sobota, 31 grudnia 2011

36 tydzień

Dzisiaj wystartował nasz 36-ty tydzień. W każdym kolejnym bobas ma coraz więcej do powiedzenia. Jeśli zachowa swój obecny temperament będzie najprawdopodobniej małym leniuszkiem. Nie chce mu się wywijać bez potrzeby, co nie znaczy, że nie potrafi! Uciśnięty pelotą podczas KTG buntował się srodze i podczas godzinnego zapisu przykopał mamie (lub tej podłej pelocie) ponad 100 razy. Kiedy jednak peloty zabraknie, bobas nie pofatyguje się ruszyć więcej niż 15 razy w ciągu godziny a jeśli już to bardziej się mości niż wierzga.

Tym czasem ważymy 66 kg (+ 10)
obwód brzucha osiągnął przerażające 107 cm (+ 37)
obwód pod biustem: 80 cm (+ 10)
obwód w biuście:  95 cm (+ 14)
obwód w biodrach: 100 cm (+ 10) - wychodzi, że to kolejna metrówka

Poza tym spieszę donieść, że bobas ma już wszystko czego jak przypuszczam może potrzebować, od Aspiratora do Wózka (nie ma jeszcze nic na Z ale raczej mieć nie będzie bo i tak się nie zmieści ; ). Wczoraj jako wisienkę na torcie obrastania w fanty, dostał od mamy obrazek, który zawiśnie nad łóżeczkiem.

Podbijamy stawkę

Bobas nie daje za wygraną. Zaczął ostro testować ile mama jeszcze wytrzyma. Poprzestawiał cukry, spowodował wściekły świąd skóry a ostatnio przypomniał sobie o zgadze i skurczach (z czego na zgagę łatwo coś zaradzić).
Żyjąc tyle lat na świecie nie miałam pojęcia co to skurcz. Zdarzały mi się kiedy trenowałam pływanie, nawet dosyć często, ale co to za skurcz, który się rozciągnie i on od tego przechodzi? Dzisiaj prawdziwie zadebiutowałam na skurczowym polu: pierwszy raz zostałam wyrwana z głębokiego snu własnym krzykiem. Dosyć przerażające doświadczenie, chociaż dla mnie pewnie nawet nie w połowie tak jak dla Przyszłego Ojca.
Ale mimo kłucia się, sikania non stop, KTG co 3 dni, liczenia ruchów przez 3 godziny dziennie, zgagi, świądu i skurczów, nadal nie jestem gotowa wypuścić bobasa z brzucha, chyba musi wymyślić na mnie coś bardziej radykalnego ; ).

środa, 28 grudnia 2011

Tam i z powrotem

Kosteczka masła, 2 kromki pieczywka, prasowana wędlina czyli wikt szpitalny. Trochę go sobie ostatnio poprzypominaliśmy z bobasem bo musieliśmy się trochę powczasować na patologii ciąży. Od wczoraj jesteśmy w domu.
Bobas nie jest duży: waży niecałe 2300 g, ma szczupły brzuszek i małą łepetynkę (obwody poniżej 300 mm). Powinien posiedzieć u mnie jeszcze trochę. Może 38 dni do terminu?

piątek, 23 grudnia 2011

Ordery Ciężarnej

Od dłuższego czasu Wysoka Kapituła w mojej osobie przyznaje ordery. Zapracowuję na nie regularnie dokarmiając bobasa różnymi pysznościami. Czasami trafi się prawdziwa gratka: Złota Gwiazda Maślana albo Paprykowy Medal Zasługi za Dzielność ale przeważnie są to pospolite Ordery Jogurtowe, Grapefruitowe czy Kawy Zbożowej.
Z natury nie jestem chełpliwa i zachowałabym dla siebie liczne sukcesy na polu pospiesznej konsumpcji. Staram się więc zdejmować ordery ale moją powiększoną pierś, nawet przyobleczoną w świeżo wyjęte z prania koszulki, pokrywają kolorowe, pamiątkowe baretki.
Wczoraj wzbogaciłam się o najbardziej, jak dotychczas, spektakularne odznaczenie: Order Zasług za Spożycie Granata.
Jak tak dalej pójdzie nie zmieści się kolejna grupa odznaczeń: Ordery Bobasa ; ).

czwartek, 22 grudnia 2011

Przychodzi baba do lekarza

Wybraliśmy się z bobasem na przegląd ale nie wróciliśmy wiele mądrzejsi. Bobas fajtał jak należy. Siedzi już bardzo nisko ale podobno przez następne 3 tygodnie powinien się powstrzymać od wygłupów. Jest raczej spory ale przy cukrzycy nie da się dobrze oszacować wagi bo maluszki nie rosną długie tylko okrąglutkie. Wagę szacuje się na podstawie długości udek i obwodów żeberek i czaszki. Tłuszczyk nie daje się dobrze zmierzyć i nie wchodzi do algorytmu szacowania,  stąd czasami pojawia się niespodzianka, jak u siostry Przyszłego Ojca.
Teoretycznie do bobasa zostały jeszcze 44 dni. Po Nowym Roku z kompletem wyników idziemy umawiać się na poród. Jejku, już?

Przy okazji wklejam bezcenny link do ankiety opartej na mądrościach ludowych która wyręczy babcie i ciocie w odgadywaniu płci potomka ; ).

Wynik:
Na 20% będzie to chłopczyk.
Na 80% będzie to dziewczynka.
A to dlatego, że:
• Włosy na Twoich nogach rosną tak samo jak przed ciążą - dziewczynka
• Masz wysoko brzuch - dziewczynka
• Stopy nie marzną Ci bardziej niż przed ciążą - dziewczynka
• Nie lubisz piętki chleba - dziewczynka
• Przyszły tato nie przybiera na wadze - dziewczynka
• Babcia nie ma siwych włosów - dziewczynka
• Miałaś poranne nudności we wczesnej ciąży - dziewczynka
• Wyglądasz doskonale w ciąży - chłopiec
• Twoje piersi powiększyły się znacznie - dziewczynka
• Liczba stanowiąca sumę: lat mamy w momencie poczęcia dziecka i numeru miesiąca,
   w którym doszło do poczecia jest liczbą parzystą - chłopiec
• Mocz jest przejrzysty, o żółtej barwie - chłopiec
• Wolisz potrawy słone lub kwaśne - chłopiec
• Twój nos pozostał bez zmian - dziewczynka
• Objadasz się owocami - dziewczynka
• Częstotliwość uderzeń serca maluszka wynosi powyżej 140/min - dziewczynka
• Uwielbiasz sok pomarańczowy - dziewczynka
• Nie odczuwasz bóli głowy - dziewczynka
• Twój brzuch wygląda jak arbuz - dziewczynka
• Pokazujesz ręce stroną dłoniową do góry - dziewczynka
• Podnosisz kubek obejmując go - dziewczynka

wtorek, 20 grudnia 2011

Instynkt zawodzi

Mniej progesteronu, więcej oksytocyny i adrenaliny to hasło dla organizmu: wijemy gniazdo. Ale nie na takie wicie miałam nadzieję. Myślałam, że kiedy mnie wreszcie dopadnie zabiorę się z radością za nagromadzoną stertę ubrań do wyprasowania. Niestety mój instynkt okazał się niełaskawy i zamiast zwrócić się w stronę rzeczy pożytecznych przybrał dosyć zaskakującą formę:
  • zrobiłam się płaczliwa (wcześniej nie było z tym problemu za to wczoraj przeryczałam pół nocy, cały poranek i 2x popłakałam się w hipermarkecie: raz na widok ręczników papierowych i raz na widok grapefruitów),
  • znacznie częściej niż wypada wypowiadam frazę: czemu to tu leży/ stoi/ się wala?!
  • zmusiłam Przyszłego Ojca do przemeblowania pokoju i umyłam wannę, zlew, lustra a potem, z rozpędu, jeszcze ściany w łazience (to akurat klasyczne objawy)
  • zaczęłam odczuwać nieprzepartą potrzebę podróży, im dalej tym lepiej, ale najchętniej nad morze. Uwielbiam morze zimą.

No to ja się pytam: kto to wszystko uprasuje?
Ale pierogi zrobione :)
Przy okazji podaję mój ulubiony przepis na pierogowe ciasto:

4 szklanki mąki
1 szklanka wody*
1 chlup oleju
1 łyżeczka soli
1 jajko i 1 żółtko**
krótko wyrobić (im dłużej wygniatamy tym będzie twardsze)
leniuchy (jak ja) mogą w maszynie do chleba (lejemy: wodę, olej, sypiemy sól, mąkę a na koniec jajko i żółtko) tylko nie dłużej niż 10 min

*woda powinna być mocno ciepła, wtedy ciasto wyjdzie bardzie miękkie i sprężyste ale nie może być gorąca bo pierogi rozpadną się w gotowaniu, ma się w niej dać utrzymać palec
** jak ktoś woli bardziej miękkie ciasto można dać tylko 2 żółtka ale uwaga - dzięki zaparzaniu ciepłą wodą ciasto wychodzi miękkie więc trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć.

niedziela, 18 grudnia 2011

Odpowiednie dać rzeczy słowo ; )

Zaziębiłam się. Niby nic takiego ale smarkam, chrumkam i gulgoczę. Już w czwartek czułam się średnio, więc wysłałam Przyszłego Ojca, żeby reprezentował nas w szkole rodzenia. Trafił na ostatnie zajęcia z których, oprócz certyfikatu, przyniósł bardzo cenną wiedzę o tym co zabrać ze sobą do szpitala. Wszystko skrupulatnie zanotował. Problem pojawił się dopiero przy próbie wykorzystania tych mądrości. Okazało się, że Przyszły Ojciec nie ma bladego pojęcia jak się które, z prezentowanych przez położną wdzianek, nazywa. Rada, nierada przygotowałam dla Przyszłego Ojca dekoder:
Przyszły Ojciec obejrzał go bez przekonania:
-Dlaczego mam mówić kaftanik na coś co znam od dawna jako koszulkę z długim rękawem?! Przecież to to samo! Wygląda tak samo, działa tak samo! Dlaczego musi mieć swoją nazwę? Tylko dlatego, że jest dla dziecka?
-Może z tego samego powodu, dla którego używasz nazwy "laktator", mimo, że to przecież "dojarka"?
-No właśnie! To przecież dojarka!

piątek, 16 grudnia 2011

Proste książki

Kiedyś lubiłam dobrą książkę. Mądre słowa cieszyły mnie bardziej niż proste a wysublimowany dowcip trafiał dokładnie tam gdzie powinien. Obecnie moim gustem czytelniczym stanowczo nie należy się sugerować. Llosa z Marquezem i Zeruya Shalev pokrywają się warstwami kurzu a ja z zażenowaniem oddaję się wstydliwej przyjemności łatwej lektury.

Nie mam pojęcia kiedy dokładnie się to zaczęło ale wiem, że bobas ma z tym coś wspólnego. Nie rozumiem dlaczego całkiem nieoczekiwanie zaczęła mnie pociągać wizja świata w którym dobrzy są mądrzy i piękni a źli głupi i brzydcy.  Świata w którym oprócz drobnych strzelb Czechowa mamy do czynienia z całym arsenałem (Czechowa, a jakże), w którym każdy dostaje na co zasłużył i wszystko jest wyłuszczone w taki sposób, żeby nie trzeba się było zastanawiać czy to już.

Złośliwi mówią wprawdzie: "co dwie głowy to nie jedna" ale żeby do tego stopnia? Pozostaje mieć nadzieję, że przejdzie razem ze zgagą i częstym sikaniem :).

Na koniec kolejny dowód na to, że proste czynności nęcą mnie ostatnio bardziej niż wyzwania intelektualne.

Uwaga, marudzenie (ale nie tylko :)

i to znowu o cukrzycy, jeśli masz dosyć, pomiń pierwszy blok tekstu ;)

Do śniadania i obiadu po 18 jednostek, do kolacji 16, na noc 8. Razem 60 w ciągu doby. 
Dieta bez słodyczy, ciasta, większości owoców, marchewki, buraków, kukurydzy, mleka.
Legalnie mogę zjeść 3 porcje węglowodanów dziennie czyli 3 kromki ciemnego pieczywa w 3 różnych posiłkach, 3 ziemniaczki, albo 3 mikro porcje makaronu razowego, do wyboru do koloru, również w innych kombinacjach.
Upierdliwe ale do przeżycia. Gorsza jest presja i niepewność: czy naprawdę robię wszystko co mogę, czy nie szkodzę bobasowi, czy bobas jest cały i zdrowy, czy kopnie, niech kopnie...

Żeby nie było tak całkiem czarno, bez jednej białej plamki, trzeba przyznać, że sytuacja ma swoje plusy. Nie przytyłam dużo, czuję się dobrze, nie narzekam na figurę i wyrobiłam sobie wyjątkowo przewrotne poczucie humoru ;). 
Ostatnio, zupełnie klasycznie, poszłam się dziobnąć przed jedzeniem. Wbiłam pena, podejrzanie zabolało, odczekałam swoje 20s, wyciągnęłam igłę a tu jak nie siknie! Przez chwilę nie mogłam załapać co się stało ale w końcu dotarło - musiałam się wkłuć w żyłę! Zaraz pojawiła się kolejna refleksja: to znaczy, że insulina już jest w krwioobiegu, nie będzie się powoli wchłaniała spod skóry. To z kolei znaczy, że już powinnam coś jeść! Wystartowałam jak Her Flick z gestapo albo inny Quasimodo, przebiegłam przez mieszkanie, wpadłam do kuchni i złapałam za moje pieczywo (a wszystko to w opuszczonych spodniach, brocząc posoką). Właśnie kiedy kończyłam sobie wpychać kromkę do gardła do kuchni zajrzała teściowa. Stałam odwrócona do szafki więc nie zobaczyła giga-krwiaka, który zdążył się do tego czasu pojawić, ani stróżki krwi wsiąkającej w skarpetę.
-Coś się stało?- zapytała
-Fystko w powątku mamo - wysepleniłam -tylko trofę zgłodniałam.
Teściowa popatrzyła na mnie dziwnie ale widocznie uznała, że naturalnym przywilejem ciężarnej jest posilanie się z taką szybkością i w takim stroju jaki uzna w danej chwili za najbardziej odpowiedni :).
 Do terminu zostało nam już tylko 50 dni :) a od wczoraj jesteśmy dumnymi posiadaczami dyplomu ze szkoły rodzenia.

czwartek, 15 grudnia 2011

Giga-bobas?

 Wczoraj siostra cioteczna Przyszłego Ojca, z wyrównaną dietą cukrzycą ciążową, urodziła zdrowego synka o wadze 5140 g. A na portalu trojmiasto.pl pojawiła się następująca notatka:

"Największy noworodek płci żeńskiej w Polsce przyszedł na świat we wtorek w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Wojciecha na Zaspie. Dziewczynka waży 6870 g i mierzy 69 cm. Lekarze są zaskoczeni, ale też zadowoleni, że poród przebiegł pomyślnie.

Już podczas badania USG brzucha matki, lekarze wiedzieli, że dziecko będzie sporych rozmiarów. Jednak nikt nie spodziewał się, że po zważeniu noworodka okaże się, że to największa dziewczynka, jaka przyszła na świat w Polsce.

- Jej waga urodzeniowa wynosiła 6870 gramów, a jej wzrost to 69 centymetrów - wylicza dr med. Lech Bolt, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu na Zaspie.

Dla porównania przeciętna waga urodzeniowa dziewczynek wynosi w Polsce 3421 g, a chłopców 3585 g. Dlatego noworodek ważący powyżej sześciu kilogramów to prawdziwa rzadkość. Dzieci sporych rozmiarów rodzą się przeważnie, kiedy matka zapada na cukrzycę ciążową lub od dłuższego czasu cierpi na tę chorobę i jest leczona insuliną.

- Ciążą pani Marleny była ciążą "wysokiego ryzyka", bo pacjentka od kilkunastu lat choruje na cukrzycę. To choroba niebezpieczna dla ciężarnych kobiet i płodów. Matka była pod stałą opieką diabetologa i cały czas na pompie insulinowej. Trzeba powiedzieć, że pacjentka była bardzo zdyscyplinowana - wyjaśnia dr Bolt." 

Przypadek?
Myślę sobie o moich glikemiach, którym ostatnio do wyrównania brakuje mniej więcej tyle samo, co do kompletnego chaosu i trochę się boję. Przekraczam normy o całe hektary a 190 widuję na glukometrze prawie codziennie. Utrzymywanie cukru w ryzach to ciekawe zajęcie, szkoda, że zupełnie jałowe. Bobasie, nie rośnij, co?

A, że na odcukrzanie najlepszy jest spacer, wybraliśmy się z Przyszłym Ojcem na Starówkę :).

wtorek, 13 grudnia 2011

Lenistwo

Korzystając z wolnego dnia, wybraliśmy się z Przyszłym Ojcem do ZOO. Było absolutnie przepięknie! Pogoda cud-malina, pusto i tak cicho, że nawet pudu wylazły ze stajenki, a nie jest to częste zjawisko.  Turlaliśmy się dobre 2 godziny i chłonęliśmy błogie chwile.
Potem, jako kolejną próbę mojej siły woli, dostałam nowe cienkopisy. Walczyłam jak lew ale padłam jak mucha: kolejny dzień dobiega końca a torba do szpitala, mimo wcześniejszych deklaracji i obietnic złożonych sobie i bobasowi, pozostała niespakowana. Cienkopisy za to gruntownie wypróbowałam, efekt poniżej :).

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Pranie cd.

Bobasowe pranie wylewa z każdego kąta. Piorę i piorę a dna szafy nie widać. Boję się, że kiedy się wreszcie do niego dokopię, znajdę tam coś czego się nie spodziewam  ; )

niedziela, 11 grudnia 2011

33 tydzień - pakuję torbę

Wczoraj bobas zrobił sztuczkę: tak fajtał, że było go widać z drugiego końca pokoju przez  gruby sweter. Brzuch też zrobił sztuczkę: opuścił się. Teraz już oficjalnie można powiedzieć, że bobas siedzi mi na kolanach. A raczej stoi na głowie. Już niedługo do tej jogi (stania na głowie, ma się rozumieć) dołączy reszta świata, więc koniec z marudzeniem, trzeba się spakować do szpitala.

Jak na razie ważymy 64 kg (+ 8)
W brzuszku mamy 103 cm (+ 33)
obwód pod biustem: 80 cm (+ 10)
obwód w biuście:  96 cm (+ 15)
obwód w biodrach: 97 cm (+ 7)

Od 29. tygodnia nic się nie zmieniło oprócz mojego nastawienia i temperamentu bobasa. Bobas zapamiętale wywija a ja coraz lepiej czuję, że nadchodzą zmiany i cieszę się na nie.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Sny

Doczekałam się! Od jakiegoś czasu ostrzyłam sobie zęby na te wyraziste, barwne sny, które podobno często zdarzają się ciężarówkom. Już trzecią noc śpię, śnię i nie chcę się budzić (no chyba, że na siku).

Zaczęło się od snu o bobasie: na miękkim podłożu leżał pajacyk. Powoli pajacyk zaczął się wypełniać jakąś ciepłą, świetlistą i miękką materią o przemiłym zapachu, pęcznieć i nabierać kształtu. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że w środku rośnie bobas. Nie widziałam jak wygląda ale był fantastycznym doznaniem dla wszystkich zmysłów.
Wczoraj przyśnił mi się Przyszły Ojciec, który w przerażającym, pustym szpitalu bronił mnie przed zombie. Stanowczo ale grzecznie przemawiał zombie do rozumu, zombie odchodziły, a ja się cieszyłam, że tak mu to świetnie wychodzi, bo wiedziałam, że sama nie dałabym sobie rady.
Dzisiaj śniła mi się bardzo długa, piesza wyprawa z Przyszłym Ojcem. Szliśmy trzymając się za ręce. Było lato, piękny poranek, słońce już grzało ale mgły się jeszcze do końca nie rozwiały. Szliśmy czasem sami, czasem z rodziną i przyjaciółmi. Mijaliśmy szerokie, nizinne rzeki, lasy z polankami, jedliśmy drugie śniadanie przy wodospadzie nad górskim potokiem a na koniec odpoczywaliśmy w bardzo miłym, ciepłym i przytulnym igloo.

Rano obudził nas deszcz. Przyszły Ojciec sarkając pod niebiosa zostawił rower w piwnicy i pojechał do pracy tramwajem.

sobota, 3 grudnia 2011

32 tydzień

Właśnie zaczął się nasz 32-gi tydzień ciąży, czyli 30-sty z bobasem na pokładzie. A 30 tygodni to bardzo długo. To 7 miesięcy, 210 dni, dwie i pół pory roku, 60 parę prań, 40 wypraw po zakupy, pół kilograma soli zjedzone przez rodzinę. Na co by nie przeliczyć - kupa czasu!
Przyzwyczaiłam się do życia w dwupaku, do innego rytmu, innego myślenia i kopniaczków. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć lokatora w brzuchu a przecież jeszcze tylko 63 dni albo mniej i bobas się wykwateruje. Kiedy to sobie dzisiaj uzmysłowiłam, wpadłam w panikę: uwielbiam być w ciąży, nie chcę żeby to się skończyło.
Pozostaje mi wierzyć, że mądrze jest to wszystko urządzone, że lada moment zacznę puchnąć, zapomnę gdzie miałam kostki i będzie mi na tyle ciężko, że mi ta ciąża ze szczętem obrzydnie a kiedy minie wyznaczony czas, będę gotowa przywitać bobasa po drugiej stronie.

czwartek, 1 grudnia 2011

Mama - Grinch?

Nie chodzi o to, że nie lubię Gwiazdki. Nie chodzi o to, że przeszkadza mi, kiedy ludzie ją świętują. Powiem więcej, nawet mi się to podoba. Gwiazdka po prostu nie jest moja i nie będzie bobasowa. Jest za to atrakcyjna, kolorowa i w odrobinę odpustowym wydaniu - wszechobecna. Nad pogłębioną symboliką bobas się raczej nie będzie zastanawiał, ale fasadę, jak przypuszczam, chętnie zaakceptuje, bo nic nie trafia do bobasów tak jak światełka, łakocie i prezenty.
Boję się tego bardzo. Nie chcę, żeby u nas w domu hanukowe świeczki zapalał Św. Mikołaj a drejdle i gelt wisiały na choince. Z drugiej strony wiem, że w naszym niewielkim gronie nie wyczarujemy tak okazałej atmosfery oczekiwania na święta, dla nas nie będzie iluminacji, przyozdobionych wystaw sklepowych, piosenek w centrach handlowych, ramówki w telewizji. 
Pytanie co zrobić, żeby bobas docenił takie małe, ale szczere i rodzinne święta?
Jak wytłumaczyć bobasowi dlaczego stała mu się taka krzywda, że urodził się w rodzinie innego wyznania?
Co zrobić, żeby bobas nie płakał kiedy tylko do niego nie przyjdzie Mikołaj?
Chyba pozostanie przebrać się za pancernika.

wtorek, 29 listopada 2011

Teść wie swoje - "całe szczęście"

Siedzę sobie w pokoju i czytam kiedy nagle wpada Teść.
- można wejść?! - woła, chociaż właściwie jest już w środku.
- oczywiście - odpowiadam zaskoczona bo prędzej można się spodziewać nagłej śmierci niż tego rodzaju wizyty.
- co to jest?! - wykrzykuje Teść wskazując na biały, plastikowy pojemnik, który stoi u nas już dobre 2 miesiące.
- kosz na brudne pieluszki - informuję.
- no to całe szczęście! - woła Teść i już go nie ma.

No fakt, myślę sobie, całe szczęście.

piątek, 25 listopada 2011

Odmienny stan - odmienne wyposażenie ; )

Jako, że ciężarówki wymagają pewnego zaplecza sprzętowego, ku własnej pamięci, a może też dla czyjegoś pożytku, postanowiłam zrobić subiektywny ranking ciążowych "hitów i kitów".

Rzeczy które bardzo sobie chwalę i bez wahania kupiłabym jeszcze raz:
  • Poduszka do spania rogal - zdecydowany hit, poprawia komfort o 100%, boję się pomyśleć co zrobiłabym osobie, która by mi go zabrała ; ).
  • Wciągane buty - joga jogą ale czasami trzeba szybko wyjść z domu.
  • Pasy ciążowe - dzięki nim wiosnę, lato i pół jesieni przechodziłam w ulubionych spódnicach i bluzkach. Jak na swoją cenę (ok 10 zł za sztukę na allegro) okazały się fantastycznie funkcjonalne.
  • Stepper domyos st 290 z decathlonu - bo czasami łapie "niechciej" i przyjemniej pospacerować przy dobrym filmie, bo na stepperze skrętnym da się robić wiele więcej rzeczy niż na prostym, bo jest w niższej klasie cenowej a nic mu nie brakuje.
  • Krem na rozstępy Mustela 9 miesięcy - drogi jak nie wiem ale działa: tam gdzie się smarowałam rozstępów nie ma, tam gdzie zapomniałam, a o chodzi o tyłek, rozstępy są.
  • Leginsy ciążowe (optymalnie ze szwami po bokach brzuszka a nie na środku) - nie dość, że wygodne, to jeszcze teraz wypada je nosić :) i pasują do wciąganych butów. Same zalety!

Rzeczy, które mogłam sobie spokojnie darować bo mimo usilnych prób nie znalazłam dla nich zastosowania:
  • Detektor tętna - mam łożysko z przodu i tętna nie słychać. Słychać kopniaki i czkawki ale też i czuć więc nie wiem czy trzeba je koniecznie śledzić wieloma zmysłami. Dobrze, że kupiłam używany za grosze bo dręczyłby mnie po nocach.
  • Krem z Rossmanna na rozstępy - mimo, że uwielbiam produkty z Rossmanna ten mnie pokonał. Kompletnie się nie wchłaniał tylko, nie wiem, mydlił? pienił? Skład ma super ale aplikacja to droga przez mękę a intensywny zapach doprowadzał mnie do rozpaczy. Nie zwalczyłam nawet połowy opakowania.
  • Grube legginsy ciążowe Zara for Mum - dobrze, że z drugiej ręki bo bardzo słabo się rozciągają, trzeba się nieźle napocić żeby je naciągnąć, zsuwają się i wiszą krokiem w samych kolanach a wokół kostek formują zalotne obwarzanki.

czwartek, 24 listopada 2011

"Ty to masz dobrze!"

Od samego początku moja ciąża przypominała odrobinę Wielką Pardubicką.
Zaczęło się kiedy jeszcze nie wiedziałam o bobasie a bobas już był: na wiadukcie zablokował mi się przedni hamulec w rowerze i pofunęłam przez kierownicę na tyle niefartownie, że wylądowałam w 90% na twarzy (w pozostałych 10% na małym palcu prawej dłoni) rozbijając sobie nos, przecinając obie wargi i ścierając sporo naskórka z twarzy. Bobas zanim było go choć trochę widać, był 2x prześwietlony i 2x poddany tomografii.
Kiedy tylko się ujawnił od razu pociągnął przyszłą mamę za żołądek. Zaczęło się nieprzytomne haftowanie, które trwało do końca 6 miesiąca.
Zaraz po haftowaniu pojawiły się problemu z cukrem. Najpierw dietka i spacerki, potem straszliwe diecisko i stepper, teraz insulinka, dietka i stepper.

Wszystkie te zdarzenia miały swoje 2 strony: jedną bardzo dobrą a drugą dosyć denerwującą.
Strona dobra: rozpaćkana twarz wydatnie ograniczyła mój apetyt, haftowanie ilość spożywanych kalorii a dieta i ćwiczenia znacznie zmniejszyły poziom cukru i dzięki temu bobas pojawił się, wyżył i nie wyrósł na bobasillę :).
Strona denerwująca to chór "zazdrośników".

Wypadku nikt mi nie zazdrościł, przynajmniej nie oficjalnie ;) ale kiedy zaczęłam haftować (bywało, że 25-30x dziennie, najczęściej koło 5-6x) pojawiło się pierwsze "ty to masz dobrze".
Okazało się, że "mam dobrze" bo:
  • "przynajmniej nie masz zachcianek"
  • "nie przytyjesz tak dużo w ciąży"
  • "możesz jeść bezkarnie" (bezkarnie? no w sumie wiszenie nas kibelkiem to prawie jak piknik)
Potem przyszła dietka i ćwiczenia. I co? Znowu okazało się, że "ja to mam dobrze".
"Mam dobrze" bo:
  • "to już tylko 3 miesiące"
  • "każdy chciałby tak zdrowo jeść nie każdy ma tyle czasu na gotowanie" (np. jogurtu 0% albo warzyw na parze przez 10 min)
  • "nie przytyjesz i jeszcze figura ci się poprawi"
  • "mieszkasz wysoko i bez windy, super nie dasz rady nie ćwiczyć, ja mieszkam nisko to mi się nie chce" (a ja mieszkam wysoko to mi się chce, im wyżej i bardziej w ciąży tym bardziej mi się chce, taka prawda ;)
Teraz przyszła insulina i nie zgadniecie: "mam dobrze"!
  • "inne osoby nie mogą się obejść bez fast foodu"
  • "są osoby, którym byłoby trudniej zrezygnować ze słodyczy"
  • "ty to się bez problemu skontrolujesz bo jesteś uporządkowana"
  • "nie każdy może mieć taką figurę w ciąży jak ty"
  • "ja to w ciąży miałam apetyt nie do opanowania, nie to co ty" (widzicie jakie proste: 1 zastrzyk i apetyt przechodzi! Powinni tę insulinę na czarno rozprowadzać dilerzy w klubach fitness ;)
Jakby ktoś znał korzyści płynące z rozstępów na tyłku albo sikania bez przerwy, chętnie się zapoznam ;).

    środa, 23 listopada 2011

    O cukrze i iluminacji

    Kuję się tu i tam. W palucha żeby zmierzyć, w ramię żeby podać dawkę insuliny, znowu w palucha żeby zapisać profil i jeszcze raz. Poza oporem psychicznym kucie się nie jest złe, jak się dobrze zamachnąć, nawet się nie zauważy. Nie będę ściemniać, że taka jestem dzielna: pierwszy raz odbył się na bodaj 3 zamachnięcia i przy głośnym biadoleniu, że nie mam wcale na to ochoty, ale jak mawia mój wujek: to zupełnie jak ze wskakiwaniem pod tramwaj, nie ma co się zastanawiać, bierze się i wskakuje ; ).
    Grunt, że bobas pozbawiony słodkości nie powinien już rosnąć w takim szalonym tempie jak do tej pory.

    Oprócz nakłuwania tydzień przyniósł jeszcze jedną zmianę: Przyszły Ojciec dostąpił iluminacji. Upraliśmy bobasa  dobytek (ale nie cały, o nie, będą jeszcze ze 2 pralki bo bobas nie ustaje w obrastaniu w rzeczy!). Przyszłemu Ojcu przypadło w udziale wieszanie bo sznurki wysoko, bo rąk do góry nie można, no i kto przy zdrowych zmysłach wyrywałby mu z rąk robotę, na którą wcale nie ma chęci? Ja zajęłam się sprawami przyjemnymi a kiedy, po dłuższym czasie, zaczęłam się obawiać, że Przyszły Ojciec zaginął, zastałam go w łazience, przyglądającego śpioszkom. Jakie to dziwne, że robimy pranie dla człowieka, którego jeszcze nie ma - powiedział. I co najlepsze - miał rację. Dziwne, niesamowite, do niczego na świecie nie podobne, normalnie Cud!

    ...hmm... hmmmm... proszę Cudu, czy mógłby Cud łaskawie zejść mi z pęcherza?

    Sprostowanie Przyszłego Ojca: "napisz, że ja często wieszam pranie, bo pomyślą, że to był pierwszy raz!". To prawda, Przyszły Ojciec wiesza pranie (i odkurza i zmywa), nawet czasami zupełnie sam z siebie :).

    sobota, 19 listopada 2011

    Testujemy Eko kule

     Od kilku tygodni piorę w eko kulach. Wiele osób pyta mnie jak mi się pierze i jak to u licha działa, bo firmy sprzedające tego typu wynalazki raczą nas wielce optymistycznymi ale niestety jałowymi poznawczo, "naukowawymi" wywodami okraszonymi mądrymi "angielskawymi" terminami albo co gorsza odwołującymi się wprost do duszy (typu "Ecoballs uosabiają wszystko w co wierzymy").

    Jako, że swoje musiałam odpękać żeby przedrzeć się przez całe to emocjonalne głaskanie mojego eko-ego i znaleźć cokolwiek merytorycznego, postanowiłam zebrać to do kupki dla innych zainteresowanych.

    Z dosyć szerokiej oferty wybrałam dosyć drogie (około 120 zł) kule Ecoballs firmy Ecozone:

     a, że jestem skora do szalonych porywów, zdecydowałam się od razu na wariant na 1000 prań.


    Skład:
    • Non-toxic solid washing pellets
    • Higher alkyl sulphate (niejonowa substancja powierzchniowo czynna)
    • Biodegradable non-ionic surfactant (niejonowa substancja powierzchniowo czynna zdolna do tworzenia miceli)
    • Sodium metasilicate (alkalium)
    • Calcium carbonate (alkalium)
    • Sodium carbonate (alkalium)
    • Sodium tripolyphosphate (alkalium)
    • Cellulose gum
     Co zawiera klasyczny proszek?

    - Związki powierzchniowo-czynne
    • Szybkie zwilżanie włókna
    • Usuwanie cząstek brudu z włókna,
      poprzez odpychanie elektrostatyczne 
    • Solubilizacja (zwiększenie rozpuszczalności) oleju,
      poprzez tworzenie miceli
    • Tworzenie zawiesiny brudu w roztworze
    W kulach ta grupa reprezentowana jest przez: Higher alkyl sulphate i tajemniczy surfaktant niejonowy.

    - Alkalia:

    • Neutralizacja zabrudzenia kwaśnego
    • Zmydlanie brudu tłuszczowego
    • Polepszenie usuwania brudu, na przykład, ze związkami anionowymi
    • Polepszenie tworzenia zawiesiny brudu i zapobieganie ponownemu
      osadzaniu się brudu
    • Optymalizacja warunków bielenia
    • Optymalizacja warunków dla stosowania enzymów
    Z alkaliów w kulach mamy:
    • bezwodny metakrzemian sodu (ph 1%=12,4, czynnośc alkaliczna jako Na2O 49%, dobra zdolność tworzenia zawiesiny brudu, dobra moc zwilżania, bardzo dobre właściwości usuwające brud, dobre właściwości płuczące), stosowany w detergentach typu „medium/heavy duty”
    • węglan sodu (ph 1%=11,5, czynnośc alkaliczna jako Na2O 29%, słaba zdolność tworzenia zawiesiny brudu, bardzo słaba moc zwilżania, zadowalające właściwości usuwające brud, słabe właściwości płuczące) występuje w postaci domieszki do krzemianów w celu zapewnienia odpowiedniej alkaliczności (pH 10 - 11)
    • STP (Sodium tripolyphosphate) (ph 1%=9,6, zadowalająca zdolność tworzenia zawiesiny brudu, słaba moc zwilżania, zadowalające właściwości usuwające brud, dobre właściwości płuczące)
    To właśnie wysokie pH morduje mikroby.

    - Sekwestranty
    związki chemiczne, które usuwają jony zawarte w wodzie twardej (wapń, magnez). 
    • zeolity
    • fosforany
    • fosfoniany NTA/EDTA
    • polimery akrylowe

    Paskudne dla środowiska, w kulach ich nie ma. Jeśli ktoś ma bardzo twardą wodę może stosować magnoball.


    - Inne składniki
    • Zapobieganie ponownemu osadzaniu się brudu
    • Rozjaśniacze optyczne
    • Enzymy
    • Środki bielące i ich aktywatory
    • Wypełniacze elektrolitowe 
    • Środki zapachowe
    • Środki ułatwiające przepływ
    • Kolorowe granulki
    • Środki przeciwpieniące na bazie krzemu
    Tych związków też w kulach nie ma więc nie ma co oczekiwać olśniewająco białego prania. Można dosypywać sody do białego prania.

    Tyle teorii teraz praktyka: Podobno wystarczy skrócony program, nie sprawdziłam tego bo mamy przepradawną pralkę i nie da się w niej takiego ustawić. Piorę w 40C (rzeczy lekko i średnio zabrudzone) lub w 50C (mocno zabrudzone). Mam bardzo twardą wodę ale mimo, że nie stosuję magnoball'a i nie widzę żadnych niepokojących objawów. Piorę głównie rzeczy moje i Przyszłego Ojca który jest pasjonatem ruchu w każdej postaci (dojeżdża do pracy na rowerze a nie potrafi jeździć powoli, chodzi na łyżwy, czasami dorabia pracując fizycznie) i straszliwie przepaca ubrania. Mimo to zapach się ładnie spiera, podobnie jak świeże plamy, również z krwi (po moim kuciu się do pomiarów cukru). Tłuste i stare plamy zeszły bez problemu po zastosowaniu Ecostain - odplamiacza dodanego do zestawu. Do prania (do kieszeni na płyn do zmiękczania) dodaję kilka kropli olejku eterycznego - lawendowego albo opium, którym pranie pięknie, delikatnie pachnie.

    Podsumowując: Prane w kulach rzeczy są czyste, doprane, bez lepkiego, niewypłukanego proszku, bez zapachu. Nie elektryzują się i są nawet bardziej miękkie od pranych ze zmiękczaczem do tkanin. Dodany do zestawu odplamiacz bez problemu radzi sobie z zabrudzeniami, które generujemy my, zobaczymy jak sobie poradzi z bobasowymi plamami. Dla mnie idealne rozwiązanie do kolorowego prania, niestety o śnieżnej bieli możemy zapomnieć. Rozwiązaniem może być dodawanie do białego prania niewielkich ilości proszku (tak robię) lub sody (tak słyszałam).

    Przy pisaniu ten notatki pomogła mi broszura "Zrównoważony rozwój przemysłowych procesów pralniczych"  wydana w ramach programu Leonardo da Vinci Project.

    piątek, 18 listopada 2011

    Chleb mieszany ziołowo-serowy

    • 150 g mąki żytniej
    • 500 g mąki pszennej
    • 1 łyżeczka drożdży suszonych
    • 20 g zakwasu
    • 440 ml wody
    • 12 g soli (1,5 łyżeczki), jeśli ktoś lubi słony chleb 16 g (2 łyżeczki)
    • 1 łyżka suszonej bazylii
    • 2 czubate łyżki tartego parmezanu albo innego sera w tym typie
    Chleb piecze się w garnku, identycznie jak ten. Zrobić go na samym zakwasie albo na samych drożdżach, dwukrotnie zwiększając ilość).
    Mając dość mąki w całej kuchni wprowadziłam drobną modyfikację: po nocnym wyrastaniu wyrzuciłam go na naoliwioną (a nie, jak robiłam wcześniej, umączoną) stolnicę, kilka razy zawinęłam szpatułką brzegi do środka i sturlałam do naoliwionej miski na drugie wyrośnięcie. Dalej wszystko przebiegało bez zmian. Odrobinę się przykleił z jednej strony ale jak widać nie miało to najmniejszego wpływu na końcowy efekt. Przed przykryciem posypałam chleb słonecznikiem ale się nie trzyma za dobrze, więc nie polecam tego sposobu :).

    czwartek, 17 listopada 2011

    Mściciel ma młode

    Stało się, Karmazynowy Mściciel pospraszał znajomych. Tym razem szczęśliwie ulokowali się w strefie gatkowej, więc jedyne czego będę sobie musiała z ich powodu odmawiać, to bieganie z gołym tyłkiem w miejscach publicznych. Przeklinam tylko własną beztroskę: smarowałam biust i brzuch, biodra i uda a o tyłku, który jakoś nie rósł, zapomniałam i mam. Wyglądam jakbym usiadła na kaloryferze (akordeonie?).

     "Jeden całus przemieni mnie w księcia. Ale nie spodobają ci się te rozstępy." Stąd

    niedziela, 13 listopada 2011

    Przyszły Ojciec przychodzi z odsieczą

    Od rana mam stepper! Już wiem, że jest to największe osiągnięcie ludzkości od czasu wynalezienia krojonego chleba!

    A było tak:
    Żeby się trochę odcukrzyć miałam spacerować 3x dziennie po pół godziny. Przedsięwzięcie wydaje się proste i nie kłopotliwe ale: mieszkam na 4 piętrze w starym budownictwie i mam bobasa na pokładzie. Kombinacja tych 2 czynników spowodowała, że wyprawa na spacer układała się przeważnie według następującego schematu:
    -sikanie,
    -zakładanie spodni, bluzki, swetra,
    -ćwiczenia rozciągające czyli zakładanie butów,
    -oj przydałoby się wysikać!
    -sikanie,
    -zakładanie drugiego swetra, szalika czapki, kurtki,
    -schodzenie po schodach,
    -oj, przydałoby się wysikać!
    -jedna mała rundka dookoła parku,
    -oj, przydałoby się wysikać!
    -pół rundki,
    -oj, przydałoby się wysikać! Minęło dopiero 15 minut. Wejść na górę i zejść jeszcze raz czy wytrzymać jeszcze jedno kółko? Decyzja: bobasie wytrzymujemy!
    -kolejne pół rundki,
    -oj, przydałoby się wysikać! Teraz! Pędźmy! A spacerek? A brakujące 10 minut? Jakie 10 minut?! Tu idzie o życie!
    Z pęcherzem w kolanach i duszą na ramieniu dopadam do klatki a tam mój najgorszy koszmar: schody, 4 piętra, stare budownictwo. Wchodzę. Już ostatni kawałek przed klatką pokonywałam drobnym truchtem więc dyszę jak lokomotywa. Dobrze, że się kiwam na boki to się nie potykam o własny wywieszony język. A podłych schodów przybywa i przybywa. Chyba w całym życiu tyle niecenzuralnych słów nie powiedziałam co w ciąży na schodach. Po nierównej walce, sina na gębie, z tętnem 120, cukrem 49 i ciśnieniem 85/37 dopadam drzwi do toalety.
    I taka przyjemność 3x dziennie, a powinna być 4x bo prawie za każdym razem "urywam" te 10 minut z przyczyn technicznych. Ale system spacerowy działał jako tako aż do wczoraj, kiedy to pierwszy raz nie ja wygrałam ze schodami tylko schody ze mną*. Widząc moją rozpacz i przypominając sobie o zaległym prezencie urodzinowym, Przyszły Ojciec, dobry człowiek, sprawił mi dziś stepper.

    * tej części miałam nie pisać ale jeśli jakiejś ciężarówce ma być z tego powodu raźniej to niech wie, że nie jest sama.

    sobota, 12 listopada 2011

    29 tydzień

    Bobas:
    • ma już 2-3% tłuszczyku w ciele
    • zanika mu futerko
    • umie regulować temperaturę
    • ma w pełni rozwinięty węch
    • wydziela androgeny i estrogeny
    • całkiem samiutki produkuje swoje erytrocyty
    • przez ponad 70% czasu śpi
    • potrafi wysiusiać 0,5 l w ciągu doby
    • z wyprostowanymi nóżkami ma już ponad 40 cm (samo udko ma 6 cm długości!) i waży ponad 1300 g
    • coraz mniej przypomina staruszka a coraz bardziej słodkiego, grubiutkiego modela z reklamy pieluszek i papki w słoiku :)
    Ja:
    • waga: 64 kg (8 kg na plusie)
    • obwód w pasie: 104 cm (34 cm na plusie)
    • obwód pod biustem: 80 cm (10 cm na plusie)
    • obwód w biuście:  96 cm (15 cm na plusie)
    • obwód w biodrach: 97 cm (7 cm na plusie)
    • rozmiar buta: 39,5 (1 na plusie)
    ciąża - same plusy ; )

    piątek, 11 listopada 2011

    Garnkofaza

    Chleby bez zagniatania pieczone w garnku żeliwnym okazały się być odpowiedzią na moje pobożne chlebowe życzenia. Nie rozlewają się, zawsze wyrosną i nie trzeba dokonywać sztuk żeby je upiec. Poza tym wiele wybaczą, więc postanowiłam nie zwlekać tylko posunąć je jeszcze jeden mały kroczek w kierunku mojego wymarzonego pieczywa: dodać mąki żytniej.


    Chleb pszenno-żytni na zakwasie z cebulką
    • 450 g zwykłej mąki pszennej
    • 150 g mąki białej żytniej
    • można dodać 1/8 łyżeczki suszonych drożdży ale nie jest to konieczne
    • 390 ml wody wymieszanej z 2-3 łyżkami zakwasu (zależy od siły, konsystencji i od tego jak kwaśny lubimy chlebek)
    • 1,5 płaskiej łyżeczki soli
    • 2 podsmażone cebule lub dla leniwych prażona cebulka(można zastąpić ją innym dodatkiem: suszonymi pomidorami, suszoną papryką, kminkiem, czarnuszką albo całkiem wyeliminować)
    Wieczorem:
    mieszamy składniki suche z suchymi, mokre z mokrymi a potem wszystko razem ze sobą (ciasto ma być gęste jak na mieszanie łyżką a trochę za luźne, żeby wyrabiać je ręką) i zostawiamy przykryte w misce lub w garnku.
    zakwas
    Rano:
    Znajdujemy nasze ciasto wyrośnięte:
    wyrzucamy na omączoną stolnicę, posypujemy mąką, rozpłaszczamy, składamy na 3 (boki do środka), potem znowu na 3 (góra i dół do środka), solidnie podsypujemy mąką, odwracamy i wkładamy do drugiego wyrastania:

    Będzie rosło 1-2 godziny. Gotowość do pieczenia poznajemy dziubiąc palcem ; ) (jeśli dołek od razu się wyrówna - ma jeszcze porosnąć, a jeśli wyrówna się powoli lub zostanie - ciasto jest gotowe). Ja po godzinie rośnięcia włączam piekarnik na około 230C i wkładam do niego moją brytfannę robiącą za garnek żeliwny. Kiedy piekarnik się nagrzeje wrzucamy ciasto do gorącego garnka:

    Zamykamy pokrywką i pieczemy około 35 minut. Po tym czasie zdejmujemy pokrywkę i dopiekamy 10 minut w 200C lub w wyłączonym piekarniku (bo eko, oszczędniej a równie dobrze wychodzi):
     Wyrzucamy na kratkę i bijemy wszystkich po łapach bo nie można kroić dopóki nie wystygnie:
     Wracamy do kuchni i okazuje się, że polowy chleba już nie ma ;):

       

    środa, 9 listopada 2011

    Kulista zjawa :)

    Kulista zjawa ukazuje się punktualnie 3x dziennie, czasami również dodatkowo w środku nocy. Przemieszcza się wolno wyznaczoną trasą, kołysząc się na boki i wydając niepokojące odgłosy.

    W okolicy o  Zjawie krążą już legendy: że sapie, że się zatacza i, że o dziwnych porach przyspiesza wędrówkę i znienacka wpada do uczelnianych budynków by nawiedzać toalety. Straż Akademicka doszła do wniosku, że najbezpieczniej nie stawać jej na drodze, bo ignorowana zachowuje się pokojowo. Mimo to Kulista Zjawa budzi w sercach strażników jeśli nie trwogę to przynajmniej zaniepokojenie.

    Wydaje się, że Kulista Zjawa może być przyczynkiem do rozwiązania zagadki innych sławnych Zjaw: Białej Damy, Zjawy z Chomiąży Szlacheckiej, Wodnej Białej Pani, Dziewczyny z Latarnią, Nimfy z Rogozińskiego Jeziora czy Mary z Zajączkowa. Gdyby pozbawić je powłóczystych szat i dzwoniących łańcuchów prawdopodobnie wszystkie okazały by się snującymi się po nocach, jęczącymi ciężarnymi, poszukującymi kibelka.

    wtorek, 8 listopada 2011

    28 tydzień

    Czas leci, ja pęcznieję i się wybrzuszam a bobas mądrzeje i obrasta w tłuszczyk. Jeśli wierzyć internetowi w 28 tygodniu potrafi już otwierać oczy, a kiedy śpi - śni. Mały człowieczek :).

    środa, 2 listopada 2011

    Piekę

    W związku z dużą ilością czasu i odzyskaną niedawno siłą do życia, reaktywowałam moją pasję: pieczenie chleba. W ciągu 3 lat piekarniczej przygody przeszłam chyba wszystkie stadia "chlebozy":
    - foremki, blaszki i chleb na drożdżach,
    - maszynę do wypieku i chleb na drożdżach,
    - maszynę do wypieku i chleb na zakwasie,
    - foremki, blaszki i chleb na zakwasie.
    Za względu na uciążliwość tej ostatniej, najsmaczniejszej opcji od przeprowadzki nie zabrałam się za wypiek ani razu.
    Objawienie przyszło w zeszłym tygodniu, kiedy dowiedziałam się o no-knead bread czyli o chlebie bez zagniatania wg. przepisu Jim'a Lahey, który po publikacji w The New York Times zrewolucjonizował pojęcie o domowym pieczeniu. Okazało się, że domowy chleb może być smakowity, i nie koniecznie musi rosnąć na krwawym pocie i łzach. Tutaj więcej o nim, z filmikiem instruktażowym: Moje Wypieki.
    Upiekłam taki w garnku (reprezentowanym przez zwykłe szkło żaroodporne z przykrywką) i rodzina oszalała. Szalałam i ja bo na cały proces (łącznie z zaglądaniem i sprawdzaniem czy rośnie ; )) poświęciłam może pół godziny. Chleb zniknął a ja przypomniałam sobie o moim dawno zapomnianym zakwasie. Jako, że do odważnych świat należy, reanimowałam zakwas i przystąpiłam do działania:


    Chleb "najprostszy" na zakwasie:
    • 400 g mąki białej pszennej lub chlebowej
    • 1 łyżeczka soli
    • 260 ml wody wymieszanej z 2-3 łyżkami dobrze odkarmionego zakwasu

    dalej wszystko (ze  stroną wizualną włącznie) jak w oryginalnym no-knead bread:
    1. składniki mieszamy przez paręnaście sekund (ciasto będzie luźne i ciągnące)
    2. przykrywamy i odstawiamy na noc
    3. rano wykładamy na solidnie omączoną stolnicę, posypujemy mąką, trochę rozpłaszczamy i składamy na pół wzdłuż a następnie na pół w poprzek
    4. przekładamy do wyrośnięcia do omączonego koszyka albo na omączoną  ściereczkę (sporo mąki, żeby się nie przykleiło) i zostawiamy godzinę, półtorej do wyrośnięcia
    5. do zimnego piekarnika wstawiamy nasz garnek (bez plastikowych części!), garnek żeliwny lub szkło żaroodporne, bez różnicy, byle z pokrywką, ustawiamy na 240C
    6. kiedy się nagrzeje trzeba przeturlać/przerzucić ciasto do gorącego naczynia, przykryć, wstawić na 30 min do pieczenia, po tym czasie odkryć zmniejszyć temperaturę do 210C (lub w wersji ekonomiczno-ekologicznej wyłączyć piekarnik, ja tak robię) i dopiekać jeszcze około 10 minut, do ulubionego zrumienienia skórki
    7. chleb wyciągamy i przekładamy na kratkę do wystygnięcia
    Po udanym debiucie piekę ten chleb codziennie. Zakupiłam nawet żeliwną brytfannę, żeby móc piec większe bochenki :). Niestety białego pszennego jeszcze nie próbowałam i chyba nie spróbuję, dopóki nie urodzę. Moje cukry szaleją wściekle mimo uczciwie stosowanej diety ( wczoraj po posiłkach 230, 192, 175, 156 mg/dl). Chyba jestem nadzieją podupadającego polskiego cukrownictwa: rano produkuję cukier z powietrza. Czekam na wizytę i jakiś ratunek bo brakuje mi już pomysłu .

    piątek, 28 października 2011

    Słodkie zmartwienia

    Dzisiaj wypada nasza studniówka (ale o wbiciu się w czerwone majtki mogę raczej zapomnieć ;)), która przebiega pod znakiem słodkości i cukru, a konkretniej glukozy. Wczoraj obciążaliśmy się z bobasem ulepkiem z 75 gramów i wyszło, że to dla nas za dużo. Mam w domu glukometr więc dostałam zalecenie, żeby pisać co zjadłam i mierzyć. O ile na czczo jest pięknie bo 97 mg/dl to po zjedzeniu 3 kanapek z ciemnego pieczywa z białym serem i kiełkami i odczekaniu godziny cukier wyorbitował na 210 mg/dl. Na drugie śniadanie mała porcja pełnoziarnistych płatków i 171 mg/dl.
    Wychodzi na to, że albo ja jestem słodka dziewczyna albo to przez słodkiego bobasa. Oj, chyba będzie dietka.

    środa, 26 października 2011

    "3" z przodu

    Okrągłe rocznice skłaniają ludzi do rozrachunków, podsumowań i innych tam refleksji a, że jedną taką mam świeżo w pamięci, zaczęłam się zastanawiać czy jestem zadowolona z dotychczasowych postępów w życiu.
    Trzydziestka, bo o niej mowa, podkradła się niepostrzeżenie kiedy całą swoją energię i uwagę kierowałam na zasiedlającego mnie bobasa. Bobas uratował mnie przed nerwowym wyliczaniem zysków i strat, paniką i zamartwianiem się zmarszczkami. Nie pojawił się u nas od razu, kazał na siebie długo czekać. W planach przed trzydziestką miały być 2, potem jeden a potem jakiś, kiedykolwiek. Teraz kiedy bobas jest i zdrowo rośnie, niezrealizowane plany, siwe włosy i zmarszczki nie mają odwagi się wychylić i zawracać mi głowy. Wszystko jest dokładnie tak, jak powinno :).

    Zresztą Garfield skończył 30 lat już 3 lata temu a jak świetnie się trzyma!
    Minusy: kłopoty z pamięcią, wypadanie sierści, włosy w nosie i uszach, plamy wątrobowe, szwankujące stawy i obwisła skóra. Plusy: tort. Nie ma porównania.

    poniedziałek, 24 października 2011

    Klęska urodzaju

    Wychodząc z założenia, że lżej i łatwiej mi raczej już nie będzie, dosyć wcześnie zabrałam się za kompletowanie bobasowej wyprawki. Jedno załatwione, martwić się nie trzeba, z głowy, te rzeczy.

    Plan był prosty ale, jak się okazało nie pozbawiony wad, bo jakieś 2 tygodnie temu rozpoczął się niekontrolowany spływ bobasowych dóbr. Bobasowe ubranka w nieprzytomnych ilościach wylewają się z każdej szafy, bobasowe śpiworki, rożki, kocyki i kołderki wypełniły skrzynię łóżka. Cały pokój zyskał nowy temat przewodni z koszem na brudne pieluszki na honorowym miejscu ;).

    I tak bobas ma już:

    • 5 pajacyków grubych
    • 23 pajacyki cienkie
    • 1 para śpiochów grubych
    • 1 para śpiochów cienkich
    • 9 par bodziaków  z długim rękawem
    • 7 par bodziaków  z krótkim rękawem
    • 7 kaftaników z długim rękawem
    • 3 kaftaniki z krótkim rękawem
    • 3 pary rajstopek grubych
    • 3 pary rajstopek cienkich
    • 7 par spodenek
    • 6 bluz
    • 7 par rampersów
    • 8 par skarpetek w tym 2 grube
    • 4 pary podkolanówek
    • 3 pary rękawiczek niedrapek
    • 6 czapeczek w tym 2 wiązane
    • 1 szlafroczek

    A to może jeszcze nie być koniec. Wydaje się, że pierwszy miesiąc oblecimy bez prania ;)

    czwartek, 20 października 2011

    Mania kiełkowania

    O wiele prościej i praktyczniej byłoby gdybym miała zachcianki na ogórki kiszone czy lody.  Można by wtedy wysłać Przyszłego Ojca na, znane z komedii romantycznych, nocne polowanie. On miałby szansę się wykazać, ja poczuć jego troskę a upragniony obiekt w ciągu godziny lądowałby na moim talerzu. Ale nie, trzeba było oryginalnie!

     Mój zupełnie niewinny przedciążowy apetyt na kiełki obecnie przeistoczył się potwora nie do opanowania. Pożądam kiełków jak Smok Wawelski dziewic (albo koń owsa) i biada temu, kto stanie mi na drodze! A pozyskanie kiełków,  jest proste ale rozciągnięte w czasie: trzeba kupić nasiona, namoczyć, wysiać, przelewać i co najgorsze, cierpliwie czekać.

    Żeby zapewnić ciągłość dostaw rozbudowałam kiełkownicę o 3 piętra. Przyszły Ojciec, rozumiejąc powagę sytuacji, z troską zaproponował mi dokupienie kolejnych 3. Zakupiłam w ilościach półprzemysłowych nasiona:
    lucerny, brokuła, rzodkiewki, koniczyny, czerwonej kapusty, fasoli mung, lnu, ryżu, rzeżuchy, pszenicy i surowe orzechy ziemne. Póki co ani razu nie udało mi się donieść kiełków do lodówki.

    środa, 19 października 2011

    Karmazynowy Mściciel czyli rozstąpiłam się

    Mimo wcierań, masowań i innych rozpaczliwych prób uniknięcia tego losu pojawił się wczoraj na lewym pośladku. Ma ponad 20 cm długości, jest paskudny, porozgałęziany i tak się sprytnie umiejscowił, że wylezie spod każdego kostiumu. Czysta perfidia. A może oficjalne pasowanie na przyszłą mamę? Pamiątka na ciele jak tatuaż czy plemienne wzory? Order bobasa, który powinnam z dumą nosić?
    Zwalczyć go raczej nie zwalczę, więc pracuję nad polubieniem :).

    niedziela, 16 października 2011

    Metrówka

    Dzisiaj zaistniały 2 ważne okoliczności przyrody:
    • po pierwsze zaczynamy 25 tydzień ciąży. Jeśli wierzyć internetowi bobas jest już wielkości bakłażana: ma ponad 30 cm długości i waży ponad pół kilo.
    • po drugie świętujemy metrówkę: wybrzuszyliśmy się uzyskując obwód okrągłego (bardzo okrągłego ;)) metra. Mogliby nas trzymać w Sevres pod Paryżem jako wzorzec, bardzo wygodny, bo nie trzeba przykładać, wystarczy potoczyć.
    W czasie ostatnich 24 tygodni:
    • nasza waga wzrosła o 7kg
    • biust z kieszonkowego 70B zmienił się w biuścillę 75E
    • przybyły nam 34cm w pasie
    • tydzień temu pępek wyskoczył na zewnątrz
    • prawa stopa urosła o jeden numer

    Bobas robi co może, żeby dać o sobie znać a ja nadal nie mogę uwierzyć. Wiem, że mam bobasa na pokładzie, przecież z nim rozmawiam, śpiewam mu, czuję jak kopie. Wiem, ale nie wierzę. Uwierzę jak zobaczę :).

    sobota, 15 października 2011

    Brzuch publiczny

    Po przeczytaniu tego posta zaczęłam się zastanawiać jak kwestia straszenia przez bardziej doświadczonych wygląda w ciąży. Owszem, straszą trochę porodem, laktacją, nieprzespanymi nocami i brakiem czasu ale nie w takim natężeniu żeby było to warto roztrząsać.

    Zauważyłam natomiast inną rzecz: mój brzuch przestał być moim brzuchem a zaczął być własnością publiczną, szczególnie starszych pań. I nie mówię o klasycznym: "na kiedy termin? oooo, to duży/malutki ma pani brzuszek jak na ten miesiąc! A będzie chłopiec czy dziewczynka? Ja myślę, że jednak to drugie..."

    Wybrałyśmy się z koleżankami do sklepu z używaną odzieżą. Stałam właśnie w kolejce do przymierzalni kiedy jedna z pań nie wytrzymała:
    -ja panią bardzo proszę, żeby nie tłamsiła tak pani tego dziecka!
    Zamieniona w pogrubiony, podkreślony znak zapytania czekałam na dalsze wyjaśnienia.
    -chodzi przecież o ciemne kolory moja droga!  Pani ma na sobie czarne spodnie, przy samym brzuchu, nie można!
    Wtedy wkroczyła pani numer 2:
    -spójrzcie tylko jakie ubrania ta pani dla siebie wybrała! Chciałaby pewnie żebyśmy wszystkie się tak ubierały! - wysyczała wskazując na trzymane przez panią numer 1 kwietne koszule non iron.
    -tak, tak - poparły panią nr 2 inne kupujące
    -ależ droga pani - odparowała pani numer 1 - wszyscy wiemy, że kolor wpływa na samopoczucie i energię! Zaklinam cię gołąbku, niech pani nie nosi czerni. Dziecko będzie przygaszone. Czy ma pani na sobie więcej czarnych rzeczy?
    - podkoszulkę - wyznałam
    - też przy samym brzuchu! - tego już dla pani nr 1 było wyraźnie za dużo.
    - a gdzie ma mieć? - zapytała pani nr 2 po czym zwróciła się do mnie - proszę mi obiecać, że będzie pani dalej nosić czarne ubrania!

    Wyszłam ze sklepu i temat niby zniknął ale nie do końca, bo starsze panie czają się tu i tam, zawsze skore do udzielania rady:
    - nie trzymaj rąk w kieszeniach bo przedwcześnie urodzisz,
    - nie podnoś rąk do góry i nie noś łańcuszków bo się w pępowinę zaplącze,
    - nie patrz na księżyc bo będzie łyse, zwłaszcza na księżyc w pełni,
    - nie noś ubrań przy ciele bo zauważą, że jesteś w ciąży i ktoś zauroczy,
    - i nigdy, ale to przenigdy nie patrz, jak ktoś zapala świeczki lewą ręką, bo nie i już

    Nie mogę się na bobasa doczekać,  nie tylko dlatego, że będzie bobas, ale też dlatego, że mój brzuch stanie się z powrotem jedną z części mojego ciała.

    piątek, 14 października 2011

    Lulaj bobas

    Od kilku tygodni bobas wykazuje zainteresowanie muzyką. Na niektóre piosenki reaguje szczególnie pozytywnie - delikatnym fajtaniem. W związku z tym, że śpiewnie i granie bobasowi przynosi rozliczne korzyści, postanowiłam sobie i jemu nie odmawiać tej małej przyjemności :).

    Pośród wszystkich testowanych piosenek bobas upodobał sobie szczególnie 2:

    Muzyka: Krzysztof Marzec, tekst: Ewa Chotomska, akordy
    Mydło lubi zabawę

    Mydło lubi zabawę w chowanego pod wodą  C F C G F C
    Każda taka zabawa jest wspaniałą przygodą C F C G C
    Kiedy dobry ma humor to zamienia się w pianę C F C G F C
    A jak znajdzie gdzieś słomkę, puszcza bańki mydlane. C F C D G

    Ref.:
    Mydło wszystko umyje, nawet uszy i szyję
    F G C a
    Mydło, mydło pachnące jak kwiatki na łące F G F C

    Mydło lubi kąpiele, kiedy woda gorąca
    Skacząc z ręki do ręki, złapie czasem zająca
    Lubi bawić się w berka, z gąbką chętnie gra w klasy
    I do wspólnej zabawy wciąga wszystkie brudasy.


    Muzyka i tekst: June Carter i Merle Kilgore, wykonanie: Johnny Cash, akordy
    Ring Of Fire  


    Love Is A Burning Thing G C G
    And It Makes A Fiery Ring C G
    Bound By Wild Desire C G
    I Fell Into A Ring Of Fire C G

    CHORUS:
    I Fell Into A Burning Ring Of Fire D C G
    I Went Down, Down, Down D
    And The Flames Went Higher C G

    And It Burns, Burns, Burns
    The Ring Of Fire C G
    The Ring Of Fire C G

    The Taste Of Love Is Sweet
    When Hearts Like Ours Meet
    I Fell For You Like A Child
    Oh,But The Fire Went Wild

    CHORUS
    I Fell Into A Burning Ring Of Fire
    I Went Down, Down, Down
    And The Flames Went Higher
    And It Burns, Burns, Burns
    The Ring Of Fire
    The Ring Of Fire

    Love Is A Burning Thing
    And It Makes A Fiery Ring
    Bound By Wild Desire
    I Fell Into A Ring Of Fire

    I Fell Into A Burning Ring Of Fire
    I Went Down(down), Down(down), Down(down)
    And The Flames Went Higher Higher Higher

    I Fell Into A Burning Ring Of Fire
    I Went Down(down), Down(down), Down(down)
    And The Flames Went Higher Higher Higher

    środa, 12 października 2011

    Teść wie swoje

    Tak się złożyło, że na skutek różnych zawirowań rok temu zamieszkaliśmy u teściów. Teściowa jest uroczą kobietą i nawet jeśli zrobi coś nie po naszej linii, ciężko jej odmówić dobrych intencji. Teść natomiast, teść wie swoje i rzeczywistość nie ma wyboru, jeśli nie chce zostać zignorowana, musi się ugiąć ;).


    Historia z brodą ale niezbyt długą:

    Zaparzyłam sobie herbatę. Zrobiłam 2 czy 3 rzeczy, wróciłam po nią do kuchni, siadłam i piję. Smak od początku wydał mi się podejrzany ale tak już teraz mam, dzień wcześniej podobnie paskudnie smakowały mi orzechy ziemne i razowe pieczywo, teraz pewnie przyszła kolej na herbatę, naturalna kolej rzeczy. Piję, piję aż dopiłam i co zobaczyłam na dnie? Rybie flaki i łuski.
    Zła jak osa udałam się do teścia, żeby zapytać dlaczego mi wrzucił rybie flaki do herbaty. Byłam przekonana, że zrobił to niechcący i nawet nie zauważył ale ciążowy temperament nie pozwolił mi sprawy zmilczeć. Idę i co słyszę? "Po pierwsze nie do herbaty tylko do esencji a po drugie wcale nie dużo!".

    No i jak tu go nie kochać?

    wtorek, 11 października 2011

    Testujemy Aladdin Bento box

    Aladdin Bento Box pojawił się u nas 8 dni temu jako odpowiedź na trudne pytanie: co dać na urodziny Przyszłemu Ojcu, który wszystko ma i niczego nie chce? Pytanie doczekało się nieoczywistej odpowiedzi: najlepiej pudełko na żywność. Przyszły Ojciec wykazuje bowiem godną pochwały cechę - sam z siebie zabiera jedzenie do pracy. Twierdzi, że koledzy nie śmieją się bardzo kiedy podczas przerwy wyciąga pudełka i słoiki.
    Prezentowe pudełko miało spełniać następujące kryteria:
    • obecność przegródek
    • szczelność
    • możliwość podgrzewania w kuchence mikrofalowej
    • pojemność godna Przyszłego Ojca
    Po dłuższych deliberacjach  wybór padł na  Aladdin Bento Box:
     Według specyfikacji producenta
    • zastaw składa się z 2 dających się łączyć pudełek o pojemności 0,35 i 0,6 litra
    • zawartość pozostaje zimna albo ciepła przez 4 godziny (0.35L) / 5 godzin (0.6L) kiedy pudełka są połączone
    • 100% szczelny
    • pudełka bez pokrywek można bezpiecznie podgrzewać w kuchence mikrofalowej
    • wolny od BPA
    • można go myć w zmywarce
     Podstawowa z mojego punktu widzenia zaleta to możliwość zabrania ze sobą 3 różnych potrawy (np. ryżu, curry i surówki) bez ryzyka wymieszania. Tutaj ujawnia się jedyna zaobserwowana wada systemu: przegródka pasuje tylko do większego pudełka, nadal jednak pozostaje nam szereg możliwości upakowania różnych ilości jedzenia w różnych konformacjach.

    W związku z tym, że Przyszły Ojciec ma w pracy dostęp do mikrofalówki, nie przykładałam wielkiej uwagi do obietnic związanych z zachowywaniem temperatury, aż do momentu, kiedy okazało się, że spełniają się w 100% i kwestia mikrofalówki straciła na znaczeniu. Okazało się mianowicie, że jego ulubiona zupa pomidorowa z makaronem dojechała do pracy w całości a po 5 godzinach nadal była gorąca.

    Nawiązujący do japońskich pudełek do bento termos zachwyca starannością wykonania i funkcjonalnością. Nie zaskakuje, że został uhonorowany nagrodami Red Dot Design Award 2009, iF Product Design Award 2010 i Design Plus Award 2010. A deser coś, co dodatkowo poprawiło mi humor: Aladdin Bento Box wykonany jest w 95% z polipropylenu pochodzącego z odzysku :).

    Może i kojarzy się odrobinę z babciną piętrową menażką ale jest to menażka w kosmicznej technologii :).

    sobota, 8 października 2011

    Wszechświat się rozszerza

    Dokładnie tak. Mam na to niezbite dowody. Za każdym razem kiedy idę w znane miejsce znajduje się ono dalej niż poprzednio. Od sklepów "po sąsiedzku" dzielą mnie teraz  całe lata świetlne, nawet przychodnia się oddaliła a dotarcie tam wymaga wiele czasu, sapnięć i odpoczynków.
    A bobas pewnie siedzi i zaciera ręce: im wszystko jest dalej, tym bobas jest bliżej :)

    piątek, 7 października 2011

    Jesień

    Mój rok dzieli się na dwie podstawowe pory: warzywną i kiełkową. Dziś rano obudziłam się z przemożną potrzebą kiełkowania. Zastanawiałam się przez chwilę czy to już, ale ostatecznie potrzeba kiełkowania zwyciężyła. Zalałam w filiżankach moje ulubione nasiona: brokuła, lucernę i rzodkiewkę i przypomniałam sobie fragment z jednej z moich ulubionych książek:

    "- Tatusiu! - zawołał Muminek. - Nic nie zauważyłeś? Mamy lampę!
     - Tak - rzekła Mama Muminka. - Uznałam, że powinniśmy zapalić lampę, bo wieczory zaczynają być długie. Właśnie dziś miałam takie uczucie.
     - Ale w ten sposób zakończyłaś lato - powiedział Tatuś. - Nie należy zapalać lampy, dopóki lato naprawdę nie minie.
     - Potem jest już jesień - rzekła Mama cichym głosem."
    T. Jansson, Tatuś Muminka i morze


     
     

    Testujemy ałun

    Bobas mnie zmienia. Oprócz zmian łatwo dostrzegalnych jak dyniowaty brzuch, pajączki na dekolcie czy syfki na karku, wprowadza też zmiany subtelniejsze: wywołuje pęd sprawdzania, testowania i szukania nowych rozwiązań w miejsce tych, które latami bardzo dobrze dobrze się sprawdzały. Tym razem padło na dezodoranty.

    Po przeczytaniu wielu optymistycznych opinii w internecie, za 24 zł nabyłam w Rossmannie kryształ ałunu:
    Skład: Ammonium Alum
    Wcześniej stosowałam Antidral, który zaskakująco skuteczny w walce z poceniem, masakrował moje pachy i jego mniej jadowitą i trochę mniej skuteczną wersję: Bloker Ziaji.

    Stosowanie: zwilżyć przed użyciem, stosować na umytą skórę
    Pierwsze wrażenia: Hurra! nie pachnie wcale nic a nic! Jest ze 2x cięższy niż zwykły dezodorant. Cena dosyć wysoka ale po pierwszej aplikacji dochodzę do wniosku, że mogę nie zdążyć go zużyć za swojego życia. Pora na test terenowy.  Wybrałam spacer nordic walking i powrót po schodach na 4 piętro w starym budownictwie. Sapałam i zipałam jak parowóz, pod pachami pojawił się delikatny ślad wilgoci ale nie było go widać na ubraniu. Do wieczora nie pojawił się żaden zapach. Wydaje się, że działa :).

    Po 3 dniach: Ałun ujawnił bardzo przyjemną cechę: zastosowany na skórę bezpośrednio po goleniu pięknie łagodzi i niweluje mój wielki problem: czerwone kropki. Mokre nogi, pachy i inne takie przetarłam kryształem - podrażnienie od razu zniknęło. Niestety nie  uchronił mnie do końca przed poceniem. Przy wysiłku jakim było dostanie się do przychodni pojawiło się uczucie wilgoci ale bez mokrych plam. Kolejny krok: kombinacja alpejska - ałun po myciu plus Bloker raz na 2-3 dni.

    Po kolejnych 4 dniach:  Ałun plus Bloker co 3 dni to jest kombinacja przy której zostanę. Zobaczę jeszcze co powiem latem ale tym czasem działa rewelacyjnie. Antykropkowy efekt podepilacyjny też się utrzymał i to jest chyba największe odkrycie jeśli chodzi o ałun.

    wtorek, 4 października 2011

    Bobas w datach i centymetrach

    Bobas ma 22 tygodnie i 3 dni, prawie 20 cm od czubka głowy do kuperka (30 cm do pięt), 98 cm obwodu i 6 kg na plusie w maminym brzuchu.
    22.05, siedmiodniowy podówczas bobas, spowodował pierwsze ale bynajmniej nie ostatnie rewolucje żołądkowe.
    Pierwszy raz nieśmiało pokazał się 29 maja:
    31.05 nie było już wątpliwości: bobas nadchodzi:
    21.06 po prawie miesiącu gryzienia paznokci zobaczyliśmy 0,97 cm bobasa we własnej osobie:
    Od tej pory bobas rósł i piękniał, 27.07 miał już 6,15 cm:
    A 12.09 obdarzył nas pierwszym, trochę demonicznym, hollywoodzkim uśmiechem:
     O pierwszej, cienkiej kreseczki, bobas stopniowo nabierał ciężaru gatunkowego, by w końcu awansować na lokalne centrum wszechświata.

    Bobas obrasta w rzeczy potrzebne i zupełnie zbędne

    Bobasa jeszcze nie ma, ale już od paru tygodni zajmuje coraz więcej miejsca w szafach, szafkach i na półkach. Pojawia się też coraz więcej pytań typu: co zrobić żeby bobas miał dobrze i żeby przy tym nie oszaleć i nie zbankrutować. Niestety dopóki bobas nie przetestuje wszystkiego na własnej skórze, pozostaje mamine wyczucie, które na dziś dzień podpowiada następujące rzeczy:
    -większość bobasowej wyprawki będzie pochodzić z drugiej ręki,
    -bobas będzie pieluchowany w większości wielorazowo, na początku w zestawach otulacz i pieluszka, a kiedy dupina podrośnie, w kieszonkach