jak Twoja jest znacznie bardzie ludzka.
    Mam nadzieję, że ja na swojej nie będę do końca tylko jak się troszkę unormuje dostanę insulinę i jednak trochę pełnoziarnistych zbożowych bo zabiłabym za razowego naleśnika ;).
    A nie miałaś problemów z rozwojem maluszka? Moja lekarka powiedziała, że takie poziomy glikemii jak u mnie mogą oznaczać zbyt wolny rozwój organów w porównaniu do przyrostu wagi. No i jak z wagą Szkrabika? Planujesz poród dołem czy zanosi się na cięcie?
    Wybacz, ze tak wypytuję ale jestem pełna wątpliwości i obaw.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma sprawy - pytaj o co chcesz i nie martw się na zapas ;) Lekarz na pewno poprowadzi Cię tak, żeby wszystko było jak najlepiej. A jesteś pod opieką diabetologa, czy cukrzycę kontroluje Ci Twój gin tylko?
    Jeśli chodzi o malucha, to od początku, już jako fasolka ;) była troszkę większa. Z ostatniego usg (z 34tyg.) mała była po wymiarach/wadze o ok. tydzień do przodu, ale tak jak napisałam, tak jest w zasadzie od początku.
    ...poza tym nogi ponoć ma długie po tacie (a tata 1,86m) więc przy moim wzroście 1,56m to może nieco wyjaśniać ;)
    U mnie diabetolog przy cukrach 140 - 155 już się upierała przy insulinie. Nie było w ogóle mowy o zmniejszeniu liczby węglowodanów w diecie. Jej zdaniem ciąża, to nie czas na takie redukcje. Bo węglowodany ogranicza się ludziom, którzy muszą schudnąć, wprowadzając u nich lekką ketozę właśnie (tak się chyba nazywa ten stan z ketonami, kiedy organizm zamiast z węglowodanów, zaczyna brać energię z zapasów tłuszczowych), a ta u ciężarnej nie powinna mieć miejsca. Dostałam więc pena i insulinę, a jako że ja od igieł uciekam jak najdalej, to wydawało mi się to okrutnie nieludzkie z jej strony ;) ostatecznie zamiast na wizytę za 2 tyg. standardowo, umówiła mnie na następny tydzień, a ja obiecałam zrobić wszystko co rozsądne, żeby ten cukier zbić do tej wizyty. Także wtedy zaczęłam spacery, zupełnie zrezygnowałam z dodawania do czegokolwiek białej mąki, cukru, z ziemniaków. Przerzuciłam się na dania gotowane na parze lub z piekarnika i na wszystko co ciemne (chleb żytni razowy lub graham- patrzyłam na składy, czasem makaron razowy, ale najczęściej kasza gryczana lub ryż brązowy). Jadłam/jem też dużo warzyw do każdego posiłku. Wertowałam tabele wymienników węglowodanowych i indeksy glikemiczne. I udało się wyrównać w miarę cukier. Potem jakoś znowu zaczęło mi skakać, to dostałam przykaz insuliny do kolacji, ale że pojawiły się znaczne ilości ketonów, to zjawiłam się po poradę i jak już napisałam wcześniej, skończyło się tylko na 4 dniach na insulinie. Paski do oznaczania ketonów w moczu można kupić w aptece za ok. 17zł - Ketodiastix, ale ja dostałam na nie receptę, więc kosztowało mnie to parę zł. Zresztą Ty będziesz widziała po badaniach.
    Wczorajsza wizyta u diabetolog była już moją ostatnią do porodu (mam nadzieję, że i po nie będę już musiała się tam zjawiać, mimo całej sympatii do pani dr ;)) i dostałam dla lekarza prowadzącego taką informację podsumowującą, gdzie diabetolog napisała: "brak szczególnych wskazań do rodzaju porodu". Jej zdaniem rodzić sn można nawet jak dziewczyna kończy ciążę z insuliną 20-30jednostek, jeśli maluch nie jest za duży i nie ma innych przeciwwskazań, tylko wtedy to już na porodówce muszą się nią dobrze zająć. Mam więc nadzieję, że u mnie nie będzie problemu z porodem naturalnym, skoro jak na razie jadę dalej bez insuliny. Chociaż mój gin ostatnio coś przebąkiwał, że po następnej wizycie, jeśli będzie jakieś rozwarcie to zaprosi mnie na swój dyżur :/ z czego wnioskuję, że chciałby wcześniej wywoływać...
    Jej..., jak się rozpisałam... przepraszam, ale jakoś nie umiem krótko i zwięźle :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Łoł... teraz widzę mój komentarz w całości - wybacz...

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie z wymiennikami nie wypaliło: zjadając po 10-13 dziennie w wielu posiłkach i tak miałam cały czas przekroczone cukry :/.
    Prowadzi mnie ginekolog ale specjalista od cukrzycy (zupełnie przypadkiem tak dobrze trafiłam).
    Rodzić chciałabym sn ale to ma zależeć od wielkości Maluszka, w poniedziałek usg to się więcej dowiem :). Bobas najpierw był mały, potem w normie a na ostatnim raczej duży (góra normy a niektóre parametry przekroczone), więc mam nadzieję, że troszkę przystopował.
    A Ty już zaraz będziesz się będziesz mieć Maluszka przy sobie :). Planujesz już co zjesz jak tylko cukrzyca ustąpi (bo w ogóle nie biorę innej możliwości pod uwagę)? Ja myślałam wczoraj o białym chlebie i o pyzach... mmmm... się rozmarzyłam :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Za mną tak bardzo typowo ;) chodzi puszysty, wilgotny tort czekoladowy z kremem śmietankowym z malinami... normalnie czuję jego smak na koniuszku języka jak o tym myślę :P
    ALE jeśli myślę o karmieniu piersią to kakao/czekolada odpada..., jak dojdzie (a tfu!) jakieś uczulenie białkowe, to i śmietana..., maliny też ponoć mocno alergizujące... Nie mówiąc już o dżemach, które robiłam latem, a do nich mmmm...takie cieplutkie domowe bułeczki z masełkiem...
    ... i ciesz się tu kurcze tym stanem błogosławionym i tym później, jak tyle dobroci odradzanych :P
    Z tego co piszesz, to rzeczywiście ostro daje Ci ten cukier popalić :/ ale jak stosujesz dietę, to bardzo prawdopodobne, że Maluch zwolni trochę z przybieraniem i w końcu się wyrówna. A teraz jak właśnie jesz jak napisałaś, to masz lepiej z cukrami? Czy też Ci skaczą?
    A diabetologa też trafiłam fajną panią dr. Przerażające jest to co mi mówiła, że teraz to co drugi jej pacjent to kobieta w ciąży (więc z wiedzą jest na bieżąco), a problem jest bagatelizowany, bo ostatnie badania nt są z lat 70-tych, gdzie dane podają, że cukrzyca dotyczy zaledwie kilku procent kobiet w ciąży :/
    Strasznie ciężko znaleźć jakieś konkretne informacje w necie czy gdziekolwiek, oprócz jakiś ogólnych wskazań typu "zrezygnuj ze słodkiego" i "kontroluj cukier" :/
    Powiem Ci, że do diabetologa trafiłam ok 26 tygodnia i jak teraz pomyślę, to bardzo szybko to przeleciało. Także nawet jeśli dieta daje w kość, to to na prawdę dla nas tylko chwila, a już Maluchowi zapewnia się lepszy start :)
    Będę trzymała kciuki za Was, żeby po badaniach było wszystko ok :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj skaczą (do 180) ale ogólnie jest już dużo lepiej, tak do 130. Dziękujemy za kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bobas jest duży ale na szczęście w brzuszku wszystko dobrze :)! Lekarz powiedział, że teraz wszystko zależy od moich cukrów a ja już wiem, że jestem w stanie w ten czy inny sposób je opanować więc jestem bardzo dobrej myśli :).

    OdpowiedzUsuń
  15. To najważniejsze, jeśli wszystko ok i wiesz co robić :) Cieszę się bardzo :)
    Ja teraz czekam z niecierpliwością na poniedziałek i dowiem się jaki plan dla nas na przyszły tydzień ;)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  16. Daj koniecznie znać jak poszło :)

    OdpowiedzUsuń